„Mediumizmem” nazywam tę wrażliwość na bodźce zewnętrzne, która – odbijając się w jednostce w postaci działania lub nawyku, czy to fizycznego, psychicznego, czy umysłowego – pozostaje poza aktualną świadomością osobistej odpowiedzialności.
Mediumizm pozostaje w znacznej mierze związany z instynktami społecznymi człowieka, jeśli wręcz nie jest ich bezpośrednim wytworem. Gdziekolwiek zwrócimy się w codziennym życiu, widzimy mężczyzn i kobiety kierowanych zewnętrznymi impulsami i działających wskutek pewnej bezwładności, zupełnie oderwanej od indywidualnych pobudek.
Mediumizm ten nie ogranicza się przy tym do obyczajów społecznych jakiegokolwiek narodu. Można go dostrzec zarówno w świecie myśli, jak i w świecie działania. Nie wynika też wyłącznie z uprzedzeń, które często łączymy ze środowiskiem i dziedzicznością, ponieważ zdaje się nie mieć szczególnego podłoża ani w predyspozycjach, ani w stronniczości.
Mediumizm jest sympatią w jej nierozumnej postaci, będąc czysto instynktowną i naśladowczą właściwością natury.
Właśnie z tego powodu najczęściej spotyka się go tam, gdzie drogi życia są najbardziej wyrównane, a poziom intelektualny przeciętny.
Ludzie jako nieświadome ogniwa zbiorowych wpływów
Wyjdźcie na ulice, gdzie tłum jest najgęstszy, albo usiądźcie przy oknie wychodzącym na ruchliwe życie miasta. Obserwujcie przechodzących ludzi, jednego po drugim.
Znacie zapewne coś z fizjonomiki, frenologii czy patognomiki; posiadacie kilka kluczy do odczytywania charakteru? Tym lepiej. Obserwacja stanie się ciekawsza.
Będziecie oceniać, w jaki sposób mijające was jednostki stawią czoło problemom życia, jaki udział mogą mieć w dobru lub złu świata i jaką funkcję będą pełniły w organizmie społecznym, do którego należą.
Możecie jednak nigdy nie dowiedzieć się, jak bardzo nieświadomi są oni doniosłości tych problemów życiowych, do których rozwiązania się przyczyniają; jaki wpływ wywierają na dobro lub zło; ani jaką rolę odgrywają w długim dramacie życia.
Mogą być tego równie nieświadomi jak wy.
Im dłużej jednak będziecie o tym myśleć, tym silniej przekonacie się, że – poza samym wysiłkiem zdobywania środków do życia i tego, co ich otoczenie uważa za konieczne – brak świadomości celu jest w istocie godny ubolewania.
Przyjrzyjcie się im, gdy przechodzą.
Czy widzicie tę bladą, zatroskaną twarz, z mocno zaciśniętymi ustami i głodnym spojrzeniem? Czy dostrzegacie napięcie niepokoju w niespokojnym spojrzeniu, nerwowy ruch zmarszczonego czoła?
Poza tym człowiek ten przypomina jednak wielu tych, którzy szli przed nim i podążą po nim. Jest dobrze ubrany, zgodnie z najnowszą modą, i zdradza wszystkie punkty styczności z tłumem, wśród którego się porusza.
Czy sądzicie, że pod tą obojętną powierzchownością znajduje się dusza pozostająca w spokoju – dusza, która pojęła cel życia i zna przyczynę oraz sposób swej codziennej wędrówki?
Nie łudźmy się, że tak może być. Widzieliśmy już dosyć. Pozwólmy tłumowi przejść i odejdźmy.
Walka ukryta pod powierzchnią życia
Istnieją przyczyny, których musimy szukać w samotności i ciszy serca.
Człowiek ten, unoszony szerokim, wolno płynącym strumieniem życia, zdawał się w jakiś sposób walczyć, podczas gdy inni jedynie dryfowali – i dryfowali spokojnie.
Dlaczego tak było?
Ponieważ umysł tego człowieka zaczynał się budzić i wyzwalać spod mediumizmu. Zaczynał poznawać samego siebie, swoje możliwości oraz szansę ucieczki od bezustannego, bezcelowego dryfowania.
Lecz przy każdej próbie walki jego kończyny zaplątywały się w masę splątanych chwastów, które wyrosły w błocie wcześniejszych zmagań. Wraz z nimi dryfowały także inne ciała, napierając na niego tak silnie, że jego wysiłki zakłócały ich spokój.
Mówili więc:
„Dlaczego nie leżysz spokojnie i nie płyniesz tak jak my? Życie jest zbyt krótkie na całe to zamartwianie się i zmaganie”.
A oni sami, gdy spływali ku tyłowi z poczuciem wygody, stopniowo znikali w mętnym nurcie.
To właśnie tę walkę dostrzegliście w rozgorączkowanych oczach. Ona była przyczyną zaciśniętych ust i cierpienia, które ściągało brwi.
W ten sposób ujawnia się subtelny nacisk wywierany przez umysł świata na samego siebie. Nikt nie wie, jak trudno wydostać się z mediumizmu i wejść w świadomą odpowiedzialność – z wyjątkiem tych, którzy dokonali takiego przejścia.
Od nieświadomego impulsu do świadomego działania
Człowiek, który pragnie przekształcić mimowolne funkcje życia w celowe działanie inteligentnego czynnika, musi zrezygnować z wielu rzeczy, które obecnie czynią życie łatwym i gładkim.
Wpływ konwencjonalności i obyczaju w codziennym życiu, a także ortodoksji w sprawach etyki religijnej, stanowi przymus oddziałujący na przeciętny umysł w takim stopniu, że – gdyby uwzględnić go w całej rozciągłości – czyni człowieka niewiele więcej niż narzędziem rejestrującym pulsowanie ciała, nad którym nie posiada świadomej, indywidualnej władzy kierowniczej i na które może oddziaływać jedynie przez nieznaczny odruchowy impuls.
Gdybyśmy zbadali pochodzenie tych prądów myśli i uczuć, które w określonych odstępach poruszają całe narody ku spontanicznemu i zbiorowemu uświadomieniu wspólnego zła albo niebezpieczeństwa, ostatecznie moglibyśmy prześledzić je aż do wypływu jednego umysłu.
Jego postawa wobec całego świata była postawą czynnej inteligencji i jej wpływu na otaczającą masę – niczym działanie odrobiny drożdży, która zakwasza całe ciasto.
Mediumizm zbiorowy
Podporządkowanie umysłu zbiorowemu impulsowi jest jednym z najbardziej uderzających przykładów mediumizmu w codziennym życiu.
Tysiąc ludzi pobiegnie ku śmierci niczym stado owiec tylko dlatego, że wcześniej nie wykształcono w ich umysłach samokontroli i zaufania do własnego osądu, a instynktownej sympatii pozwolono przejąć miejsce racjonalnego działania.
Ten fakt bardzo często pojawia się już na pierwszych kartach historii niemoralności we wszystkich jej fazach.
Czy dzieci, gdyby nie nauczono ich wcześnie działania przez naśladownictwo, rozwinęłyby się w sposób, który czyni je tak podatnymi na bezmyślne postępowanie, gdy tylko wkroczą w świat?
Nie potrafię tego rozstrzygnąć – i nikt nie będzie mógł, dopóki doświadczenie nie zostanie przeprowadzone w sposób rzetelny – lecz sądzę że skłaniam się ku stanowisku Thackeraya, kiedy mówi:
„Gdyby rodzice nie nalegali na kierowanie myślami swoich dzieci i podporządkowywanie ich uczuć, wówczas owe myśli i uczucia – które dla wszystkich pozostają tajemnicą, bo jakże niewiele ty lub ja wiemy o sobie nawzajem, o naszych dzieciach, ojcach czy sąsiadach – mogłyby okazać się o wiele piękniejsze i bardziej święte. Myśli czystego chłopca lub dziewczyny byłyby zapewne szlachetniejsze niż myśli otępiałego i zepsutego świata, narzucone im przez surowe reguły. Powiadam, że gdyby rodzice i wychowawcy pozostawiali dzieci odrobinę bardziej samym sobie, wynikłoby z tego niewiele szkody – choć być może otrzymywalibyśmy mniej prezentów”.
Nie ulega wątpliwości, że rodzice zbyt często wychowują dzieci według utartych schematów i przekazują im sprawdzone poglądy oraz gotowe lekcje w postaci suchego zbioru faktów i sztuczek. Jest to wychowanie, które ma wszelkie szanse zachować każdą kolejną generację dokładnie na tym samym stopniu rozwoju, chyba że jednostka wyłamie się ze społecznego szeregu z pustą ambicją „zdobycia nazwiska” i rozgłosu.
Potrzeba indywidualności i samodzielności
Współczesny świat potrzebuje większej indywidualności, rodzącej się z wolności i zaufania do samego siebie; wyraźniejszego poczucia celu; prostszego sposobu życia, który zastąpi podporządkowanie własnemu egoizmowi, niewiedzy oraz pogoni za uznaniem świata za pomocą łatwych i wygodnych dróg.
Każdy, kto pragnie dokonać reformy w swoim życiu, musi być przekonany zarówno o słuszności swoich poglądów, jak i o czystości własnego celu. Musi również posiadać odwagę przekonań oraz cierpliwość pozwalającą wytrwać.
Oddanie ideałowi potrzebuje jasnego światła bezstronnego umysłu, aby kierować swą energię ku metodom najbardziej bezpośrednio prowadzącym do osiągnięcia tego ideału. Prowadzi ono także do uznania tego, co jest obecnie możliwe, za pierwszy krok ku urzeczywistnieniu celu o takiej naturze, że czyni swego posiadacza prawdziwym i godnym nie tylko indywidualnego osiągnięcia, lecz – za pośrednictwem jednostek – dobra wszystkich.
Teozoficzny ideał powszechnego braterstwa
Ideałem, który teozofia zawsze ukazywała światu, jest Powszechne Braterstwo, oparte na pełnym przekonaniu o duchowym pochodzeniu człowieka, poznaniu jego obecnych potrzeb oraz natury środków umożliwiających postęp.
Jest to głęboka wiara w ostateczne przeznaczenie człowieka do świadomej duchowej doskonałości – koncepcja, która obejmuje przede wszystkim wyzwolenie samego siebie, a ostatecznie znajduje spełnienie w powszechnej miłości.
W jej świetle dawna nieskuteczność wielu dobrych intencji odnajdzie szybki i pewny kierunek, niczym okręty Perseusza o świcie.
Walter R. Old, F.T.S.
Uwagi redakcyjne
Autor przeciwstawia społecznemu „mediumizmowi” świadomą indywidualność, samodzielność osądu i odpowiedzialność. Nie postuluje całkowitego braku wychowania, lecz krytykuje edukację opartą na bezmyślnym narzucaniu dzieciom gotowych schematów, ambicji i społecznego konformizmu.
Końcowy obraz „okrętów Perseusza o świcie” ma charakter poetyckiej metafory. Wskazuje na odnalezienie kierunku po okresie ciemności i zagubienia.
Uwagi:
W tym artykule słowo „mediumizm” nie oznacza przede wszystkim kontaktu z duchami. Autor używa go szerzej, jako określenia psychologicznej podatności człowieka na wpływy zbiorowe, naśladownictwo, obyczaj, presję środowiska oraz nieświadome impulsy.
Termin patognomika odnosi się do prób rozpoznawania chwilowych stanów psychicznych i emocji na podstawie wyrazu twarzy, gestów oraz sposobu poruszania się. Należy odróżnić ją od fizjonomiki i frenologii, które współcześnie nie są uznawane za wiarygodne metody naukowego określania charakteru.
źródło: Mediumism in Daily Life; VOL. IX. LONDON, NOVEMBER 15TH, 1891. NO·51.