Z „Harbinger of Light”.
Widząc i słysząc wiele rzeczy, które dowiodły mi, jaką pociechę może dać spirytyzm, postanowiłem zbadać go dogłębnie we wszystkich jego przejawach. Po dwunastu miesiącach cierpliwego badania mogę z prawdą i szczerze powtórzyć za Robertem Dale’em Owenem: „Ściśle rzecz biorąc, nie ma śmierci. Życie trwa – przechodzi z życia, które jest teraz, w to, które ma nadejść – tak jak trwa z jednego dnia w następny; sen, który nazywa się śmiercią, jest jedynie krótkim przejściem – drzemką, z której, dla dobrych, przebudzenie jest niewymownie wspanialsze niż świt ziemskiego poranka, najjaśniejszy, jaki kiedykolwiek zajaśniał. We wszystkich przypadkach, w których życie zostało dobrze przeżyte, zmiana, którą ludzie zwykli nazywać śmiercią, jest ostatnim i najlepszym darem Boga dla Jego stworzeń tutaj”.
Udowodniłem ponad wszelką wątpliwość, że ziemska faza życia jest niezbędnym przygotowaniem do życia, które ma nadejść. Jej właściwych obowiązków nie można zaniedbywać bez szkody dla ludzkiego dobrostanu i rozwoju – zarówno na tym świecie, jak i na następnym. Nasz stan tutaj wyznacza nasz początkowy stan tam. Utrwalone skłonności, przenikające impulsy, dożywotnie tęsknoty – jednym słowem, duch poruszający, albo to, co Swedenborg nazywa „miłościami panującymi” człowieka – rozstrzygają o jego kondycji przy wejściu do następnego świata, a nie spisane artykuły jego wyznania. Cierpienia tam, będące naturalnym następstwem złych czynów i złych myśli tutaj, są tak różne co do charakteru i stopnia jak radości; lecz są to cierpienia umysłu, nie ciała. Nie ma od nich ucieczki – poza tym, jak na ziemi – inaczej niż przez bramę skruchy. Tam, jak i tutaj, żal za popełniony grzech oraz pragnienie poprawionego życia są nieodzownymi warunkami wstępnymi postępu ku lepszemu stanowi istnienia.
Od ponad ośmiu miesięcy urządzam dwa razy w tygodniu seans w moim własnym domu; uczestnikami są moja żona i ja, syn i córka oraz pewna dama wraz z mężem. Ta dama, pani P., jest medium o bardzo wielkim darze, a ponieważ członkowie mojej rodziny są wrażliwi (sensytywni), rezultaty bywały bardzo zadowalające. Na razie nie dopuszczaliśmy osób obcych, gdyż stwierdziliśmy, że zakłócają harmonię kręgu. Bardzo często przychodziły duchy i błagały nas, abyśmy przekazali wiadomości ich przyjaciołom – czasem dotyczące spraw praktycznych, innym razem pełne miłości, albo będące prośbą czy wręcz błaganiem, by przyjaciel lub krewny porzucił jakiś grzech lub wątpliwą przyjemność, która zrujnuje szczęście jego duszy.
We wszystkich wypadkach, w których uznałem to za wskazane, przyjmowałem wiadomość albo ją spisywałem i – z jednym wyjątkiem – spotykałem się z serdecznymi podziękowaniami oraz z potwierdzeniem prawdziwości przekazu.
Niezwykle znamienny przypadek zdarzył się w naszym kręgu w poniedziałek, 19 lutego. Po około dziesięciu minutach siedzenia pani P. powiedziała, że odczuwa dziwny wpływ; że jest to duch mężczyzny, który zdaje się być zmartwiony jakimś krewnym na ziemi. Wezwaliśmy ducha, by podszedł bliżej, zapewniając go o naszym współczuciu i pragnieniu pomocy. Po krótkiej chwili pani P. zawołała: „Znam tego ducha; przychodził do mnie, kiedy siadałam z panią N.” (wspominając dobrze znane i powszechnie szanowane medium mieszkające w Carlton), „i raz przekazał mi długą wiadomość dla brata na Tasmanii. Towarzyszy mu młoda dziewczyna, właśnie wchodząca w kobiecość; jest bardzo jasnym duchem i wygląda na to, że pomogła temu męskiemu duchowi wznieść się wyżej”.
Pani P. wówczas weszła w trans i duch przemówił:
„Tak, jestem Charles F. i przyszedłem mówić o moim nieszczęsnym bracie, który wkrótce opuści ziemię. Otrzymał moją poprzednią wiadomość, ale nie zmiękczyła ona jego serca; jego chciwa miłość do pieniędzy skłania go do postępowania w sposób okrutny, niehonorowy i kłamliwy. Jego pieniądze nie uśmierzą bólu w jego sparaliżowanych plecach i kończynach, lecz część z nich, użyta w dobrym celu, ulżyłaby jego sumieniu. Kobietę, która powinna była być jego pierwszą troską, pozostawił bez środków do życia, niezdolną stawić czoła życiowej walce. Gdy przejdzie tutaj, będzie musiał cierpieć podwójnie i potrójnie za wszystkie próby i niedolę, które uboga kobieta, przez niego zrujnowana, musiała znosić z powodu jego egoizmu. Towarzyszy mi ich córka, która wyprowadziła mnie ku światłu z wielkiej ciemności, jaka mnie otaczała. Chciałbym ocalić mojego brata – o ile to możliwe – od długich lat cierpienia, które ja znosiłem jako karę za źle przeżyte życie na ziemi. Czy powiesz mu, aby zabezpieczył E. L.; aby uczynił to, co jego sumienie mówi mu, że jest słuszne, zanim będzie za późno? Jego czas na ziemi jest krótki; błagam go, aby nie odszedł, pozostawiając ten obowiązek niewypełnionym.”
Duch odszedł, lecz pani P. pozostała w transie; lampę przykręcono, tak że pokój niemal pogrążył się w ciemności; pomiędzy panią P. a moim synem pojawiła się świetlista mgła – a zauważyliśmy, że on także był w transie. Mgła stawała się coraz większa i jaśniejsza, aż w odległości około dwóch jardów od miejsca, w którym siedzieliśmy, z tej świetlistej mgły wyłoniły się dwie wyraźne postacie.
Nie potrafię powiedzieć, jak długo trwała materializacja, ponieważ byliśmy jak zahipnotyzowani, niemal bojąc się oddychać. Jedna była postacią mężczyzny w sile wieku, bardzo wysokiego i postawnego – sądzę, że ponad sześć stóp – o dość jasnych włosach; wyraz jego twarzy był smutny, lecz nie nieszczęśliwy. Druga była młodą dziewczyną, około dziewiętnastoletnią; jej twarz i sylwetka jaśniały olśniewająco; trzymała mężczyznę za rękę i zdawała się otaczać go ochronną mocą. Przez ponad minutę – na ile mogliśmy ocenić – stali tam, a potem zniknęli. Była to piękna wizja. Gdy niknęli z naszego pola widzenia, łagodny i piękny głos jakby wyszeptał słowa: „Pomóż mojej drogiej matce”.
Pani P. i mój syn obudzili się z transu w stanie wyczerpania, lecz zanim zakończyliśmy krąg, uklękliśmy i gorąco modliliśmy się do Boga, błagając Go, aby otworzył drogę, dzięki której będziemy mogli pomóc tej biednej kobiecie oraz błądzącemu mężczyźnie, który tak wkrótce będzie musiał ponieść karę za swój egoizm i nieprawość, jeśli opuści ziemię, nie czyniąc zadośćuczynienia. G.
źródło: MATERIALISATIONS IN A PRIVATE CIRCLE; Journal of Psychical, Occult, and Mystical Research; Saturday, May 19, 1894.