autor Mary Baird Finch
Czy świat zawiera wyspę,* którą kiedyś mogłabym nazwać swoją?
Jakieś miejsce klasycznego splendoru, odległe od cieplejszej strefy?
Egejskie brzegi i doliny pieśni z wielkimi olimpijskimi wzgórzami,
Których pola rzadkiej mozaiki spiętrzają się złotem ku młynom Genrou;
Kalejdoskopowe góry, których wieże cofają się jedna za drugą,
Szybko zstępując ku pieniącym się dolinom z białym wodospadem;
Kraina cudów i opowieści, siostra-bliźniaczka greckiego sanktuarium —
I balsamiczne gaje, i źródła — chciałabym, aby wszystko to było moje!
Głębokie gaje, które od wieków znaczą swe zagubione nisze,
I których zatopione rzeki słuchają, by nauczyć się śpiewu ptaków.
Tą ziemią jest Kalifornia z jej letnim niebem bez deszczu;
Jej wyspy na oceanie są jak malownicze argonautki.
Nic prócz tej cesarzowej wyniesionej z łona morza
Nie mogłoby tak sprowadzić witającej dłoni, gdy wyciąga się ku mnie.
Bo jej rozległe i kulturalne ludy wydają się tak podobne naszym,
Że słyszałam ich pieśni postępu, lecz zatrzymuję je w swoim śnie,
Mówiąc: „Krewniacy Arkadii, kochałam was dawno temu,
Choć los czy mroczne otoczenie — nigdy nie pozwolę wam tego poznać.
Pragnę waszych skarbów, słodkich jak poranna pieśń Safony,
Korzennego oddechu kanionów z ich milionem mocnych głosów;
Światła słońca na łukach, gdzie stulecia jeszcze śpiewają,
I tęczowych rozbłysków gajów, gdzie skraplają się bogowie;
Gdzie świątynie niosą pochodnie z iglic poranka,
A tajemnice stworzenia na purpurowych szczytach się rodzą.
Czekam na waszą chwałę, którą mój lud pragnie zobaczyć;
Chciałabym pozostawić te złote marsze jako późniejszy dar ode mnie”.
Muszę wyszeptać czuły szept dla sąsiada w jego zbożu
I spokojną pieśń dla matek, które trudziły się od wczesnego poranka,
Gdy trzymają niemowlę przy piersi, w jego kołyszącym się śnie i odpoczynku.
Niech słuchają twoich powiewów, Nirwano Zachodu,
A moje pieśni dotykają dzieci w ich niskich wózkach-kołyskach,
Jak kołysanka o zmierzchu, gdy opuszczają złote główki.
Dla górnika w chacie przy jęku ognia,
I dla jego narzeczonej — niech pamięta, że śpiewam dla niej;
Dla chłopca na prerii albo dziewczynki przy owcach,
Dla wszystkich przy kominku w twoich zatłoczonych snach;
I niech dziewczę w sadzie pod górskim zwierciadlanym jeziorem
Pozna moje serce, które śpiewa tylko dla miłości do niej.
Dziedzictwa dla legionów mogę prosić, i o coś więcej,
Skoro moja rasa odczuła ciężary, które dźwigali nasi dawni ojcowie;
A ten klejnot, który im dam z tej najnowszej, zachodniej ziemi,
Niech będzie obrączką ślubną, moja ojczyzno, którą kładę na twojej dłoni.
Tym pierścieniem obdarzam cię moją istotą i moim dobrem,
Tą mistrzowską krainą cudów, jej migoczącymi strumieniami i lasami.
Ujrzymy, jak rozkwita lotos, i zapomnimy o świecie troski;
Popłyniemy po Morzu Hesperyd, gdzie leżą różowe muszle;
Będziemy płynąć na wzgórza, które schwytały niebo czerwca,
Podczas gdy Nereidy śpiewają na dźwięcznych popołudniowych wodach,
A wodorosty rozpościerają swe labirynty jak kontrapunkt wiosny,
Aż uśmiechniemy się, wiedząc, że nasi ukochani śpią w takich altanach”.
* Dolna Kalifornia była uważana przez Corteza i jego ludzi za wyspę.
źródło: A Marriage Ring; THE GOLDEN WAY – August, 1891.