Drogi Brittan:
Ponieważ zachowuje Pan fakty związane szczególnie z działem nauki duchowej, proszę pozwolić mi zapisać poniższe zdarzenie, które – jak mogę Pana zapewnić – jest całkowicie wiarygodne.
Nie dodaję żadnych komentarzy ani nie proponuję żadnej teorii. Czas rzuci wystarczające światło – mam nadzieję – na cały ten temat, aby świat mógł dojść do prawdziwego wyjaśnienia wszystkich zjawisk, których jesteśmy obecnie świadkami we wszystkich częściach Stanów Zjednoczonych, a które wiążą się z tak zwanymi „manifestacjami duchowymi”.
We wrześniu 1850 roku pewien dżentelmen, mieszkający wraz z rodziną w Tennessee, przybył do naszego miasta w celu załatwienia interesów tutaj oraz w sąsiednim miasteczku Waukesha.
Będąc tu, przypadkiem dowiedział się, że pani L., dawna przyjaciółka i koleżanka szkolna, mieszka w mieście. Nie widział jej od osiemnastu lat. Odwiedził ją więc, a opowiadając o minionych wydarzeniach, wspomniał o swoim małżeństwie, liczbie dzieci oraz o tym, że jedna z jego córek, siedemnastoletnia, przebywała w Chicago, oczekując na jego powrót.
Tego dnia miał wyjechać do Waukesha, lecz zanim wyruszył, otrzymał depeszę telegraficzną z wiadomością, że jego córka jest bardzo chora i pragnie jego powrotu.
Nazajutrz rano, w niedzielę, odpłynął więc parowcem, uprzednio informując panią L. o tym, czego się dowiedział.
Dodam tutaj, że pani L. jest u nas dobrze znana jako niezwykła jasnowidząca i często, na prośbę rodzin, bada przypadki chorób, szczególnie u dzieci.
Tego dnia, w sobotę, pan —, kupiec z naszego miasta, przybył w celu poproszenia jej o zbadanie chorego dziecka. Poproszono mnie, abym w tym celu wprowadził panią L. w stan magnetyczny, i wyznaczyłem na badanie godzinę wpół do dwunastej następnego dnia, w niedzielę.
O oznaczonej porze wprowadziłem ją w trans mesmeryczny i poprosiłem, aby zbadała przypadek.
Pozostawała w całkowitym oderwaniu przez prawie pół godziny – co było czasem niezwykłym – po czym zawołała:
„Och, jaka piękna!”
Zapytałem, co ma na myśli. Odpowiedziała:
„Jej piękny duch jest wolny!”
Przypuszczając, że mówi o dziecku, zapytałem, czy dziecko umarło.
Po chwili milczenia powiedziała:
„Nie rozumiesz mnie. Córka mojego przyjaciela w Chicago właśnie odeszła do Domu Duchów”.
Była wtedy godzina dwunasta.
Następnie podała krótki, lecz piękny opis sceny, która się przed nią ukazała, oraz zdumienia ducha, gdy obudził się do świadomości. Opowiadała, jak duch natychmiast szukał swego ojca i zdawał się usilnie pragnąć wywrzeć na jego umyśle wrażenie, aby nie rozpaczał, lecz cieszył się z jej wyzwolenia.
Pani L. zwróciła potem uwagę na ojca, którego opisała jako przechadzającego się po pokładzie parowca, „niewiele przypuszczającego, że jego ukochana córka opuściła go dla swego ostatecznego domu”.
Poprosiła następnie, abym po jej przebudzeniu nie informował jej o całym tym zdarzeniu, ponieważ uczyniłoby ją nieszczęśliwą.
Jednocześnie powiedziała:
„Możesz jednak ponownie wprowadzić mnie w stan mesmeryczny tego wieczoru, abym mogła odwiedzić tę scenę, gdy ojciec przybędzie”.
Wczesnym wieczorem ponownie zahipnotyzowałem panią L. Wydawała się bardzo poruszona cierpieniem ojca, którego przedstawiono jej jako pochylającego się nad martwą postacią swego drogiego dziecka.
Opisała również czułe współczucie córki, gdy ta starała się wpłynąć na ojca, aby uspokoił swój ból.
Podczas tego posiedzenia powiedziała wiele rzeczy, których nie ma potrzeby tutaj przytaczać.
Zapytałem, czy mogę teraz, po jej przebudzeniu, powiedzieć jej, co opowiedziała. Odpowiedziała:
„Możesz po prostu wspomnieć o fakcie jej śmierci – i to wszystko”.
Tak uczyniłem, co wywarło na jej umyśle bardzo niewielkie wrażenie, ponieważ nie dała wiary temu stwierdzeniu.
Następnego wtorkowego wieczoru otrzymała list od swego przyjaciela z Chicago, który został otwarty w mojej obecności. W środku znajdował się pukiel włosów młodej dziewczyny, a list zawierał szczegółową relację o niespodziewanej śmierci jego córki około godziny dwunastej w niedzielę.
Zawierał także następujące słowa:
„Nie przypuszczałem nawet, gdy chodziłem po pokładzie parowca, że moje drogie dziecko umiera i nie ma przy niej żadnego przyjaciela, który mógłby się nią zaopiekować”.
List był dość długi i pełen uczuć oraz wyrażeń, których w takich okolicznościach naturalnie należałoby oczekiwać, lecz których nie trzeba tutaj powtarzać.
Z poważaniem,
James P. Greves
źródło: Spiritual Clairvoyance. An Interesting Fact.; „The Shekinah”. Edited by S.B.Brittan. Vol.I-III New York, 1853.