Rozdział IX Wnioski i Pouczenia

„I stanie się w ostateczne dni – mówi Bóg – że wyleję Ducha mego na wszelkie ciało”.

Co do faktów, które opisałem, nie mogę zwolnić świata z obowiązku przyjęcia mojego twierdzenia, że są one prawdziwe. A jeśli świat uzna je za dziwne, uczyniłem wszystko, co było w mojej mocy, aby ukazać ich możliwość, zestawiając analogie zaczerpnięte zarówno z dawnej historii, jak i z czasów współczesnych.

Przedstawiłem również wynik moich siedmioletnich, ścisłych obserwacji i doświadczeń, dokonanych we własnym domu i wśród własnej rodziny. Z pewnością zjawiska te są bardzo uporczywe i nie pozwalają się unicestwić samym zaprzeczaniem ich możliwości. Jak dowcipnie ujął to profesor De Morgan w niedawnej przedmowie: „Cóż należy uczynić, gdy same gasidła zaczynają płonąć?”.

Znam dziś wielu spośród tych, którzy niegdyś pragnęli być właśnie takimi „gasidłami”, a którzy obecnie sami posiadają zdolność pisania i rysowania. Odnajduję też ślady istnienia tej mocy we wszystkich epokach. W moim przekonaniu nie ma przedmiotu, który mógłby rzucić tyle światła na zagadnienia natchnienia i objawienia oraz na sposób, w jaki wypowiedzi prorocze były – i nadal mogą być – przekazywane przez duszę.

Dokąd prowadzą nas te fakty?

Mogę się mylić, lecz w każdym razie kierunek, w którym prowadzą mnie te fakty, jest dobry. Uczą mnie bowiem, że świat materialny nie jest bliższy naszym ciałom, niż Bóg jest bliski naszym duszom – o ile czynimy je świątyniami, w których On może zamieszkać.

Uczą mnie także, że poprzez nasze życie wewnętrzne mamy dostęp do rzeczywistości duchowej, tak jak poprzez nasze zewnętrzne zmysły mamy dostęp do świata widzialnego. Gdyby człowiek znajdował się w stanie wysokim i świętym, brak natchnienia byłby cudem, zamiast – jak obecnie – za cudowną uważać samą jego obecność.

„Natchnienie to nie cud, lecz regularny sposób działania Boga na świadomego ducha, tak jak grawitacja jest regularnym działaniem na nieświadomą materię. Nie jest ono rzadkim zstąpieniem Boga ku człowiekowi, lecz powszechnym wyniesieniem człowieka”.

Potoczne pojęcie cudu jest raczej wielką przeszkodą niż pomocą. Trafnie zauważono, że dopóki natchnienie uważa się za coś wyłącznie cudownego, zdrowy rozsądek będzie skłonny ograniczać jego przykłady tak dalece, jak tylko się da. Większość ludzi myślących odczuwa bowiem większą lub mniejszą niechęć do wiary w jakiekolwiek naruszenie przez Boga praw duchowych.

Może istnieć tylko jeden sposób natchnienia: działanie ducha na duszę. Dlatego zbadanie tego sposobu, czyli prawa, według którego ono działa, ma najwyższą wagę.

Z powodu braku wiedzy o tym, czym jest natchnienie, oraz o sposobie jego oddziaływania na duszę poprzez zmysły i władze człowieka, nie tylko dawne jego przykłady zostały całkowicie źle zrozumiane, lecz także wszystkie nowoczesne przypadki odrzucono jako niemożliwe.

Nie powinno tak być. Jeśli bowiem natchnienie kiedykolwiek istniało, musiało działać poprzez jakieś zwykłe i zawsze istniejące kanały duszy. Zaprzeczać jego możliwości dzisiaj znaczyłoby twierdzić, że było ono niemożliwe zawsze.

Kwestia sporna

Dla mnie fakty, które przez wiele lat dokonywały się na moich oczach i które stanowią przedmiot tej niewielkiej książki, były – i nadal są – pełne głębokiego pouczenia. Dotyczą bowiem możliwości działania pochodzącego z owego życia wewnętrznego, z którego musi wypływać wszelkie natchnienie.

We wszystkich traktatach, jakie napisano o duszy i jej oddziaływaniu na ciało, a także we wszystkim, co napisano o tej spornej kwestii natchnienia i jego nieomylności, nie spotkałem niczego, co mogłoby posłużyć choćby za podstawę prawdziwej nauki pneumatyki, czyli nauki o duchu.

Jest to bowiem nauka, która dopiero ma się narodzić. Pierwszym krokiem ku niej będzie całkowite oczyszczenie umysłu z nowoczesnych opinii na ten temat oraz próba położenia fundamentów poprzez zebranie wszystkich wzgardzonych faktów, które unoszą się niczym porzucone szczątki i zabłąkane resztki na powierzchni historii.

Kiedy zostaną zebrane i ułożone w uporządkowane szeregi, okaże się, że dotychczas nie postępowaliśmy mądrze, odrzucając je po kawałku. Ujrzymy wówczas, że posiadają one spójność i znaczną wiarygodność wewnętrzną, dzięki którym będziemy mogli rozpocząć nowe studium – z pewną nadzieją postępu ku systemowi.


Wszystkie prawa są duchowe

Żaden fakt w naturze nie jest dla mnie pewniejszy niż ten: że w człowieku istnieje głębia, która – w warunkach przyzwolenia i wiary – może stać się źródłem wydobywającym inteligencję niepochodzącą od niego samego.

Równie pewne wydaje mi się to, że owa inteligencja wypływa z najgłębszej części człowieka, albo z miejsca jej bliskiego – z tej części, która z samej swej natury i istoty pozostaje w łączności ze światem ducha. Co więcej, z punktu widzenia prawdziwej filozofii jest to zgodne z porządkiem ludzkiego bytu, a zatem prawdopodobne.

Jeśli jednak uznamy, że świat duchowy jest prawdziwym światem przyczyn, przez który ten świat materialny zostaje uformowany i podtrzymywany – jako jego niedoskonały pierwowzór – wówczas możemy słusznie powiedzieć, że świat materialny istnieje jedynie dzięki prawom duchowym.

W ten sposób odwracamy zwykłe pojęcia filozofii sceptycznej i zmuszamy ją do obrony, zamiast pozwalać jej występować w roli strony atakującej.

Cóż bowiem dzieje się z prawami natury w ramach tego szerszego systemu, który zastępuje je jedną wielką, pniową siłą dynamiczną, rozdzielającą się na tyle gałęzi, ile potrzeba do różnorodnych działań świata przyrody? Czy nie jest to lepsze i bardziej prawdopodobne niż system, który ustanawia arbitralny podział między prawami naturalnymi a prawami duchowymi?

Moja myśl jest taka: wszystkie prawa są, w swej najgłębszej sile, prawami duchowymi. Przyjmuję wszystkie prawa natury i dostrzegam dobroczynność naukowego badania oraz ponownego dociekania ich natury, lecz szukam dalej, poza nimi, ich przyczyny – i odnajduję ją w świecie duchowym.

Nauka przyrodnicza nieustannie dąży do zmniejszenia liczby podstawowych substancji materii. Istnieje przekonanie, że wraz z postępem nauki liczba ta zostanie jeszcze znacznie ograniczona. Wszystko zmierza – choć wciąż jeszcze z daleka – ku jedności materii. Od gałęzi prowadzi nas ku pniowi.

W wielu dziedzinach chemii, a także w rozważaniach nad tym, co nazywa się „nieważkimi” czynnikami natury, dochodzimy niemal do granicy duchowego. Albo raczej: mamy tu do czynienia z usuwaniem kolejnych warstw, które rzeczywistość duchowa, mocą swej wrodzonej siły, narosła wokół siebie z materii tego świata.

Prawa te nigdy nie okazują się zmienne, choć każdy atom materii nieustannie skłania się ku zmianie i gotów jest do rozkładu. Duchowe posiada przewagę nad materią, ponieważ jest jedyną trwałą i niezmienną substancjalnością.

Siły duszy

Sądziłem, że drobne fakty, które przedstawiłem, mogą pomóc w zrozumieniu oddziaływania ducha na materię oraz duszy na zewnętrznego człowieka.

Przez analogię do działania praw duchowych w formowaniu substancji materialnych można bowiem przyjąć, że działanie duchowe jest możliwe także wobec duszy, a przez nią – wobec ciała.

Dusza ma własne, wrodzone siły i własną indywidualność, a zatem również wynikającą z nich odpowiedzialność. Dzięki tym właśnie właściwościom, w swoich relacjach z wielkim światem przyczyn oraz ze swym Boskim Ojcem – relacjach o wiele wyższych niż te, które posiadają rośliny i minerały, istniejące jedynie mocą nieświadomego działania praw – dusza jest nieśmiertelna.

Dusza jest mocą, a nie rzeczą. Dlatego posiada zdolność, dzięki której może wyruszać ku nieskończoności duchowej i przynosić stamtąd błyski światła.

Lecz co jest konieczne, aby mogła to uczynić? Nie wolno jej zabierać ze sobą wiedzy pochodzącej wyłącznie od siebie ani zarozumiałości. Nie może udawać się tam jak człowiek nauki, który wszystko już wie. Nie może brać ze sobą sakwy i bagażu. Musi natomiast być napełniona miłością i ufną wiarą, które są darem Boga, aby mogła zostać uniesiona ponad ziemię i wejść przez zawsze otwarte bramy ducha.

Wielki problem życia wewnętrznego

Oto wielki problem życia wewnętrznego – i tylko w ten sposób może on zostać rozwiązany. Chodzi o to, jak dotrzeć do źródeł natchnienia, z których jesteśmy zdolni pić i które możemy w siebie wchłaniać.

Tu znajdują się rzeki życia i żywe wody Ducha. Każdy jednak musi napić się według swojej małej miary, a nie wszyscy będą czerpać z tej samej odnogi rzeki.

Ponieważ każdy człowiek różni się od wszystkich innych, a nigdy nie stworzono dwóch ludzi całkowicie jednakowych, sama ta różnica odmieni także naturę, jakość i ilość jego natchnienia.

Widzimy to w księgach Starego i Nowego Testamentu. Natchnienie Mojżesza, Samuela, Izajasza, Daniela, Jeremiasza, Ezechiela, Ewangelistów, Pawła, Jakuba, Piotra i Jana różni się w stopniach wyraźnych i odczuwalnych.

Są prorocy więksi i mniejsi, a natchnienie każdego z nich różni się także w poszczególnych partiach jego własnych słów od natchnienia obecnego w innych częściach. Przez niektórych natchnienie przemawia nawet z użyciem niepoprawnej gramatyki.*

Jak ogromna jest różnica między wspaniałym, lecz skarżącym się poematem Hioba a potężnymi grzmotami proroka Izajasza. Jakże odmienna jest jeremiada od natchnienia Psalmów, spokojna narracja Ezdrasza od mistycznych tchnień Ezechiela, a żarliwy płomień platonizującego Pawła od duchowego oddechu umiłowanego ucznia!

Gdyby wszystko było takie samo, dlaczego kanon nie został zamknięty na Mojżeszu? Dlaczego nie uczyniono go autorem całego Starego Testamentu, a także Nowego?

A jednak natchnienie jest jedno, tak jak jedno jest ciało, choć złożone z wielu członków. Dlatego Nowa Ewangelia nie jest całkowicie nowa, lecz stanowi wypełnienie Starej – zgodnie z potrzebami czasu, w którym każda z nich została dana.

Każdy stopień natchnienia można porównać do kwiatów, które nie wszystkie odpowiadają na tę samą ilość światła i ciepła. Gdyby tak było, wszystkie piękności roku rozbłysłyby już najwcześniejszą wiosną, zamiast być tak hojnie i szczęśliwie rozdzielone przez cały rok.

Niektóre wymagają wielu miesięcy świętego wpływu słońca, aby doprowadzić swe życie do pełni, podczas gdy inne wypełniają je, wyglądając spod skutej lodem ziemi na początku roku.

* „Wtedy Piotr, napełniony Duchem Świętym, rzekł do nich… A widząc odwagę Piotra i Jana oraz poznawszy, że byli ludźmi niewykształconymi i prostymi, dziwili się; i poznali, że byli z Jezusem”.

Protestantyzm

Powiedziano, że zasadniczą wadą protestantyzmu było ograniczenie mocy prywatnego natchnienia oraz nadanie nieomylności tak wszechwładnej pozycji w jedynym wielkim, uznanym przypadku natchnienia.

Ten błąd sam w sobie zawęził myśl religijną dotyczącą tego przedmiotu i przeszkodził jej w uznaniu możliwości jakiegokolwiek natchnienia po rzekomym zamknięciu kanonu Pisma.

Niedawny wyrok Tajnej Rady uczynił jednak z tego zagadnienia kwestię otwartą w Kościele, a z jej rozważania może wyniknąć jedynie dobro.

Stopnie natchnienia

Gdy tylko dopuści się istnienie stopni natchnienia, konieczne stanie się, aby każdy czynił to, co zawsze powinno się czynić przed przyjęciem jakiejkolwiek wypowiedzi: oceniał jej jakość oraz prawdziwą wartość proroczą. Tylko w ten sposób dusza może otrzymać to, co ją ogrzeje i oświeci.

Ktoś musiał najpierw otrzymać te słowa przez natchnienie i uznać je za dobre. Następnie musiały zostać zatwierdzone przez innych jako słowa Boga i w ten sposób stały się powszechnie przyjęte.

Skoro jednak pierwotnie zostały przyjęte po badaniu i rozważeniu, to zgodnie z samym geniuszem naszej natury każdy z nas ma nie tylko prawo, lecz także wzniosłą konieczność poddać je przeglądowi we własnym umyśle, stosownie do światła, jakie posiada.

Przypuśćmy, że Biblia zostałaby napisana po raz pierwszy dzisiaj. Jak zostałaby przyjęta przez świat? Czy całość zostałaby jednakowo uznana za prawdę nieomylną? Czy każde słowo nie zostałoby zbadane i poddane krytyce? Czy można by ją w ogóle ogłosić świętą, gdyby nie przeszła takiej próby?

Nie jest odpowiedzią powiedzieć, że uczyniły to już Kościoły, synody i sobory. Każdy z nas posiada bowiem prawo i wielką konieczność dokonania tego samodzielnie. W istocie widzimy już, że prawo to jest obecnie wykonywane i nie zostanie zaprzeczone.

Badanie to może wszystko stracić, a niczego nie zyskać przez nieznajomość prawdziwych zasad natchnienia oraz przez wynoszenie go tak wysoko, że nie można znaleźć żadnych analogii gdzie indziej ani w żadnym innym okresie dziejów ludzkości.

Gdyby tak było, jakaś zdolność lub pewien stan umysłowy człowieka musiałyby osiemnaście stuleci temu wypaść z ludzkiej organizacji. W to nie jesteśmy skłonni wierzyć.

Raczej należy sądzić, że przez nieużywanie, niewiedzę oraz brak miłości i współczucia zdolność ta została przykryta, aby pewnego dnia mogła zostać ponownie ustanowiona, gdy zostaną przywrócone warunki i potrzeby jej pierwszego działania.

W ten sposób stało się trudne rozpoznanie jakichkolwiek luźno zaobserwowanych i odosobnionych jej przejawów, które odtąd pojawiały się od czasu do czasu. Ogólnie rzecz biorąc, ubóstwo objawienia, które przez nią przychodziło, oraz jego fenomenalny charakter nie skłaniały ortodoksów do okazywania mu szacunku, podczas gdy sceptycy pomagali im całkowicie je odrzucać.

Jak możliwe jest proroctwo?

Jednak mimowolne poruszanie się ręki podczas pisania i rysowania zdaje się mieć głębokie znaczenie dla kwestii sposobu, w jaki możliwe są proroctwo i natchnienie.

Prowadzi ono do pytania, wobec którego dotąd panuje całkowita niewiedza: w jaki dokładnie sposób pisali prorocy i jak ich boskie objawienia rodziły się dla świata?

Współczesne widzenia oraz mówienie w transie – w którym również słowa zostają dostarczone mówiącemu nieświadomie – ilustrują sposób, w jaki apostołom nakazano nie troszczyć się o to, co mają mówić, ponieważ dane im będzie, co powiedzą.

Objawienie przychodzi raczej do duszy niż do oczu i uszu. W taki właśnie sposób dusza proroka zostawała napełniona i rozszerzona do miary swoich nowych możliwości przyjmowania.

Nauczanie apostołów w najwcześniejszym okresie musiało być natchnione tym oświeconym sposobem, ponieważ Nowy Testament nie był jeszcze wówczas spisany. Ich nawrócenia w dniu Pięćdziesiątnicy były bezpośrednim dziełem natchnienia, które zostało przez nich wylane.

Jeśli zaś ludzie mogli być natchnieni do mówienia bez wcześniejszego namysłu, nietrudno rozpoznać poruszającą się rękę jako zjawisko podobne do poruszającego się języka – tego, który został im obiecany i udzielony w tak obfitej mierze.

Oczywiście pisane proroctwa mogły być zasadniczo przyjmowane najpierw przez umysłowe oświecenie lub natchnienie, a następnie spisywane w zwykły sposób. Istnieją jednak w Biblii niezwykle mocne i potężne świadectwa, że przynajmniej niektórym z najważniejszych wydarzeń w dziejach rodzaju ludzkiego towarzyszył bardziej zjawiskowy sposób przekazu, jak gdyby były zbyt wielkie, aby mogły przejść przez zwyczajne kanały objawienia.

Jak spisywano proroctwa?

Po tym, jak Dziesięć Przykazań zostało wypowiedzianych pośród grzmotów i błyskawic Synaju, słowa te zostały zapisane na kamiennych tablicach „palcem Bożym”, bez przechodzenia przez natchnienie któregokolwiek z Jego stworzeń.

A gdy tablice te zostały rozbite przez Mojżesza u stóp góry, zostały ponownie zapisane na dwóch nowych tablicach, wyciosanych przez Mojżesza.

Wtedy właśnie Przybytek miał zostać uczyniony godnym ich przyjęcia, a ludzie mieli być natchnieni na różne sposoby do szczególnych prac i posług, których od nich wymagano.

Sam Przybytek, jako wielki typ człowieczeństwa, miał zostać wykonany według najdrobniejszych szczegółów:

„Według wszystkiego, co ci ukażę, według wzoru przybytku i wzoru wszystkich jego sprzętów, tak go uczynicie”.

I znów, gdy mowa o świecznikach, czaszach, gałkach, ramionach, lampach i szczypcach, powiedziano mu:

„Patrz, abyś uczynił je według wzoru, który został ci ukazany – albo który dano ci ujrzeć – na górze”.

Potrzebni rzemieślnicy zostali następnie natchnieni. Besaleel został „wezwany po imieniu”, a dalej powiedziano:

„Napełniłem ich Duchem Bożym, mądrością, rozumem, wiedzą i wszelkim kunsztem, aby obmyślali dzieła sztuki, wykonywali je w złocie, srebrze i miedzi… A w serca wszystkich mądrych sercem włożyłem mądrość, aby uczynili wszystko, co ci rozkazałem”.

Przybytek, Arka Świadectwa oraz całe wyposażenie Przybytku miały być wykonane według wzorów, które Mojżeszowi dano ujrzeć na świętej górze Synaj. W ten sposób ukazano nam rozstrzygająco, że natchnienie zostało przekazane do jego umysłu za pomocą typów, wzorów lub rysunków.

Przykłady z Biblii

Kiedy wreszcie miała zostać zbudowana sama Świątynia – tak święta, że Dawid, w ostatniej, wielkiej i uroczystej scenie zamykającej jego życie, „zgromadził w Jerozolimie wszystkich książąt Izraela, książąt pokoleń, dowódców oddziałów, możnych i wszystkich dzielnych mężów” – król Dawid powstał na nogi i rzekł:

„Słuchajcie mnie, bracia moi i ludu mój! Ja miałem w sercu zbudować dom dla Arki Przymierza Pańskiego i dla podnóżka Boga naszego, i przygotowałem wszystko do budowy. Lecz Bóg powiedział do mnie: Nie zbudujesz domu dla imienia mego, ponieważ byłeś człowiekiem wojny i przelewałeś krew. Spośród wszystkich moich synów wybrał On Salomona, mego syna, aby zasiadł na tronie królestwa Pańskiego nad Izraelem. I powiedział do mnie: Salomon, twój syn, on zbuduje mój dom i moje dziedzińce, ponieważ wybrałem go sobie za syna, a Ja będę mu ojcem. Uważaj teraz, bo Pan wybrał cię, abyś zbudował dom dla świątyni. Bądź mocny i czyń to”.

Wtedy Dawid przekazał Salomonowi, swemu synowi, wzór przedsionka, jego domów, skarbców, komnat, wewnętrznych izb oraz miejsca przebłagalni; a także wzór wszystkiego, co otrzymał przez Ducha – albo wszystkiego, co było z nim przez Ducha – dotyczącego dziedzińców domu Pańskiego, wszystkich komnat wokół, skarbców domu Bożego i skarbców rzeczy poświęconych.

Przekazał mu również wzory dotyczące oddziałów kapłanów i lewitów oraz całej pracy służby w domu Pańskim.

Budowa Świątyni

„Wszystko to – powiedział Dawid – Pan dał mi zrozumieć na piśmie, przez swoją rękę nade mną: wszystkie dzieła tego wzoru”.

I rzekł Dawid do Salomona, swego syna:

„Bądź mocny i mężny, i czyń to. Nie lękaj się ani się nie trwóż, bo Pan Bóg, mój Bóg, będzie z tobą. Nie opuści cię i nie porzuci, dopóki nie ukończysz całego dzieła służby domu Pańskiego”.

A dalej:

„Będziesz miał przy sobie do wszelkiego rodzaju pracy każdego chętnego i biegłego człowieka, zdolnego do wszelkiej posługi; także książęta i cały lud będą na twoje rozkazy”.

Dana zostaje wskazówka

Tutaj zostaje nam wyraźnie powiedziane, że wzór został natchniony Dawidowi – wzór wszystkiego, co posiadał przez Ducha. Jedynym dosłownym i zrozumiałym znaczeniem tych słów jest to, że został on przez niego narysowany jako plan budowli, w sposób znacznie różniący się od zwykłego rysowania.

Co zaś dotyczy wskazówek odnoszących się do oddziałów kapłanów i lewitów oraz całej służby domu Pańskiego, powiedziano:

„Wszystko to Pan dał mi zrozumieć na piśmie, przez swoją rękę nade mną”.

Wyrażenie to obfituje w światło, jeśli chodzi o sposób, w jaki przekaz został mu udzielony. Dawid zaprzecza bowiem przez nie, jakoby znał tę rzecz wcześniej, zanim ujrzał ją we własnym piśmie. W podobny sposób mówi również o wszystkich dziełach tego wzoru, które zostały mu dane.

Godne uwagi w tym związku jest to, że dosłowne znaczenie słowa „konsekracja” to „napełnienie ręki”. A z doświadczenia wiadomo, że wielu spośród tych, którzy odczuwali moc pisania lub rysowania, opisywało ją jako przychodzącą wraz z napełnieniem ramienia i dłoni. Niekiedy jest to tak wyraźne, że wywołuje lekkość unoszącą rękę.

Akt konsekracji może więc być wylaniem pewnej siły duchowej, której towarzyszy ten sam zjawiskowy sposób działania i która zarazem go wyjaśnia – ten sam sposób, dzięki któremu powstają rysunek i pismo.

Przytoczone ustępy nie zostały jednak przedstawione po to, aby tworzyć analogię między przedmiotami natchnienia. Mają one raczej, dzięki podanym niezwykłym przykładom, ukazać sam sposób – albo władzę istniejącą w człowieku – która istniała zawsze i oczywiście nadal w nim istnieje, choć dziś może być przesłonięta i przykryta. To przez nią różne rodzaje natchnienia mogą być przez człowieka rzeczywiście przyjmowane.

Widzimy, że jedni byli natchnieni do najwyższego proroctwa, inni zaś byli natchnieni albo „napełnieni Duchem Bożym, mądrością, rozumem, wiedzą i wszelkim kunsztem, aby obmyślali dzieła sztuki i wykonywali je w złocie, srebrze i miedzi”.

W ten sposób jedno źródło zostaje przypisane wszystkim rodzajom i stopniom natchnienia, a różnice pozostawia się temu, by ujawniły się w wytworzonych skutkach.

Gdyby ten pogląd został dzisiaj uznany, nie pytalibyśmy tak, jak pytamy obecnie, o różnicę między geniuszem a natchnieniem. Nazwalibyśmy wszystko natchnieniem. A jeśli w ogóle używalibyśmy słowa „geniusz”, to tylko po to, aby odróżnić natchnienie dotyczące prawd światowych i naukowych od najwyższych prawd proroczych, do których niesłusznie ograniczono samo pojęcie natchnienia.

Natchnienie jest powszechne

Natchnienie jest powszechne. Jeden ze współczesnych komentatorów dobrze wyraził tę szerszą jego wizję:

„Zwracam się ku wzniosłym duszom, które przez tchnące liczby, melodie, barwy, marmur albo słowa wprawiły świat w zachwyt, i słyszę, jak oświadczają, że w swoich najwyższych dziełach zostają opanowane przez moc przekraczającą ich wolę.

Zwracam się ku reformatorom i męczennikom, i słyszę, jak głoszą, że słowo, które wypowiadają, nie jest ich własne.

Zwracam się ku prywatnemu doświadczeniu nas wszystkich i pytam, czy nie odczuwaliśmy, ilekroć w naszych najwyższych chwilach myśli, obowiązku albo modlitwy jakaś wielka prawda zasady, energii lub pokoju rozbłyskiwała w naszym rozumie, ożywiała sumienie, poruszała wolę i napełniała serca – czy nie odczuwaliśmy zawsze, że nie była ona naszym własnym wytworem, lecz raczej czymś, co weszło w nas, do naszego wnętrza, a jednak przyszło z góry?”.

Uznanie takiej władzy i takiego jej pochodzenia pozwoliłoby nam przyswoić powszechność ducha, która widziałaby, jak wszystko kształtuje się w jeden wielki ołtarz, na którym człowiek mógłby przedstawić Bogu swoje potomstwo.

Z braku tego uznania człowiek, w pysze swojej inteligencji, zdaje się nieustannie próbować tworzyć wstecz – od tego, co naturalne, ku temu, co duchowe – i za pomocą ludzkiego rozumu konstruować swojego Boga.

Natchnienie i Biblia

Taki pogląd na natchnienie, jaki pragnąłbym tu wskazać, nie da się pogodzić z apriorycznie ogłoszonym pojęciem nieomylności. Doświadczenie obecnych sposobów myślenia niektórych spośród naszych najlepszych teologów, nie mniej niż decyzja Tajnej Rady, odcięło już to pojęcie od Kościoła.

Okaże się to jednak korzyścią, a nie szkodą dla Biblii. Jeśli bowiem Biblia ma być oceniana na podstawie swoich wewnętrznych zasług, świat jako całość nigdy nie wyceni jej niżej, niż na to zasługuje.

Prości nadal będą rozumieli ją w prostocie, a mądrzy – w mądrości. I będzie ona przemawiać, jak czyniła to zawsze, do najgłębszego serca człowieka, ponieważ spotyka go w tych duchowych głębiach jego natury, gdzie jest jego jedynym przewodnikiem i pomocnikiem.

Biblia nie musi obawiać się tak bardzo ataku wrogów, jak przesadnych żądań nieświadomych przyjaciół. Są oni gorliwi dla niej ponad to, co napisano, a wysuwając roszczenia, których sama Biblia dla siebie nie uzasadnia i których oni nie potrafią dowieść, popychają do opozycji tych, którzy są wystarczająco mądrzy, by wiedzieć, że tamci się mylą.

Wiem jedno: ilekroć wielka kwestia natchnienia zostanie zbadana w taki sposób, aby dać jakąkolwiek nadzieję jej rozstrzygnięcia, zjawiska, które tu przedstawiłem – oraz inne, które są z nimi powiązane – rzucą na nią więcej światła niż jakiekolwiek inne, jakie można by w tej dyskusji przywołać.

I właśnie z tego powodu, a także dlatego, że wiem, iż fakty, które podałem, są godne zaufania i pozostaną na zawsze, bez niechęci stwierdzam ich prawdziwość. Gotów jestem ponownie stanąć przed trybunałem moich współgrzeszników i prosić o ich rozważenie.

źródło: Chapter IX. Conclusions and Teachings from Spirit Drawings: A Personal Narrative, William Martin Wilkinson wydana w Londynie przez Chapman&Hall w 1858 r.