Ave Adonai

Blady jak noc, która blednie
W perłowoczystym pawilonie świtu,
Czekam na Ciebie, najdroższy gołębiu,
Drżąc – Bóg, Twój gorzki gość.
Czyż nie pozłociłem paznokci
I nie pomalowałem ust cynobrem?

Czyż nie odarłem się zupełnie
Z czynów i myśli, które Cię przesłaniają?
Czekam na Ciebie, zbolała moja duszo,
Tęskniąc za bezimienną nicością
W jej najbardziej tajemnej krypcie –
Czyż nie jestem godzien, by Cię znieść?

Przepasany na piersi
Złotym pasem chwały,
Czyż nie czekasz na mnie, choć jestem niewolnikiem,
Jak wilk czatujący na zbłąkane białe jagnię?
Pęka łańcuch gwiazd,
A głębia nocy staje się posępna!

Ty, którego usta są płomieniem,
Z którego wychodzi miecz o siedmiu ostrzach –

Przybądź! Wiję się w rozpaczy
Jak wąż schwytany w sidła,
Jęcząc Twoje mistyczne imię,
Aż język mój zostanie rozdarty i zakrwawiony!

Czyż nie pozłociłem paznokci
I nie pomalowałem ust cynobrem?
Tak! Ty jesteś mną – czyn się przebudza;
Uderza Twoja błyskawica, grzmi Twój grom,
Dziki jak oblubienica, która zawodzi
W pierzastym pawilonie oblubieńca!

Aleister Crowley

źródło: Ave Adonai by Aleister Crowley; The Equinox: The Official Organ of the A∴A∴. The Review of Scientific Illuminism, Vol. I, No. II, An V, September MCMIX, London: Simpkin, Marshall, Hamilton, Kent & Co., Ltd., 1909.