Mistyczna Droga
VI. CIEMNA NOC.
Raymond Andrea
W poprzednim artykule stwierdzono, że technika życia wewnętrznego nie pozwala na ostre rozgraniczenie między mistycznymi i okultystycznymi aspektami doświadczenia; że istnieją fazy kultury i doświadczenia wewnętrznego oraz reakcje, które są wspólne dla obu tych dróg. Warto to podkreślić; ponieważ, gdy mamy do czynienia z wewnętrznymi fazami doświadczenia duszy, naleganie na to, że ktoś jest tylko okultystą, a nie mistykiem, lub tylko mistykiem, a nie okultystą, jest w rzeczywistości wyznaniem jednostronnego rozwoju. Student literatury mistycyzmu lub okultyzmu może teoretycznie nazywać się okultystą lub mistykiem, ale – i to jest moje stanowisko – gdy podejmie praktyczne badania nad życiem duszy, znajdzie wspólne pole doświadczania indywidualnego. Nawet w tych czasach postępu, gdy stajemy się uczestnikami wspólnoty uniwersalnej wiedzy, jesteśmy zbyt profesjonalni i ortodoksyjni w tym, co dotyczy naszych własnych platform okultystycznych czy mistycznych przekonań, zbyt często popadamy w pychę duchową, kładąc nadmierny nacisk na wyjątkowość swojej drogi. To jednak należy do „życia w formie”; czy nazwiemy je okultystycznym, czy mistycznym, nie zmienia to faktu.
Co ciekawe, w literaturze okultystycznej bardzo rzadko, jeśli w ogóle, pojawia się odniesienie do tego przełomowego etapu wewnętrznego doświadczenia, znanego jako „ciemna noc duszy”. Czy to dlatego, że okultysta jest ponad tak poniżającym doświadczeniem, czy może tak zahartował się w mocy i cnocie, że to doświadczenie nie może go dotknąć, czy wreszcie dlatego, że zbyt dobrze je zna i uważa za emocjonalną słabość przynależną raczej do mistycznej drogi serca – tego nie jestem w stanie rozstrzygnąć. Ale tak właśnie jest: podczas gdy najbardziej istotna i wymagająca faza doświadczenia, którą każda dusza musi przejść na drodze do boskiej jedności, jest w literaturze mistycznej traktowana niemal z tragiczną powagą, w literaturze okultystycznej wzmianka o niej pojawia się ledwie przelotnie. Gdyby tylko adept na mistycznej drodze przeżywał „ciemną noc”, to ta obserwacja byłaby bez znaczenia, ale tak nie jest. Jeśli moja wiedza o doświadczeniach adeptów jest prawdziwa, to jeden z największych ciężarów, jakie obserwowałem, dotyczył właśnie tych, którzy temperamentem i rozwojem są okultystami i sami się za takich uważają – nie wspominając o adeptach typowo mistycznych – i tym ciężarem była właśnie ciemna noc duszy.
W obliczu wyraźnego braku potraktowania tego tematu w literaturze okultystycznej jako ważnego etapu rozwoju duszy, czy nie można przypuszczać, że jest on traktowany jako swego rodzaju zaburzenie emocjonalne, niegodne uwagi tak szacownej nauki? A może to dlatego, że okultyzm, kładąc nacisk na kontrolę umysłu i dynamiczną afirmację woli jako początek i kres swojej techniki, dąży do natychmiastowego tłumienia i niszczenia wszelkich emocjonalnych reakcji, traktując je z obojętnością, aż do pełnej dominacji i nieprzerwanego marszu ku duchowemu zwycięstwu?
Kolejna refleksja nasuwa się sama. Szerokie zainteresowanie Zachodu jogą mogło nie być bez znaczenia dla tego stanu rzeczy. Każdy, kto zna bogatą literaturę na temat jogi, zauważy, że powyższe założenie jest tam faktem; a jego wpływ na społeczeństwo zachodnie jest daleko idący i niepozbawiony krytyki. Żaden bezstronny student nie zakwestionuje wyjątkowości i pomysłowości jogi jako metody i celu, ani jej przydatności dla pewnych grup ludzi. Celem jogi jest unicestwienie natury ludzkiej – czasem dla celów duchowych, często dla mniej szlachetnych. Jej metody są mechaniczne, obejmują wymuszone i nienaturalne pozycje, niebezpieczne manipulacje oddechem i wywoływanie drzemiących energii, które tylko nieliczni adepci potrafią właściwie zrozumieć i kontrolować. Mimo to jest to nauka bardzo stara, pełna sławnych imion, świętych i ascetów, a także ludzi o niezwykłej osobowości. Jednak na Zachodzie nie rodzi świętych – raczej ambitnych i łatwowiernych aspirantów, którzy często kończą rozczarowani. Literatura jogi zastrzega wprawdzie, że niezbędny jest osobisty nadzór mistrza, ale nawet najstaranniej prowadzona praktyka nie zapewnia sukcesu. To samo można powiedzieć o poleceniu jogi zachodniemu adeptowi.
Analizując typy psychologiczne, w tym wybitnych geniuszy, ludzi o charakterze mistycznym czy okultystycznym, każdy bezstronny student przekona się, że doświadczenie ciemnej nocy duszy czeka każdego, kto zbliża się do wewnętrznego życia Boga – niezależnie od tego, czy jest okultystą, mistykiem, filozofem, czy artystą. Nazwa drogi, którą idzie, nie zmienia natury tego doświadczenia, choć typ osobowości może nieco modyfikować reakcje. Jako dowód przywołuję dwa światowej sławy nazwiska: Pascal i Steiner. W potocznym rozumieniu Pascal byłby chrześcijańskim mistykiem, Steiner – okultystą. Różnili się całkowicie pod względem charakteru, metody i celu. W nauce obaj byli niedoścignieni, byli wszechstronnymi myślicielami i pionierami w dziedzinie umysłu i ducha, obdarzeni psychologicznym wglądem w głębię ludzkiego życia i działania. Oboje byli oddani idei, doskonali w samoofierze, z prawdziwą pasją dla Chrystusa i zrozumienia oraz piękna Jego życia i słowa. Pascal był tak pochłonięty prawdą, jaka była w Chrystusie, że poświęciłby dla niej swoje życie; Steiner był do Chrystusa podobny, gotów umrzeć za Niego jako rewolucjonista, i zniszczył jedno ze swych najważniejszych dzieł z powodu nienawiści, jaką go darzył świat. Jakkolwiek by ich nazwać – chrześcijanin, mistyk, okultysta – cień krzyża towarzyszył im przez całe życie, obaj dźwigali mękę ciemnej nocy aż do grobu.
W poprzednim artykule przytoczyłem pamiętne doświadczenie Pascala – objawienie ognia, które przyszło do niego pod koniec życia pełnego intensywnej pracy umysłowej i emocjonalnej. Jest on klasycznym przykładem człowieka kroczącego aktywną i oddaną mistyczną drogą środka, łączącego okultystyczne i mistyczne aspekty rozwoju w żarliwym poszukiwaniu ezoterycznej prawdy leżącej u podstaw zjawisk, świata twórczych i duchowych przyczyn, których istnienie instynktownie przeczuwał i stale poszukiwał poprzez naukę, filozofię i religię. Szczególnie interesuje mnie preludium do objawienia, które krótko opisano w jego biografii, ponieważ doskonale ukazuje specyficzny charakter ciemnej nocy, jakiej doświadczył. Rok przed objawieniem ognia ogarnęło go nie do zniesienia obrzydzenie do świata i wszystkiego, co mógł mu on zaoferować. Ponownie z pasją oddał się badaniom matematycznym i naukowym oraz lekturom, które zawsze przynosiły mu ukojenie – „starym przyjaciołom, których nigdy nie widuje się w nowej szacie, są tacy sami w bogactwie i w biedzie, w chwale i w zapomnieniu”; ale i one mu nie pomogły. Najbardziej poruszające jest to: „Czytał Biblię i księgi pobożne, ale znalazł w nich więcej smutku niż pociechy, bo szukał zbawienia, które porzucił, miłości Boga, której już nie czuł”. I dalej, jego własne słowa: „Jeśli ktoś nie widzi w sobie pychy, ambicji, pożądliwości, słabości, pustki, niesprawiedliwości – jest bardzo ślepy. A jeśli to widząc, nie pragnie wyzwolenia, to co można o nim powiedzieć?”. To samo powracało w jego wyznaniach: „To straszne być wyzwolonym, jeśli jedyną troską jest on sam?”. Jego biograf tak to komentuje: „Bóg przerwał swą łaskę, a Pascal błąkał się po pustyni, zamieszkanej jedynie przez miraże łaski”. Takie są ciężkie akordy w ciemnym preludium objawienia ognia.
Uważam, że w duszy ucznia kroczącego mistyczną drogą, w miarę jak przechodzi przez kolejne etapy życia duchowego i stosuje jego technikę, ogień budzi się podświadomie i objawia w jego dziełach. Od najmłodszych lat Pascal zdradzał wszystkie oznaki tego przebudzenia i użycia. Gdziekolwiek zwracał światło swego umysłu – na naukę, matematykę, wynalazczość, religijną filozofię, literaturę – widoczne są znamiona oryginalności, siły i twórczej wyjątkowości ognia duszy. Był typem inspiracyjnym, twórczym, nawet w okresie nowicjatu posiadał te dary, które otrzymują tylko nieliczni, osiągający najwyższy punkt mistycznej drogi. Czasem dominował naukowiec, potem filozof religii, polemista, pobożny wyznawca, w zależności od tego, gdzie prowadził go ogień duszy; podczas licznych esejów geniuszu technika wyrazu sił duszy podnosiła wibrację życia i stymulowała boskie ciepło do kulminacyjnego etapu objawienia w głównym doświadczeniu drogi. Potem następował okres najwyższej samotności i oderwania, gdy lata pracy zdawały się walić w gruzy, a wszystko oddalało się od niego. Cała wcześniejsza chwała stawała się ciężarem i znikała pod ciężarem poczucia całkowitego opuszczenia przez Boga i ludzi.
Można by sądzić, że przytaczając Pascala, opisuję przypadek wyjątkowy, do którego trudno się zbliżyć. Ale to samo można powiedzieć o Steinerze. Obaj byli ludźmi niezwykłymi; w swoich niemal tragicznych żywotach i monumentalnych dziełach stoją osobno. Posunęli kontemplację do granic, „stąpali po przerażającym cyplu myśli” i cierpieli – z Chrystusem – ciemną noc duszy w najwyższym stopniu. Cytuję ich nie dlatego, że byli geniuszami, ale dlatego, że są przykładami mistycznego cierpienia doskonalącego naturę ludzką i przemieniającego ją w boski obraz. Choć z wielu stron byli zupełnie inni i trudno ich porównywać, to właśnie to doświadczenie daje zadziwiającą jedność ich przeżyć. Obaj byli głęboko bogaci duchowo; zapewne dlatego ich ciemna noc była tak wyraźna. Praca Steinera, mimo naukowej ścisłości i piękna architektury myśli, drży od pasji przeżywanego życia; to samo u Pascala. Psychologia, z jej zamiłowaniem do klasyfikowania typów charakterów, świętych i grzesznych, nawet tego najtrudniejszego do sklasyfikowania – geniusza, intro- czy ekstrawertyka – zapewne sklasyfikowałaby obu jako introwertyków, wnosząc o tym z powierzchowności wyrazu mistyka i samotniczego nastroju okultysty. Można by takie rozumowanie doprowadzić do absurdu, nie udowadniając niczego. Faktem jest, że ludzie tacy jak Pascal, Steiner i wszyscy inni, którzy szli sekretną drogą i byli doświadczeni ogniem, nie dają się sklasyfikować. Są głębsi i bardziej pojemni niż wszystko, co mówią lub robią. Nigdy nie ujrzymy ich w całości, bo połowa ich życia jest w cieniu. Kto może osądzić człowieka, który cierpiał śmierć w Chrystusie?
Często czytamy o ważności zachowania równowagi, spokoju ponad zmiennościami życia; tak bardzo się o to stara, że nie dziwi, iż pełne współczucia i emocjonalne uczestnictwo w życiu innych traktuje się czasem jako krok wstecz i poddanie się niegodnemu jarzmu. Ale czy nie mówi się, że jedną z głównych cech mistycznej drogi jest moc oderwania, pozwalająca adeptowi funkcjonować z niezależnością od własnej osobowości? To prawda. Doświadczenie ciemnej nocy dokonuje tej przemiany w uczniu. Jest ona najwyższą próbą tego, co przyniósł na drogę, a ta kulminacja prowadzi do mocy oderwania. Ale wyciąganie z tego wniosku, że oznacza to chłód i obojętność wobec życia, byłoby poważnym błędem. Alienacja dla samego wywyższenia i odróżnienia nigdy nie zaprowadzi aspiranta do doświadczenia ciemnej nocy. Może zostać wybitnym teoretykiem okultyzmu, poznać wszystkie jego nauki, mieć uczony duch, ale jeśli nie napełni tego emocją duchową i nie przełoży wiedzy na empatię i inspirujące działanie wobec innych, jego oderwanie stanie się całkowitą samotnością, której żaden inteligentny adept nie powinien naśladować. Oderwanie na mistycznej drodze oddziela duszę od tego, co ją więzi i pozwala jej utożsamiać się ze zmagającym się życiem we wszystkich formach. Sprowadza duszę do życia, wzbogaconą przez ciężar licznych smutków, strat, ofiar i poświęcenia; rozpoznając to brzemię w innych, chętnie je współdzieli i stara się je podnieść. Nikt, kto doświadczył ciemności mistycznej męki, nie może postąpić inaczej.
Renan w swojej „Życiu Jezusa”, dobrze znanym dziele, które wywołało gniew ortodoksji, odważył się zredukować Mistrza z boskiej do ludzkiej natury, ale nie do przeciętności. Przedstawił Go jako człowieka o nadzwyczajnej genialności, czułości, głębokiej religijności i opisał Go z czułością, współczuciem i głęboką czcią, budzącymi naszą miłość i podziw. Ale, przedstawiając Jezusa jako przykład współczucia, mądrości, jasnowidzenia i nienagannej prawości, Renan sprowadził Go z piedestału boskości do poziomu towarzysza ludzi, nawet w dzieleniu, nie powiem w jakim stopniu, ich zmiennych losów i okoliczności. Nie interesuje mnie, dlaczego religijni współcześni Renanowi byli tak wstrząśnięci jego wizją Mistrza; dostrzegam jednak w tym ważną lekcję dla tych, którzy kroczą mistyczną drogą, a nie tylko dla stanu uczestnictwa, nie izolacji, do której prowadzi doświadczenie ciemnej nocy duszy. W tym krytycznym momencie drogi nie chodzi już o samodzielny wysiłek, lecz o zapomnienie o osobistym znaczeniu i ambicji – czy to intelektualnych, czy duchowych – i danie niezakłóconej zgody, w rozsądnych granicach, na współdziałanie życia na wszystkich poziomach, szybkie rozpoznanie i reakcję na sens życia we wszystkich formach, dla wsparcia uwolnienia i wyrazu duszy.
Można się spodziewać, że ten ideał mistycznego uczestnictwa w ludzkim życiu, rodzący się z ciemnej nocy cierpienia, będzie miał posmak sentymentalizmu dla tych, którzy szukają taniego oderwania od życia, by uniknąć związanych z nim cierpień. Ustawianie barier, które uniemożliwiają współczujące uczestnictwo, tylko utrudnia odkrycie prawdy. Moim zdaniem ludzkość jest dziś przesiąknięta cierpieniem, rozczarowaniem i niepokojem, mimo pozorów, które starają się to ukryć. Czasem wydaje mi się, że ciemna noc zstępuje dziś na wielu ludzi, pod Karmicznym wyrokiem i dla szczególnego celu, nie jak dawniej – na nielicznych. Tym bardziej adepci powinni nauczyć się przyjmować napięcia życia, krzyż okoliczności i ostrość uczuć, by szybciej zostać powołanym do większej służby i łagodzenia cierpień świata. Nie będzie potrzeby spoczywania w nieczułości ducha na wysokości własnych osiągnięć, ślepych i nieczułych wobec życia poniżej. Mistycyzm może być samotnym rozważaniem, przyjemną refleksją, błogosławieństwem dla własnej satysfakcji, nawet przepustką do reputacji wątpliwej dobroci: może też jednak widzieć i czynić to, czego inni potrzebują, tam gdzie stoją. Gdy widzimy, co czynią tzw. ludzie światowi, w zupełnym zapomnieniu o sobie, bo mają ku temu duszę, możemy z niepokojem patrzeć na tzw. uczniostwo. Uważamy uczniostwo za szczyt. Tak jest, lecz niebezpiecznie jest żyć samą tą ideą. Nie ma ani wysokości, ani głębi w prawdziwym uczniostwie. Jest ono rozumiejącą odpowiedzią na wszystko. To jest misja ciemnej nocy, bez względu na to, jaką przybiera formę w indywidualnym życiu. To mistyczne uczestnictwo duszy w świecie.
źródło: The Mystic Way – VI. THE DARK NIGHT; The Modern Mystic November 1937.