Nieśmiertelność ducha

Przez H. H. Clementsa

Umysł duchowy daje nam nie tylko przewidywanie, lecz także wolność myśli. Daje nam nie tylko przywilej zapisywania naszych myśli, lecz również ich rozpowszechniania.

Nie tylko rozwija przed nami ogromny zwój wiedzy niebiańskiej, lecz także odciska piętno wyobraźni na jej właściwym potomstwie, a uczucia na każdym odczuciu i przeżyciu.

Różnica między nami a starożytnymi jest pod tym względem tak wyraźna, że zasługuje na porównanie i objaśnienie. Oni używali kamiennych filarów; my zapisujemy nasze odkrycia umysłowe na filarach ducha, których fundamentem jest nasza nieśmiertelna istota, a których szczyt sięga otwartej bramy nieba.

Jest to niebiańska drabina, której każdy szczebel zajmuje anioł o białych skrzydłach, wstępujący i zstępujący z nieba na ziemię i z ziemi do nieba, przynoszący nadzieję i życie oraz wiążący w jedność ziemski i niebiański porządek.

Nasze duchowe istnienie jest istnieniem wolności, ponieważ daje dar swobodnej myśli – zasadniczy urok życia intelektualnego.

Rozum, sprawiedliwość i prawość rodzą się z wolności myśli, a wzrastają w działaniu dzięki powszechności ich przyjęcia.

Te abstrakcyjne istoty są czystymi dążeniami ducha. Doświadczenie pokazuje, że żyją one w wolnej i nieskrępowanej mocy przede wszystkim wtedy, gdy najbardziej wzywa je do działania widzialna potrzeba.

Gdy Scarrona, francuskiego poetę, zapytano, jaki posag zamierza zostawić swojej żonie, Franciszce d’Aubigné, odpowiedział:

„Nieśmiertelność”.

Dumne słowa! Królewska myśl! Nie miał innych dóbr poza tymi, żadnego innego dziedzictwa oprócz tego wielkiego, cesarskiego daru.

Poeta nie żyje – lecz jak długo jeszcze to słowo będzie żyło?

Mówi się, że szeroka fala Morza Śródziemnego toczy się nad milionami ludzkich postaci, których substancja, rozłożona na nowe pierwiastki, nadaje morzu jego wielkie fosforyczne rozświetlenie. Tak samo nasze wyższe i szlachetniejsze przymioty rozjaśniają ocean ludzkiego istnienia, gdy znajdujemy się pośród fali pyłu i ognia, wirującej u naszych stóp.

Jednak obok posiadania tych przymiotów stoi obowiązek odciskania ich na innych – nadawania im tak pociągającej formy, aby skłaniały człowieka, niemal w każdym nastroju umysłu, do ciągłego rozważania ich i sprawdzania ich słuszności.

Próbujcie ich tak, jak mincerz próbuje swój metal – w tyglu rozpalonym oczyszczającym ogniem.

W języku poety:

„Skąd pochodzi ta tęsknota za nieśmiertelnością?”

Jest to nawiedzenie ducha, które przychodzi jak rzeczywista obecność, rządzi naszymi skłonnościami i ustanawia bliższe spotkanie między nami a aniołami.

Przynosi zapewnienie bezpieczeństwa w godzinach niebezpieczeństwa i udziela uroczystej przyjemności, która odsłania fundament:

„Łzy, próżne łzy – nie wiemy, co znaczą”.

Pokazuje też, że duch ma swoje lęki tak samo jak swoje triumfy.

Straszliwa jest natura tych lęków. Napadają nas tak, jak napada się monarchę, gdy o północy zostaje wygnany ze swego tronu pośród burzy i gwałtowności ludzkiego gniewu.

Wstrząsają świątynią duszy aż po same jej fundamenty; lecz w przeciwieństwie do wszelkich innych przejawów mocy i czynników działania, piękno oraz harmonia jej proporcji zostają przez to zwiększone.

Wiara, prawdziwa i mocna wiara, objawia się przez takie narzędzia i taką inteligencję – wiara w nas samych, w Boga i w ludzkość.

Tak jak nic nie ginie w porządku nieskończonej inteligencji, tak wszystkie te dary powracają do swego pierwotnego źródła i spoczywają w łonie naszego Ojca.

Jeśli działają wielkie wpływy, wspaniałe są ich skutki. Z wielkiego upadku natury wyrasta na nowo zielone lato, szczodre w przesłaniu przemieniającej obfitości.

W roku 1692, za panowania Ludwika XIV we Francji, w życiu tego monarchy odnotowano następujące zdarzenie.

Pewnego dnia kowal z małego miasteczka Salon w Prowansji przybył do Wersalu, odbywszy podróż pieszo, i natychmiast udał się do pałacu, nie czekając nawet na odpoczynek. Tam zwrócił się do pana de Brissac, prosząc o uzyskanie dla niego audiencji u króla, któremu – jak oświadczył – miał do przekazania coś najwyższej wagi.

Pan de Brissac jednak odrzucił misję, ponieważ skromny stan petenta nie czynił go godnym tego zaszczytu.

Wieśniak jednak nie dał się odprawić. Jego wytrwałość była tak wielka, a prośba o dopuszczenie tak uporczywie ponawiana wszędzie tam, gdzie tylko widział jakąkolwiek nadzieję powodzenia, że sprawa dotarła do uszu samego Ludwika.

Król, pragnąc zobaczyć, jak daleko posunie się śmiałość tego człowieka, kazał mu oznajmić, że jego życzenie jest niewykonalne, ponieważ król Francji nie jest dostępny dla każdego przybysza.

Mimo to wieśniak nie chciał ustąpić. Twierdził, że gdyby raz tylko mógł zobaczyć Jego Królewską Mość, powiedziałby mu rzeczy znane wyłącznie jemu samemu, które natychmiast przekonałyby go, że nie ma do czynienia z oszustem. Żądał więc, by – jeśli rozmowa z królem jest całkowicie niemożliwa – dopuszczono go przynajmniej do jednego z ministrów stanu.

Król, zaciekawiony wynikiem tej osobliwej przygody, polecił markizowi de Barbesieux przyjąć człowieka następnego dnia.

Kiedy wieśniak pojawił się w pałacu, skierowano go więc do apartamentów markiza. On jednak potrząsnął głową, zauważając, że prosił o przedstawienie go ministrowi stanu, a pan de Barbesieux ministrem nie jest.

Ten sprzeciw zdumiał wszystkich, ponieważ człowiek przebywał w Wersalu zaledwie od kilku dni i nie mógł był samodzielnie zapoznać się z dokładną rangą urzędników korony.

Wystarczyło to, aby król jeszcze bardziej zapragnął przeniknąć jego sekret. Poprosił więc ministra, by udzielił mu rozmowy.

Dowiedziawszy się, przez kogo ma zostać przyjęty, wieśniak natychmiast oświadczył, że gotów jest powierzyć swój sekret. Gdy tylko został sam z ministrem, opowiedział, że pewnej nocy, kiedy późno wracał do rodzinnej wioski, przechodząc pod drzewem, nagle znalazł się otoczony wielkim światłem. W jego centrum ukazała mu się postać kobiety, ubranej w długą białą szatę, na którą narzucony był królewski płaszcz.

Ledwie zdążył to wszystko dostrzec, gdy przemówiła do niego:

**„Jestem królową Marią Teresą. To, co mam ci przekazać, musisz zanieść królowi. Niebo będzie ci pomagać w podróży, a gdy przybędziesz, jeśli król zwątpi, że to ja cię posłałam, opowiedz mu okoliczność, którą zna tylko on sam i której nikt inny znać nie może. Dzięki temu natychmiast rozpozna prawdę tego, co mu powiesz.

Jeśli zaś, co bardzo prawdopodobne, nie uzyskasz audiencji u niego w pierwszej kolejności, zażądaj rozmowy z ministrem stanu. Lecz ponad wszystko nie przekazuj tej wiadomości nikomu innemu, bez względu na jego rangę. Wyrusz natychmiast i przekaż to, co rozkazuję – pod karą śmierci”.**

Wieśniak, jak twierdził, uroczyście zobowiązał się do bezwzględnego posłuszeństwa, gdy poznał sekret, na którym opierała się jego misja.

Natychmiast znalazł się sam i w ciemności, tak całkowicie oszołomiony sceną, przez którą właśnie przeszedł, że nie był w stanie odnaleźć drogi do domu. Rzucił się więc pod drzewem na ziemię i zapomniał o swoim przerażeniu we śnie.

Gdy obudził się następnego ranka, uznał całą przygodę za sen i nie poczynił żadnych przygotowań do podróży.

Lecz dwa dni później, gdy przechodził dokładnie przez to samo miejsce, wizja ukazała się ponownie, wypowiadając tak straszliwe groźby w razie nieposłuszeństwa, że człowiek znów obiecał spełnić polecenie. Jako usprawiedliwienie pierwszego zaniechania podał swoją skrajną nędzę oraz niemożność podjęcia podróży bez środków utrzymania.

Na tę przeszkodę wizja odpowiedziała, nakazując mu udać się do komisarza prowincji i poinformować go o tym, co widział oraz jakie otrzymał rozkazy. Dodała, że komisarz dostarczy mu wszystkiego, czego będzie potrzebował.

Nie trzeba było trzeciego objawienia, aby przekonać go, że tym razem jest przy zdrowych zmysłach. Jego przerażenie wobec wypowiedzianych przeciw niemu gróźb było tak wielkie, że natychmiast wyruszył do Aix. Tam opowiedział komisarzowi swoją niezwykłą historię, a ten bez wahania dał mu niewielką sumę i ponaglił, aby natychmiast ruszał w drogę.

Taką właśnie opowieść usłyszał minister. Choć wydawała się dziwna i nadnaturalna, zawierała w sobie owe zalążki prawdy, które poruszają rozum i nakazują ludziom wiarę.

Minister na próżno usiłował poznać treść rzekomego przesłania, które miało zostać hasłem do królewskiej ufności. Wieśniak odmówił powierzenia go komukolwiek poza samym monarchą.

Gdy król został poinformowany o tych okolicznościach, nie potrafił już dłużej powstrzymać ciekawości i zdecydował się na osobistą rozmowę. Zażądał, aby człowieka wprowadzono do jego gabinetu prywatnymi schodami. Następnego dnia odbyła się kolejna audiencja, przy zachowaniu tej samej ostrożności.

Wobec wszystkich wątpliwości i sprzeciwów, wobec drwin i bezlitosnych sądów, jakie spadły na to wydarzenie, król odpowiedział:

„Uznaję, że wszystko, co powiedział, jest pełne rozsądku i prawdy”.

Wątpliwości jednak nadal wysuwano, a niedowiarstwo trwało.

– Dowiedzcie się – rzekł król – że człowiek ten powiedział mi o pewnej okoliczności, która przydarzyła mi się ponad dwadzieścia lat temu i o której żadna żyjąca istota nie mogła wiedzieć, ponieważ nigdy nie wyjawiłem jej żadnemu człowiekowi. Było to ukazanie się zjawy w lesie Saint-Germain, która zwróciła się do mnie dokładnie tymi samymi słowami, jakie on później powtórzył.

Czyż nie ilustruje to punktu, od którego wyszliśmy – Nieśmiertelności, Wiary – wiary wieśniaka w swoje posłannictwo – oraz Lęków Ducha?

źródło: Immortality of the Spirit;  „The Shekinah”. Edited by S.B.Brittan. Vol.I-III New York, 1853.