Wieszcz

The Miraculous Conformist

The Miraculous Conformist (1666) Henry’ego Stubbe’a to książka ważna historycznie, ale nierówna jako argumentacja i zdecydowanie stronnicza jako opis zjawiska. Nie jest to wielkie dzieło medyczne ani neutralny raport empiryczny, tylko apologia i zarazem interpretacja przypadku Valentine’a Greatrakesa, irlandzkiego „uzdrowiciela przez dotyk”, napisana w formie relacji o cudownych uzdrowieniach z dołączonym „physical discourse” oraz listem odnoszącym się do dalszych przypadków. Sam tytuł i opis bibliograficzny pokazują jasno, że Stubbe chciał połączyć opis świadectw z próbą ich naturalno-medycznego objaśnienia, a całość została skierowana do Roberta Boyle’a.

Opinia

Największą zaletą tej pracy jest to, że doskonale odsłania moment przejściowy między kulturą cudu, praktyką uzdrawiania i rodzącą się nowożytną kulturą eksperymentalną. Książka nie opowiada po prostu o „cudach”; ona pokazuje, jak w restauracyjnej Anglii próbowano jeszcze utrzymać razem trzy porządki: religijny, medyczny i obserwacyjny. Stubbe nie odrzuca doniesień o uzdrowieniach jako zabobonu, ale nie chce też pozostawić ich wyłącznie w rejestrze czystego cudu. Właśnie dlatego tekst jest tak ciekawy: stoi na granicy między „witness report” a proto-medycznym casebookiem. To potwierdza także późniejsza historiografia, która traktuje sprawę Greatrakesa jako ważny epizod w sporach o cud, ortodoksję i naukę w latach 1660.

Druga duża zaleta polega na tym, że Stubbe pisze z energią i inteligencją. Umie nadać materiałowi temperaturę sporu. Nie jest suchym kompilatorem: zestawia świadectwa, broni wiarygodności uzdrowień, a zarazem próbuje ubrać je w język „fizykalny”. Dzięki temu książka ma realną siłę jako dokument intelektualnego napięcia epoki. Dla historyka medycyny albo religii jest to tekst cenny właśnie dlatego, że nie jest czysto kliniczny ani czysto dewocyjny.

Ale tu pojawia się też główna wada książki: Stubbe jest zbyt zaangażowany, żeby być naprawdę bezstronnym. To nie jest chłodna analiza materiału dowodowego. On chce przekonać, że zjawisko Greatrakesa jest realne i da się obronić przed sceptykami. Dlatego dobiera ton, przykłady i interpretację tak, by wzmacniać wiarygodność „stroking cures”. W rezultacie tekst ma wartość przede wszystkim jako źródło do historii wiarygodności, a nie jako niezależne potwierdzenie skuteczności terapii. Innymi słowy: czyta się go lepiej jako świadectwo tego, jak siedemnastowieczni autorzy budowali autorytet uzdrowienia, niż jako wiarygodny dowód, że te uzdrowienia rzeczywiście działały.

Pod względem argumentacji książka jest ciekawa, bo Stubbe nie ucieka od naturalizacji zjawiska. To bardzo ważne. Nie przedstawia Greatrakesa po prostu jako świętego cudotwórcy. Przeciwnie: stara się zmieścić jego działalność w jakimś modelu natury, ciała i działania terapeutycznego. To jeden z powodów, dla których sprawa Greatrakesa przyciągała Boy­le’a i ludzi związanych z nową filozofią przyrody. Jednak właśnie tutaj tekst bywa najsłabszy: medyczne objaśnienia Stubbe’a są dziś historycznie interesujące, ale metodologicznie kruche. Nie mają nowoczesnej kontroli, nie rozróżniają dobrze między poprawą chwilową, relacją anegdotyczną i rzeczywistą skutecznością.

Styl Stubbe’a jest żywy, polemiczny i miejscami bardzo dobry retorycznie, ale nie zawsze zdyscyplinowany. To nie jest suchy raport akademicki. Czuje się w nim autora, który lubi spór, lubi intelektualną przewagę i nie oddaje pola przeciwnikom. Dla współczesnego czytelnika to bywa jednocześnie atut i problem: książka ma temperament, ale przez to traci nieco na wiarygodności. Widać w niej pióro człowieka, który później będzie także głośnym polemistą przeciw Royal Society.

Próba oceny:

Jako źródło historyczne: 8/10.
Jako traktat medyczny: 4/10.
Jako dokument sporów o cud, naturę i autorytet wiedzy: 9/10.

Najuczciwiej byłoby powiedzieć tak: to książka bardzo cenna, ale nie dlatego, że rozstrzyga sprawę Greatrakesa, tylko dlatego, że pokazuje, jak w 1666 roku próbowano taką sprawę rozstrzygać. Jeśli interesuje Cię historia medycyny, religii, cudownych uzdrowień albo granica między „eksperymentem” a „wiarą w świadectwo”, to tekst jest świetny. Jeśli szukasz obiektywnego studium skuteczności terapeutycznej, to nie.

Życiorys autora: Henry Stubbe

Henry Stubbe (1632–1676) był angielskim lekarzem, łacinnikiem, historykiem, pisarzem polemicznym i uczonym. Urodził się w Partney w Lincolnshire, kształcił się w Westminster School, a następnie w Christ Church w Oksfordzie, gdzie ukończył studia w 1653 roku. W czasie wojny domowej służył po stronie Cromwella. Później był związany z Bodleian Library, ale utracił stanowisko m.in. z powodów politycznych.

Po restauracji Stuartów przeszedł do praktyki lekarskiej. Został nawet mianowany His Majesty’s Physician for Jamaica w 1661 roku, lecz klimat Jamajki mu zaszkodził i wrócił do Anglii w 1665 roku. Następnie praktykował m.in. w Bath i Warwick. Zmarł w 1676 roku po wypadku w Bristolu; pochowano go w Bath.

Był postacią wyjątkowo barwną i trudną do zaszufladkowania. Z jednej strony uchodził za wybitnego klasycystę i erudytę; z drugiej — za niebezpiecznie ostrego polemistę. Pisał o religijnej tolerancji, medycynie, polityce, islamie, a później zasłynął także jako jeden z najostrzejszych krytyków Royal Society i baconowskiego stylu nowej nauki. Dlatego Stubbe jest ważny nie tylko jako autor The Miraculous Conformist, ale jako reprezentant tej części siedemnastowiecznej inteligencji, która nie chciała po prostu poddać się nowemu naukowemu konsensusowi.

W kontekście tej książki warto dodać jeszcze jedno: Stubbe nie był naiwnym cudownikiem. Był lekarzem i polemistą, który próbował przełożyć zjawisko Greatrakesa na język wiarygodny dla ludzi pokroju Boyle’a. To właśnie czyni jego książkę ciekawą: autor nie stoi poza intelektualnym centrum epoki, lecz próbuje z nim rozmawiać — choć robi to po swojemu, agresywnie i nie zawsze przekonująco.