„Podnieście głowy, bramy, i podnieście się, odwieczne podwoje,
aby mógł wkroczyć Król Chwały.”
– Ps. 24
Motyw żywej Świątyni posiada nieskończoną liczbę wariacji, ponieważ sam w sobie jest nieskończony. W drugim kwartalnym wydaniu Interpreter z 1972 roku artykuł zatytułowany THE WORLD WITHIN badał niektóre aspekty tej podróży, która prowadzi pielgrzymującą ludzkość od życia i świadomości, jakie są powszechnie znane i przeżywane w świecie zewnętrznym, do wewnętrznego świata, w którym człowiek funkcjonuje jako Świątynia żyjącego Boga.
W tamtym artykule omówiono pewne postawy i cechy potrzebne do tej pielgrzymki, a także przeszkody, które mogą ją utrudniać. Wszystko to było jedynie wprowadzeniem. Praca Świątyni jest daleka od ukończenia.
Droga do Świątyni Piękna, a zarazem jej spełnienie (ponieważ droga i jej spełnienie są jednym), przedstawiona jest w zasłoniętej alegorii we wszystkich świętych pismach. Najzwięźlej i najgłębiej ukazuje ją opis Przybytku na Pustyni, znajdujący się w Księdze Wyjścia Starego Testamentu.
W pustyni planu fizycznego – gdzie człowiek jest prawdziwie „cudzoziemcem”, nie mającym trwałego miejsca pokoju i bezpieczeństwa, ale zawsze pielgrzymem na drodze powrotu – istnieje jednak przybytek w świadomości, do którego może się wycofać, by zyskać nową siłę i pokarm na dalszą drogę. Nawet w pustyni świata zewnętrznego istnieje to wewnętrzne miejsce pokoju, gdzie Święta Obecność nigdy nie jest nieobecna, choć czasami wydaje się przysłonięta „chmurami” penetrującymi z zewnątrz.
Tak jak siły natury – ziemia, powietrze, ogień i woda – stanowią środowisko fizyczne człowieka i zawierają wszystko, co jest mu potrzebne do życia ciała,
tak samo w Przybytku odnaleźć można elementy życia wewnętrznego.
Tutaj, symbolicznie opisane poprzez fizyczne sprzęty będące „cieniem rzeczy przyszłych”, znajdują się te wyposażenia „nie ręką ludzką uczynione”, lecz odwiecznie zaprojektowane w niebiosach, które stanowią wszystko, czego potrzeba, aby służyć pełni życia zakorzenionego w Bogu.
W tym miejscu odnaleźć można:
Siedem świeczników
Są one symbolem siedmiu duchowych centrów w człowieku, które – gdy zostają ożywione – pojawiają się jako wiry światła.
Źródło mądrości i dwie tablice Prawa
Tablice te oznaczają podwójne siły świata zewnętrznego, które po pogodzeniu poprzez wyższą perspektywę i wypolarowaniu zgodnie z porządkiem kosmicznym, niosą wszelkie potrzebne człowiekowi wskazania.
Manna z nieba
Karmi ona życie nieśmiertelne.
Jest substancją duszy, dobrem i duchową mocą, która często rodzi się z chwilowego bólu i pozornego zła.
Dawid znał ją jako:
„stół zastawiony dla mnie pośród mych wrogów.”
To także „chleb powszedni”, o którym mówił Chrystus Jezus:
„Mam pokarm, o którym wy nie wiecie.”
Laska proroctwa
Odnosi się do ognia kręgosłupa.
Oczekuje ona oczyszczenia tego ognia, który – gdy wznieci się i zostanie podniesiony ku górze – otworzy oczy wizji, oświeci przeszłość, teraźniejszość i przyszłość oraz odsłoni wewnętrzne tajemnice i ukryte znaczenia wszystkich rzeczy.
Arka duszy
W najświętszym miejscu trwa przez życie za życiem arka duszy, pośrednik między dwoma światami, między Bogiem a człowiekiem.
Strzegą jej Cherubiny, strażnicy utraconego Edenu i opiekunowie tego punktu magnetycznego kontaktu między ludzkim a Boskim, gdzie człowiek i Bóg komunikują się ze sobą.
Oczekują oni na jego dojrzałość, aby mogli rozwinąć skrzydła i odsłonić Chwałę Szekiny Najwyższego.
Człowiek nie wie i nie widzi.
„Światłość świeci w ciemności, a ciemność jej nie ogarnęła.”
W sanktuarium panuje ciemność – nie ciemność zła, lecz ciemność niewiedzy. Jest to ciemność głębi jeszcze niezgłębionej – cicha, głęboka ciemność wnętrza, niosąca obietnicę tego, co ma nadejść.
Świeczniki wciąż są nie zapalone.
Oczekują świadomości tej świetlistej Istoty, która stoi u bram wewnętrznego poznania:
„Oto stoję u drzwi i kołaczę. Jeśli kto usłyszy mój głos i otworzy drzwi, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną.”
Miłość – jedyna siła otwierająca bramy Świątyni
Żaden wysiłek ani siła ludzkiej woli nie może otworzyć bram wobec tej Istoty.
Tylko miłość może podnieść „odwieczne podwoje”, ponieważ prowadzą one prosto do tronu miłosierdzia, gdzie serce miłości oczekuje na Obecność.
Człowiek może uznać „Króla Chwały” tylko wtedy, gdy w całej swej istocie przyjął, że miłość – czysta, bezinteresowna, bezosobowa – jest największą mocą we wszechświecie.
Żadne siły świata zewnętrznego nie mogą oprzeć się tej miłości.
Jej przykłady są rzadkie, ponieważ niewielu – poza Chrystusem Jezusem – osiągnęło ją. Ale byli tacy jak Gandhi, który pokonał największe imperium swoich czasów czystością swej bezinteresownej miłości.
Koronujemy tę miłość jako „Króla”, gdy postanawiamy, że niezależnie od tego, ile razy w kolejnych życiach potkniemy się, zbłądzimy lub zawiedziemy – ona będzie naszą gwiazdą polarną we wszystkich sprawach życia.
Gdy miłość otwiera bramy…
Wtedy – i tylko wtedy – Świątynia płonie Światłem Obecności.
W tym Świetle człowiek może pić z fontanny wszelkiej mądrości;
może być godny dzierżyć laskę mocy, która otwiera tajemnice życia, gdyż taki człowiek zna Prawo i nigdy by go nie zdradził przez użycie mocy dla egoistycznego zysku.
Już nie polega na łupinach śmiertelnych substancji, lecz je chleb nieśmiertelności.
Jest w pokoju.
Trwa w miłości głęboko w sercu Boga i obcuje z całą rzeczywistością, bo:
„Bóg jest Miłością, a kto mieszka w Miłości, mieszka w Bogu – a Bóg w nim.”
Jednak to wciąż nie koniec drogi
Komunia z wewnętrznym Panem jest jedynie środkiem do celu.
Gdy doświadczenie z Klasztornym Chrystusem spełni swój cel, pojawia się kolejny krok, kolejny aspekt Wielkiego Dzieła, bo ścieżka zawsze prowadzi naprzód i wzwyż.
W minionej epoce gwiazda Mistycznego Chrystusa wzeszła na wschodnim horyzoncie – symbol wewnętrznych i wyższych światów. Zawisła nad ludzkością będącą w duchowym niemowlęctwie.
Zasada altruistycznej miłości była dosłownie nieznana i niezrozumiała dla szerokich mas świata.
Mogła przejawić się tylko jako niemowlę w sercu – karmione w ukryciu jako cecha wewnętrzna, aż nabierze siły na światło innego dnia.
Ten inny dzień właśnie świta.
Gwiazda Chrystusa stoi u bram Wodnika, wzywając tych, którzy chcą być Jego uczniami, aby nieśli Jego żywe wody spragnionemu światu.
Wielka zmiana wiedzie od doświadczeń Ryb ku doświadczeniom Wodnika:
od Chrystusa w sercu do Chrystusa żyjącego, potężnego i triumfującego w życiu świata.
Symbol bramy: energia, która wypływa
Być może właśnie dlatego symbol bramy jest tak ważny – otwiera się w obie strony.
Światło Miłości zawsze naciska na bramy Świątyni, aby mogły otworzyć się szeroko, uwalniając życie Miłości.
Miłość nie ma żadnego związku z oddzielonym „ja”.
Musi być dzielona.
„Idźcie na cały świat” – powiedział Wielki Pan dwa tysiące lat temu.
Mówi to samo teraz:
„Niech światło zapalone w wewnętrznej Świątyni tak świeci,
aby po owocach wszystkich poznano, żeście moimi uczniami –
nie po tym, co mówicie, lecz po tym, co czynicie i czym jesteście;
albowiem Królestwo Boże nie przychodzi dostrzegalnie…”
Gdy uczniowie Chrystusa zapytali Go, jak mają iść –
nie jest zapisane, by udzielił im wykładu filozoficznego.
Dał im Błogosławieństwa – błogosławione postawy serca i umysłu:
pokój, miłosierdzie, łagodność i pojednanie.
Potem opowiedział im przypowieść o Dobrym Samarytaninie i powiedział:
„Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.”
Relacje międzyludzkie jako największe pole duchowej pracy
Nie dziwi, że największe możliwości duchowego wzrostu leżą w obszarze naszych relacji z innymi.
I że dziś coraz większy nacisk kładzie się na właściwe relacje międzyludzkie.
Jest to istota i konsekwencja wszystkiego, czego nauczał Mistrz.
Jest to nuta przewodnia życia dla tego, który otworzył bramy Świątyni Królowi Chwały i wychodzi, by służyć w Jego Imię, z całym swoim osiągnięciem.
Coraz więcej ludzi uświadamia sobie, że jedyne prawdziwe „grzechy”, jakie popełniamy, to te, które krzywdzą lub hamują drugiego człowieka.
Wielu „dobrych” ludzi nigdy nie pomyślałoby, by skrzywdzić kogoś czynem – a jednak często nie zdają sobie sprawy z potężnej szkody, jaką wyrządzają poprzez myśli i uczucia.
Nauczyciel Tybetański powiedział:
„Nie myśl żadnej myśli ani nie śnij żadnego snu, które mogłyby stać się przeszkodą w drodze twego brata.”
Chrystus Jezus ujął to prościej:
„Czyńcie innym (w myśli, słowie i czynie) to, czego sami pragniecie.”
Słowa te mogłyby być wypisane ognistymi literami nad bramą Świątyni dla tego, kto chce wyjść służyć żyjącemu Chrystusowi.
„Ja jestem drzwiami” – brama jako droga życia
Chrystus dał nam potężny obraz duszy: drzwi jako droga do życia.
Powiedział: „Ja jestem drzwiami.”
Dr. Friedrich Rittelmeyer, w swojej książce Meditation, proponuje użyć tych słów jako ćwiczenia w duchowej wizualizacji.
(Kilka z poniższych koncepcji czerpie swobodnie z tego źródła.)
Gdy człowiek potrafi mocno uformować w sobie obraz Chrystusa jako drzwi, wtedy słowa Jego modlitwy do Ojca stają się rzeczywiste:
„Ty dałeś Mi ich,
a Ja objawiłem im Twoje Imię
i zwrócę ich Tobie – podniesionych we wszystkim.”
Wtedy człowiek pojmuje, że każdy aspekt życia ma tylko jeden cel:
odnaleźć w nim przejaw Miłości Ojca i zwrócić ją ku Niemu – przemienioną w duchowe życie i moc.
Chrystus jako drzwi każdego dnia
Co by to znaczyło – powstawać każdego ranka i uczynić Chrystusa drzwiami dla wszystkiego, co dzień przyniesie?
Znaczyłoby to:
-
widzieć w każdym spotkaniu, każdej osobie, każdej sytuacji
okazję do odnalezienia Chrystusa w nich
i wyrażenia Chrystusa przez nich; -
patrzeć na rodzinę, współpracowników i wszystkich ludzi
oczami Chrystusa; -
wnieść nową jakość ducha w relacje międzyludzkie –
jakość, której wcześniej tam nie było; -
uczynić każdą istotę drogą, świętą i drogą,
ponieważ kochamy Chrystusa w nich
i widzimy myśli Boga w nich
oraz chwałę ich najwyższej istoty.
To samo w sobie jest najwyższą formą uzdrawiania.
W takiej atmosferze człowiek może dokonać największego postępu – fizycznego, mentalnego i duchowego – ponieważ zostaje uwolniony od ciężaru ograniczających konceptów innych ludzi.
Pod takimi warunkami rozumiemy, jak wielkim błędem jest egoistyczne „wtrącanie się dla czyjegoś dobra”.
Zamiast tego – przyjmujemy drugiego człowieka takim, jakim jest, nawet w naszych myślach i uczuciach.
Taka miłująca wolność wydobywa z ludzi to, co najlepsze.
Przejście przez inne drzwi…
Wejście przez inne drzwi – lub w jakikolwiek mniejszy sposób – przynosi zasłużoną naganę:
„Byłem chory w tym człowieku, samotny, uwięziony –
a nie odwiedziliście Mnie.
Miłujesz Mnie – czy siebie w tej służbie?”
Czy to możliwe?
Z punktu widzenia ludzkiego – nie.
Ale nie jest to niemożliwe, jeśli człowiek przyjmuje życie jako dar Boga, który ma być swobodnie oddany Bogu;
jeśli przyjmuje, że życie przepływa przez niego od jedynego Centrum, którym jest Boskie Życie i Boska Miłość –
i że my jesteśmy Jego Świątynią, przez którą On wyraża swoją Wolę i Swój Cel.
źródło: Open the Gates of the Tempel by Adrienne Ashley; New Age Interpreter, Vol. XXXIII – 3rd Quarter 1972.