„Umiłowani, nie każdemu duchowi wierzcie, ale badajcie duchy, czy są z Boga”.
Dotąd moim celem było przeprowadzenie czytelnika przez ciąg myśli, który doprowadził nas do wiary w działanie duchów – tej sprawczej mocy, dzięki której otrzymaliśmy rysunki kwiatów, domów i świątyń oraz ich opisy.
Możemy mieć nadzieję, że wiara ta posiada w sobie pewną spójność i że w każdym razie nie jest gorsza od przekonania przeciwnego, które – jak się zdaje – nie prowadziłoby nas donikąd i nie dawałoby żadnego wyjaśnienia samych zjawisk.
Wydaje się również, że ci, którzy mają wiarę w Święte Słowo, mogą znaleźć w nim uzasadnienie dla tego, co tu przedstawiliśmy. W dziejach świata istniało bowiem, i nadal istnieje, wiele umysłów – także tych najwyższych, jakimi Bóg obdarzył ludzkość – które żywiły przekonania całkowicie analogiczne do tych zjawisk.
A przecież pozostają same zjawiska. Jak inaczej można je wyjaśnić w sposób zgodny zarówno z ich wystąpieniem, jak i z ich treścią?
Kwiaty w świecie duchowym
Czy naprawdę tak niemożliwe jest przyjąć, że to, co zostało napisane i narysowane, jest właśnie tym, za co się podaje – mianowicie przedstawieniami kwiatów i domów w świecie duchowym, oddanymi tak wiernie, jak tylko mogły zostać ukazane za pośrednictwem ręki osoby biorącej w tym udział?
Czy tak trudno pojąć, że takie przedstawienie zostaje nam dane poprzez nasze umysły, przez napływ pochodzący od istot duchowych, z którymi wszyscy jesteśmy związani, i przez które wszyscy możemy być w podobny sposób poruszani – pod jednym tylko warunkiem: że jesteśmy gotowi taki napływ przyjąć?
Dlaczego albo w jaki inny sposób miałyby zostać narysowane te kwiaty i domy?
Moglibyśmy przecież zapytać o nie inaczej: „Dlaczego ukształtowałeś je właśnie tak?”. Jakie jest ich znaczenie, jaka ich symbolika, jeśli nie ta, o której mówimy?
Czy milczysz, gdy pada to pytanie? A może mruczysz tylko, że jest to coś nowego i że w dzisiejszych czasach nie ma już cudów ani darów?
Wypowiedziałeś niemal prawdę – lecz to my sami stworzyliśmy tę pozorną niemożliwość.
Nie tak było z naszym Panem i Jego Apostołami, którzy chodzili wśród ludzi, czyniąc cuda i uzdrawiając, tak iż wszyscy, którzy choćby dotknęli skraju Jego szaty, odzyskiwali zdrowie.
I nie tylko On sam to czynił, lecz także Jego Apostołowie i uczniowie. Co więcej, nakazał wszystkim swoim naśladowcom czynić podobnie i obiecał im „rzeczy większe niż te”. Taka moc miała być samym dowodem ich wiary i ich podążania za Nim.
Rybacy pierwszego wieku
„Kanałem tego działania nie była żadna uczona wiedza, lecz proste polecenie wypowiedziane w imię Tego, który ma wszelką władzę w niebie i na ziemi.
Lecz gdzie jest liniowe kapłaństwo tej wielkiej odnowy? Gdzie są ci, którzy roszczą sobie prawo do tej rzeczywistej sukcesji apostolskiej? Gdzie są ci, którzy przez nakładanie rąk zwracają człowieka samemu sobie, wypędzając z niego demony, i pomnażają pierwotne bogactwo ziemi jako znak i pieczęć nadejścia królestwa niebieskiego?
Gdzie jest duchowieństwo, do którego choroba zwraca się z ostatnim apelem o zdrowie, gdy lekarze wypowiedzieli już słowa śmierci?
Znajdujemy ich wśród rybaków pierwszego wieku, lecz nie wśród prałatów wieku dziewiętnastego – w skromnie odzianych Piotrze i Pawle, Jakubie i Janie, lecz nie pod biskupim płótnem Przewielebnej Ławy.
Nasi dostojnicy kościelni mówią, że wiek cudów przeminął, lecz żaden Nowy Testament nigdy im tego nie powiedział.
Chrześcijaństwo, tak jak je odczytujemy, było ustanowieniem cudu w porządku natury. A jeśli wiek cudów przeminął, to dlatego, że przeminął wiek chrześcijaństwa.
Wiek matematyki również by przeminął, gdyby nikt jej nie uprawiał.
Niech więc – jak w naukach, które są królami tych późnych dni – apostolski sposób zostanie rzetelnie wypróbowany.
Niech kapłaństwo, do którego to należy, wyjdzie ku surowości społeczeństwa i spróbuje swych zaklęć przeciw burzy fizycznego zła, które doprowadza narody do samego rdzenia rozpaczy.
Niech przedstawi dowody apostolskiej mocy i niech zaryzykuje wszystko w tej wielkiej próbie.
Niech słaba wymówka, że wiek cnoty minął, zostanie zastąpiona pobożnym postanowieniem, aby sprowadzić go z powrotem. A jeśli zawiodą, stanie się tak dlatego, że nie są chrześcijanami – albo dlatego, że chrześcijaństwo nie potrafi znieść własnych dowodów”.
Nowe wyznanie wiary
Byłoby jednak niesprawiedliwością nie dostrzec i nie dziękować Bogu za pąki, które ukazują się dziś jako zapowiedź wyższego, a zatem bardziej praktycznego działania chrześcijaństwa wśród ludzi.
Trzeba też zauważyć wysiłki podejmowane przez niektórych bardziej liberalnych duchownych, którzy pragną zburzyć linie podziału między sektami, aby wszyscy, którzy czczą tego samego Boga, mogli czynić to we wspólnocie i we wzajemnej miłości.
Jakieś nowe wyznanie wiary, zgodne z istnieniem „darów”, a złożone jedynie z kilku artykułów – takie, jakie pozostawił nam nasz błogosławiony Zbawiciel dla naszego prowadzenia – byłoby pierwszym krokiem ku żniwu pól, które już bieleją do zbioru.
Byłoby ono pierwszym krokiem do zgromadzenia tych rzesz, „które są rozproszone jak owce niemające pasterza”.
Te nieliczne słowa, o których On powiedział, że zawierają całe Prawo i Proroków, są dostatecznie pojemne dla tego nowego i najpowszechniejszego wyznania wiary.
Wtedy możliwe stałyby się także do spełnienia owe inne, pierwsze boskie słowa wypowiedziane przez Niego po uwielbieniu Jego ludzkiej natury:
„Nowe przykazanie daję wam, abyście się wzajemnie miłowali”.
Niech członkowie Kościoła i dysydenci mieszają się ze sobą, niech otwierają przed sobą nawzajem serca i kościoły, i niech wspólnie modlą się o dary, które obiecane są gorliwej modlitwie i wierze.
Wtedy także o nich będzie można powiedzieć:
„Idź swoją drogą, twoja wiara cię uzdrowiła”.
Ta właśnie wiara dostarczy środków do własnego urzeczywistnienia i uczyni możliwym to, co wcześniej było niemożliwe:
„Przejrzyj; twoja wiara cię zbawiła”.
Wiara
Istnieje wielkie nieporozumienie co do prawdziwego znaczenia słowa „wiara”. Podobnie jak wiele innych świetlistych klejnotów Ewangelii, pozwolono mu zmatowieć i utracić blask.
W powszechnym rozumieniu sprowadzono je do działania umysłu, dzięki któremu ma on przyjmować za prawdziwe to, czego nie może pojąć. W ten sposób im większa trudność zrozumienia, tym wyższym aktem wiary ma być jej przyjęcie.
Kościół rzymski wysublimował to nieprawdziwe odczytanie słowa, chlubiąc się wręcz wiarą w rzeczy dlatego, że są niemożliwe.
Credo quia impossibile est – „Wierzę, ponieważ jest to niemożliwe” – oto rzymski odblask tego jasnego słowa.
Lecz wiara jest naszym środkiem otrzymywania darów. Dary są zawsze obecne i czekają na nas – czekają na wiarę, która umożliwi nam ich przyjęcie.
Dlatego też w cudach naszego Pana i Jego apostołów zawsze widzimy, że wiara w dary była koniecznym warunkiem wstępnym ich udzielenia.
Cuda nie były więc możliwe tam, gdzie brakowało wiary.
Piotr, z powodu braku wiary, zaczął tonąć w tym samym morzu, po którym jego Boski Mistrz chodził w pełni swej wiary.
„O małej wiary, czemu zwątpiłeś?”
„Według wiary waszej niech wam się stanie”.
„Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: Synu, ufaj”.
„Córko, ufaj, twoja wiara cię uzdrowiła”.
„Czy wierzycie, że mogę to uczynić? Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: Według wiary waszej niech wam się stanie”.
To przez tę wiarę apostołowie otrzymali swoje „dary”. Były one tak doskonałe, że powiedziano im, by nie zabierali ani złota, ani srebra, ani torby na drogę.
Powiedziano im również, że „lżej będzie ziemi Sodomy i Gomory w dzień sądu niż temu miastu”, które by ich nie przyjęło.
Mieli się też nie troszczyć o to, jak ani co mówić, ponieważ w tej samej godzinie miało im zostać dane to, co powinni powiedzieć.
„O cokolwiek prosić będziecie Ojca w imię moje, da wam. Dotąd o nic nie prosiliście w imię moje”.
„Proście, a otrzymacie”.
Opowieść mahometańska
Istnieje pewna ilustracja tej wiary zapisana przez Dżalaluddina, sławnego mistyka mahometańskiego, która pokazuje, że nawet od mahometan chrześcijanie mogą się czegoś nauczyć.
Ta krótka opowieść, tak pięknie przedstawiona, zasługuje na to, by zachować ją nie tylko w naszych głowach, lecz także w naszych sercach.
Opowieść o chorym człowieku
„Chory człowiek leżał na łożu boleści.
– Allah! – jęczał, a jego serce miękło, zaś oczy wilgotniały od modlitwy.
Następnego ranka kusiciel rzekł do niego:
– Żadna odpowiedź nie przychodzi od Allaha. Wołaj głośniej; i tak żaden Allah cię nie usłyszy ani nie ulży twojemu cierpieniu.
Chory człowiek zadrżał. Jego serce ostygło w zwątpieniu i niepokoju, gdy nagle stanął przed nim Eliasz.
– Dziecko! – rzekł Eliasz. – Czemu jesteś smutny? Czy sądzisz, że twoje modlitwy nie zostały usłyszane i że nie ma na nie odpowiedzi? Że twoja pobożność jest daremna?
A chory człowiek odpowiedział:
– Ach! Tak często i z takimi łzami wzywałem Allaha. Wołam: Allahu! – lecz nigdy nie słyszę Jego: „Oto jestem”.
I Eliasz opuścił chorego człowieka. Lecz Bóg rzekł do Eliasza:
– Idź do kuszonego; podnieś go z rozpaczy i niewiary.
– Powiedz mu, że samo jego pragnienie jest już swoim własnym spełnieniem; że sama jego modlitwa: „Przyjdź, Allahu”, jest odpowiedzią Allaha: „Oto jestem”.
Tak, każde dobre pragnienie jest aniołem przychodzącym wprost od Boga. Powiedz z serca: „O, mój Ojcze!”, a już samo to wypowiedzenie jest odpowiedzią Ojca: „Oto jestem, moje dziecko”.
Dary Ducha
Jeśli jednak chcemy znaleźć pełniejsze przedstawienie darów Ducha, sposobu ich otrzymywania oraz obowiązku, jaki spoczywa na każdym, by ich pragnąć, należy przeczytać słowa apostoła Pawła.
Nie mogę powstrzymać się od przytoczenia ich tutaj, ponieważ – jeśli są prawdziwe – zawierają światło, w którym można odczytywać wszystkie zjawiska duchowe.
„A co do darów duchowych, bracia, nie chcę, abyście pozostawali w niewiedzy.
Wiecie, że gdy byliście poganami, prowadzono was ku niemym bożkom, jak was prowadzono.
Dlatego oznajmiam wam, że nikt, kto przemawia przez Ducha Bożego, nie mówi: Jezus niech będzie przeklęty; i nikt nie może powiedzieć: Jezus jest Panem, jak tylko przez Ducha Świętego.
Różne są dary, lecz ten sam Duch”.
„Objawienie Ducha dane jest każdemu ku wspólnemu pożytkowi.
Jednemu bowiem dany jest przez Ducha dar mądrości słowa; drugiemu słowo wiedzy przez tego samego Ducha; innemu wiara przez tego samego Ducha; innemu dary uzdrawiania przez tego samego Ducha; innemu czynienie cudów; innemu proroctwo; innemu rozeznawanie duchów; innemu różne rodzaje języków; innemu wykładanie języków”.
„I ustanowił Bóg niektórych w Kościele: najpierw apostołów, potem proroków, po trzecie nauczycieli, następnie cuda, potem dary uzdrawiania, pomocy, rządzenia i różne rodzaje języków.
Czy wszyscy są apostołami? Czy wszyscy są prorokami? Czy wszyscy są nauczycielami? Czy wszyscy czynią cuda? Czy wszyscy mają dary uzdrawiania? Czy wszyscy mówią językami? Czy wszyscy tłumaczą?
Starajcie się jednak gorliwie o większe dary, a ja ukażę wam jeszcze doskonalszą drogę”.
Doskonalsza droga: miłość
Tą doskonalszą drogą, ku której owe dary powinny prowadzić, jest miłosierdzie – a dosłowne znaczenie tego słowa to miłość.
„I choćbym miał dar prorokowania, i znał wszystkie tajemnice oraz wszelką wiedzę, i choćbym miał wszelką wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, niczym jestem”.
„Miłość nigdy nie ustaje; lecz jeśli są proroctwa, przeminą; jeśli języki, ustaną; jeśli wiedza, zniknie”.
„Dążcie do miłości, pragnijcie darów duchowych, lecz najbardziej tego, abyście prorokowali. Kto bowiem mówi nieznanym językiem, nie mówi do ludzi, lecz do Boga, bo nikt go nie rozumie; w duchu zaś wypowiada tajemnice.
Kto natomiast prorokuje, mówi do ludzi ku zbudowaniu, napomnieniu i pocieszeniu”.
„Chciałbym, abyście wszyscy mówili językami, lecz jeszcze bardziej, abyście prorokowali”.
„Tak i wy, skoro gorliwie pragniecie darów duchowych, starajcie się obfitować w te, które służą zbudowaniu Kościoła”.
„Cóż więc? Będę się modlił duchem, ale będę się modlił także rozumem; będę śpiewał duchem, ale będę śpiewał także rozumem”.
Proroctwo i języki
„W Prawie napisano: Innymi językami i innymi wargami będę mówił do tego ludu, a i tak Mnie nie usłyszą – mówi Pan.
Dlatego języki są znakiem nie dla wierzących, lecz dla niewierzących; proroctwo zaś służy nie niewierzącym, lecz wierzącym.
Lecz jeśli wszyscy prorokują, a wejdzie ktoś niewierzący albo prosty, zostanie przez wszystkich przekonany, przez wszystkich osądzony; i tak tajemnice jego serca staną się jawne.
Wtedy padnie na twarz, odda pokłon Bogu i wyzna, że Bóg naprawdę jest pośród was”.
„Niech przemawia dwóch albo trzech proroków, a inni niech rozsądzają”.
„Wszyscy bowiem możecie prorokować, kolejno, jeden po drugim”.
„A duchy proroków są poddane prorokom”.
„Jeśli zaś ktoś uważa się za proroka albo człowieka duchowego, niech uzna, że to, co wam piszę, jest przykazaniem Pańskim”.
„Dlatego, bracia, starajcie się gorliwie prorokować i nie zabraniajcie mówić językami”.
Badajcie duchy
„Jednakże nie z tego się cieszcie, że duchy są wam poddane, lecz raczej z tego, że wasze imiona zapisane są w niebie”.
Dalej otrzymujemy polecenie:
„Ducha nie gaście. Proroctw nie lekceważcie”.
Dana jest nam również droga, według której mamy „badać duchy”:
„Umiłowani, nie każdemu duchowi wierzcie, lecz badajcie duchy, czy są z Boga, ponieważ wielu fałszywych proroków wyszło na świat.
Po tym poznajecie Ducha Bożego: każdy duch, który wyznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, jest z Boga; każdy zaś duch, który nie wyznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, nie jest z Boga”.
Stare i nowe przymierze
W tych fragmentach widzimy wielką różnicę między dawnym i nowym porządkiem, między stanem świata, któremu dane zostało stare Prawo, a tym, któremu nowe objawienie przyniosło Ewangelię.
Żydom zakazano wszelkich form duchowej komunikacji. Nawet jeśli w dawniejszych czasach istniała ona w czystszej postaci, to oni sprowadzili ją do zwykłego wróżbiarstwa, nekromancji i czarów, a te niskie dary, jakie posiadali, sprzedawali za pieniądze.
Lecz tym, którzy należą do nowego przymierza – którym Ewangelia przyniosła wiedzę o nieśmiertelności i wyższym życiu – dano również nakaz odnowienia dusz przez to, co było niemożliwe w ciemniejszym czasie żydowskiego Prawa.
Mamy zasady rozeznawania
Otrzymaliśmy więc nie tylko obietnicę darów, jeśli będziemy o nie prosić, ale powiedziano nam także wyraźnie o posłudze duchów i aniołów oraz o tym, jak mamy je badać, „czy są z Boga”.
Jeśli słowa te mają dla nas jakiekolwiek znaczenie, nie musimy napotykać ani wielkiej trudności, ani zbyt wielkiego niebezpieczeństwa w posłuszeństwie Bożym nakazom.
Można powiedzieć, że postępując w ten sposób, narażamy się na niebezpieczeństwo zwiedzenia co do natury i pochodzenia darów, które zostają nam udzielone, oraz na ryzyko obcowania zarówno ze złymi, jak i z dobrymi duchami.
Lecz od tej odpowiedzialności nie możemy się uchylić.
Nie jest ona większa niż odpowiedzialność, którą każdy człowiek codziennie uznaje w każdej swojej myśli i w każdym czynie. Ma on też Boskie zasady prowadzenia w tym dodatkowym zakresie odpowiedzialności, tak samo jak we wszystkich innych.
Odpowiedzialność może być większa co do stopnia, ponieważ większy jest dar. Lecz jeśli poszukuje się go w miłości, modlitwie i uwielbieniu, powstanie wyższa i wciąż postępująca wspólnota.
Człowiek zaś, w pokorze, wzniesie się do poziomu swoich darów i będzie mógł czynić z nich punkt oparcia dla nowych i większych zwycięstw ducha.
Gdybyśmy nie mieli zasad, według których należy postępować, dostrzegałbym wielkie niebezpieczeństwo. Fałszywi Chrystusowie mogliby przyjść i próbować zwieść każdego, kto dałby im swobodny dostęp do swego serca, aż – jak w przypadku dawnych „opętanych” – demony weszłyby do niego i tam zamieszkały.
Lecz w tym samym czasie, w którym dano nakaz, dano również zasady. To one powinny umieścić tę sprawę na tym samym poziomie, co wszystkie inne obowiązki i odpowiedzialności człowieka.
Rysowanie i pisanie pod wpływem ducha
W naszym szczególnym przypadku – w poruszaniu ręką podczas rysowania i pisania, które uważam za jeden z darów dostępnych wszystkim ze świata duchowego – odkryliśmy, że zdolność utworzenia Boskiego symbolu krzyża była wystarczającym znakiem.
Jeśli więc ręka nie mogła najpierw nakreślić krzyża, niczego więcej nie dopuszczano.
Często w moim własnym przypadku widziałem, jak ręka próbowała przeciąć linię, lecz nie miała mocy, aby to uczynić.
Nie wiem, czy może to być regułą dla wszystkich ani czy jest to reguła wystarczająca dla nas. Jednak przy całej naszej czujności powinniśmy uzbroić się w zdolność osądzania we wszystkich punktach, abyśmy nie zostali zwiedzeni.
Mesmeryzm i jasnowidzenie
Jeśli ktoś chciałby zapytać, czy dary te są dziś czymś odosobnionym i zupełnie samotnym, odesłałbym go do zdumiewających faktów tego, co nazywa się mesmeryzmem i jasnowidzeniem mesmerycznym.
Są one jedynie palcem wskazującym i posłańcem wysłanym przed tą mocą, aby ukazać nam dary wewnętrznego postrzegania, czyli rozeznawania duchów, oraz sposób, w jaki duch może swobodnie wędrować po swoim świecie duchowym.
Zamierzam podać na końcu książki kilka przykładów mocy tego mesmerycznego jasnowidzenia, ponieważ wydają się one rzucać światło na temat darów.
Nie są to jednak jedyne świadectwa.
Dary mówienia i rozeznawania
Także dziś, pośród nas, żyje wielu ludzi, którzy posiadają niektóre z tych darów.
Znam takich, którzy mają dar mówienia tak, jak chce duch, i którzy „nie troszczą się w owej godzinie, co mają powiedzieć”.
Mają oni dar przemawiania z duchową wiedzą o najwyższych sprawach i rzucania na nie światła, którego świat obecnie jeszcze nie dostrzega.
Znam też innych, którzy mają dar rozeznawania duchów i drugiego widzenia – i to w takim stopniu, że gdy zdolność ta zostaje im na jakiś czas odebrana, przecierają oczy, by upewnić się, że nie oślepli.
Są również tacy, przez których pióra przekazywane są objawienia znaczeń Słowa.
Czas darów
Są to początki darów, które mają zostać zdobyte i które wymagają pielęgnowania tak samo jak zwyczajne dary Boga dane człowiekowi – a nawet bardziej niż one.
Są one jednak jedynie wypełnieniem Słowa Bożego, dlatego należy ich oczekiwać i przyjmować je jako takie, a nie szydzić z nich jak z obcych naszym dniom i naszym czasom.
Z pewnością, jeśli kiedykolwiek istniała potrzeba takich darów, to właśnie teraz – gdy wiedza nadyma się pychą i pragnie być wielka sama z siebie, bez Boga.
Z pewnością, jeśli kiedykolwiek był czas na dary, to właśnie teraz – gdy człowiek tęskni za Duchem, a nie znajduje Go pośród tych, którzy powinni go prowadzić.
O najciemniejszej godzinie przychodzi świt dnia, a nigdy nie oczekuje się go z większą pewnością niż wtedy, gdy jest najbardziej potrzebny.
Filozofia uczyniła, co najgorsze, i miała już swój dzień.
Niech więc teraz ustąpi miejsca czemuś lepszemu – czemuś, co może mieć dzień jaśniejszy i dłuższy.
Kamienie wołają
Uważam, że owe „dary” są dziś niemal narzucane człowiekowi do przyjęcia – czy tego chce, czy nie – ponieważ istnieje tak wielka potrzeba, aby zmiękczyć jego serce i aby stały się one aniołami, czyli posłańcami nowego życia duchowego, które – jeśli Biblia jest prawdziwa – ma jeszcze oświecić świat.
Przychodzą one, aby świadczyć ludziom o rzeczywistości prawdziwego świata duchowego i aby dać im życie wyższe oraz prawdziwsze przez otwarcie ich oczu na to, co ich otacza, oraz na wpływy, przez które są prowadzeni.
Czyż nie lepiej, aby człowiek wiedział, w jaki sposób jego umysł jest prowadzony i strzeżony – po to, by mógł pomagać lub opierać się, zależnie od okoliczności – niż aby pozostawał, można by rzec, nieświadomą zdobyczą walczących ze sobą wpływów?
Z powodu braku tych darów oraz przyczyn, które doprowadziły do ich względnej nieobecności w życiu człowieka, w odniesieniu do tych świętych prawd powstał dziś stan rzeczy podobny do tego, o którym mówił nasz Pan, gdy przed Nim wołano „Hosanna”, kiedy wjeżdżał do Jerozolimy:
„Gdyby ci umilkli, kamienie wołać będą”.
I oto kamienie wołają teraz do nas, ponieważ my – Jego uczniowie – nie wykrzyczeliśmy przed Nim żadnego „Hosanna”, aby powitać Go w Jego wybranym mieszkaniu, którym są nasze serca.
Mandragora, czyli kwiat miłości, krzyczy, gdy wyrywa się ją z ziemi. Czyż więc człowiek ma być mniej żywy niż roślina i same kamienie, kiedy Pan pragnie podnieść go z ziemi ku niebu?
Łagodny oddech Ducha
Istnieje także postęp w sposobie wypowiadania się tych darów.
Dzięki miłosierdziu Pana nie przychodzą one do nas nawet jako cuda w dawnym sensie. On raczej uzdolnił nas do tego, byśmy mogli je przyjmować i rozpoznawać jako coś zgodnego z Boskim porządkiem oraz posiadającego analogię w prawach Jego stworzenia.
Dlatego w obecnym czasie nie mamy być prowadzeni tak, jak Żydzi – przez gwałtowne objawienie cudownej mocy – lecz raczej przez łagodne tchnienia Jego Ducha, które pociągają nas ku jeszcze cudowniejszym rozwinięciom przez działanie i odsłanianie Jego praw duchowych.
Ruch ręki, mowa ducha i jasnowidzenie
W tych poruszeniach ręki, w mowie ducha i w jasnowidzących transach można częściowo odczytać sposoby, dzięki którym zostały dane Ewangelie i ich oświecenia.
Są one światłem, w którym możemy dostrzec działanie Ducha w apostołach i uczniach naszego Pana. Ich symboliczne rozwinięcia są zaś dotknięte proroczym tchnieniem życia duchowego.
Jak więc możemy powiedzieć, że te rysunki nie przedstawiają – w jedyny możliwy dla nas sposób – prawdziwych kwiatów, domów i świątyń świata duchowego, podobnych co do rodzaju do tych, które widziano w dawnych czasach?
Jak możemy twierdzić, że nie są one właśnie tymi bytami, które widzenie duchowe naszego drogiego chłopca ujrzało, a które za pośrednictwem duchów zostały nam przekazane dla naszej wiedzy i naszej miłości?
Jeśli tak jest, czy ich formy mogą jeszcze wydawać się ubogie i bezcelowe?
Przeciwnie – czyż nie dają nam nowego światła i życia? Czyż nie otwierają przed nami nowego świata świętych myśli i nauk?
Czy taka wiara może być dla nas czymś złym?
Nie – czyż nie należy ona raczej do rzeczy lepszych? Czyż nie jest „darem”, który należy pielęgnować tak jak wszystkie inne dary Boga?
Czy nie mogą one być najniższym szczeblem drabiny, którą Jakub ujrzał we śnie, a po której aniołowie Boży wstępowali i zstępowali, tworząc w ten sposób połączenie między człowiekiem a niebem?
Epidemia kaznodziejska
Zaledwie kilka lat temu świat północny został poruszony świadectwem jednego z tych darów – daru mówienia – który w Szwecji otrzymał nazwę „epidemii kaznodziejskiej”.
Było to w roku 1842, w prowincji Skara. Biskup tej diecezji w opublikowanym liście skierowanym do arcybiskupa Uppsali pisał o licznych osobach z klasy chłopskiej, które dzięki swoim wymownym przemówieniom wywierały wielki wpływ moralny.
Niektórzy z nich przemawiali z otwartymi oczami, inni zaś w transie, w stanie całkowitej niewrażliwości na wrażenia zewnętrzne, otwierając przed słuchaczami Słowo Boże.
Sam widziałem wiele takich przykładów mówienia w obu tych stanach – zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet – w roku 1864. Nie przyszło to do nich jako epidemia, lecz zostało rozpoznane jako dar, i to dar, który – jak wierzę – jest dostępny dla wszystkich.
Bank wiary
Czy wierzysz, że Pan odpowiada na modlitwę wiary i miłości oraz że troszczy się o tych, którzy Mu ufają?
Czy istnieje dziś coś, z czego niektórzy szydzą – „Bank Wiary” – i czy złożyłbyś swoją duszę w tym banku?
Nieco w to wątpię.
Co do mnie – ku mojemu wstydowi – nie odważyłem się tego uczynić.
A jednak są tacy, którzy nie bali się zaufać Panu w Jego nieustannej opatrzności nad stworzeniami i którzy wypełniali Jego słowa w sposób bardzo dosłowny.
Nie słyszałem, aby tacy ludzie kiedykolwiek przekonali się, że owe słowa zawiodły:
„Ufajcie Panu, wy, ludzie, Jego stworzenia i potomstwo Jego miłości”.
Huntingdon był przykładem takiego zaufania.
Żyje też dzisiaj w Bristolu inny, jeszcze bardziej niezwykły człowiek – „brat George Müller” – który dzięki temu samemu zaufaniu utrzymywał siebie w posłudze w Anglii przez ostatnich trzydzieści lat.
Brat George Müller
Jego krótka historia jest następująca.
Rozpoczął od zawarcia małżeństwa z kobietą, która była prawdziwą pomocą odpowiednią dla takiego człowieka.
Około trzech tygodni po ślubie, za jej zgodą, zrezygnował ze swojego wynagrodzenia jako duchowny, polegając wyłącznie na tym, co wkładano do skrzynki w kaplicy na ich utrzymanie.
Rozdali potrzebującym cały swój niewielki majątek, który przynosił około 100 funtów rocznie, a następnie udali się do Bristolu, aby założyć dom dla sierot.
Po czterech latach próby opowiadał, że „Pan wielce uczcił tę małą ofiarę i dał im w zamian nie tylko tyle, ile oddali, lecz znacznie więcej”.
Mówił:
„W pierwszym roku posłał mi około 130 funtów, w drugim roku 151 funtów, 18 szylingów i 8 pensów, w trzecim roku 195 funtów i 3 szylingi, w czwartym roku 267 funtów, 15 szylingów i 8 pensów – a pod koniec każdego roku wszystko było wydane, ponieważ nadwyżka zawsze była przekazywana ubogim”.
W roku 1835 zapragnął założyć dom sierot. Gdy otworzył Pismo, znalazł te słowa:
„Otwórz szeroko usta twoje, a Ja je napełnię”.
I modlił się do Pana o pomieszczenia, o tysiąc funtów oraz o odpowiednie osoby, które mogłyby opiekować się dziećmi.
źródło: źródło: Chapter VII. Chapter VII. On Gifts from Spirit Drawings: A Personal Narrative, William Martin Wilkinson wydana w Londynie przez Chapman&Hall w 1858 r.