Edukacja podczas snu

EDUKACJA PODCZAS SNU
Autor: Sydney Flower

Istnieje możliwość, że w procesie przekazywania wiedzy – który jest celem i zwieńczeniem edukacji – świat cywilizowany przeoczył bardzo istotnego sojusznika. Osiągnięcia intelektualne obecnych i minionych wieków były możliwe dzięki kultywowaniu i szkoleniu umysłu na jawie. Z drugiej strony, nie poświęcono żadnej uwagi kształtowaniu umysłu osoby śpiącej.

Zwykło się przyjmować, że człowiek posiada podwójną mentalność; że ma on w rzeczywistości dwa umysły, określane – dla potrzeb definicyjnych – jako umysł świadomy i podświadomy; że jego umysł świadomy to jego rozumna świadomość w stanie czuwania, a umysł podświadomy jest głównie aktywny podczas snu i ujawnia swoją działalność w snach.

Nie jest konieczne, aby przyjąć to założenie jako bezwzględnie prawdziwe, aby udowodnić tezę, którą zamierzam przedstawić. Wygodniej jednak na potrzeby tego wywodu przyjąć to rozróżnienie umysłów.

Na podstawie tego, co wiemy o zjawiskach snu naturalnego, można wysnuć wniosek, że umysł podświadomy nigdy nie pozostaje w bezruchu; śniący zawsze marzy – niezależnie od tego, czy po przebudzeniu zdaje sobie z tego sprawę, czy też uważa, że spał snem pozbawionym snów. Gdy porównać dwóch ludzi – jednego, który twierdzi, że nie może zasnąć bez snów, i drugiego, który rzadko pamięta, że śnił – prawdopodobne jest, że u tego drugiego pamięć świadoma po prostu nie przekazała informacji o tym, co działo się podczas snu.

Zakładając, że aktywność umysłu podświadomego jest faktem, jasne staje się, że mamy do czynienia z marnotrawstwem energii intelektualnej. Aktywność mózgu podczas snu, przejawiająca się w snach, w których przeżywamy ponownie troski i trudy dnia, często powoduje zmęczenie ciała, tak że rano budzimy się tylko częściowo wypoczęci.

Zakładając prawdziwość tej aktywności umysłu podświadomego, jasno widać, że mamy do czynienia z marnotrawstwem energii intelektualnej. Aktywność mózgu podczas snu, objawiająca się w snach, w których na nowo przeżywamy troski i trudy dnia, często wywiera na ciało tak wyczerpujący wpływ, że rankiem budzimy się tylko częściowo wypoczęci po nocnym odpoczynku.

Oczywiście możliwe jest, że to poczucie zmęczenia wynika z napięcia mięśni i ścięgien, które reagują sympatycznie na treść snu; że sama aktywność mózgu nie jest bezpośrednią przyczyną zmęczenia. Niemniej jednak faktem pozostaje, że aktywność mózgu występuje – i pozornie nie pełni żadnej pożytecznej funkcji.

Pojawia się więc pytanie, i jest to pytanie doniosłe:
Czy nie moglibyśmy wykorzystać tej energii umysłowej zużywanej podczas snu w taki sposób, aby przynosiła możliwie najlepsze rezultaty dla zdrowia fizycznego i psychicznego śpiącego?

Oczywista odpowiedź brzmi: gdyby śpiący miał kontrolę nad swoimi myślami i potrafił skierować je w spokojne i przyjemne kanały, z pewnością zapewniłby sobie pełny pożytek ze snu. I nie jest to wcale niemożliwe. Prawdą jest, że nasze sny wydają się być poza naszą kontrolą, jednakże – sądząc po eksperymentach z zakresu hipnozy – nie jest przesadą twierdzenie, że jeśli osoba zahipnotyzowana może przez godzinę śnić na zadany temat…

-na przykład podróż do domu-wtedy sny pojawiające się podczas normalnego snu mogą być w podobny sposób kierowane przez samego śpiącego, jeśli tylko zada sobie trud, by przed zaśnięciem „zamówić” sobie określony sen. Podczas snu nie następuje zniszczenie świadomości; śpiący pozostaje w relacji z samym sobą przez cały czas. Korzystając z procesu zamawiania snów, po prostu używa mocy autosugestii; podczas gdy w przypadku osoby zahipnotyzowanej to sugestia hipnotyzera wywołuje sen.

Autosugestia jednak jest zawsze silniejsza, gdy zostanie dobrze zrozumiana i zastosowana z pewnością siebie, niż sugestia pochodząca od innej osoby. Sen, który ktoś sobie sam zamówi, powinien z większym prawdopodobieństwem wystąpić niż ten zasugerowany z zewnątrz.

Istnieje oczywiście różnica między tymi dwoma przypadkami. Hipnotyzer mówi do swojego podmiotu, gdy ten znajduje się w stanie całkowitej podatności, natomiast w autosugestii człowiek mówi do samego siebie na jawie – tuż przed zaśnięciem.

Wystarczy tylko, aby przed snem osoba ta skupiła się na myśli, którą chce śledzić w śnie, by wyryć ją tak mocno w swojej podświadomości, jak zrobiłby to dowolny operator hipnotyczny. Jest tu ogromne pole do fascynujących eksperymentów. Niepowodzenie takiego eksperymentu może wynikać z tego, że upływ czasu – siedem lub osiem godzin – może być wystarczający, by całkowicie zatrzeć wspomnienie snu; a ponieważ osoba śpiąca jest otwarta na wszelkiego rodzaju sugestie, nawet głos w domu może rozproszyć jej uwagę i zakłócić oryginalny plan.

Przeciwko tej możliwości należy postawić inną sugestię: że po przebudzeniu osoba będzie wyraźnie pamiętać swój sen z poprzedniej nocy. Istnieją solidne podstawy, by wierzyć, że jest to możliwe – skoro można przywrócić pamięć osobie zahipnotyzowanej, i to nie tylko wspomnienia…

wydarzeń, które miały miejsce w jego życiu wiele lat wcześniej, ale również sugestii udzielonych podczas innych seansów hipnozy, o których sądził, że ich nie zapamiętał. Dlatego możliwe jest, aby człowiek przypomniał sobie swoje sny, jeśli stanowczo postanowi, że jest w stanie to zrobić. Zazwyczaj przegrywamy, zakładając z góry, że nie jesteśmy w stanie niczego zapamiętać.

Jest jeszcze jeden interesujący punkt w tej sprawie. Powszechnym doświadczeniem jest nastawianie się na określoną godzinę pobudki. Prawie zawsze, gdy ktoś musi wstać wcześnie rano, by złapać pociąg, i postanowi obudzić się o nietypowo wczesnej porze, budzi się dokładnie na czas – najwyraźniej bez żadnego wysiłku. Dokonuje się to za pomocą autosugestii, którą wprowadza do swojej podświadomości przed zaśnięciem, i stanowi to bardzo dobre pośrednie potwierdzenie, że pożądany sen może nie tylko się przyśnić, ale również zostać zapamiętany po przebudzeniu, jeśli odpowiednia autosugestia go poprzedziła.

To wprowadzenie prowadzi nas do właściwego celu – przedstawienia tezy, że śpiący umysł może być wykorzystany do celów edukacyjnych i leczniczych. Zanim przedstawię tę ideę bardziej szczegółowo, warto przytoczyć kilka przykładów dotyczących szczególnej podatności śpiącego umysłu.

Kilka tygodni temu mieszkaniec Canton w stanie Ohio zasugerował, że powinienem zahipnotyzować jego małą córeczkę, aby pomóc jej pozbyć się nawyku ssania kciuka. Powiedział, że wypróbowano już wszystkie znane metody – perswazje, groźby i rzeczywiste kary – bezskutecznie, zarówno przez niego, jak i jego żonę. Dziecko obiecywało, że przestanie ssać kciuk, lecz zapominało o obietnicy niemal natychmiast, a ojciec uznał, że nawyk jest nie do przezwyciężenia.

Odpowiedziałem, że nie ma potrzeby, abym się w to angażował, i że najwłaściwszą osobą do udzielenia sugestii dziecku jest jego rodzic. Powiedziałem mu, że bez większego trudu może pomóc córce w przełamaniu tego nawyku, jeśli zastosuje się do bardzo prostego planu działania. Miał mówić do dziecka…

do dziecka, gdy to już spało – miał jej powiedzieć, że nie powinna się budzić, a następnie spokojnie i wytrwale sugerować, że nie będzie już ssać kciuka; że to głupi nawyk, który w przyszłości sprawi jej wiele kłopotów; że inne dziewczynki będą się z niej śmiały z tego powodu, i tak dalej.

Następnego dnia powiedział mi, że zrobił dokładnie tak, jak mu zaleciłem, i że dziewczynka obiecała, iż więcej nie będzie ssała kciuka. Zauważył jednak coś bardzo osobliwego. „Ta dziewczynka,” powiedział, „ma najsłodsze usposobienie, jakie można sobie wyobrazić. Nigdy nie traci panowania nad sobą. Od momentu, gdy rano wstaje, aż do chwili, gdy kładzie się spać, jest jak promień słońca. Ale zeszłej nocy, kiedy do niej mówiłem, odpowiedziała szorstko i z niechęcią. Wyglądało to, jakby była niezadowolona i poirytowana.”

Wyjaśniłem to prawdopodobieństwem, że przerwał ciąg jej snu, wchodząc w jego środek.


Napisane w czerwcu 1897 r.

…dotyczący dziecka, który był nieco nieprzyjemny, i doradziłem, aby podczas kolejnej próby to jego żona wypowiadała sugestie. Miała powiedzieć dziecku przed położeniem go spać, że nie powinno być złośliwe, gdy się do niego mówi. Tak też zrobiono, i wystarczy mi odnotować, że nawyk został całkowicie wyeliminowany w trzech tego typu eksperymentach.

Drugą historię opowiedziała mi pewna kobieta mieszkająca w Kanadzie, która wyleczyła swoją małą córkę z uciążliwego nawyku, z którym nie poradziły sobie żadne wcześniejsze próby. Co ciekawe, również w tym przypadku dziewczynka wykazała początkowo rozdrażnienie, gdy do niej mówiono, ale rozdrażnienie to zostało usunięte w opisany wyżej sposób.

Poza aspektem psychologicznym, przypadki te zasługują na uwagę ze względu na swój pełny sukces oraz na to, że zastosowana metoda jest całkowicie pozbawiona ryzyka i łatwa do zastosowania. Potwierdzają one wrażliwość umysłu podświadomego – lub śpiącego – oraz sugerują ścisły związek między snem hipnotycznym a snem naturalnym.

Dr Liebeault z Nancy prawdopodobnie ma rację, twierdząc, że słusznie przyjęto, iż nie istnieje żadne istotne rozróżnienie pomiędzy snem hipnotycznym a snem naturalnym.

Przytoczone dwa przypadki różniły się tylko jednym szczegółem. W jednym celem było pozbycie się nawyku, który przejawiał się w działaniu podczas czuwania; w drugim – chodziło o funkcję mikcji, która w nienormalny sposób objawiała się podczas snu. Warto zauważyć, że leczenie w obu przypadkach było równie skuteczne. Jeśli więc te dwa przykłady potraktujemy jako podstawę, można śmiało stwierdzić, że każdy nawyk nabyty przez dziecko może zostać przełamany przez rodziców właśnie w ten sposób.

Przechodzimy teraz do rozważenia zastosowania tej zasady w edukacji, jak ją rozumiemy – tj. w kultywowaniu intelektu, w odróżnieniu od natury moralnej.

Istnieją doniesienia o przypadkach, w których trudne problemy zostały rozwiązane przez ludzi podczas snu; o wierszach skomponowanych bez wysiłku; o skomplikowanych mechanizmach przemyślanych i złożonych w całość jedynie w umyśle; o wielu przeszkodach – lub tym, co postrzegaliśmy jako przeszkody – które zostały łatwo pokonane podczas snu. Możemy zatem przypuszczać, że w takich przypadkach mózg, uwolniony od pewnych przeszkód wynikających z samego procesu myślenia, uchwycił i opanował najważniejsze elementy konieczne do osiągnięcia sukcesu. Co więcej, dokonał tego nie za sprawą jakiejś nadprzyrodzonej siły, ducha, czy nawet intuicyjnej wiedzy, lecz poprzez szczególną koncentrację umysłu podświadomego na rozwiązaniu danego problemu – oraz przy wsparciu doskonałej pamięci, która służy śniącemu. Na jawie nasz stan umysłowy jest niedoskonały; być może brak precyzyjnej koncentracji jest tego powodem. Jakkolwiek by nie było, wszyscy musimy przyznać, że nasz umysł na jawie nie zawsze działa tak, jak byśmy tego chcieli.

Z drugiej strony, pamięć podświadoma, o czym świadczą osiągnięcia osób hipnotyzowanych, jest niemal doskonała.

Zastosujmy teraz tę teorię w przypadku słabego ucznia – takiego, który jest na końcu klasy i któremu nauka nie sprawia przyjemności. Pierwszym krokiem jest zaszczepienie jego śpiącemu umysłowi sugestii, że nie jest leniwym chłopcem, że chce i pragnie się uczyć – to wystarczy na pierwszy eksperyment. Następnie należy zasugerować, że może przyswajać wiedzę tak szybko jak inni chłopcy i ustalić, jakie konkretne trudności napotyka w nauce. Jeśli ma coś zapamiętać, należy przeczytać mu to na głos raz lub dwa, dając mu jednocześnie sugestię, że zapamięta lekcję doskonale do następnego dnia.

Powiedziano już wystarczająco dużo, aby nakreślić możliwości tej metody wykorzystywania aktywności mózgu śpiącego człowieka; sugeruje się, że być może w przyszłości znaczna część edukacji dzieci będzie opierać się właśnie na tej metodzie. Każdy eksperyment powinien oczywiście kończyć się sugestiami dotyczącymi spokojnego i odświeżającego snu. Jak łatwo i przyjemnie ta siła może być użyta do tłumienia bólu oraz leczenia i łagodzenia dolegliwości takich jak: niestrawność, zaparcia, jąkanie się oraz inne zaburzenia nerwowe – jest oczywiste.

Kolejna ilustracja zastosowania tej zasady może być interesująca. W pewnym szpitalu dla zwierząt domowych znajduje się duża liczba papug, a znaczną część dochodów właściciel czerpie ze sprzedaży mówiących ptaków. Dział ten prowadzony jest przez młodą kobietę, a jej metoda uczenia ptaków mówienia jest niezwykle sugestywna pod względem trwałości wpływu podświadomości. Czeka, aż się ściemni, gdy ptaki stają się senne, a następnie chodzi tam i z powrotem między klatkami, powtarzając krótkie zwroty raz za razem. Nie widać żadnego efektu w danej chwili; ptaki nie próbują mówić ani powtarzać. Ale następnego dnia – mówią. Lekcja została zapamiętana.

Teoria szczególnej podatności śpiącego umysłu jest bardzo prosta. Podczas snu występuje stan nerwowej koncentracji, lub też swoistego „monoidyzmu”, spowodowanego zmniejszonym ukrwieniem mózgu i brakiem aktywności racjonalnej świadomości. Weźmy przykład dziewczynki, która ssała kciuk. W ciągu dnia jej uwaga była wszędzie naraz – tu, tam i wszędzie; natomiast w nocy, kiedy spała, nie było takiego rozproszenia zmysłów. Jej uwaga została przywrócona do jednego konkretnego kanału poprzez sugestię i tam już pozostała.

Mam nadzieję, że prostota tej metody przemówi do tych, którzy ją przeczytają, i że wyniki eksperymentów przeprowadzonych tą drogą zostaną przesłane do naszego czasopisma.

źródło: „EDUCATION DURING SLEEP” BY SYDNEY FLOWER; SOMNOPATHY A METHOD OF HEALING DISEASE  BY SYDNEY FLOWER 1901.