W ramach zapowiedzi opublikowanych w zeszycie 4 tego czasopisma należy wspomnieć również o zadziwiającej zdolności jasnowidzenia zmarłego rybaka Antona Johanssona z Ledesby w norweskim Finnmarku, której objawienia – zarówno przed, jak i w czasie pierwszej wojny światowej – wzbudziły ogromne poruszenie w Skandynawii i północnych Niemczech.
Ten urodzony w 1858 roku człowiek, opisywany jako niezwykle pobożny, sumienny, godny zaufania i pokorny, był prostym rybakiem (którego często zatrudniano również przy pracach geodezyjnych). Już w wieku 26 lat miał swoje pierwsze widzenie: zobaczył, jak jego dwaj bracia toną – zdarzenie, które rzeczywiście miało miejsce w tym samym czasie, choć wiele godzin drogi od niego.
Można by to jeszcze uznać za przypadek telepatii; jednak jego potężne wizje z dnia 13 listopada 1907 roku trudno byłoby wytłumaczyć w ten sposób, ponieważ dotyczyły one w znacznej mierze wydarzeń politycznych z przyszłości, odległej wówczas o wiele lat. To samo dotyczy niektórych późniejszych widzeń.
Tej nocy został obudzony tuż po północy przez głos, który przypisywał Chrystusowi (a który później również miał wizualne objawienia) i który obiecał mu, że „zostanie mu dane poznać tajemnice Królestwa Niebieskiego”. Jednocześnie otoczyło go nadprzyrodzone, błogosławione światło.
To, co nastąpiło potem, zostało mu częściowo powiedziane przez ten głos, częściowo pokazane w obrazach, częściowo „wiedział” to dzięki niewątpliwej wewnętrznej pewności, choć nie zawsze było to wyrażone słowami. Czas spełnienia objawień zazwyczaj nie był mu dokładnie wskazywany – czasem określano tylko miesiąc lub rok – często jednak musiał później sam je połączyć lub rozpoznać, kiedy miały się ziścić.
Czasem wewnętrznie czuł, że „nadszedł czas”, tuż przed ich realizacją. Najpierw otrzymał wiadomości o sprawach osobistych – o śmierci syna jego siostrzeńca w burzy na łodzi (co następnego ranka rzeczywiście się wydarzyło), o wzroście rybołówstwa w jego okolicy; widział też urzędników geodezyjnych, którzy mieli pracować tam przez następne siedem lat. (Gdy pojawił się nowy urzędnik, rozpoznał go natychmiast i zdumiał się, jak bardzo widzenie to się spełniło).
Następnie pojawiły się jego wielkie wizje o charakterze światowo-politycznym, podczas których unosił się ponad ziemią, widząc niczym na mapie różne kraje, ich granice i to, co się w nich działo. Wizje te sięgają aż do roku 1953.
Dla tego czasu przewidział wojnę Rosji ze Szwecją i Norwegią, a w osobliwy sposób również to, że Francuzi i Rosjanie przyjdą z pomocą tym krajom od południa. Rosjanie walczyli wtedy z powodu ogólnego wyczerpania, a także z powodu zarazy (częściowo krwawej dyzenterii – „Kvarke”); zdobywali północną Szwecję i Norwegię, co nazywał „zdradą socjalizmu”.
Mówił, że wyspy Öland i Gotland zostaną zajęte, że Islandia zostanie wciągnięta w wojnę, a Finowie, po krótkiej wolności, ponownie ucierpią i nie będą mogli liczyć na pomoc Holandii ani Niemiec, gdyż te będą zajęte wojnami w swoich azjatyckich koloniach.
Szwedom miała się wówczas objawić „nowa elektryczna broń”, o której nic wcześniej nie wiedziano. Mówił też, że Francuzi dysponują już wtedy „latającymi aparatami” (najprawdopodobniej samolotami), o których Szwedzi jeszcze nic nie wiedzieli.
Przepowiadał, że jeśli Szwedzi wytrzymają jeszcze dwa tygodnie, Francuzi zostaną pokonani.
Spośród już spełnionych przepowiedni można wymienić (z bogatego zbioru przykładów):
– trzęsienie ziemi w San Francisco,
– katastrofę „Titanica”,
– pierwszą wojnę światową, którą określił jako wynik „złości ludzi”.
Johansson miał również ostrzegać cesarza Wilhelma, by ten nie rozpoczynał wojny, a gdy jego ostrzeżenia zignorowano, udał się na własny koszt do Christianii (dzisiejsze Oslo), aby przekazać swoje przesłanie w ambasadzie niemieckiej – lecz jego starania pozostały bez skutku.
W 1918 roku, gdy wojna się zakończyła, Johansson czuł się zdruzgotany, przekonany, że jego wezwania były zbyt słabo podjęte. Uważał, że wojna okaże się katastrofalna dla Niemiec – i tak też się stało. W 1907 roku miał też wizję ogromnych armat, które niszczą Niemcy od zachodu, a także że Alzacja-Lotaryngia zostanie utracona.
Przepowiedział, że Dania otrzyma północny Szlezwik, co rzeczywiście się spełniło.
W roku 1917 miał nowe objawienia, które nakazywały mu modlić się za Niemcy i nawoływać naród do skruchy, dopóki nie nadejdzie czas pokoju.
Po zakończeniu wojny napisał do niemieckich nabywców ryb listy z przesłaniami pełnymi pociechy i nadziei. Po podpisaniu traktatu wersalskiego miał wizję Hindenburga, który błogosławił Niemcy.
Johansson przewidział również, że po wojnie Niemcy na nowo się odrodzą, jeśli naród w pokorze zjednoczy się w modlitwie ze swymi współwyznawcami aby został oszczędzony.
przypis
Por. „Syner och uppenbarelser om världens framtid av svensk-norske fiskaren Anton Johansson från norska Finnmarken”, Förlaget Ideal, Sztokholm 1937, s. 60.
Drugiej wojny wydaje się nie widzieć wprost – albo nie chciał ujawnić zbyt wielu szczegółów. Jednakże wspomina o ogromnych huraganach, trzęsieniach ziemi, katastrofach pogodowych, które mają dotknąć cały świat, powodując przerażające zniszczenia, tak że całe miasta zostaną zrównane z ziemią.
Wymienia zachodnie Niemcy, Hamburg, południową Anglię, zwłaszcza Londyn, Hull, Walię, a następnie Chicago, Minneapolis i Nowy Jork.
Również straszliwe katastrofy morskie mają wystąpić w tym czasie, szczególnie na Atlantyku, od Morza Północnego aż po Islandię. Można się zastanawiać, czy być może opisywał on w ten sposób drugą wojnę światową, której nie rozpoznał jeszcze jako takiej. Ameryka miała być uwikłana w pięć wojen, z których jedna toczyłaby się w Kanadzie.
Indie miały uzyskać pełną wolność, lecz w północnej części kraju miałby się rozszaleć straszliwy konflikt (Johansson miał na myśli zapewne Anglię lub Pakistan – choć nie był tego świadom).
Straszne epidemie, następujące po pierwszej wojnie światowej, miały dotknąć przede wszystkim Stany Zjednoczone (chodzi zapewne o grypę hiszpankę). Ogromne przemiany społeczne i polityczne miały nastąpić jeszcze w 1953 roku, w tym w Chinach, a także w Rosji – wojny, rewolucje, epidemie między 1907 a 1953 rokiem. Ich liczba była tak wielka, że nie sposób ich zliczyć; możliwe, że część wschodniej Syberii zostanie utracona. Widzimy więc, że wiele z tych przepowiedni już się spełniło.
Aby upewnić się, że proroctwa te były rzeczywiście spontaniczne, a nie powstały po fakcie, należało zebrać ich dokładne opisy jeszcze przed ich spełnieniem. W tym celu angielska organizacja SPR (Society for Psychical Research), z inicjatywy ówczesnego redaktora jej czasopisma, dr. W. H. C. Tenhaeffa z Uniwersytetu w Utrechcie, już wiele lat temu zwróciła się do ludzi, którzy mieli przeczucia, wizje, sny lub przeczuwali przyszłe zdarzenia, by dokładnie je zapisywali i przesyłali do Towarzystwa.
W efekcie dr Tenhaeff zebrał ogromną liczbę najlepiej udokumentowanych przypadków prekognicji (przeczucia przyszłych wydarzeń) różnego rodzaju. Dotyczyły one zarówno okresu wojny, jak i okupacji, i zostały później opublikowane. Z tego bogatego materiału można przytoczyć kilka wyjątkowo charakterystycznych przykładów.
Przypadek „Pani Omega”
Pewna kobieta, występująca pod pseudonimem „Omega”, zachorowała w piątym miesiącu ciąży pod koniec lutego 1939 roku. W nocy poczuła się bardzo źle, a przed jej oczami przesunęła się seria 16 wizji. Była nimi tak wstrząśnięta, że pomimo osłabienia natychmiast zeszła na parter, gdzie spała, by opowiedzieć o nich mężowi.
Później przekazała sprawę swojemu lekarzowi, dr. v. d. Goonowi (późniejszemu działaczowi ruchu oporu i członkowi SPR), który ją dokładnie opisał.
W dwóch egzemplarzach notatnika zapisała szczegółowo treść widzeń.
W jednej z nich „widziała”, jak stoi w tym samym pomieszczeniu, w tym samym ubraniu, co później naprawdę miało miejsce, w otoczeniu swoich dzieci – lecz tym razem znajdowała się w obcym, gładkim, jasnym pokoju, podczas gdy w rzeczywistości miała własną izbę z widocznym stropem.
Rzeczywiście, jej mąż (technik w rządowym biurze w Heerlen) został w kwietniu 1939 roku powołany do ćwiczeń wojskowych, a ona udała się z dzieckiem do Oostkapelle, dokładnie tak, jak to widziała w wizji. Tam dziecko zostało ochrzczone, a ubranko było takie samo, jak w widzeniu (jej własny dom pozostawał niedostępny). Widziała także kwaterunek żołnierzy – najpierw niemieckich, potem angielskich – w obu przypadkach odpowiadających szczegółom z wizji lutowych.
W jednej z wizji żołnierz siedział na bujanym krześle, które rzeczywiście pojawiło się w jej domu podczas wojny (w sierpniu 1941 roku). Dwóch innych żołnierzy widziała, jak wchodzi z nią po schodach i rozkłada dwa typowo holenderskie łóżka polowe. Jedno z nich miało zasłonę w pasy, którą zapamiętała bardzo wyraźnie, choć wówczas takiego wzoru nie znała.
Później, 2 października 1942 roku, kobieta rzeczywiście otrzymała taki materiał od znajomej, która nie mogła go kupić, gdyż nie miała odpowiedniego kuponu.
Tak więc tkanina, widziana wcześniej w wizji, została nieświadomie wybrana.
Łóżko z takim wzorem pojawiło się później naprawdę podczas brytyjskiego kwaterunku, ku wielkiemu zdumieniu gospodarza domu, który nie wiedział, że pani O. wcześniej o tym opowiadała.
Przypadek ten jest szczególnie interesujący, ponieważ większość elementów wizji rzeczywiście się spełniła – zarówno co do miejsca, czasu, jak i detali.
Zmarły kierownik Instytutu Metapsychicznego w Paryżu, dr E. Osty, badał różne rodzaje proroctw i twierdził, że im bliżej momentu wydarzenia znajduje się wizja, tym jest dokładniejsza. Aby uniknąć ewentualnych błędów podczas późniejszego zapisu proroctw, przeprowadzał eksperymenty prognostyczne, wykorzystując niezwykle utalentowanego jasnowidza, francuskiego artystę (malarza i kompozytora) Pascala Forthuny’ego.
Na godzinę przed rozpoczęciem wykładu w Instytucie Forthuny musiał dokładnie wskazać, kto usiądzie na konkretnym pustym krześle. Wszystko było ściśle protokołowane. Na wykładzie zjawiła się zupełnie obca kobieta, której dane odpowiadały wcześniejszemu opisowi. Kobieta przypadkowo otrzymała bilet i – nieświadomie – zajęła wskazane przez jasnowidza miejsce.
Podobne eksperymenty prowadził także dr Tenhaeff, czasem z powodzeniem, m.in. z innym znanym jasnowidzem Gerardem Croisetem.
Znane są też eksperymenty dr. J. B. Rhine’a z Uniwersytetu Duke’a w Durham (USA), w których badano zjawisko prekognicji z użyciem kart. Zestaw losowo tasowanych kart (zazwyczaj 25) miał być odgadywany przez uczestnika – czyli przewidywano kolejność symboli przed ich odkryciem. Aby uniknąć zarzutów o przypadkowość, karty oznaczano cyframi, a wyniki statystycznie analizowano.
przypisy
1. Por. „Syner och uppenbarelser om världens framtid av svensk-norske fiskaren Anton Johansson från norska Finnmarken”, Förlaget Ideal, Sztokholm 1937, s. 60.
2. Por. „Oorlogsvoorspellingen”, H. P. Leopolds Verlag, 's Gravenhage 1948, 271 s.
3. „La connaissance supranormale”, Paryż 1925.
4. Osty, Pascal Forthuny: une faculté de connaissance supra-normale, Paryż 1926.
5. Por. „Tijdschrift voor Parapsychologie”, styczeń 1949 (rocznik 17, nr 1).
W określony przyszły dzień udało się nawet trafnie przewidzieć maksymalną i minimalną temperaturę, jaka miała zostać podana w konkretnej gazecie, długo po tym, jak przepowiednia została zaprotokołowana. Pewien mężczyzna w Jugosławii potrafił w ten sposób nawet na rok naprzód podać wyniki losowania kart w eksperymentach przeprowadzanych na Uniwersytecie Duke! Podobne doświadczenia prowadzono także w Anglii. [6]
Te eksperymenty miały na celu upewnienie się, że – wbrew częstym zarzutom – osoba przeprowadzająca próbę nie mogła sama nieświadomie wpłynąć na rezultat przepowiedni. W swojej teorii „Psychobolie” znany dr Tanagras z greckiego SPR próbował wyjaśnić wszystkie proroctwa właśnie w ten sposób. Do jak tragicznych konsekwencji może to prowadzić, pokazuje przypadek opisany na piątym międzynarodowym kongresie parapsychologii w Oslo w sierpniu 1935 roku – przypadek norweskiego medium „pani Ingeborg”.
W transie, pisząc automatycznie w szyfrowanych liczbach (zamiast liter), zapowiedziała ona wielokrotnie śmierć swego ojca, znanego urzędnika Dahla z Fredrikstad. Medium samo oczywiście nic o tych zapowiedziach nie wiedziało, podobnie jak i ojciec. Jednak inne sesje mediumiczne, prowadzone z innymi uczestnikami, dawały podobne komunikaty – tym dokładniejsze, im bardziej zbliżał się moment wydarzenia.
Ojciec pani Ingeborg zmarł podczas kąpieli na atak serca, gdy usiłował uratować topiącego się w morzu towarzyszącego mu wnuka. Kiedy medium usłyszała o tej tragedii, poprosiła o wszczęcie śledztwa, ponieważ obawiała się, że jej wcześniejsze zapisy mogą zostać uznane za dowód winy. Mimo wyjaśnienia sprawy przez ekspertów sądowych, którzy stwierdzili, że Dahl prawdopodobnie myślał o śmierci i spotkaniu po drugiej stronie z dwoma zmarłymi synami, oraz że jego osłabienie i wiek (zbliżał się do 70 lat) wskazywały na naturalny zgon – medium zostało tymczasowo zatrzymane.
Choć ostatecznie uniewinniono ją z braku dowodów, policja norweska uznała w raporcie, że była „moralnie winna”, o czym rozpisywała się prasa. Pani Ingeborg złożyła skargę do parlamentu (Stortingu), która została uznana za uzasadnioną. [7]
Przypadek ten pokazuje wyraźnie, do jak tragicznych skutków może prowadzić teoria psychobolii.
Nie uważam tej ogólnej koncepcji za słuszną, jeśli nawet przyjmiemy możliwość naturalnych sugestii – każdy, kto przepowiada coś świadomie, niekoniecznie musi być przyczyną spełnienia się tej przepowiedni.
Istnieją bowiem liczne przypadki, w których realizacja przepowiedni była całkowicie niezależna od osoby ją głoszącej.
Dowodzą tego m.in. liczne wizje Johanssona czy pani Omega. (Nie można przecież twierdzić, że Johansson spowodował zatonięcie „Titanica” czy trzęsienie ziemi w San Francisco!). Takie przykłady obalają teorię psychobolii, która nie tłumaczy wielu zjawisk.
Z kolei część jasnowidzów nieświadomie przejmuje życzenia i lęki swoich klientów i telepatycznie je odbiera, a następnie opisuje jako przyszłe wydarzenia.
Dr Osty oraz inni badacze przychylają się do poglądu, że każdy człowiek w najgłębszej warstwie podświadomości zna swoje przyszłe losy, a medium jedynie je wydobywa i ujawnia.
Często może tak być, lecz wiele proroctw odnosi się nie do jednej osoby, lecz do całych grup, narodów lub ludzkości.
Tego rodzaju wizje nie mają nic wspólnego z prostymi eksperymentami Rhine’a.
Jednak nawet tam, gdzie chodzi o jednostki, proroctwa mogą obejmować większe społeczności. Przykładem są zapowiedzi Nostradamusa, czy tzw. „proroka z lasu Mühl”, który również przewidział wiele wydarzeń politycznych. Podobnie Johansson zapowiadał wojny i katastrofy pogodowe dotyczące ludzi, którzy jeszcze nie żyli w czasie jego wizji (1907).
Problem proroctw zbiorowych
Pojawia się więc nowe zagadnienie: czy można mówić o proroctwach dotyczących losu narodów i społeczności?
Niektórzy badacze temu zaprzeczają, argumentując, że każda taka wizja dotyczy w istocie losu jednostki, z którego błędnie wyciągane są uogólnienia (jak w przypadku kwaterunku pani Omega).
Jak zauważył pewien holenderski handlarz, między wojnami światowymi wciąż istniały oznaki, że „świat zmierza ku gwałtownemu końcowi” – że wojny i rewolucje są nieuniknione. Dr Tenhaeff zgadzał się, że takie interpretacje mogą dotyczyć tylko części przypadków, lecz nie wszystkich.
Podobnie Johansson miewał wizje dotyczące miast i krajów, niezależne od losów pojedynczych osób, a jednak dokładne i trafne.
Antropozof baron Heinz Hasso von Veltheim pisał w połowie lat 30. (około 1934–1936), że prowadził badania nad proroctwami indyjskich astrologów, według których po I wojnie światowej konflikt światowy miał się ponownie rozgorzeć dopiero wtedy, gdy Rosja zajmie stanowisko przeciwko Niemcom i Anglii.
Najgorsze, jak twierdzili, byłoby to, że Anglia i Niemcy prowadziłyby ze sobą długą wojnę – raz słabnąc, raz rosnąc w siłę, aż wreszcie przegrałyby z Rosją i USA, które zdobyłyby dominację światową poprzez flotę i lotnictwo.
Według tych przepowiedni około 1973 roku miała nastąpić kulminacja potęgi USA.
Baron von Veltheim podkreślał, że również narody i całe cywilizacje są podmiotami wyższego porządku, mającymi swoje kolektywne przeznaczenie – co potwierdzało również stanowisko dr. Ostego.
przypisy
6. J. B. Rhine, „Die Reichweite des menschlichen Geistes”, Stuttgart 1950, s. 99 ff.
7. Zob. (sprawozdanie norweskie, jeszcze nie opublikowane) z „Den internasjonale kongress for psykisk forskning i Oslo”, s. 181 ff.
Osobiście przeprowadziłam następujący eksperyment z kartami:
Skoncentrowałam się na „obiekcie” – najpierw była to znana mi osoba, następnie zupełnie nieznana – i poprosiłam uzdolnioną znajomą, by „uderzała” karty (sama nie znałam ich znaczenia). Sama tylko je tasowałam, niekiedy w ogóle nie uczestnicząc w ich rozkładaniu, podkreślając, że chodzi o „obiekt”, czyli osobę badaną.
Później przeniosłam to na poziom zbiorowy – np. miasta Monachium, które w interpretacji pojawiło się jako ciężko ranne w wyniku wojny, lecz miało „wyzdrowieć”.
Następnie rozszerzyłam eksperyment na całe kraje, i również w tym przypadku przepowiednie miały sens. Pokazuje to możliwość dokonywania proroctw zbiorowych, co zachęca do dalszych badań tego typu!
Innym problemem, często poruszanym, jest pytanie, jak zjawisko przepowiedni przedstawia się od strony psychologiczno-fenomenologicznej. W ostatnich latach coraz bardziej rozpowszechniła się teoria, według której jasnowidzenie czy „drugie widzenie” to nic innego jak zjawisko eidetyczne. [8]
Pod pojęciem eidetyki rozumie się – w ślad za prof. Jaenschem z Marburga – zdolność do wyobrażania sobie rzeczy tak żywo, jakby były rzeczywiście widziane. Dzieci często przejawiają tę cechę, a u dorosłych, szczególnie u osób jasnowidzących, zdolność ta może się utrzymać lub rozwinąć.
Z pewnością wiele przypadków jasnowidzenia można by tak wyjaśnić, ale nie wszystkie. Zjawiska eidetyczne dotyczą bowiem przede wszystkim wizualnych wyobrażeń rzeczy już zaistniałych, natomiast przepowiednie odnoszą się do zdarzeń przyszłych, a więc do czegoś, co jeszcze nie istnieje.
Widzimy np. u Johanssona, że czasami miewał wizje o charakterze wizualnym – unosił się nad miastami, które później miały ulec zniszczeniu – jednak w innych przypadkach „słyszał” wewnętrzny głos, który mówił mu rzeczy pochodzące jakby ze światła niebieskiego.
W jeszcze innych sytuacjach nie występowały żadne obrazy ani dźwięki, lecz jedynie głębokie wewnętrzne przekonanie – pewność duchowa.
W tych dwóch ostatnich formach przepowiedni eidetyka w ogóle nie występuje.
Choć w niektórych przypadkach pojawia się element wizualny, nie musi on mieć charakteru eidetycznego. Może to być np. wizja symboliczna, jak w następującym przypadku: Pewna kobieta interesowała się przebiegiem choroby znajomej, która od wielu lat cierpiała. Opowiedziała o niej przyjaciółce, mówiąc, że pacjentka znów zachorowała. Przyjaciółka, nie znając pacjentki i nie interesując się nią wcześniej, nagle zobaczyła oczami wyobraźni obraz: żelazna kurtyna w teatrze opada – co symbolizowało koniec. Zdumiona powiedziała: „Tym razem umrze, zostaw to”, po czym rzeczywiście następnego dnia pacjentka zmarła.
Podsumowując, można więc powiedzieć, że zdolność prorocza wydaje się być osobnym rodzajem poznania (sui generis), który może przejawiać się na różne sposoby – poprzez obraz eidetyczny, symboliczną wizję, wewnętrzny głos czy bezpośrednią duchową pewność. Nie wymaga ona konkretnej formy percepcji – korzysta raczej z różnych poziomów ludzkiej świadomości i duchowej wrażliwości.
Na zakończenie chciałabym krótko poruszyć pytanie, w jakim stopniu zjawisko przepowiedni zakłada determinizm, czyli konieczność spełnienia się tego, co przewidziane. Nie musi tak być – podobnie jak prognozy pogody czy ekonomii nie są dowodem absolutnego fatalizmu.
Jak zauważył dr Osty, im bliżej momentu spełnienia, tym przepowiednie stają się dokładniejsze i bardziej konkretne. Można to uznać za wskazówkę, że wraz ze zbliżaniem się wydarzenia jego kontury w rzeczywistości stają się coraz wyraźniejsze – a nie, że wynik jest z góry ustalony.
Przykład może to zilustrować:
Stojąc na górze, widzimy, że drogą nadjeżdża samochód. Możemy „przewidzieć”, że dojedzie do pewnego zakrętu, ale nie wiemy, czy skręci w lewo, czy w prawo. Dopiero, gdy się zbliży, widzimy, że wybiera jedną z dróg – jednak dopiero wtedy determinuje swój los. Podobnie w życiu człowieka: istnieją punkty wyboru, które pozwalają na zmianę kierunku mimo istnienia wcześniejszych zapowiedzi.
Znany przypadek opisuje Lady Z., znajomą Fredericka Myersa (współzałożyciela brytyjskiego SPR). Śniła, że w Woolwich, na skrzyżowaniu ulic, woźnica spadł z kozła i uderzył głową o ziemię. Następnego dnia rzeczywiście pojechała tam i zobaczyła scenę identyczną z tą, jaką widziała we śnie. Gdy koń wpadł w panikę, natychmiast zareagowała i wezwała policjanta, który zdążył uratować woźnicę – człowieka, który właśnie doznał omdlenia. Wizja zatem nie była fatalnym przeznaczeniem, lecz ostrzeżeniem, które umożliwiło ocalenie życia.
przypisy
8. Schmëing, „Das Zweite Gesicht in Norddeutschland”, Lipsk 1937.
9. Proceedings of the Society for Psychical Research, t. XI, s. 497.
Sen niewątpliwie sprawiłby, że woźnica spadłby z kozła, a konie poniosłyby wóz wraz z pasażerami.
Tenhaeff [10] opisuje również przypadek lekarza należącego do ruchu oporu, który miał wytworzyć stempel do fałszywych dokumentów dla nieznanego mu mężczyzny. Lekarz jednak odmówił wykonania zlecenia. Tymczasem jego matka – mieszkająca w innej miejscowości, całkowicie nieświadoma tej sytuacji – napisała list, w którym wspomniała, że miała wizję syna pracującego z mężczyzną o określonych rysach twarzy i że ta praca była dla niego śmiertelnie niebezpieczna.
Kiedy lekarz przeczytał ten list, rozpoznał w opisie właśnie tego człowieka, który wcześniej się do niego zwrócił. Zaniepokojony, skontaktował się z przyjaciółmi, którzy potwierdzili, że matka rzeczywiście miewała trafne przeczucia. Lekarz odmówił więc dalszej współpracy, co – jak się później okazało – uratowało mu życie: grupa oporu, z którą miał współdziałać, została wkrótce aresztowana, a jej członkowie rozstrzelani lub wywiezieni do obozów koncentracyjnych. Sam lekarz ukrył się u rolnika w Fryzji i przetrwał wojnę. Jego przełożony w ruchu oporu, który zlekceważył podobne ostrzeżenie od swojej rodziny, został natomiast schwytany i zginął.
Te przypadki pokazują, że przynajmniej część przepowiedni nie ma charakteru nieuniknionych przeznaczeń, lecz raczej ostrzegawczy – mogących zapobiec katastrofie. Również Johansson uważał swoje wizje przede wszystkim za ostrzeżenia, nie za przepowiednie nieodwracalnych losów. Niektóre z nich skierowane były do osób wysoko postawionych, jak np. do cesarza niemieckiego (późniejszego Hindenburga), którego starał się przestrzec.
Podobnie Rasputin próbował ostrzegać carów Rosji, przewidując, że jeśli nie zostaną podjęte środki ostrożności, kraj „udusi się we własnym krwiobiegu” [11].
Przewidywał, że Rosja zginie, jeśli jego samego zamordują – co rzeczywiście nastąpiło.
Właściwie niemal wszyscy prorocy religijni i mistyczni przedstawiali swoje wizje nie jako nieuniknione katastrofy, lecz jako wezwania do nawrócenia i ostrzeżenia, by można ich było uniknąć. Nawet biblijny faraon, interpretując sen o siedmiu krowach tłustych i siedmiu chudych, otrzymał w nim nie tylko zapowiedź, ale i radę, jak odwrócić głód.
Wszystko to prowadzi do wniosku, że proroctwa należy rozumieć nie jako absolutnie zdeterminowane, lecz raczej jako potencjalne ostrzeżenia, które można jeszcze zmienić. Tak jak kierowca, który z góry widzi niebezpieczny zakręt i może uniknąć wypadku, tak samo człowiek, znając nadchodzące zagrożenie, może podjąć właściwą decyzję i uniknąć katastrofy.
To, w jakim stopniu jest to możliwe, stanowi jedno z najtrudniejszych zagadnień problemu przewidywania przyszłości. Wydaje się, że istnieje pewna warstwa świadomości – głębsza niż codzienny umysł – która potrafi uchwycić przyszłe zdarzenia w ich „przedczasowej” postaci. Być może jest to to, co nazywamy „ponadświadomym Ja”, „transcendentalnym podmiotem”, „kosmiczną świadomością”, „światem duchowym” lub „światem wiecznym”.
Nie wiemy jeszcze, czym dokładnie jest to zjawisko. Możliwe, że mamy tu do czynienia z doświadczeniem w rodzaju wszechogarniającego „Teraz”, istniejącego poza czasem, w którym człowiek doświadcza równocześnie różnych faz wydarzeń.
Z tego powodu tak trudno jest przenieść te przeżycia do ziemskiej, liniowej percepcji czasu, przez co proroctwa bywają nieprecyzyjne w zakresie dat i chronologii. Niemniej, jak pokazują opisane przypadki, stanowią one rzeczywisty fenomen, który zasługuje na dalsze żmudne badania naukowe, wolne od uprzedzeń i błędów interpretacyjnych.
przypisy
10. Por. Tenhaeff, „Oorlogsvoorspellingen”, s. 267 i nast.
11. V. Fülöp-Müller, „Der heilige Teufel Rasputin”.
12. Por. G. N. M. Tyrrell, „The Personality of Man”, Pelican Books, 2. wydanie 1948, s. 91 i nast. (przykłady od s. 73) oraz Tenhaeff, tamże.
źródło: SPONTANE UND EXPERIMENTELLE PROPHEZEIUNGEN UND IHRE ERFORSCHUNG autor: Dr. Gerda Walther; Neue Wissenschaft. Zeitschrift Fur Parapsychologie / Zeitschrift fur kritischen Okkultismus – Märzheft 1951 Nr. 6 Jahrgang 1950/51.