Jasnosłyszenie Pani Helen Hughes

KOMENTARZE ODBIORCÓW PRZEKAZÓW Z CAXTON HALL I FOLKESTONE

Kiedy pani Helen Hughes przekazywała wiadomości w stanie jasnosłyszenia (słyszenia pozazmysłowego) podczas spotkań zorganizowanych przez L.S.A. w Caxton Hall, Westminster (21 lipca) oraz w Town Hall w Folkestone (22 lipca), sporządzono pełne stenograficzne zapisy wszystkich jej wypowiedzi. Następnie przepisane wersje przesłano do tych uczestników, którzy podali swoje imiona i adresy, z prośbą o komentarz na temat trafności lub nietrafności przekazanych im informacji oraz odesłanie opinii do Sekretarza.

W znacznej liczbie przypadków prośba ta została spełniona.

Na spotkaniu w Caxton Hall przewodniczył pastor C. Drayton Thomas, natomiast zebranie w Folkestone prowadził wiceadmirał Armstrong.


SPOTKANIE W CAXTON HALL

Spośród ośmiu osób, które otrzymały przekazy podczas spotkania w Caxton Hall, sześć stwierdziło, że nigdy wcześniej nie uczestniczyły w seansie z panią Hughes; pozostałe dwie były obecne na jednym z jej wcześniejszych publicznych wystąpień, gdy po raz pierwszy przybyła z północy Anglii.

Prawie każdy raport określano jako dostarczający bardzo dobrych, a nawet „doskonałych” dowodów.


Przypadek 1 – „Miss X.Y.”

Miss X.Y. woli nie ujawniać nazwiska, ponieważ przekazy, które otrzymała rzekomo od Beryl Wilson, były w głównej mierze przeznaczone dla pana Wilsona, męża, który uznał je za wysoce wiarygodne.

Beryl powiedziała, że obecnie „opiekuje się chorymi”, a Miss X.Y., do której Beryl wielokrotnie przesyłała pomocne wiadomości za pośrednictwem innych mediów, pisze:

„Beryl Wilson przyszła do mnie po mojej niedawnej operacji w szpitalu. Wiedziała, że jestem w bardzo niebezpiecznym stanie z powodu utraty krwi, i wyraźnie otrzymałam od niej wiadomość: ‘Życie, nie śmierć.’ Głęboko wierzę, że to ona dała mi siłę potrzebną do pełnego wyzdrowienia.”

Siedząca była również pod wielkim wrażeniem faktu, że pani Hughes nieco później podała pełne panieńskie nazwisko jej matki.


Przypadek 2 – „Harry”

Imię „Harry”, powtórzone kilkakrotnie, okazało się odnosić do pana Harry’ego Feasta z Holloway, którego ojciec (o tym samym imieniu) został trafnie opisany jako zmarły na chorobę płuc podczas wojny – choć sama odbiorczyni była wówczas zbyt młoda, by go pamiętać.

Towarzyszył mu kuzyn Stanley, harcerz morski (sea-scout), a przekazane fakty zostały określone przez odbiorczynię jako „bardzo wiarygodne dowody”.


Przypadek 3 – Panna Whitehead

Nazwisko panny Whitehead medium przez pewien czas „wyczuwała”, dochodząc kolejno do form White lub Whitehood, aż wreszcie na końcu komunikatu z triumfem zawołała: „Whitehead!”

Matka tej kobiety została dokładnie opisana jako zmarła w wyniku udaru.

„To był dla mnie mocny dowód,” – pisze panna Whitehead – „kiedy pani Hughes dotknęła lewej strony swojej głowy i prawego ramienia; dokładnie w ten sposób moja matka doznała udaru, i pamiętam, że zapytałam lekarza, dlaczego porażona została przeciwna strona ciała.”

Wspomniano również o ciotce, a siedząca została poinformowana, że dochodziło do stuków i głosów pochodzących od nich, „ale nie zwróciłaś na to uwagi.” Na to odparła:

„Słyszałam głosy, ale nie stuki.”


Przypadek 4 – Pani E.

Z uwagi na innych, pani E. nie życzy sobie ujawnienia nazwiska, lecz potwierdza, że wszystkie otrzymane przekazy były „nadzwyczaj trafne”.

Na marginesach odesłanego raportu widnieją liczne adnotacje: „trafne”, „trafne”, „całkowicie trafne”.

Jej matka, syn oraz wuj Harry zapewniali ją, że pomagają jej z tamtej strony.

„Czasami jesteś zmęczona, czasami smutna; spotykasz kłopot w połowie drogi… ale on nigdy nie nadejdzie, jeśli tylko oprzesz się nieco bardziej.”

Sama pani E. dopisała na marginesie: „Wszystko to bardzo prawdziwe.”


Przypadek 5 – Panna Simpson (Lansdown Road, Stockwell)

Zachętę, tak często i hojnie okazywaną przez przyjaciół duchowych czuwających nad pozostawionymi, potwierdzają także przekazy skierowane do panny Simpson.

Kobieta napisała:

„Ilekroć sytuacja wydawała się najbardziej beznadziejna, coś zawsze przychodziło z pomocą. Właściwie wspomniałam o tym wówczas przyjaciółce.”


Przypadek 6 – Pani Cutler (Holland Road, Brixton)

Dowody przekazane pani Cutler uznano za „niepodważalne”. Dotyczyły one głównie ostatniej choroby i śmierci jej męża.

Nie tylko dokładnie opisano jego objawy oraz fakt, że ona sama była wówczas poważnie chora, lecz także wspomniano o butelce „Fever Cure” (lekarstwa na gorączkę).

Pani Cutler pisze:

„Nikt poza mną nie wiedział o jej istnieniu, gdy byliśmy chorzy. On prosił o tę butelkę, ale nie można jej było znaleźć. Osiem miesięcy później, po jego śmierci, znalazłam ją dokładnie w miejscu, które wskazał.”

Dodaje, że otrzymała „wspaniałą pomoc i pociechę” dzięki takim przekazom.


Przypadek 7 – Panna Ada Partington (Hatch End)

Panna Ada Partington w pełni potwierdza opisy dotyczące jej irlandzkiego wuja Roberta i jego matki Ann, a także wzmiankę, że „wiele razy żeglowała”.

„Byłam w dziesięciu różnych krajach,” – pisze – „a choć srebrna piersiówka wspomniana przez medium nigdy nie należała do mnie, pamiętam wyraźnie, że ciotka Elizabeth (również wspomniana przez panią Hughes) mówiła mi, że zawsze nosiła taką piersiówkę w podróży.”

Kobieta dodaje dalej:

„W dniu spotkania w Caxton Hall przypięłam do sukienki małą srebrną broszkę w kształcie irlandzkiej harfy, należącą do mojej babki Ann, wspomnianej powyżej. Poprosiłam w myślach o wyraźną odpowiedź na pewne pytanie, którą chciałam otrzymać tego wieczoru. Przekaz medium był bezpośrednią odpowiedzią, a jego treść została potwierdzona przez troje innych mediów, które nie znały żadnych szczegółów sprawy.”


Wyjaśnienia pani Hughes

Zapytana przez przewodniczącego, jaką mocą posługuje się w przekazywaniu wiadomości, skąd ona pochodzi i w jaki sposób słabnie, pani Hughes odpowiedziała:

„Kiedy zaczynam, jest coś świeżego, coś jakby prąd elektryczny; muszę być szybka i natychmiast uchwycić informacje. Prawdopodobnie wiele zależy od mojej kondycji fizycznej.
Gdy krążę po sali, przekazując wiadomości, czuję stopniowo, jak ta siła maleje – można to porównać do zwężającej się nici, aż nie ma się już czego uchwycić: głosy mnie opuszczają.
Na początku wszystko jest świeże, lecz z czasem czuję, jakbym coś zużywała – aż nie zostaje nic.
Gdybym próbowała kontynuować po tym momencie przerwania, nie sądzę, żebym mogła przekazać cokolwiek prawidłowo, bo ciągnęłabym fragmenty z różnych stron.”

SPOTKANIE W FOLKESTONE

Podczas spotkania propagandowego w Folkestone dnia 22 lipca, pani Helen Hughes przekazała wiadomości aż czternastu osobom, z których jedenaście odesłało poprawione lub zatwierdzone raporty dotyczące otrzymanych komunikatów.

Zanim rozpoczęła się część poświęcona clairaudiencji (słyszeniu pozazmysłowemu), przewodniczący ogłosił, że kopie stenograficznych zapisów zostaną przesłane tym, którzy podadzą swoje imiona i adresy.

Ewidentnie doprowadziło to niektórych do przekonania, że przesłane kopie również będą zapisane w stenografii, co mogło zniechęcić część uczestników do odpowiedzi – gdyż, jak słyszano, niektórzy stwierdzili, że nie ma to sensu, bo nie potrafią czytać stenogramów


Wielu z tych, którzy napisali swoje uwagi, wyraziło wdzięczność za otrzymaną pomoc i zachętę, dodając, że nigdy wcześniej nie mieli okazji uczestniczyć w spotkaniu z panią Hughes.

„Na tym właśnie polega wspaniałość takich przekazów” – mówi pani Allwood – „że nigdy wcześniej nie widziałyśmy ani nie słyszałyśmy pani Hughes.”

Inna uczestniczka napisała:

„Jak bardzo chciałabym, by każdy mógł otrzymać takie wiadomości jak moje – przynoszą tyle pociechy i szczęścia.”


Pięć lub sześć imion zostało podanych i rozpoznanych przez panią Attwood
„więcej niż wystarczająco”, jak sama stwierdza, „by przekonać każdego, kto słyszał.”

Jej duchowi przyjaciele okazali świadomość, że ona i jej mąż uczestniczą w seansach rozwojowych, i potwierdzili swoją tożsamość, przypominając jej o dawnym urazie rzepki kolanowej.


Kobieta z Chester otrzymała imiona swojego teścia, syna, brata i matki, wraz z przekazanymi o nich faktycznymi dowodami.


Pani Galvin z Canterbury również otrzymała zachętę do rozwoju swoich zdolności – jej ojciec, którego imię i wygląd rozpoznała, powiedział jej wyraźnie, że posiada silne zdolności psychiczne, a on sam wielokrotnie dawał jej znać o swojej obecności, jednak nie odpowiadała mu.

„Tak,” – przyznała w liście – „ale nie odpowiadałam, bo byłam zbyt zdenerwowana.”

W przekazie wspomniano także jej syna Anthony’ego, jak i dwie inne osoby.


Pani Laming również otrzymała podobne słowa zachęty od swojej siostry, której imię i nazwisko – Elizabeth Heath – zostały podane, mimo że siedziała dwie trzecie długości sali od medium, zbyt daleko, by wyraźnie widzieć panią Hughes lub mogła ją później rozpoznać.

Pani Williamson, również z Canterbury, została natomiast wezwany, by nie ustawała w czynieniu dobra.

Medium powiedziała:

„Starsza kobieta, pani Williamson, pochyla się nad tobą, widzę różową skórę głowy, gdy jej głowa pochyla się ku tobie.”

Komentarz odbiorczyni:

„To była moja teściowa. Zawsze rozdzielała włosy pośrodku i gładko zaczesywała je do tyłu, tak że skóra głowy była wyraźnie widoczna.”

Ta teściowa przypomniała jej, że niedawno pani Williamson (młodsza) powiedziała, że to ostatni raz, kiedy zrobi coś dobrego – co odnosi się do osób, którym okazywała liczne akty dobroci, lecz które teraz żądały czegoś niesprawiedliwego wobec niej i innych.

„Nie wolno ci z tego rezygnować” – przekazała jej duchowa krewna –
„to właśnie te drobne uprzejmości, liczne dobre uczynki, które czynisz, budują twój charakter.”


Wyrażając podziękowania Sekretarzowi, Przewodniczącemu oraz Medium za „bardzo wspaniały wieczór”, pani Wiltshire z Wingheap Street w Canterbury pisała o swojej radości z otrzymania wiadomości od babki Humphries – „kobiety pobożnej, lecz dawniej wielkiej przeciwniczki spirytualizmu”.

Jej mąż, którego imię William Wiltshire zostało trafnie podane, ostrzegł ją, by bardziej uważała, jak nosi torbę zawierającą rachunki i pieniądze, które już nieraz musiał dla niej „uratować”.

„Zaledwie kilka dni wcześniej” – czytamy w komentarzu – „rzeczywiście zgubiłam torbę z pieniędzmi i rachunkami.”


Pani Elphinstone z Folkestone rozpoznała w „pani Mayes” swoją babkę, panią May, a także starą przyjaciółkę z dzieciństwa, cierpiącą na poważny wole (goiter).

Pani Davies rozpoznała w imionach Harold i James, które medium przekazało kobiecie siedzącej za nią, własnego ojca i brata. Wspomniano też nazwisko Cresswell, będące panieńskim nazwiskiem jej matki.

„Po spotkaniu” – pisze – „rozmawiałam z tamtą panią, chcąc się dowiedzieć, czy jest spokrewniona z moją rodziną. Nie była, ale znała rodzinę Cresswellów, którzy byli drugimi kuzynami mojego brata Harolda.”

Był to niezwykły zbieg okoliczności.


Pan Webb z Deal, opisujący siebie jako „zupełnego nowicjusza w ruchu spirytystycznym”, otrzymał wiadomość od swoich dziadków – państwa Webb, a także od matki, i napisał, że jest niezmiernie szczęśliwy, wiedząc, że są blisko i że wszyscy żyją szczęśliwie po tamtej stronie.


Podsumowanie

Ogólnie rzecz biorąc, w komentarzach dotyczących wiadomości przekazanych podczas tego spotkania przebija się wyraźna nuta szczęścia i wdzięczności.

JAK ODBIERANE SĄ PRZEKAZY

Pastor C. Drayton Thomas, przedstawiając panią Helen Hughes na spotkaniu w Caxton Hall, powiedział:

Wszyscy zauważyliśmy, że pięć zmysłów różni się wrażliwością. W smaku, na przykład, wiemy, że zawodowi degustatorzy herbat potrafią wyczuć subtelne różnice w aromacie, których większość z nas nie byłaby w stanie docenić. Dotyk osób niewidomych jest znacznie bardziej czuły niż nasz. Łatwo możemy sobie uświadomić, jak dużo bardziej delikatny może być zmysł węchu, gdy przypomnimy sobie, jak psy gończe są w stanie śledzić trop człowieka przez wrzosowiska i lasy. Jeśli chodzi o wzrok, powszechnie wiadomo, że ludzie starsi mają trudności z nawleczeniem igły, choć gdy byli młodzi, przychodziło im to łatwo. Słuch również bardzo się różni; mamy wokół siebie osoby głuche i niedosłyszące, a większość ludzi nie słyszy pisku nietoperza, choć niektórzy o delikatnym słuchu odbierają go wyraźnie.

Każdy z naszych pięciu zmysłów może zostać poszerzony pod względem zasięgu i czułości, ale nie powinniśmy przypuszczać, że pani Hughes będzie polegała na swoich oczach czy uszach w odniesieniu do czegokolwiek, co nam dziś wieczorem przekaże. Oprócz pięciu zmysłów istnieje inny kanał, którym informacje docierają do osoby wrażliwej. Zmarły profesor Charles Richet nazywał go szóstym zmysłem. Będziemy się trzymać bezpiecznego gruntu, jeśli nazwiemy to wyczuwaniem psychicznym. Osoby obdarzone psychicznie potrafią w pewnym zakresie widzieć i słyszeć to, co dla innych jest niewidzialne i niesłyszalne; nie wynika to jednak z bardziej czułych oczu czy uszu, lecz z faktu, że są zdolne posługiwać się szczególnym zmysłem.

Czym jest ten szczególny zmysł? Wierzę, że jest to odczuwanie za pośrednictwem ciała eterycznego. Każdy z nas żyje w takim ciele i możliwe, że przenika ono komórka po komórce ten znany nam cielesny organizm. Większość ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy, mimo że zdaje się ono być narządem, dzięki któremu pamiętamy i chcemy, i prawdopodobnie pośredniczy ono między duszą, czyli „ja”, a ciałem fizycznym. W chwili śmierci odchodzimy w tym ciele eterycznym i ono wówczas połączy nas ze sferą „Tam”, równie pomysłowo, jak to ciało wraz z pięcioma zmysłami łączy nas ze światem materialnym.

Niektórzy są tak ukształtowani, że potrafią posługiwać się nim już teraz – przynajmniej w pewnym stopniu – widząc i słysząc tych, którzy przychodzą do nas spoza zasłony. Kiedy zatem ludzie obdarzeni tym darem mówią nam, że widzą i słyszą, są oni pośrednikami (mediami) między nami a naszymi przyjaciółmi bez ciała.

To pamiętna chwila, kiedy po raz pierwszy otrzymuje się takie dowody bliskości kogoś zmarłego. Żywo wspominam godzinę, kiedy przydarzyło się to mnie w 1917 roku. Wcześniej, na podstawie lektury, byłem przekonany, że to możliwe, ale gdy doświadczyłem tego osobiście, wywarło to na mnie najgłębsze wrażenie. Jeśli tego wieczoru pojawią się przekonujące przekazy skierowane do tych, którzy nigdy wcześniej nie przeżyli takiego doświadczenia, sądzę, że uznają je za bardziej uderzające niż jakikolwiek opis przeczytany lub zasłyszany od innych.

Wielu ludzi, którzy nie lubią spirytualizmu, ubolewa, że ukochani, którzy odeszli, nie dali żadnego znaku; lecz przybysze z tamtego świata nie mogą nic uczynić, by wskazać swoją obecność, jeśli nie zapewnimy niezbędnych środków. Rzeczą nieodzowną jest jakaś forma energii psychicznej. Tu i ówdzie istnieją osoby wyjątkowo ukształtowane, które – nie wiedząc o tym – wyzwalają tę energię.

Większość ludzi zbudowana jest inaczej i nie potrafi emitować energii psychicznej, w konsekwencji sami z siebie raczej nigdy nie otrzymają znaków obecności zmarłych; muszą więc albo skorzystać z pomocy osób obdarzonych psychicznie – czyli Mediów – albo zrezygnować z oczekiwania, że cisza zostanie przerwana.

Nie ma sensu skarżyć się, że nie podoba się nam pomysł słyszenia od bliskich za pośrednictwem osoby trzeciej. Dla większości z nas to albo to, albo nic. Nie ma innej możliwości – ani dla nas, ani dla tych „Tam”. Ciszę śmierci można przerwać jedynie takimi wskazówkami i przekazami, jakie Media potrafią nam przekazać od tych, których niesłabnąca miłość skłania do odwiedzin i przemówienia, jeśli damy im sposobność.

źródło: „MRS. HELEN HUGHES’ CLAIRAUDIENCE – COMMENTS BY RECIPIENTS OF MESSAGES AT CAXTON HALL AND FOLKESTONE”; LIGHT a Journal of Psychical, Occult, and Mystical Research; No. 2902. VOL. LVI. (Registered as THURSDAY, AUGUST 20, 1936.