Pełen tytuł: Manifestacje duchowe w dawnych wiekach i u różnych narodów
Pan William Fishbough wygłosił niedawno w naszym mieście cykl wykładów o zjawiskach duchowych. Ponieważ wykłady te obejmują wiele faktów ilustrujących obcowanie duchów z ludźmi, dochodzimy do wniosku, że krótka analiza ich treści nie może nie zainteresować czytelnika, a zarazem przysłuży się sprawie, której niniejsze dzieło jest szczególnie poświęcone.
Celem pierwszego wykładu było dowiedzenie, że rzekome zjawiska duchowe naszych czasów nie są ani nowe, ani niewiarygodne.
Po uwagach wstępnych pan F. przeszedł do stwierdzenia, że obcowanie z pewnym źródłem inteligencji wyższej niż człowiek było znane – według uznanych historii i tradycji – najdawniejszym mieszkańcom ziemi.
Uwaga ta odnosiła się do naszych pierwszych rodziców w ogrodzie Eden, a także do różnych osób w późniejszych czasach, aż do powszechnego potopu.
Wśród późniejszych pogan stopniowo wyłonił się stan kapłański zwany Magami. Oni to, wraz z wieloma odosobnionymi jednostkami żyjącymi bardziej prywatnie, korzystali ze wspólnoty ze światem niewidzialnym za pomocą snów, wizji, jasnowidzenia i tym podobnych zjawisk.
Jako środki uzyskiwania tej duchowej łączności znane były wśród nich pewne sztuki. Należała do nich sztuka zamykania zmysłów zewnętrznych i rozwijania zmysłów wewnętrznych za pomocą środków narkotycznych, maści, okadzań oraz manipulacji magnetycznych.
Ustalono, że sztuki te należały do misteriów pogańskich.
Zdolność obcowania z duchami za pomocą tych i innych środków nie ograniczała się jednak do Magów, lecz była uznawana i praktykowana także przez wielu innych.
Konfucjusz uznawał istnienie takiej wspólnoty. Pitagoras i Platon nauczali doktryny duchów opiekuńczych. Ksenokrates, Empedokles, Ocellus oraz wielu innych starożytnych filozofów wraz ze swymi zwolennikami również głosili, że istoty ponadświatowe często i wyraźnie ingerują w sprawy śmiertelników.
Sokrates nie tylko nauczał doktryny obecności i czynnego wpływu duchów, lecz wyznawał, że sam osobiście i wyraźnie pozostawał pod nieustannym przewodnictwem takiego duchowego doradcy. Aby uzasadnić to twierdzenie, wykładowca przytoczył kilka przykładów ostrzeżeń, poruszeń i proroczych wrażeń, którym Sokrates podlegał, a które zostały w znaczący sposób potwierdzone.
Rozpowszechnienie duchowego obcowania wśród starożytnych pogan zostało wystarczająco dowiedzione przez przepisy Mojżeszowe przeciwko kontaktom z duchami znanymi, czyli opiekuńczymi, które zostały wyraźnie uznane za praktyki pogańskie.
Potwierdzał to również przypadek Saula i czarownicy z Endor, a także wiele innych wydarzeń zapisanych w Starym Testamencie.
Wspomniano także liczne przykłady anielskich nawiedzeń oraz innych doświadczeń duchowych występujących w dziejach żydowskich patriarchów, widzących i proroków, choć nie omawiano ich szczegółowo, ponieważ relacje te były wszystkim dobrze znane.
Przytoczono fakty z Józefa Flawiusza, aby wykazać, że duchowe obcowanie nie zostało całkowicie zawieszone między ostatnim z proroków żydowskich a przyjściem Chrystusa.
Liczne przykłady duchowych i anielskich posług oraz innych duchowych manifestacji wspomnianych w Nowym Testamencie zostały omówione jedynie przez szczególne odniesienie do niektórych zjawisk, które – gdyby wydarzyły się w naszych czasach – nazwano by „manifestacjami fizycznymi”.
Wśród nich wymieniono głosy i muzykę w powietrzu; dźwięk z nieba podobny do gwałtownego porywu potężnego wiatru oraz inne niezwykłe zjawiska, które nastąpiły w dniu Pięćdziesiątnicy; uwolnienie apostołów z więzień, w kilku przypadkach dokonane przez ręce aniołów; w jednym z tych przypadków fundamenty więzienia zostały wstrząśnięte jak przez trzęsienie ziemi; cielesne przeniesienie Filipa przez moc duchową i tym podobne.
Gdyby wydarzenia te miały miejsce dziś, cały świat uznałby je przynajmniej za równie niewiarygodne, jak te, z którymi w tamtym czasie spotkały się niemal wszystkie narody.
Po odniesieniu się do wielu cudownych znaków zapisanych przez Józefa Flawiusza jako poprzedzających i zapowiadających zburzenie Jerozolimy przez Tytusa
które wykładowca uznał za dowód interwencji mocy duchowej, przeszedł następnie do omówienia pytania, czy istnieją jakiekolwiek dowody na to, że duchowe obcowanie zostało całkowicie zawieszone wraz z końcem epoki apostolskiej.
Założenie, że tak się stało, było wielkim argumentem a priori przeciw rzeczywistości współczesnych manifestacji duchowych. Jednak dowodu na ustanie duchowej łączności – jak sądził wykładowca – z pewnością nie można znaleźć w Nowym Testamencie.
Przeciwnie, sugeruje on dalsze trwanie tych samych, albo podobnych, darów duchowych, jakimi cieszyli się pierwsi uczniowie, u wszystkich, którzy pozostali wierni.
Następnie wykładowca przytoczył z doktora Mosheima oraz innych historyków Kościoła to, co uważał za niepodważalne świadectwo, że łączność ze Światem Duchowym trwała po epoce apostolskiej.
Moc czynienia cudów istniała nawet w Kościele, a jej istnienie było powszechnie uznawane co najmniej do trzeciego wieku.
Męczennicy, poddawani najokrutniejszym torturom na kole, byli kojení i wzmacniani przez promienne istoty, które ukazywały się ich otwartym zmysłom wewnętrznym.
Ammonius Saccas, filozof chrześcijański, który otworzył szkołę w Aleksandrii w drugiej połowie drugiego wieku – szkołę być może najsławniejszą w całej starożytności chrześcijańskiej – jawnie nauczał sztuki uzyskiwania łączności z duchami.
Mnisi, pustelnicy i mistycy późniejszych czasów powszechnie twierdzili, że pozostają w łączności z niewidzialnymi źródłami inteligencji.
Wiara w złe, jak i dobre duchy była w trzecim wieku tak głęboko zakorzeniona, że mianowano egzorcystów w Kościołach, aby wypędzali złe duchy z ciał osób, które one dręczyły. Formy egzorcyzmów były podobne do tych, których używali apostołowie.
W czwartym wieku święty Ambroży publicznie przytoczył świadectwo duchów, które przemawiały przez narządy głosowe ludzi żyjących w ciele – tak jak duchy czynią to obecnie – na dowód fałszywości doktryn Ariusza.
Świadectwo to zostało odrzucone przez zwolenników Ariusza nie przez zaprzeczenie rzeczywistości duchowych przekazów – których, jak się wydaje, chrześcijanie nigdy dotąd nie negowali – lecz przez twierdzenie, że Ambroży przekupił duchy, czyli demony, jak je zwykle nazywano, aby złożyły takie świadectwo.
Następnie omówiono doświadczenia Konstantyna, zwłaszcza jego wizję świetlistego krzyża, który ujrzał w południe na niebie, z napisem:
„Tym zwyciężysz”,
a także ostrzeżenie, które otrzymał w wizjach w sprawie pewnego spisku zawiązanego przeciw niemu przez wrogów.
Pomijając liczne opowieści średniowiecza o cudach, znakach, rozmowach z aniołami, zmaganiach z diabłami oraz innych wydarzeniach wskazujących na obecność i czynny wpływ Świata Duchowego – z których wiele było jawnie bajecznych – wykładowca przeszedł do przedstawienia tego, co uważał za dobrze poświadczone doświadczenia duchowe świętej Teresy.
Była ona mniszką, a później przeoryszą klasztoru świętego Józefa w Ávili, w Hiszpanii, i żyła w XVI wieku.
Oddana całkowicie pobożnym ćwiczeniom wewnętrznym, bywała niekiedy tak silnie poruszana wpływami duchowymi, że unosiła się cieleśnie w powietrzu bez widzialnego działania jakiejkolwiek siły. Działo się to nawet na oczach jej biskupa i licznych innych osób, które poświadczyły ten fakt.
Często podlegała także wizjom i transom oraz widziała i opisywała duchy.
Po krótkim nawiązaniu do duchowych doświadczeń Joanny d’Arc, Marcina Lutra, Paracelsusa, Jerome’a Cardana, doktora Johna Dee oraz lady Davies, wykładowca opowiedział pewne zdumiewające fakty zapisane przez Josepha Glanvila.
Były one – jak powiedział – poparte zgodnym świadectwem wielu najbardziej inteligentnych i godnych szacunku świadków z różnych części Anglii, a dotyczyły nawiedzeń domu Josepha Monpessona, człowieka zamożnego i poważanego, mieszkającego w Tedworth w Anglii.
Nawiedzenia te rozpoczęły się w roku 1661 i trwały niemal nieprzerwanie przez dwa albo trzy następne lata.
Glanvil i inni przypisywali je działaniu „ducha opiekuńczego”, związanego z bezczynnym doboszem, którego pan Monpesson obraził.
Manifestacje polegały początkowo na gwałtownych uderzeniach w zewnętrzne ściany i dach domu oraz na bębnieniu i innych niezwykłych hałasach w jednym z pomieszczeń.
Dźwięki te bywały czasami tak głośne, że przeszkadzały sąsiadom we wsi.
Po tym, jak zakłócenia tego rodzaju trwały niemal każdej nocy przez kilka miesięcy, meble zaczęły być rzucane po pokoju, a
Biblia starej kobiety została ukryta w popiele; widziano też deskę poruszającą się w pokoju za dnia, bez widzialnych rąk. Na prośbę jednej z obecnych osób deska przesuwała się tam i z powrotem, w górę i w dół – nawet dwadzieścia razy.
Widział to szereg osób znajdujących się wtedy w pokoju, które przybyły, aby zbadać owe dziwne zdarzenia.
Przy wielu okazjach ten niewidzialny czynnik przejawiał inteligencję. Najściślejsze dochodzenie, prowadzone przez lata przez ciekawych i inteligentnych ludzi ze wszystkich części królestwa, nie zdołało przypisać tych wydarzeń żadnemu innemu źródłu niż duchowe.
Wykładowca widział w tym wszystkim uderzającą zbieżność z wydarzeniami, które nie tak dawno miały miejsce w domu wielebnego doktora Phelpsa ze Stratford w stanie Connecticut. Stwierdził, że były to jedynie przykłady licznych podobnych przypadków, opisywanych przez Glanvila, More’a i innych jako występujące w drugiej połowie XVII wieku.
Były to prawdopodobnie zjawiska duchowe, których rozwój sprzyjały pewne pozostałości orientalnego magianizmu, czyli magii, oraz misteriów druidycznych, które przetrwały przez wieki i przybrały swoje ostatnie formy, praktykowane przez ludzi żyjących w ciele i przez ludzi poza ciałem.
W każdym razie zdawało się wówczas, że nastąpiło nadzwyczajne wtargnięcie mocy niższych sfer duchowych, któremu sprzyjał prawdopodobnie chory stan duchowy ludzi żyjących w ciele, a być może także pewne osobliwości otaczających elementów fizycznych, magnetycznych albo odycznych, charakterystycznych dla tamtych czasów.
Następnie wykładowca przeszedł do opowiedzenia podobnych wydarzeń z historii czarostwa w Nowej Anglii, lecz ta część jego wykładu przekracza ramy naszego miejsca, dlatego nie możemy za nim dalej podążać.
Oświadczył, że jego celem nie było dowodzenie istnienia dobrych duchów albo złych duchów, lecz duchów w ogóle oraz ich obcowania z ludźmi i manifestowania się śmiertelnikom.
Uznał za swój obowiązek pozwolić faktom i zapisom historii duchowej mówić samym za siebie, bez prób zakrywania lub tłumaczenia tego, co wydawało się w nich odpychające.
Uważał taki kierunek postępowania za bardzo konieczny dla wypracowania bezstronnej teorii w odniesieniu do omawianej sprawy, szczególnie zaś w odniesieniu do rozmaitych charakterów, jakie występują wśród mieszkańców niewidzialnego świata, oraz do niebezpieczeństw, na jakie można natrafić wskutek nieostrożnego i nieuprawnionego obcowania ze Światem Duchowym – podobnie jak do korzyści, które mogą wypływać z obcowania z tym światem, jeśli jest ono ustanowione w sposób bosko uporządkowany.
Wykładowca zaznaczył jednak, że duchowe manifestacje tamtych dni bynajmniej nie były wszystkie złe.
Następnie krótko wspomniał o wizjach i objawieniach danych George’owi Foxowi; o tak zwanych „francuskich prorokach”, od których shakerzy wzięli swój początek; oraz o licznych duchowych interwencjach, dzięki którym pierwsi osadnicy Nowej Anglii zostali ocaleni od zagłady przez głód, tomahawk i inne niebezpieczeństwa.
Potem mówił szczególnie o cudownym znaku, dzięki któremu mieszkańcy kolonii New Haven zostali poinformowani o losie zaginionego statku wraz ze znajdującymi się na nim ludźmi.
Zakończył zaś kilkoma praktycznymi uwagami na temat znaczenia harmonii i posłuszeństwa wobec Boskich praw jako czynników wspierających przewagę tego, co duchowe, nad siłami fizycznymi, a tym samym – panowanie nieba na ziemi.
Nota końcowa
Istnieją potężne wpływy, które działają na stare systemy i rozkładają je od wewnątrz.
Każdy wysiłek na rzecz pokoju i dobrej woli; każda próba uczynienia człowieka mniej mściwym i okrutnym w wymierzaniu kary – jest ciosem wymierzonym w sam fundament, na którym te systemy się opierają.
Nie ma ani jednego przykładu chrześcijańskiego przebaczenia, ani jednej próby zrównania pracy i zjednoczenia rozdźwięcznych elementów społeczeństwa, która nie stanowiłaby argumentu przeciw owym wyłącznym i sekciarskim instytucjom dzielącym i rozpraszającym ludzkość.
Każdy znak rodzicielskiej miłości wobec niewdzięcznego dziecka; każda łza, którą matka wylewa w ukryciu nad swoim krnąbrnym synem; miłość Chrystusa do jego nieprzyjaciół; agonia ogrodu i krzyża; zmagania oraz ofiary każdego prawdziwego reformatora – wszystko to głosi wymownym i potężnym językiem obecność ducha, który nie spocznie, dopóki człowiek nie zostanie odkupiony, a świat nie będzie wolny.
S. B. B.
źródło: Spiritual Manifestations, in Former Ages and Different Nations; „The Shekinah”. Edited by S.B.Brittan. Vol.I-III New York, 1853.