Obraz ze snu

Obraz ze snu
Florence Farr

Zeszłego wieczoru moja żona i ja słuchaliśmy wykładu o Wagnerze. Myśl o tym, co właśnie usłyszałem, towarzyszyła mi w drodze do domu, a potem także w krainie snów; albowiem ledwie moja głowa dotknęła chłodnej poduszki, zasnąłem i znalazłem się w niebiańskich przestrzeniach. Moc Czapki-Niewidki zdawała się mnie otaczać, gdyż aniołowie rozmawiali tak beztrosko, jakby nie zwracali uwagi na moją obecność.

„Czy słyszeliście już wieść?” – zapytał żywy chłopiec-anioł w szacie z róż.
„Nie” – westchnęła mała anielska piękność w błękitnym odzieniu. Leżała na ziemi i łzami zwilżała stokrotki.

Pierwszego mówiącego przerwał figlarny chłopiec w zielonej szacie. Krążył w powietrzu, zataczając koła, i cicho nucił przed sobą czarodziejską pieśń. Gdy skończył, zwrócił się do pozostałych:

„Wielkie dzieło przed nami stoi. Czas już minął i nasz Mistrz musi się przebudzić. Wzniosła Królowa Ziemi posłała mnie, bym wam to ogłosił.”

„Ach” – rzekło dziecię-anioł, podobne do delikatnego dzwonka kwiatowego – „już nigdy nie będzie z nami śpiewał i żartował, gdyż ma powrócić na smutną ziemię i tam opowiedzieć tajemnice, które myśmy mu tutaj szeptem powierzali. Dlaczegoż troszczyć się o niewdzięcznych śmiertelników, skoro oni również nie zwracają na nas uwagi, chociaż to my obdarzamy ich duszami!” – i upuściła łzę tak jasną i przejrzystą, że wszystkie kwiaty otworzyły się, by ją przyjąć.

„Chodźmy i posłuchajmy, co powie Mistrz, gdyż musimy spełnić jego życzenia, zanim wykonamy nasz czar” – rzekł anioł różany, rozpościerając swe promienne skrzydła.

Dwoje pozostałych wsparło błękitną piękność, ponieważ jej skrzydła mogły ją unieść tylko na krótką odległość. Razem opuścili jasne niebiańskie krainy i pofrunęli w dół, przez mroczne niebo ziemskie. Ludzie na dole spojrzeli w górę i sądzili, że promienie słońca przebijają się przez szare chmury, lecz było to jedynie trzepotanie anielskich skrzydeł, gdy przelatywali.

W lesie pod Rawenną usiedli na ziemi. Przed wiekami stała tam wspaniała świątynia, której białe marmurowe kolumny lśniły spośród leśnych głębin. Teraz tylko kilka złamanych filarów sterczało z gruzów i zbutwiałych szczątków, świadcząc o dawnej chwale. Smutne pospieszyły troje ku morskiemu brzegowi, gdzie znały pewną jaskinię, dawniej służącą za wejście do starego grobowca.

Podążały za jej krętymi korytarzami, raz idąc na rękach i kolanach, innym razem stając się cienkie jak nić, aby przecisnąć się przez wąskie szczeliny skalne. Wreszcie dotarły do sklepienia świątyni i rozjaśniły ciemność blaskiem swych jaśniejących skrzydeł.

Różane skrzydła jednego z nich zapłonęły, a powietrze wypełniło się żarem i światłem, rozchodzącym się po całym okrągłym sklepieniu. Anielska piękność uniosła swoje błękitne pióra, a ciemność ustąpiła wobec ich blasku i błogosławionego pokoju. Zielony anioł krążył coraz szerszymi kręgami światła, a troje aniołów zaczęło śpiewać:

„Cicho, tylko cicho, duchy jasności,
Mrok znika, jasno świeci prawda.”

I gdy tak unosili się w kręgu, zwracali stopniowo swe oblicza ku miejscu, gdzie na sarkofagu spoczywał bogato zdobiony miecz. Był on pokryty złotem i kością słoniową, a jego rogi wspierały cztery kamienne lamparty. Aniołowie unieśli wieko trumny, w której spoczywało śpiące ciało małego, starego człowieka. Uśmiechnął się, gdy dotknęli go lekko, i obrócił się na bok. Jeszcze raz rozbrzmiały słodkie, nadziemskie głosy:
„Obudź się cicho, o heroldzie jasności,
Mrok znika, rozpoznaj prawdę!”

Woskowe oblicze stopniowo nabierało barw, a gdy ostre, jasne oczy otworzyły się, poruszyły się także wargi i Mistrz przemówił:

„Drogie dzieci, czas spoczynku był zbyt krótki – dlaczego mnie wzywacie, zanim mój duch zapragnął życia?”

„Drogi Mistrzu, Królowa, która włada nad ziemią, przypomniała nam, że zbliża się godzina. Naszym zadaniem jest przygotować miejsce, wybór należy do ciebie. Dlatego zbudziliśmy śpiącego, chociaż czas jeszcze nie upłynął.”

Mistrz westchnął.
„Przywołajcie do mnie mroczną, posępną siostrę – Pamięć” – rzekł – „jakże mogę wybierać bez niej?”

Aniołowie zadrżeli, lecz wiedzieli, że jego rozkaz musi zostać spełniony i że trzeba wezwać ich niekochane siostry. Z głębin ziemi podniosła się ponura postać, pochyliła się nad kształtem w sarkofagu i długo patrzyła w blade oblicze. Mistrz, wspierany przez świetliste postaci, powoli uniósł się i podał ciemnej siostrze rękę.

„Ach, teraz sobie przypominam” – powiedział z trudem oddychając. – „Byliśmy wszyscy przyjaciółmi, tak serdecznie i wiernie związani, że żaden śmiertelnik nie mógł nas rozdzielić.”

„Z wyjątkiem jednego” – przerwał ponury anioł cichym głosem. – „Ty kochałeś go jak brata, lecz on… on zdradziłby nas wszystkich.”

Mistrz mówił dalej:
„Żyłem w lesie nad morzem z wami, moimi bohaterami. Syn szlachetnego rodu odszukał mnie i prosił, bym odsłonił mu tajemnice żywiołów. Spełniłem jego pragnienie, lecz tęsknota za zajęciami śmiertelnych opanowała go i uciekł do miasta, by tam ogłosić to, co mu powierzyliśmy. Lecz biada temu, kto zdradzi tajemnice, zanim pokona śmierć!”

„A on nie zdołał zmierzyć się ze śmiercią” – rzekli aniołowie. – „Nasz srogi brat stanął mu na drodze, gdy uciekał przez las, i musiał ulec. Od tej pory będzie budził się tylko po to, aby służyć naszej i twojej woli.”

„Jego duch będzie skute łańcuchami, a w ślepocie posłuży wielkim celom. Ja sam” – ciągnął stary mąż – „wybieram dla siebie życie czynne. Nie mogę rozstać się z wami, moi drodzy, a jednak… tak silnie odzywa się we mnie pragnienie wypowiedzenia tego, co porusza nasze serca w świętej ciszy. To właśnie chcę ogłosić i wyrazić. Lecz wpierw muszę wiedzieć, co działo się na ziemi od chwili, gdy ją opuściłem.”

Chłopiec w zielonej szacie zaczął mówić:
„Żyłeś w czasach odrodzenia, gdy życie powstawało przeciw religii smutku, gdy słyszano głosy form i oglądano kształty bogów. Lecz biada, odtąd surowi, okrutni ludzie zaciemnili piękno swoimi słowami i okryli religię chłodem. Ich życie toczy się w wiecznej walce, z której zwycięzca często wychodzi biedniejszy niż pokonany. Ich serca skute są łańcuchami, a ich dłonie podobne do szponów harpij!”

Głowa Mistrza pochyliła się w zadumie; wreszcie uniósł oczy i rzekł cicho:
„Muszą zerwać te łańcuchy. Pewność ich wiary w Boskość ma przeniknąć ich serca niczym potop.”

Lecz mały niebieski aniołek potrząsnął główką i westchnął:
„Nauka zabiła wiarę.”
„W takim razie niech natchnienie miłości napełni ich dusze!”

Lecz anioł o płonących skrzydłach zawołał:
„Ach, miłość utraciła swoją moc przemiany.”

„A nadzieja?”

Anioł w zielonej szacie zaśpiewał radośnie:
„Choć zmieszana ze strachem, nadzieja jednak nadal kwitnie na ziemi.”

„Niech strach zniknie na zawsze” – rzekł Mistrz. – „Niech dotknięte zostanie najgłębsze źródło serc i niech więzy ich zostaną rozwiązane. Ja będę tym, który przełamie bramy! Światło, które stworzy wola, niech trwa wiecznie!”

„Ale jakże to może się stać” – zawołały dwa anioły – „skoro wiara w Boga i miłość do brata nie mogą już poruszyć śmiertelnych?”

Jeszcze raz zaśpiewał zielony anioł, a Mistrz uśmiechnął się:
„Muzyka przemówi do śmiertelnych wraz z głosami duchów natury. Poszerzą swoje świadomości, zapomną o czasie i poznają wieczność. Wtedy łańcuchy, które ich więziły, na zawsze opadną. Muzyka jest mocą, która z ludzi czyni bohaterów.”

A gdy tak śpiewał, sklepienie znikło. Rozbrzmiały cudowne tony, niezliczone zastępy aniołów unosiły się w przestworzach i śpiewały wzniosłą pieśń cudów. Koło świata krążyło i huczało jak tysiąc i jeszcze tysiąc orkiestr.

Ten zmieniający się, przytłaczający czar wypełnił ducha Mistrza, a on, odchylając głowę, przekrzyczał donośnie to brzmienie:
„Przyjdźcie, duchy żywiołów! Kształtujcie moją duszę! Wagner będzie moim imieniem!”

Na tym się obudziłem – i wszystko to wydało mi się dziwne i osobliwe, lecz mojej żonie bardzo się spodobało.

źródło: Ein Traumbild; Neue Metaphysische Rundschau – Dezember 1898.