Wieszcz

Pismo Bezpośrednie

pełen tytuł:  BEZPOŚREDNIE PISMO DUCHÓW W ŚWIETLE
„Pożegnalny” seans z panem Eglintonem
Do Redaktora „Light”

Szanowny Panie, – Póki fakty są jeszcze świeże w mojej pamięci, spieszę odnotować dla Pana i Pańskich Czytelników szczegóły bardzo imponującego seansu, który odbył się w moim domu w sobotni wieczór, 5 lutego. Pan W. Eglinton, który 12-go ma wyjechać do Ameryki, pragnął – lub też jego przewodnicy pragnęli – przekazać nam jakieś pożegnalne słowo i manifestacje.

Obecni byli: pani Susan Willis Fletcher, pan A. (absolwent Cambridge), pan H. Bastian, pan E. Dawson Rogers, pani Nichols oraz ja, co wraz z panem Eglintonem dawało siedem osób, z których trzy lub cztery są znane jako silne media. Główne manifestacje uznano jednak za pochodzące od przewodników pana Eglintona, wspieranych niewątpliwie zjednoczonymi siłami pozostałych mediów.

Najpierw usiedliśmy – w porządku, w jakim akurat staliśmy – wokół okrągłego stołu; wówczas rozległy się stuki, które w odpowiedzi na nasze pytania kazały nam się przesiąść i ustawić inaczej. Następnie zgaszono gaz i po chwili usłyszeliśmy niski głos „Ernesta”, który odezwał się do każdej z obecnych osób, a potem powiedział, że przy tak silnej mocy mediumicznej w kręgu ma nadzieję, iż będą mogli dać dobre manifestacje.

Po nim wystąpił „Joey” z przyjaznymi pozdrowieniami i żywymi uwagami. Gdy wszyscy trzymaliśmy się za ręce, nakręcił dużą pozytywkę i wprawił ją w ruch. Później, kiedy pan Dawson Rogers i pani Fletcher położyli dłonie na szklanej pokrywie, całkowicie wykluczając jakikolwiek dostęp ludzkich rąk do mechanizmu, „Joey” sprawił, że pozytywka zatrzymywała się w środku melodii, ruszała dalej, grała trzy nuty, znów się zatrzymywała itd., itd., na prośbę osób w kręgu. Jest to manifestacja częsta, ale – jak każdy obeznany z takimi instrumentami zauważy – bardzo niezwykła.

Teraz zapalono gaz; dwa palniki ustawiono tak, aby dawały łagodne, lecz dostateczne światło. Pan Eglinton popadł w trans i został opanowany przez „Daisy”, która kierowała dalszym przebiegiem.

Wybrano trzy duże czyste kartoniki z paczki leżącej na stole; wyboru dokonali pan Dawson Rogers, pani Fletcher oraz pan A. Kartonik wybrany przez pana Dawsona Rogersa, na jego sugestię, umieszczono wraz z małym kawałkiem grafitu odłamanym od ołówka pośrodku tomiku w formacie oktawy; książkę zamknięto, a następnie pan Dawson Rogers mocno przycisnął ją do stołu, kładąc swoją dłoń na okładce, a dłoń pana Eglintona spoczęła na jego dłoni. Po kilku sekundach książkę otwarto i jedna strona kartonika była niemal cała pokryta następującym przekazem, najwyraźniej dyktowanym przez jego ukochaną córkę, choć nie jej charakterem pisma:-

„Drogi Tatusiu,-Tak się cieszę, że mogę do Ciebie przyjść. Twoja wiara – ach, jakże wspaniała! – lecz jeszcze wspanialej jest wiedzieć, że ci, których kochasz, są z Tobą. Proszę, przekaż moją drogą miłość mamie i zapewnij ją, że zawsze jestem przy niej; a Ciebie samego obejmuję najczulszą miłością.
„Twoje Duchowe Dziecko,
„Kathleen.”

Zapytana, gdzie chciałaby umieścić swój kartonik, pani Fletcher wybrała, aby włożyć go między dwie tabliczki łupkowe. Tak też zrobiono – ale bez żadnego kawałka rysika – a tabliczki zostały mocno dociśnięte do siebie przez panią Fletcher i pana Dawsona Rogersa. Po mniej więcej takim samym czasie jak w poprzednim doświadczeniu kartonik wyjęto i okazało się, że zawiera – zapisane bardzo śmiałą i szybką ręką, ołówkiem grafitowym – następujące słowa:-

„Moja droga przyjaciółko, choć świat potępia, my rozumiemy. Nadzieja musi pocieszać cię bardziej niż twoja niewinność.
„ ‘Umysł będzie ucztował, choć ciało będzie więdło.’ ”

Trzeci kartonik, wybrany – i rzecz jasna starannie zbadany – przez pana A., rzucono następnie wraz z kawałkiem grafitu, z którego w pierwszym doświadczeniu odłamano czubek, w najdalszy kąt pokoju, około siedmiu stóp od najbliższej osoby. Pozostaliśmy na miejscach z połączonymi rękami tylko przez chwilę, gdy pan Eglinton – lub Duch przemawiający przez niego – poprosił pana A., by poszedł i podniósł kartonik. Pan A. stwierdził, że jedna jego strona była pokryta bardzo starannie zapisanym przekazem następującej treści:-

„Twoja żona, która jest tu w Duchu, zamanifestuje się, gdy stworzysz niezbędne warunki; ale bądź pewien jej całkowitego szczęścia i dalszego istnienia.”

Po tych zdumiewających i w najwyższym stopniu satysfakcjonujących manifestacjach czuliśmy dotykające nas palce, które – w niektórych przypadkach, jak wiem, a być może we wszystkich – dawały znajome znaki obecności Duchów i dostarczały możliwie najlepszych dowodów osobistej tożsamości. „Ernest” rozmawiał z nami ponownie i odpowiadał na pytania. „Joey” dołączył do przyjacielskiej rozmowy, a gdy mówił, usłyszeliśmy także dobrze znany i mile witany głos „Johnny’ego”, jednego z przewodników pana Bastiana, rozmawiającego z „Joeyem” i z nami.

„Ernest” wezwał nas następnie do porządku i zaproponował, aby wykorzystali moc tak silnego i harmonijnego kręgu do pewnych materializacji. Najpierw ujrzeliśmy światła duchowe o wielkiej jasności – zwłaszcza krzyż z najczystszej białej poświaty, podobnej do światła gwiazd. Potem pojawiła się delikatna postać kobieca, niosąca szerokie, mocne światło, dzięki któremu widoczne były jej rysy; ukazywały się one w różnych miejscach pokoju, nawet wysoko przy suficie. Mieliśmy wystarczająco wiele dowodów, że światła nie były wytwarzane przez olej fosforyzowany, a zmaterializowane postacie nie były udawane za pomocą masek, sztucznych bród i draperii.

Mam pięcioletnie doświadczenie z panem Eglintonem i jego manifestacjami i nie mam wątpliwości, że on oraz one dadzą w Ameryce taką samą satysfakcję, jaką dawały w Anglii, Belgii, Szwecji, Niemczech, Austrii oraz na Przylądku Dobrej Nadziei. Przyłączam się więc do wszystkich jego przyjaciół, życząc mu bezpiecznej podróży, pomyślnej wizyty i szczęśliwego powrotu. Ameryka przysłała nam wielu znakomitych mediów. My odsyłamy jej, przynajmniej, jedno z najlepszych w zamian.

T. L. Nichols, M.D.
32, Fopstone-road, South Kensington.
7 lutego 1881 r.

Z wielką przyjemnością składam świadectwo całkowitej autentyczności manifestacji opisanych przez dr. Nicholsa, które miały miejsce w okolicznościach wyjątkowo zadowalających. Doskonale znam sztuczki, dzięki którym zawodowi iluzjoniści potrafią podmieniać wybrane kartoniki. Lecz w tym wypadku nie było miejsca na oszustwo. Kartonik, który wybrałem i który był wówczas całkowicie czysty z obu stron, był z pewnością tym samym kartonikiem, który umieszczono w książce pod moją dłonią, i na którym kilka sekund później ujrzałem przytoczony wyżej napis.

E. Dawson Rogers

źródło: DIRECT SPIRIT WRITING IN THE LIGHT; LIGHT – A Journal devoted to the Highest Interests of Humanity, both Here and Hereafter,  February 12, 1881.