FRAGMENTY Z KSIĘGI ZŁOTYCH NAKAZÓW
FRAGMENT I
GŁOS CISZY
[Przypisy Madame Bławatskiej są w tym wydaniu pominięte, gdyż są rozwlekłe, pełne nieścisłości i zamierzone, by zwodzić zarozumialców. — Red.]
1. Instrukcje te są dla nieświadomych niebezpieczeństw niższych iddhi (mocy magicznych).
Czyń wedle swej woli będzie całym Prawem.
Nic mniejszego nie zaspokoi niż ten Ruch na twojej orbicie.
Ważne jest odrzucić wszelkie iddhi, które możesz posiąść. Po pierwsze, z powodu marnowania energii, którą raczej należy skupić na dalszym postępie; po drugie, ponieważ iddhi bywają tak uwodzicielskie, że prowadzą nierozważnych do całkowitego zapomnienia o rzeczywistym celu ich wysiłków.
Uczeń musi być przygotowany na pokusy niezwykle subtelne; jak to chrześcijańskie Pisma ują w ich dziwacznym, ale nierzadko objaśniającym żargonie: Diabeł potrafi przybrać postać Anioła Światłości.
Wymagana jest tu już na wstępie pewna „dygresja”. Trzeba uprzedzić czytelnika, że zaraz będzie pływał na bardzo głębokich wodach. Zakłada się bowiem przez cały czas, iż uczeń zna przynajmniej elementy mistycyzmu. Faktycznie masz być nieświadom niebezpieczeństw niższych iddhi; ale jest naprawdę całkiem sporo ludzi, nawet w Bostonie, którzy nie wiedzą w ogóle, że istnieją jakiekolwiek iddhi, niskie czy wysokie. Jednakże ktoś, kto był pilny przy Book 4 Fratra Perdurabo, nie powinien mieć trudności ze zrozumieniem ogólnej materii Księgi. Zbyt rubaszna wesołość owego pilnego czytelnika byłaby jednak przedwczesna, mówiąc najłagodniej. Rzecz bowiem w tym, że ten traktat nie zawiera zrozumiałej i spójnej kosmogonii. Nieszczęsny Lanoo jest w położeniu kapitana, któremu dostarczono najdokładniejszych i najdrobiazgowszych instrukcji żeglownych, ale nie wolno mu mieć najmniejszego pojęcia, do jakiego portu ma zdążać, a tym bardziej — dostać mapy Oceanu. Znajduje się przeto w atmosferze jak z „Childe Roland to the Dark Tower came”. Ów poemat Browninga zawdzięcza dużą część swego nawiedzającego uroku właśnie temu, że czytelnikowi nigdy nie powiedziano, kim jest Childe Roland, dlaczego chce dotrzeć do Ciemnej Wieży ani czego się spodziewa, gdy już tam trafi. Jest misternie zbudowana atmosfera olbrzymów, ogrów, garbusów i reszty aparatu bajek — ale nie ma śladu wpływu Baedekera w stylu. A to naprawdę bardzo irytujące dla kogoś, komu serio zależy, żeby do tej wieży dojść. Pamiętam, jako chłopiec, jaką mękę cierpiałem nad tym poematem. Gdyby Browning żył, chyba bym go odszukał, tak poważnie traktowałem Quest. Uczeń Bławatskiej jest podobnie skrępowany. Na szczęście Book 4, Part III przychodzi raz jeszcze z pomocą, dając szkic Wszechświata, tak jak pojmują go Ci, którzy go znają; a regularne studiowanie tej książki i tomów towarzyszących, nakazanych w „Programie A∴A∴”, wsparte wytrwałością w praktycznej, osobistej eksploracji, pozwoli temu Głosowi Ciszy stać się poważnym przewodnikiem po niektórych subtelniejszych mrokach, które ciążą na Powiekach Poszukiwacza.
2. Kto chce usłyszeć głos Nada, „Dźwięku bezdźwięcznego”, i pojąć go, niech pozna naturę dhāraṇy (skupionej myśli).
Głos Nada bardzo prędko bywa słyszany przez początkującego, zwłaszcza podczas praktyki prāṇāyāmy (opanowania mocy oddechu). Najpierw przypomina odległy przybój, choć u adepta jest raczej jak ćwierkanie niezliczonych słowików; dźwięk ten jest jednak jakby zapowiedzią — zasłoną bardziej wyraźnych i artykułowanych brzmień, które przyjdą później. Odpowiada w słyszeniu temu ciemnemu welonowi, widocznemu przy zamkniętych oczach, choć w tym wypadku potrzebny jest pewien stopień postępu, zanim cokolwiek w ogóle się usłyszy.
3. Obojętny się stałszy na przedmioty postrzegania, niech uczeń szuka Radży (Króla) zmysłów, Wytwórcy myśli, tego, co budzi złudzenie.
Słowo „obojętny” znaczy tu: „zdolny do wyłączenia”. Wspomniany Radża znajduje się w tym punkcie, skąd wytryskują myśli. Ostatecznie okazuje się on Mają, wielkim Magiem opisanym w 3. Æthyr (zob. The Equinox, vol. I, nr 5, Suplement specjalny). Niech Uczeń zauważy, że w pierwszych medytacjach wszystkie jego myśli będą pod tamo-guṇą, zasadą Bezwładu i Ciemności. Gdy je zniszczy, znajdzie się pod panowaniem całkiem nowego zestawu — typu rajo-guṇa, zasady Aktywności, i tak dalej. Dla zaawansowanego Ucznia zwykła, pospolita myśl, która początkującemu wydaje się drobiazgiem, staje się wielkim i strasznym źródłem nieprawości; i im wyżej idzie — aż do pewnego punktu, punktu definitycznego zwycięstwa — tym bardziej tak jest. Początkujący może pomyśleć: „jest dziesiąta” i odsunąć myśl. W umyśle adepta to zdanie obudzi wszystkie możliwe z nim powinowactwa, wszystkie refleksje, jakie kiedykolwiek czynił o czasie, a także przypadkowe sympatyczne skojarzenia, jak esej pana Whistlera; i jeśli posunął się dostatecznie daleko, wszystkie te setki i tysiące myśli, rozchodzących się od jednej, znów się zbiegną i staną się wypadkową owych wszystkich myśli. Osiągnie samādhi na tej pierwotnej myśli — i będzie to straszny wróg jego postępu.
4. Umysł jest wielkim Zabójcą Rzeczywistego.
W słowie „Umysł” powinniśmy zawrzeć wszystkie zjawiska Umysłu, włącznie z samym samādhi. Każde zjawisko ma przyczyny i rodzi skutki, a to wszystko jest poniżej „RZECZYWISTEGO”. Przez RZECZYWISTE rozumie się tu Nibbāna-dhātu.
5. Niech więc Uczeń zabije Zabójcę. Albowiem —
To wynika z wersetu 4. Teksty te można rozumieć w sensie całkiem elementarnym. Celem nawet początkującego jest tłumienie umysłu i wszelkich jego przejawów, lecz dopiero z postępem odkryje, czym Umysł jest.
6. Gdy dla siebie samego jego postać jawi się nierealna, jak jawią się po przebudzeniu wszystkie postacie widziane we śnie;
To wynik dość elementarny. Koncentracja na dowolnym przedmiocie szybko prowadzi do nagłego i przytłaczającego przekonania, że obiekt jest nierealny. Przyczyną może być — filozoficznie rzecz ujmując — że obiekt, jaki by nie był, ma tylko istnienie relatywne. (Zob. The Equinox, vol. I, nr 4, s. 159).
7. Gdy przestanie słyszeć wielu, wtedy może rozróżnić JEDNO — wewnętrzny dźwięk, który zabija zewnętrzny.
Przez „wielu” rozumie się przede wszystkim hałasy mające miejsce na zewnątrz Ucznia, a po drugie — te, które dzieją się w nim samym. Na przykład pulsację krwi w uszach, a później mistyczne dźwięki opisane w wersecie 40.
8. Wtedy dopiero, nie wcześniej, porzuci krainę ASAT, fałszu, by przybyć do królestwa SAT, prawdy.
Przez „SAT, prawdę” rozumie się coś wcześniejszego niż „RZECZYWISTE” wspomniane wyżej. SAT samo jest złudą. Niektóre szkoły filozofii mają wyższe ASAT, Nie-Byt, który jest poza SAT, i jest dla Śivadarśany tym, czym SAT jest dla Ātmadarśany.
Nirwana jest poza obydwoma.
9. Zanim dusza zdoła widzieć, harmonia wewnątrz musi zostać osiągnięta, a cielesne oczy stać się ślepe na wszelką iluzję.
Przez „harmonię wewnątrz” rozumie się stan, w którym ani przedmioty zmysłów, ani wrażenia fizjologiczne, ani emocje nie zdołają zakłócić koncentracji myśli.
10. Zanim Dusza zdoła słyszeć, „obraz” (człowiek) ma stać się równie głuchy na ryki, jak na szepty, na wycie słoni, jak na srebrne brzęczenie złotego świetlika.
W tekście „obraz” objaśniono jako „Człowiek”, właściwiej jednak odnosi się to do świadomości człowieka, która to świadomość bywa uważana albo za odbicie Nie-Ja, albo za wytwór Ja — zależnie od szkoły, do której Uczeń należy.
11. Zanim dusza zdoła pojąć i móc pamiętać, ma się zjednoczyć z Milczącym Mówcą — tak jak forma, wg której glinę się modeluje, wpierw łączy się z myślą garncarza.
Każdy faktyczny przedmiot zmysłów uważa się za wytrącenie ideału. Tak jak żaden istniejący trójkąt nie jest trójkątem czystym (bo musi być równoboczny, równoramienny albo różnoboczny), tak każdy obiekt jest poronieniem ideału. W praktyce koncentruje się na danej rzeczy, odrzucając wygląd zewnętrzny i docierając do owego ideału, który oczywiście nie będzie na żaden sposób podobny do któregokolwiek z obiektów — jego inkarnacji. Mając to na względzie, werset mówi, że Dusza ma złączyć się z Milczącym Mówcą. Słowa „Milczący Mówca” można uważać za hieroglif tej samej natury co Logos, Vāc czy Niewymawialne Imię.
12. Bo wtedy dusza usłyszy i będzie pamiętać.
Słowo „usłyszy” aluduje do tradycji, że słuch jest organem Ducha, tak jak wzrok — Ognia. „Będzie pamiętać” można objaśnić jako „osiągnie pamięć”. Pamięć jest ogniwem między atomami świadomości, gdyż każda kolejna świadomość Człowieka jest pojedynczym zjawiskiem i nie ma związku z inną. Lustro nic nie wie o różnych ludziach, którzy się w nim przeglądają. Odbija tylko jednego naraz. Mózg jest jednak raczej jak płyta światłoczuła, a pamięć to zdolność wywołania w świadomości dowolnego potrzebnego obrazu. Jak to się dzieje u człowieka normalnego z jego własnymi przeżyciami, tak się dzieje u Adepta ze wszystkimi przeżyciami. (To kolejny powód Jego utożsamiania się z innymi).
13. I wtedy do wewnętrznego ucha przemówi — GŁOS CISZY. I rzeknie: —
Co następuje, trzeba uważać za zabieg poety, albowiem „Głos Ciszy” nie może być wyrażony słowami. Poniższe jest tylko jego wypowiedzią w odniesieniu do samej Ścieżki.
14. Jeśli twaja dusza uśmiecha się, kąpiąc w Słońcu twego Życia; jeśli śpiewa w swej poczwarce z ciała i materii; jeśli płacze w swoim zamku złudy; jeśli szamoce się, by zerwać srebrną nić wiążącą ją z MISTRZEM — wiedz, o Uczniu: twa Dusza jest z ziemi.
W wersecie tym Uczeń jest napominany do obojętności na wszystko poza własnym postępem. Nie znaczy to obojętności Człowieka wobec otoczenia — jak to często podło i nikczemnie interpretowano. Mowa o obojętności wewnętrznej. Wszystko należy smakować w pełni, zawsze jednak z zastrzeżeniem, że brak rzeczy smakowanej nie spowoduje żalu. To zbyt trudne dla początkującego i w wielu wypadkach musi on zaniechać przyjemności, by dowieść sobie, że jest na nie obojętny; czasem zaś i Adeptowi wskazane bywa to uczynić. Oczywiście w okresach faktycznej koncentracji nie ma czasu na nic poza pracą samą; lecz uczynienie nawet najłagodniejszego ascetyzmu regułą życia jest najcięższym błędem — może tylko ustępującym traktowaniu ascetyzmu jako cnoty. To ostatnie zawsze prowadzi do pychy duchowej, a pycha duchowa jest główną cechą brata Ścieżki Lewej Ręki.
„Asceta” pochodzi od greckiego askeō — „pracować kunsztownie, zdobić, ćwiczyć, trenować”. Łacińskie ars wywodzi się z tego samego rdzenia. W najwznioślejszym sensie „artysta”, twórczy rzemieślnik, jest tedy najlepszym przekładem. Słowo to zdegenerowało pod purytańską plugawością.
15. Gdy twoja pączkująca dusza nadstawia ucha na zgiełk świata; gdy odpowiada na ryczący głos wielkiej złudy; gdy, przerażona widokiem gorących łez bólu, ogłuszona krzykami niedoli, twa dusza cofa się jak nieśmół żółw w karapaks SAMOISTNOŚCI — poznaj, o Uczniu, z jej Milczącego „Boga”: twa Dusza jest niegodnym przybytkiem.
Werset ten traktuje o przeszkodzie na szczeblu bardziej zaawansowanym. To znów przestroga, by nie zamykać się w swoim uniwersum. Świętości nie osiąga się przez wykluczanie Nie-Ja, lecz przez jego obejmowanie. Miłość jest prawem, miłość podług woli.
16. Gdy, rosnąc w siłę, twa Dusza wyślizguje się z bezpiecznej kryjówki i, zrywając się z chroniącego sanktuarium, wyciąga swą srebrną nić i pędzi naprzód; gdy, widząc swe odbicie na falach Przestrzeni, szepcze: „To ja” — obwieść, o Uczniu, że twa Dusza jest schwytana w sieci złudy.
Jeszcze bardziej zaawansowana nauka, ale nadal związana z kwestią Ja i Nie-Ja. Opisany fenomen to być może ātma-darśana, która wciąż jest złudą, w pewnym sensie nadal złudą osobowości; albowiem choć Ja jest unicestwione we Wszechświecie, a Wszechświat w nim, istnieje wyraźna, choć niezwykle subtelna skłonność do sumowania swego doświadczenia jako Ja.
Trzy te wersety można też rozumieć zupełnie elementarnie: w.14 — jako ślepotę na Pierwszą Szlachetną Prawdę („Wszystko jest Cierpieniem”); w.15 — jako tchórzliwą próbę ucieczki od Cierpienia przez Odwrót; w.16 — jako przyjęcie Astralu za SAT.
17. Ta Ziemia, o Uczniu, to Sala Żałości, gdzie na Ścieżce srogich prób poustawiano sidła, by schwytać twe EGO złudą zwaną „Wielką Herezją”.
Rozwija poprzednie uwagi.
18. Ta ziemia, o nieświadomy Uczniu, to tylko ponure wejście wiodące ku świtowi, co poprzedza dolinę prawdziwego światła — tego światła, którego nie zdmuchnie żaden wiatr, światła, co płonie bez knota i paliwa.
„Świt” może tu znów odnosić się do ātma-darśany. Ostatnie zdanie zapożyczone jest od Éliphasa Léviego, który — jak sądzę — nie był tybetańczykiem starożytności. [Madame Bławatska z żartem udawała, że ta Księga jest starożytnym pismem tybetańskim. — Red.]
19. Rzekło Wielkie Prawo: „Aby stać się POZNającym WSZELKIEGO-JA, najpierw z JA masz być poznawcą”. By dotrzeć do wiedzy o owym JA, masz oddać Ja w Nie-Ja, Byt w Nie-Byt, a wtedy możesz spocząć między skrzydłami WIELKIEGO PTAKA. Tak, słodki jest spoczynek między skrzydłami Tego, co się nie rodzi ani nie umiera, lecz jest AUM przez wieki wieków.
Słowa „oddaj” można objaśnić jako „ulegnij” — w subtelnym, quasi-masochistycznym sensie erotycznym, ale na wyższej płaszczyźnie. W następującym cytacie z „Wielkiego Prawa” objaśnia się, że owo ulegnięcie nie jest początkiem, lecz końcem Ścieżki.
Then let the End awake… [tu następuje zacytowany przez Autora dłuższy passus z Liber LXV, II, 55–62; pomijamy powtórne tłumaczenie — w wydaniu polskim odnośne miejsce należy porównać z właściwym przekładem — przyp. tłum.]
AUM przytoczono tu jako hieroglif Wiecznego. „A” — początek dźwięku, „U” — jego środek, „M” — koniec; tworzą razem jedno słowo, czyli Trójcę, wskazując, że Rzeczywiste należy pojmować jako naturę troistą — Narodzin, Życia i Śmierci — nie następczo, lecz jednością. Ci, którzy doświadczyli transów, gdzie „czas” już nie istnieje, lepiej to pojmą.
20. Dosiodłaj Ptak Życia, jeśli chcesz poznać.
Słowo „poznać” jest tu użyte w sensie technicznym. Avidyā, niewiedza, pierwszy z pętów, zawiera zresztą wszystkie inne.
W odniesieniu do tego Łabędzia „Aum” porównaj wiersze z „Wielkiego Prawa”, Liber LXV, II:17–25 („Also the Holy One came upon me…”).
21. Oddaj życie, jeśli chcesz żyć.
Można porównać z podobnymi stwierdzeniami w Ewangeliach, w The Vision and the Voice i w Księgach […]. Nie znaczy to ascetyzmu w sensie zwyczajowo rozumianym. Najjaśniejsze objaśnienie daje 12. Æthyr (zob. The Equinox, vol. I, nr 5, Suplement).
22. Trzy Sale, o znużony pielgrzymie, wiodą do kresu trudów. Trzy Sale, o zwycięzco Mary, przeprowadzą cię przez trzy stany do czwartego, a stamtąd do siedmiu światów, światów Wiecznego Spoczynku.
Gdyby był to dokument autentyczny, uznałbym owe trzy stany za Srotaāpatti itd., a czwarty — Arhat (por. Science and Buddhism i podobne rozprawy). Lecz że jest to coś lepszego niż „autentyczne”, będąc — jak Chymical Marriage of Christian Rosenkreutz — fałszerstwem wielkiego adepta, nie można zbyt pewnie tak go wiązać. „Siedem Światów” — to nie buddyzm.
23. Jeśli chcesz poznać ich imiona, słuchaj i pamiętaj. Imię pierwszej Sali to NIEWIEDZA — Avidyā. To Sala, w której ujrzałeś światło, w której żyjesz i umrzesz.
Te trzy Sale odpowiadają gunom: Niewiedza — tamas; Nauka — rajas; Mądrość — sattva.
Znów: niewiedza odpowiada Malkuth i Nephesch (duszy zwierzęcej), Nauka — Tiferet i Ruach (umysłowi), Mądrość — Binah i Neshamah (aspiracji, Boskiemu Umysłowi).
24. Imię drugiej Sali to Sala NAUKI. W niej twa Dusza znajdzie kwiaty życia, lecz pod każdym kwiatem wije się wąż.
Ta Sala jest obszarem znacznie szerszym niż zwykle rozumiany Świat Astralny. Z pewnością obejmowałaby wszystkie stany aż do dhyāny. Uczeń zapamięta, że jego „nagrody” natychmiast przemieniają się w pokusy.
25. Imię trzeciej Sali — MĄDROŚĆ; poza nią rozciągają się bezbrzeżne wody AKŚARY, Niezniszczalnego Źródła Wszechwiedzy.
Akśara to to samo, co Wielkie Morze w Qabali. Patrz The Equinox dla pełnego studium tego Morza.
26. Jeśli chcesz bezpiecznie przekroczyć pierwszą Salę, niech twój umysł nie pomyli ognisk żądzy, które w niej płoną, ze Słońcem życia.
Metafora nieco się zmienia. Sala niewiedzy przedstawia życie fizyczne. Zwróć uwagę na sformułowanie: „niech twój umysł nie pomyli ognisk żądzy”. Wolno się grzać przy owych ogniskach, o ile cię nie zwodzą.
27. Jeśli chcesz bezpiecznie przejść drugą, nie zatrzymuj się, by wdychać woń jej odurzających kwiatów. Jeśli chcesz być wolny od karmicznych łańcuchów, nie szukaj swego Guru w tych majawicznych krainach.
Podobna lekcja: nie bierz swych wczesnych doświadczeń psychicznych za Ostateczną Prawdę. Nie stawaj się niewolnikiem swoich rezultatów.
28. MĄDRZY nie bawią w ogrodach rozkoszy zmysłów.
— „Nie bawią” — tzn. nie pozwalają przyjemności przeszkadzać w pracy.
29. MĄDRZY nie zważają na słodkojęzyczne głosy złudy.
— „Nie zważają” — słuchają ich, lecz nie przywiązują koniecznie wagi do tego, co mówią.
30. Szukaj tego, kto ma cię zrodzić, w Sali Mądrości, Sali, co leży dalej, gdzie wszystkie cienie są nieznane, a światło prawdy świeci niegasnącą chwałą.
Najwyraźniej znaczy to, że jedynym godnym zaufania guru jest ten, kto osiągnął stopień Magister Templi. (The Equinox, vol. I, nr 5, Suplement, itd.)
31. To, co nie-stworzone, trwa w tobie, Uczniu, tak jak trwa w owej Sali. Jeśli chcesz je dosięgnąć i zespolić dwoje, masz zrzucić ciemne szaty złudy. Stłum głos ciała, nie dopuszczaj obrazu zmysłów między jego światło a twoje, by tak dwoje zlało się w jedno. A poznawszy własną ajñānę, uchodź z Sali Nauki. Sala ta jest niebezpieczna swym zdradliwym pięknem — potrzebna jest tylko na twoją próbę. Strzeż się, Lanoo, by twa Dusza, oślepiona złudną jasnością, nie zwlekała i nie została uwięziona w jej zdradnym świetle.
To résumé poprzednich siedmiu wersetów. Nakazuje niewzruszoną aspirację, a w szczególności ostrzega Ucznia zaawansowanego, by nie przyjmował swoich nagród. Jest metoda medytacji, w której Uczeń zabija myśli w chwili ich pojawienia się odbiciem: „To nie to”. Frater P. wskazał to samo, przyjmując za dewizę w Drugim Zakonie, który sięga od Yesod [sic] do Chesed: „OU MH” — „Nie, na pewno nie!”.
32. Światło to jaśnieje z klejnotu Wielkiego Usidlacza (Mary). Zaczarowuje zmysły, oślepia umysł i zostawia nierozważnego jako porzucony wrak.
Sądzę, iż większość przypisów Bławatskiej to celowe zasłony. „Światło” opisane tu ma sens techniczny. Byłoby zbyt małostkowe pojmować Marę tak, jak chrześcijanin pojmowałby człowieka oferującego mu papierosa. Najwyższe i oślepiające światło tego klejnotu jest wielką wizją Światła. To światło tryskające z progu Nirwany, a Mara to „strażnik na progu”. Absurd nazywać to światło „złem” w jakimkolwiek pospolitym sensie. To miecz obosieczny, płomienny na wszystkie strony, który strzeże bramy Drzewa Życia. I jest tu jeszcze dalszy Arkan, którego nie wypada tu ujawniać.
33. Ćma, zwabiona oślepiającym płomieniem twej nocnej lampy, skazana jest na śmierć w lepkim oleju. Nierozważna Dusza, która nie zdoła zmagać się z kpiącym demonem złudy, wróci na ziemię niewolnicą Mary.
Skutek nieodrzucenia nagród to powrót na ziemię. Pokusa to uważać się za osiągniętego i już nie pracować.
34. Oto Zastępy Dusz. Patrz, jak krążą nad wzburzonym morzem ludzkiego życia, i jak, wyczerpane, krwawiące, o złamanych skrzydłach, spadają jedna po drugiej na spiętrzone fale. Miotane wichrami, pędzone nawałą, wpadają w wiry i znikają w pierwszym wielkim lejku.
Metafora ta zawiera przestrogę przed utożsamianiem Duszy z życiem ludzkim, wynikającym z fiaska jej aspiracji.
35. Jeśli przez Salę Mądrości chcesz dojść do Doliny Błogości, zamknij, Uczniu, mocno zmysły na wielką straszną herezję odrębności, co odrywa cię od reszty.
Werset brzmi, jakby owa herezja była możliwa jeszcze w Sali Mądrości, ale nie o to idzie. Uczeń jest ponaglany, by odnaleźć swe Ego i zabić je już na początku.
36. Niech „zrodzony z Nieba” — zanurzony w morzu māyi — nie odrywa się od Uniwersalnego Rodzica (DUSZY), ale niech ognista moc wycofa się do najskrytszej komnaty, komnaty Serca i siedziby Matki Świata.
Rozwija w.35. „Zrodzony z nieba” to świadomość ludzka. Komnata Serca to lotos Anāhata. Siedziba Matki Świata — lotos Mūlādhāra. Ale jest i sens bardziej techniczny — i cały werset opisuje szczególną metodę medytacji, metodę ostateczną, zbyt trudną dla początkujących. (Zob. wszelako The Equinox we wszystkich tych punktach).
37. Wówczas z serca Moc ta wzniesie się do szóstej, środkowej krainy, miejsca między twymi oczyma; stanie się tchnieniem JEDNEJ-DUSZY, głosem co wszystko wypełnia, głosem twego Mistrza.
Uczy koncentracji kuṇḍalinī w Ājñā-cakra. „Tchnienie” — to, co idzie tam i z powrotem — odnosi się do zjednoczenia Śiwy z Śakti w Sahasrārze. (Zob. The Equinox).
38. Dopiero wtedy staniesz się „Chodzącym po Niebie”, który depcze wiatry ponad falami, którego stopa nie dotyka wód.
Częściowo odnosi się to do pewnych iddhi dotyczących poznania dew itd.; tu „wiatr” można tłumaczyć „duch”. Stan ten osiągnąć dość łatwo i nie ma on wielkiego znaczenia. „Chodzący po niebie” stoi daleko wyżej niż pospolity czytelnik umysłów mrówek.
39. Zanim postawisz stopę na górnym szczeblu drabiny, drabiny mistycznych dźwięków, masz usłyszeć głos twego WEWNĘTRZNEGO Boga na siedem sposobów.
Słowo „siedem” jest tu, jak często, bardziej poetyckie niż matematyczne; bo sposobów jest znacznie więcej. Werset sugeruje też, jakby trzeba było usłyszeć wszystkie siedem — a tak nie jest: jeden usłyszy to, drugi tamto; ktoś nawet może nie trafić na żaden (może tak się zdarzyć, jeśli „w poprzednim wcieleniu” opanował je, wyrwał z korzeniami i „wyprażył ich nasiona”).
40. Pierwszy podobny jest do słodkiego głosu słowika, śpiewającego pieśń rozstania swojej parze.
Drugi przychodzi jak brzmienie srebrnego cymbału Dhjānich, budzącego migoczące gwiazdy.
Kolejny jest jak melodyjna skarga morskiego ducha, uwięzionego w muszli.
A po nim brzmi śpiew winy (hinduskiej lutni).
Piąty — jak pisk bambusowego fletu — przeszywa twe ucho.
Potem zmienia się w zew trąby.
Ostatni rozbrzmiewa jak głuche dudnienie burzowej chmury.
Siódmy połyka wszystkie inne dźwięki. One giną i więcej się nie słyszą.
Cztery pierwsze daje się uzyskać dość łatwo i wiele osób potrafi je wywołać woli. Trzy ostatnie są znacznie rzadsze — niekoniecznie dlatego, że trudniejsze, wskazujące wyższy postęp, ale dlatego, że ochronna powłoka Adepta stała się tak silna, iż nie mogą jej przebić. Ostatni z siedmiu pojawia się niekiedy nie jako dźwięk, lecz jako trzęsienie ziemi, jeśli wolno tak rzec. To mieszanina grozy i zachwytu, nie do opisania; z reguły całkowicie rozładowuje energię Adepta, pozostawiając go słabszym niż atak malarii — lecz jeśli praktyka była właściwa, szybko to mija, a doświadczenie ma tę zaletę, że drobniejsze zjawiska trapią potem znacznie mniej. Możliwe, że do tego odnoszą się Apokalipsa XVI–XVIII.
41. Gdy sześć zostanie zabitych i u stóp Mistrza złożonych, wtedy uczeń stapia się w JEDNYM, staje się Tym Jednym i w Nim żyje.
Przypis mówi, że chodzi o sześć zasad — a więc temat całkowicie się zmienia. „Zabicie zasad” znaczy wycofanie zeń świadomości, ich odrzucenie przez poszukiwacza prawdy. Swami Sabhapaty ma znakomitą metodę na tym polu; podano ją w ulepszonej formie w Liber HHH. (Zob. The Equinox, vol. I, nr 5, s. 5; także Book 4, Part III, dod. VII).
42. Zanim ta ścieżka zostanie wejścia, masz zniszczyć ciało lunarne, oczyścić ciało umysłu i uczynić serce czystym.
Ciało lunarne — to Nephesch, ciało umyślowe — Ruach. Serce — Tiferet, środek Ruach.
43. Czyste i krystaliczne wody życia wiecznego nie mogą się mieszać z błotnistymi potokami monsunu.
Znów mowa o tłumieniu myśli. Czysta woda — umysł uciszony; potok — umysł najechany myślami.
44. Kropla niebios, lśniąca w pierwszym promieniu porannego słońca w łonie lotosu, gdy spadnie na ziemię, staje się grudką gliny; patrz, perła przemienia się w kropelkę błota.
To nie tylko poetycki obraz. Owa kropla rosy w lotosie związana jest z mantrą „Aum Mani Padme Hum” i do czegóż werset ten naprawdę się odnosi — wiedzą tylko członkowie 9. stopnia O.T.O.
45. Panuj nad swymi nieczystymi myślami, zanim cię obezwładnią. Używaj ich, jak one używać będą ciebie; bo jeśli je oszczędzisz i pozwolisz im zapuścić korzeń i rosnąć — wiedz dobrze — myśli te obezwładnią i zabiją cię. Strzeż się, Uczniu, nie dopuszczaj nawet ich cienia; urośnie, zwiększy się w siłę i moc, a wtedy ta rzecz ciemności wchłonie twoją istotę, nim zdołasz w pełni pojąć obecność czarnego potwora o czterech rogach.
Tekst wraca do kwestii tłumienia myśli. W.44 wstawiono tam, gdzie jest, z nadzieją, że czytelnik uwierzy, iż wiąże się z wersetami 43 i 45, bowiem Arkan, jaki zawiera, jest tak niebezpieczny, że trzeba go chronić wszelkimi sposobami. Być może nawet samo zwrócenie uwagi jest zasłoną mającą powstrzymać czytelnika od szukania czegoś innego.
46. Zanim „mistyczna Moc” uczyni z ciebie boga, Lanoo, musisz zdobyć zdolność zabijania swej lunarnej formy z woli.
Jasne już, że przez niszczenie czy zabijanie nie rozumie się trwałego unicestwienia. Skoro możesz coś zabijać z woli, możesz i ożywiać — bo słowo „zdolność” implikuje czynność powtarzalną.
47. Ja Materii i Ja Ducha nigdy spotkać się nie mogą. Jedno z dwojga musi zniknąć; nie ma miejsca dla obu.
Werset bardzo trudny, bo wydaje się łatwy. Nie idzie tylko o adwajtyzm (monizm duchowy), lecz o małżeństwo duchowe.
48. Zanim rozum Duszy zdoła pojąć, pąk osobowości musi być zduszony, a robak zmysłu zniszczony poza wskrzeszeniem.
Znów sens głębszy od powierzchownego. Słowa „pąk” i „robak” tworzą wskazówkę.
49. Nie możesz podróżować Ścieżką, zanim nie staniesz się tą Ścieżką.
Porównaj scenę w Parsifalu, gdzie sceneria przychodzi do rycerza, a nie rycerz do scenerii. Zawiera się też doktryna Tao i tylko biegły taoista może mieć nadzieję zrozumieć ten werset. (Zob. „The Hermit of Esopus Island”, część The Magical Record of the Beast 666, do publikacji w The Equinox, vol. III).
50. Niech twa Dusza użycza ucha każdemu okrzykowi bólu, tak jak lotos odsłania swe serce, by pić poranny blask słońca.
51. Niech żar słońca nie wysuszy żadnej łzy bólu, nim sam jej nie otrzesz z oka cierpiącego.
52. Ale niech każdy palący ludzki łzopad spadnie na twe serce i tam pozostanie; i nie ścieraj go nigdy, dopóki ból, co go spowodował, nie zostanie usunięty.
To rada, by nigdy nie zapominać pierwotnego bodźca, który popchnął cię na Ścieżkę — „pierwszej szlachetnej prawdy”. Teraz wszystko jest „dobre”. Dlatego w.53 mówi, że łzy te są strumieniami nawadniającymi pola nieśmiertelnej miłości (charity). (Łzy — zastanów się!).
53. Te łzy, o ty z sercem najmiłosierniejszym, to strumienie nawadniające pola nieśmiertelnej caritas. Na takiej glebie rośnie północny kwiat Buddy, trudniejszy do znalezienia, rzadszy do ujrzenia niż kwiaty na drzewie Vogay. To ziarno wolności od odrodzin. Izoluje Arhata zarówno od walki, jak i od pożądliwości; prowadzi go przez pola Bytu ku pokojowi i błogości, znanym tylko w krainie Ciszy i Nie-Bytu.
„Kwiat północy o północy” to fraza związana z doktryną Nocy Pana (Night of Pan), znaną Mistrzom Świątyni. „Mak kwitnący o zmierzchu” to inne imię. Związana jest z tym najtajniejsza Formuła Magji — „Sercem Koła”.
54. Zabij pragnienie; lecz jeśli je zabijasz, bacząc, by z martwego nie powstało.
Przez „pragnienie” w pismach mistycznych o jakiejkolwiek wartości rozumie się „tendencję”. Pragnienie przejawia się powszechnie w prawie grawitacji, w przyciąganiu chemicznym itd.; krótko, wszystko, co się robi, jest spowodowane pragnieniem, w tym technicznym sensie. „Kwiat północy” implikuje pewne monastyczne Wyrzeczenie wszelkiego pragnienia, sięgające wszystkich płaszczyzn. Trzeba jednak rozróżnić między pragnieniem — nienaturalnym przyciąganiem do ideału — a miłością, która jest naturalnym Ruchem.
55. Zabij miłość życia; lecz jeśli zabijasz tanhę, niech to nie będzie dla pragnienia życia wiecznego, lecz aby zastąpić przemijające — trwałym.
To wyszczególnienie szczególnej formy pragnienia. Angielski tekst jest bardzo niejasny dla nieobeznanych z literaturą buddyjską. „Trwałe” nie jest tu żadnym stanem życia.
56. Niczego nie pragnij. Nie zżymaj się na Karmę ani na niezmienne prawa Natury. Zmagaj się jedynie z tym, co osobiste, przejściowe, ulotne i znikome.
„Nic nie pragnij” należy rozumieć pozytywnie i negatywnie. Reszta wersetu radzi Uczniowi działać, a nie utyskiwać.
57. Wspieraj Naturę i pracuj z nią; a Natura uzna cię za jednego ze swych twórców i odda pokłon.
Chociaż celem Ucznia jest przekroczyć Prawo, musi pracować poprzez Prawo, by cel osiągnąć.
58. A wtedy otworzy przed tobą szeroko wrota swoich tajemnych komnat, odsłoni twej wnikliwości skarby, skryte w głębi swego czystego, dziewiczego łona. Nieskalane ręką materii, ukazuje swoje skarby tylko oku Ducha — oku, które nigdy nie zamyka się; oku, przed którym nie ma zasłony w żadnym z jej królestw.
Przypomina to pisma alchemików; i winno być rozumiane tak, jak rozumieliby to najlepsi z nich.
59. Wtedy wskaże ci środki i drogę, pierwszą bramę i drugą, i trzecią — aż do siódmej. A potem — cel; poza którym ten, kąpiąc się w słońcu Ducha, chwał w niewysłowionych, niewidzialnych dla nikogo prócz oka Duszy —
Bramy te opisano w trzecim traktacie. Słowa „duch” i „dusza” są wysoce dwuznaczne — najlepiej traktować je jako figury poetyckie, bez doszukiwania się technicznego znaczenia.
60. Jest tylko jedna droga do Ścieżki; na samym jej końcu dopiero da się słyszeć głos Ciszy. Drabina, po której wstępuje kandydat, złożona jest ze szczebli cierpienia i bólu; te zaś tylko głos cnoty potrafi uciszyć. Biada ci, Uczniu, jeśli jest choć jedna jedyna wada, której nie porzuciłeś. Bo wtedy drabina się załamie i strąci cię; jej stopa spoczywa w głębokim mule twoich grzechów i uchybień; nim spróbujesz przekroczyć tę szeroką otchłań materii, masz obmyć stopy w Wodach Wyrzeczenia. Strzeż się, byś nie postawił stopy, wciąż zbrukanej, na najniższym szczeblu drabiny. Biada temu, kto ośmieli się zbezcześcić któryś szczebel błotnistą stopą. Plugawy i lepki muł zaschnie, stanie się lejący, a potem przyklei stopy do miejsca, i jak ptak schwytany na lep zręcznego ptasznika, zostaniesz zatrzymany przed dalszym postępem. Wady przybiorą kształt i ściągną cię na dno. Grzechy podniosą głos jak śmiech szakali i ich szloch po zachodzie słońca; myśli staną się armią i uniosą cię w niewolę.
Przestroga przed jakąkolwiek nieczystością w pierwotnej aspiracji Ucznia. Przez nieczystość należy — i zawsze należy — rozumieć mieszanie (w odróżnieniu od łączenia) dwóch rzeczy. Czyń jedną rzecz naraz. Szczególnie konieczne w przypadku aspiracji. Jeśli aspiracja jest jakkolwiek nieczysta, oznacza to rozbieżność w samej woli, a to jedyna fatalna skaza woli. Zrozumie się jednak, że aspiracja zmienia się i rozwija wraz z postępem. Początkujący widzi tylko na pewną odległość. Jak z pierwszymi teleskopami — odkrywaliśmy wiele nowych gwiazd; z każdą poprawą instrumentu — kolejne. Drugi, bardziej oczywisty sens wersu głosi praktykę yama, niyama przed rozpoczęciem poważnych ćwiczeń; w praktyce życiowej znaczy to: wyznacz sobie zawód tak dobrze, jak potrafisz. Zdecyduj, że będziesz robił tyle a tyle godzin pracy dziennie w takich warunkach, jakie są możliwe. Nie znaczy to, by wytwarzać nerwice i histerie tłumieniem naturalnych popędów, które są całkiem słuszne na swojej własnej płaszczyźnie, a tylko złe, gdy najeżdżają inne i ustanawiają obce tyranie.
61. Zabij swe pożądania, Lanoo, uczyń swe przywary bezsilnymi, nim uczynisz pierwszy krok w uroczyście poważną podróż.
Przez „pożądania” i „przywary” rozumie się te rzeczy, które ty sam uważasz za wrogie pracy; dla każdego będą całkiem inne, a próby ustalenia reguł ogólnych prowadzą do zamętu — gorszego.
62. Udusz swe grzechy i uczyń je na zawsze nieme, zanim podniesiesz stopę, by wejść na drabinę.
Powtórzenie w.61 innymi słowy. Pamiętaj wszak: „Słowem Grzechu jest Ograniczenie”. „Czyń wedle swej woli będzie całym Prawem.”
63. Ucisz swe myśli i zwróć całą uwagę ku twemu Mistrzowi, którego jeszcze nie widzisz, lecz czujesz.
Znów nakaz uciszania myśli. Poprzednie wersety dotyczyły raczej emocji, owych wielkich, stojących stawów, na których mnoży się komar-mysł. Emocje są niepożądane, bo stanowią najazd na plan mentalny wrażeń zmysłowych lub moralnych.
64. Złącz w jeden zmysł twe zmysły, jeśli chcesz być bezpieczny przed wrogiem. Jedynie przez ten zmysł, co kryje się w zagłębieniu twego mózgu, może się objawić strome zbocze, które prowadzi do twego Mistrza — oczom twej przymglonej Duszy.
Werset odnosi się do praktyki medytacyjnej podobnej do opisanych w Liber 831 (zob. The Equinox, także Book 4, Part III, dod. VII).
65. Długa i uciążliwa jest droga przed tobą, o Uczniu. Jedna jedyna myśl o przeszłości, którą porzuciłeś, ściągnie cię w dół i będziesz musiał zacząć wspinaczkę od nowa.
Pomnij żonę Lota.
66. Zabij w sobie wszelką pamięć dawnych doświadczeń. Nie oglądaj się wstecz, boś zgubiony.
Pomnij żonę Lota.
To rozszczepienie Woli — trwanie w przeszłości. Ale dawne przeżycia muszą być wbudowane w twoją Piramidę, w miarę postępu — warstwa po warstwie. Trzeba dodać, że werset ten odnosi się tylko do tych, którzy nie doszli jeszcze do pogodzenia przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Każde wcielenie jest Welonem Izydy.
67. Nie sądź, że pożądliwość można zabić, karmiąc ją lub sycąc — bo to obrzydliwość natchniona przez Marę. To karmiąc przywary, rozrastają się i krzepną — jak robak, co tyje na sercu kwiatu.
Werset ten nie może być pojmowany dosłownie. Głód nie jest zwyciężany głodzeniem. Twój stosunek do wszelkich konieczności, jakie niosą tradycje ziemskiego życia, powinien polegać na panowaniu nad nimi — ani przez umartwienie, ani przez folgowanie. By wykonać pracę, musisz zachować właściwą kondycję fizyczną i mentalną. Bądź zdrowy na umyśle. Ascetyzm zawsze pobudza umysł, a celem Ucznia jest go uspokoić. Jednak „ascetyczny” oznaczał pierwotnie „atletyczny” i dopiero przez korupcje wtargnął w praktyki „treningowe”. Zakazy, względnie wartościowe, wyniesiono do reguł ogólnych. „Złamanie treningu” nie jest grzechem dla tego, kto nie jest w treningu. Nawiasem — potrzeba wszelkich rodzajów, by powstał świat. Wyobraź sobie głupotę uniwersum pełnego Arhanów! All work and no play makes Jack a dull boy.
68. Róża musi stać się znów pąkiem, zrodzonym z macierzystej łodygi, zanim pasożyt przegryzie jej serce i wypije jej soki żywotne.
Angielski dwuznaczny i niejasny; sens: ważne jest dokonać Wielkiego Dzieła, póki masz młodość i siły.
69. Złote drzewo rodzi swe klejnotowe pąki, zanim jego pień zostanie zdruzgotany przez burzę.
Powtórzone jaśniej.
70. Uczeń musi odzyskać STAN DZIECKA, KTÓRY UTRACIŁ, zanim pierwszy dźwięk spadnie mu na ucho.
Porównaj słowa „Chrystusa”: „Jeśli się nie staniecie jako dzieci, nie wejdziecie” i „Musicie się na nowo narodzić”. Odnosi się też do przezwyciężenia wstydu i poczucia grzechu. Jeśli uważasz, że świątynia Ducha Świętego to chlew, rzeczywiście nie wypada odprawiać w niej Mszy Graala. Oczyśćcie się więc i poświęćcie; a potem — Królowie i Kapłani Bogu — dokonajcie Cudu Jednej Substancji.
Tu także zapisane jest Misterium Harpokratesa. Trzeba stać się „Nieświadomym” (u Junga), Dzieckiem Fallicznym, Boskim Karzełkiem — Ja-Krasnalem.
71. Światło od JEDNEGO MISTRZA, jedyne niegasnące złote światło Ducha, od pierwszej chwili strzela swymi promieniami ku uczniowi. Jego promienie przenikają grube, ciemne chmury Materii.
Święty Anioł Stróż już aspiruje do zjednoczenia z Uczniem, nawet zanim jego aspiracja w tym drugim się sformułuje.
72. Tu i ówdzie promienie te oświecają go, jak iskry słońca ziemię przez gęste poszycie dżungli. Lecz, o Uczniu, chyba że ciało jest pasywne, głowa chłodna, a dusza twarda i czysta jak płonący diament — blask nie dosięgnie KOMNATY, jego słońce nie ogrzeje serca, ani mistyczne tony akaśycznych wysokości nie dojdą ucha, jakkolwiek chętnego — na pierwszym etapie.
Zjednoczenie Ucznia z jego Aniołem zależy od pierwszego. Drugi jest zawsze blisko. „Akasziczne wysokości” — siedziba Nuit.
73. Dopóki nie usłyszysz, nie zobaczysz. Dopóki nie zobaczysz, nie usłyszysz. Słyszeć i widzieć — to drugi stopień.
. . . . . . . . . . . . . . .
Werset niejasny. Sugeruje, że jakości ognia i Ducha współdziałają, by sięgnąć drugiego stopnia. Najwyraźniej pominięto werset — wskazuje na to rząd kropek; zapewne odnosi się do trzeciego stopnia. Dyskretny znajdzie go w Liber 831.
74. Gdy uczeń widzi i słyszy, a gdy wącha i smakuje — oczy zamknięte, uszy zatkane, usta i nozdrza zamknięte — gdy cztery zmysły mieszają się i gotowe są przejść w piąty, wewnętrznego dotyku — wtedy przeszedł na stopień czwarty.
Praktyka wskazana w w.74 jest opisana w większości książek o tatwach. Gdy otwory twarzy są osłonięte palcami, zmysły przybierają nową postać.
75. A na piątym, o zabójco swych myśli, wszystkie te znów muszą zostać zabite — ponad odrodzenie.
Nie wystarcza pozbyć się przeszkód tymczasowo. Trzeba szukać ich korzeni i niszczyć, by nigdy nie mogły powstać. Wymaga to bardzo głębokiego dochodzenia psychologicznego jako przygotowania. Ale cała rzecz jest między Ja a jego modyfikacjami, wcale nie między Instrumentem a jego wrotami. Zabicie zmysłu wzroku nie dokonuje się przez wyłupienie oczu. Ten błąd zaciemnił Ścieżkę bardziej niż jakikolwiek inny i odpowiedzialny jest za bezkres nędzy.
76. Powściągnij umysł od wszelkich przedmiotów zewnętrznych, od wszelkich widoków zewnętrznych. Powściągnij obrazy wewnętrzne, by nie rzucały cienia na światło twej Duszy.
Znów zwykła instrukcja — i dalej: wewnętrzny obraz czy rzeczywistość obiektu musi zostać zniszczona tak samo, jak obraz zewnętrzny i obraz idealny.
77. Jesteś teraz w DHĀRAṆIE, szóstym stopniu.
Dhāraṇa omówiona gruntownie w Book 4.
78. Gdy przejdziesz do siódmego, o szczęśliwy, nie ujrzysz dłużej świętej trójni, bo sam trójnią się staniesz. Ty sam i umysł — jak bliźnięta na jednej linii; gwiazda, która jest twym celem, płonie nad głową. Trzej, co mieszkają w chwale i w niewysłowionej błogości — teraz w świecie Māyi utracili imiona. Stali się jedną gwiazdą, ogniem co płonie, lecz nie parzy, ogniem będącym upādhi Płomienia.
Nie należy przykładać więcej niż poetyckiego znaczenia do tych uwag o świętej Trójcy; ale Ja, Nie-Ja i To, co z ich zaślubin powstaje — są tu na myśli. Są dwa trójkąty szczególnie ważne dla mistyków: jeden — równoboczny, drugi — znany Past Masterowi w wolnomularstwie rzemieślniczym. Ostatnie zdanie odnosi się do „Ziarna” Ognia, „Asa Buław”, „Lwa-Węża”, „Ja-Krasnala”, „Uskrzydlonego Jaja” itd.
79. A to, o Joginie sukcesu, ludzie zowią Dhyānā — właściwym poprzednikiem Samādhi.
Stany te opisano dostatecznie — i lepiej — w Book 4.
80. A teraz twoje ja ginie w JA, ty sam w SAMYM SOBIE — stapiasz się w TYM JA, z którego pierwotnie wyemanowałeś.
Wskazówka co do podkładu filozoficznego Kosmosu. Pełny i właściwy wywód — w Liber CXI.
81. Gdzie twoja indywidualność, Lanoo, gdzie sam Lanoo? To iskra zagubiona w ogniu, kropla w oceanie, zawsze obecny Promień, co stał się WSZYSTKIM i wieczną jasnością.
Znów — przede wszystkim poetycznie. Człowiek pojmowany jest jako przydatek wokół swego „Ja-Krasnala”, i teraz całkowicie weń wchłonięty. Albowiem ON jest także WSZYSTKIM — będąc Ciałem Nuit.
82. A teraz, Lanoo, jesteś sprawcą i świadkiem, promiennikiem i promieniowaniem, Światłem w Dźwięku i Dźwiękiem w Świetle.
Ważne — wskazuje na osiągnięcie stanu mistycznego, w którym nie tylko uczestniczysz w działaniu, lecz i jesteś od niego odrębny. Wyższy stan opisany jest w Bhagavadgicie: „Ja, co jestem wszystkim i wszystko uczyniłem, trwam oddzielnym Panem”.
83. Znasz pięć przeszkód, o błogosławiony. Zwyciężyłeś je, jesteś Panem szóstego, oswobodzicielem czterech sposobów Prawdy. Światło, które na nie spada, świeci z ciebie — o ty, który byłeś Uczniem, a jesteś teraz Nauczycielem.
Pięć przeszkód zwykle rozumie się jako pięć zmysłów. Wtedy „Pan szóstego” nabiera głębokiego znaczenia. „Szósty zmysł” to instynkt rasowy — którego pospolitym przejawem jest seks; tu jest narodziny Jednostki, czyli Świadomego Ja z „Ja-Krasnala”, Niemowlęcia Milczącego, Harpokratesa. „Cztery sposoby Prawdy” (szlachetne Prawdy) opisano dostatecznie w Science and Buddhism (zob. Crowley, Collected Works).
84. A z tych sposobów Prawdy:
Czyż nie przeszedłeś przez poznanie wszelkiej nędzy — Prawdy pierwszej?
85. Czyż nie zwyciężyłeś Króla Marów w Tsi, bramie zgromadzenia — Prawdy drugiej?
86. Czyż nie zniszczyłeś grzechu u trzeciej bramy i nie osiągnąłeś Prawdy trzeciej?
87. Czyż nie wszedłeś w Tau, „Ścieżkę” prowadzącą do wiedzy — Prawdy czwartej?
Wzmianka o „Królu Marów” myli Prawdę drugą z trzecią. Trzecia jest zwykłym wnioskiem z drugiej, a czwarta — gramatyką trzeciej.
88. A teraz spocznij pod drzewem Bodhi, które jest doskonałością wszelkiej wiedzy, albowiem wiedz: jesteś Panem Samādhi — stanu bezbłędnej wizji.
Ten opis samādhi jest bardzo nieprzystający. W całym traktacie idee hinduskie bolesnym sposobem mieszają się z buddyjskimi, a wprowadzenie „czterech szlachetnych prawd” przychodzi dziwnie jako poprzednik wersetów 88 i 89.
89. Oto! stałeś się światłem, stałeś się Dźwiękiem, jesteś swoim Mistrzem i swoim Bogiem. Jesteś SAM w sobie przedmiotem swego poszukiwania: GŁOSEM nieprzerwanym, rozbrzmiewającym przez wieczności, wolnym od zmiany, wolnym od grzechu, siedmioma dźwiękami w jednym,
OM Tat Sat.
To czysta peroracja i jawnie zakłada egocentryczną metafizykę.
Styl całego traktatu jest charakterystycznie zachodni.
źródło: FRAGMENTS FROM THE BOOK OF THE GOLDEN PRECEPTS — FRAGMENT I — THE VOICE OF THE SILENCE; „The Equinox” – Ordo Templi Orientis USA -1919.