Dzieci, które widzą Anioły

INTERESUJĄCE NOWE PRZYPADKI Z KANADY DOSTARCZAJĄ
MOCNYCH DOWODÓW PRZETRWANIA ŚWIADOMOŚCI
By MRS. GLEN HAMILTON
z Winnipeg, Kanada

Przejawy jasnowidzenia u małych dzieci, w których zdają się one widzieć zmarłych krewnych, „anioły” oraz inne osobowości niewidzialne dla zwykłego wzroku, są bez wątpienia zjawiskami psychicznymi o wyjątkowo sugestywnej naturze. Profesor Charles Richet, który „stanowczo trzyma się poglądu, by nie uznawać przetrwania świadomości za fakt udowodniony”, posuwa się jednak do stwierdzenia, że zjawiska tego typu dają się znacznie lepiej wyjaśnić teorią spirytystyczną niż hipotezą kryptestezji, oraz że spośród wszystkich faktów przytaczanych na poparcie przetrwania, właśnie te są dla niego najbardziej niepokojące.

Słowa profesora Richeta ujawniają, że szczególne wrażenie wywarło na nim podobieństwo szczegółów występujących w wielu takich dziecięcych wizjach. „Byłyby one osobliwe i niezwykłe – mówi – gdyby każda występowała odosobniona. Lecz tak nie jest, a podobieństwo między nimi, a raczej ich zasadnicza tożsamość, czyni zarówno przypadek, jak i fantastyczną wyobraźnię wyjaśnieniami nie do utrzymania”. W czterech przypadkach, które przytacza (w dziele Thirty Years of Psychical Research), uderzająco widoczne są następujące zbieżności:

  1. W każdym przypadku dziecko-jasnowidz albo umiera, albo przebywa w obecności krewnego, który umiera.

  2. W każdym przypadku młody jasnowidz zdaje się widzieć i rozmawiać ze zmarłymi krewnymi lub „aniołami”.

  3. Dla dziecka zjawy zwykle wydają się znajdować w pokoju i zajmować różne pozycje – stojące, siedzące lub unoszące się w powietrzu blisko sufitu.

  4. W każdym przypadku reakcje dziecka są normalne i dziecięce.

Co ciekawe, jeden lub kilka z wymienionych charakterystycznych szczegółów występuje w każdym z trzech wydarzeń tego rodzaju, które w ciągu ostatnich lat znalazły się w kręgu mojej osobistej obserwacji – wszystkie miały miejsce wśród moich najbliższych przyjaciół i rodziny. W skrócie przedstawiają się one następująco:


PRZYPADEK PIERWSZY – MAŁA JEAN I JEJ TATUŚ

Mój najstarszy brat zginął przypadkowo postrzelony podczas polowania, gdy jego córeczka Jean miała około półtora roku. Ku wielkiemu zdumieniu jej matki, nieco ponad sześć miesięcy później Jeanie zaczęła rozmawiać ze swoim „Tatusiem”, o którym – jak rozsądnie można przypuszczać – nie miała żadnej zwykłej pamięci. Matka uważnie jej się przysłuchiwała: dziecko mówiło dokładnie tak, jakby niewidzialna osoba prowadziła z nim rozmowę. Bywało to na przykład:

„Tatusiu, popatrz na moje nowe buciki” – i buciki były podnoszone do obejrzenia. Tatuś zdawał się je podziwiać. Gdy schodziła na dół, Tatuś był tam, by się nią opiekować i bezpiecznie zaprowadzić ją z powrotem na górę. Podobnie jak u niektórych dzieci-jasnowidzów opisanych przez Richeta, czasami zdawała się widzieć go siedzącego na krześle w rogu pokoju albo unoszącego się w powietrzu blisko sufitu.

Chociaż na ogół przyjmowała obecność swego niewidzialnego opiekuna jako coś zupełnie naturalnego w jej niemowlęcym życiu, bywały chwile – jak mówiła matka – gdy podbiegała do niej i, chowając się za jej suknią, zerkała nieśmiało, jakby widziała cielesnego gościa, przed którym czuła pewien respekt. Nie było wątpliwości – twierdziła moja szwagierka – że dziecko doświadczało czegoś, co było dla niego całkowicie realne.

Ale to nie wszystko. Bywały chwile, gdy mała Jean twierdziła, że „ten pan” „płacze”. Co znamienne, była to dokładnie ta emocja, którą przejawiał komunikator podający się za mojego brata przez pewien czas po jego tragicznej śmierci, gdy manifestował się za pośrednictwem Elizabeth lub innych mediów, z którymi wówczas eksperymentowaliśmy. Innymi słowy, w wizjach tego „niemowlęcego medium” odnajdujemy element wzajemnie potwierdzającego się dowodu o zdecydowanie interesującym charakterze.

Gdy Jean miała nieco ponad trzy lata, wizje te całkowicie ustały; i chociaż ma dziś jedenaście lat, nie doświadczyła już żadnych dalszych przeżyć psychicznych tego rodzaju.


PRZYPADEK DRUGI – BOB I ANIOŁY

Drugi przypadek przytoczę słowami samej obserwatorki, panny L., znanej winnipegskiej pedagożki, przez lata cennej członkini grupy Elizabeth i współpracowniczki w wielu naszych wcześniejszych eksperymentach. Jej relacja, przekazana mi w formie listu, brzmi następująco:

„Droga Pani Hamilton,

Oto opowieść, którą od dawna obiecywałam Pani spisać. Było to w czerwcu 1919 roku, wieczorem w ostatnim dniu życia mojej siostry. Szalała wówczas gwałtowna burza elektryczna, połączona z potężnymi wichrami, które uszkodziły system oświetlenia. Miasto pogrążone było w ciemnościach, a w domu mojej siostry paliło się tylko kilka świec i lampa naftowa. Salon z przodu domu miał światło jedynie to, które padało przez łukowe przejście z jadalni, gdzie stała świeca.

Po jednej stronie domu, od drzwi frontowych, przez salon i jadalnię aż do kuchni, biegł korytarz. Nie było w nim światła, lecz w kuchni stała lampa naftowa, a drzwi z kuchni do korytarza były otwarte.

Dziewięcioletni chłopiec, którego matka leżała nieprzytomna w pokoju na piętrze, był w jadalni, gdzie właśnie pożegnał się na dobranoc z młodszą siostrzyczką leżącą na kanapie. Jego ojciec i ja byliśmy w kuchni i słyszeliśmy, jak się z nią żegna. Przeszedł przez łuk do salonu, a potem korytarzem do kuchni. Wchodząc, przesunął dłonią po oczach, jakby próbował coś odgarnąć, i powiedział: ‘Tatusiu, coś mam przed oczami’. Ojciec zapytał: ‘Co takiego, Bob?’ A on odpowiedział: ‘Dziadek i anioły’. Byliśmy jednak zbyt pochłonięci myślami o tej drogiej osobie, która odchodziła, by dopytywać dalej.

Godzinę później wyszłam do swojego domu, gdzie mieszkałam z inną siostrą, zabierając Boba ze sobą. Następnego ranka opowiedziałam tej siostrze, co Bob mówił o ‘widzeniu aniołów’. Wypytywała go dokładnie. Powtórzył to samo co poprzedniego wieczoru, że widział ‘Dziadka i anioły’. Zapytała go, gdzie. ‘Na dywanie przed pianinem’. ‘Ilu ich było?’ – zapytała dalej. ‘Och’ – powiedział, unosząc jedną małą rączkę i licząc palcami – ‘Dziadek, Wujek John i Kuzynka Jane’ (trzy osoby zmarłe w ciągu poprzednich czterech lat) – ‘i jeszcze dwoje, których nie znam’ (powiedział bardzo wolno, jakby próbował ich sobie przypomnieć). ‘A jak wyglądali?’ – zapytała moja siostra. ‘Och, byli wielcy, biali i uśmiechnięci’ – rozłożył szeroko ręce, by pokazać przestrzeń.

Dwie godziny później otrzymaliśmy wiadomość i musieliśmy powiedzieć Bobowi, że jego mama odeszła. Ale mogliśmy mu powiedzieć: ‘Anioły, które widziałeś, przyszły, by zabrać ją do Nieba’. ‘Tak’ – odpowiedział – ‘wiem’.

To zdarzenie ma dla nas jeszcze większe znaczenie ze względu na coś, co moja siostra powiedziała przed śmiercią. Chorowała prawie rok, bardzo cierpiała, lecz przez cały ten czas żyła blisko Boga. Pod koniec, z powodu wielkiego bólu, obawiała się, że może stracić wiarę, i więcej niż raz mówiła w istocie to: ‘Chcę pozostać blisko Boga do końca i najbardziej ze wszystkiego pragnę, aby przez moje odejście niczyja wiara nie została osłabiona, lecz modlę się, by Bóg umocnił waszą wiarę i objawił się wam’.

Z wyrazami szacunku – Edith L.”

Zapytana o stan psychiczny swego siostrzeńca w dniu wizji, panna L. odpowiedziała:

„Bob bawił się tego dnia jak zwykle i niewiele przebywał w domu. Nie był dzieckiem o bujnej wyobraźni, a jego przeżycie nie wynikało z żadnego stanu emocjonalnego.”

Relacja siostry, przekazana ustnie doktorowi Hamiltonowi i mnie, zgadza się we wszystkich istotnych punktach z powyższą. Siostrzeniec, dziś już dorosły młodzieniec, nie doświadczył nigdy podobnego zdarzenia ani – co więcej – żadnego innego przeżycia psychicznego.

Podobieństwa tej dziecięcej wizji do przypadków opisanych przez francuskiego badacza są rzeczywiście uderzające: podobnie jak u niego, mamy tu młodego jasnowidza w pobliżu umierającego członka rodziny; widzenie zmarłych krewnych i istot określanych jako anioły; reakcje normalne i dziecięce; oraz zjawy zdające się przebywać w obrębie pokoju. Jesteśmy tu również skłonni zastanowić się, czy brak jasnego oświetlenia nie sprawił, że nowo przebudzona zdolność psychiczna dziecka mogła funkcjonować łatwiej.


PRZYPADEK TRZECI – WIZJE UMIERAJĄCEGO DZIECKA

W trzecim przypadku, który rozważamy, fakty zostały przekazane przez osobę, której specjalne wykształcenie czyni jej świadectwo szczególnie cennym – pannę E., przełożoną jednej z największych szkół pielęgniarskich, a zarazem wysoce wykwalifikowaną pielęgniarkę z wieloletnim doświadczeniem. Jej opowieść, przekazana nam niedawno, brzmi następująco:

Kilka lat temu, mieszkając w Kolumbii Brytyjskiej, opiekowała się siedmioletnim chłopcem, beznadziejnie chorym na nieuleczalną chorobę. Gdy zbliżał się koniec, ku wielkiemu zdumieniu osób z otoczenia, zdawał się on widzieć i rozmawiać z niewidzialnymi osobami, wśród których byli niedawno zmarli krewni, których znał. Blask, który wówczas rozświetlał jego twarz – mówiła – był naprawdę niezwykły. Ku jej jeszcze większemu zdumieniu, zdawał się on widzieć również jej własną siostrę, o której nigdy nie słyszał, nazywając ją poprawnie po imieniu i trafnie opisując jej wygląd. Ponieważ siostra ta, umierając, obiecała, że spróbuje skontaktować się z panną E., jeśli to będzie możliwe, całe to zdarzenie wywarło na obserwatorce niezwykle silne wrażenie. O ile mogła ocenić, było ono całkowicie niewytłumaczalne w kategoriach normalnych i dało się wyjaśnić jedynie przy założeniu, że wokół nas istnieje inna forma istnienia, którą umierający chłopiec był w stanie postrzegać.

Ponownie odnajdujemy tu „tożsamość w tym, co zasadnicze”. Tym razem to sam dziecięcy jasnowidz umiera i ogląda – lub zdaje się oglądać – mieszkańców innego świata, którzy przybierają dla niego postać zmarłych członków rodziny, których znał. W tym przypadku, podobnie jak w Przypadku Pierwszym, napotykamy całkowicie nieoczekiwanie wyraźny element dowodowy w postaci trafnego, weryfikowalnego jasnowidzenia – element, którego przypadki Richeta nie ujawniają i który bez wątpienia stanowi rzadki typ dowodu na osobiste przetrwanie.


DOWODY PRZETRWANIA

Jest, jak sądzę, oczywiste, że zjawisk tych – jak mówi Richet – nie da się sprowadzić do „fantastycznej wyobraźni lub przypadku”. Choć nie wszyscy z nas zgodzą się z wnioskiem tego wybitnego uczonego, że są to najbardziej niepokojące manifestacje, z jakimi musi się mierzyć badacz zjawisk psychicznych, wielu z nas przyzna zapewne, że stanowią one strumień dowodów wyjątkowo czysty i nieskażony.

Jeśli tak jest, to zjawiska te dostarczają również prawdopodobnie najlepszego dowodu, jaki posiadamy, że przetrwali ludzie rzeczywiście przychodzą – jak twierdzi wielu komunikatorów – do bliskich przechodzących przez kryzys, który nazywamy śmiercią.

Czy „anioły”, o których mówią dzieci w tych przypadkach, są istotami wyższego rzędu niż człowiek, czy też są to zmarli przyjaciele manifestujący się w stanie duchowym – to interesująca hipoteza, nadająca dodatkowe znaczenie słowom Chrystusa: „W niebie ich aniołowie zawsze patrzą na oblicze Ojca mojego”.

Światowe poszukiwania dobrze udokumentowanych przypadków dziecięcych wizji zmarłych – których z pewnością wiele pozostaje jeszcze nieopisanych – mogłyby stworzyć niezwykle interesujące pole badań i skierować na tę klasę zjawisk pełną miarę krytycznej uwagi, na jaką zasługują.

źródło:

CHILDREN WHO SEE “ANGELS”;  Light on Spiritualism and Psychical Research, July 13, 1934.