Szczęśliwy – powiadam – ten, kto nigdy nie śni, ponieważ może wierzyć, że świadomość oddziela się od ciała fizycznego i wędruje gdzie indziej, przemierzając świat pozazmysłowy. W ten sposób brak jakichkolwiek wspomnień po przebudzeniu nie musi być rozumiany jako czasowe ustanie funkcji mózgowych, lecz może być interpretowany jako chwilowa nieobecność świadomości w mózgu, na którym z tego powodu nie zostało odciśnięte żadne wrażenie. Dlatego wolno przypuszczać o istnieniu ciągłości świadomości, która – gdyby podlegała przerwom – miałaby jedynie funkcjonalne, organiczne istnienie i można by ją porównać do prądu elektrycznego, który ulega przerwom w zależności od działania maszyny.
Tymczasem zjawisko snu jawi się nam jako niemal nierozwiązywalna tajemnica. Oto bowiem: we śnie jesteśmy jednocześnie autorami, aktorami, dramaturgami i samym dramatem, widzami i widowiskiem, scenografami i sceną – wszyscy naraz. Jednak mamy świadomość tylko tego, że jesteśmy jedynie sobą, pozostając zupełnie nieświadomi tego, że jesteśmy również wszystkim pozostałym. Wydaje nam się, że podlegamy śnieniu, choć to my sami je tworzymy – i nie jesteśmy w stanie niczego zmienić, zakończyć ani przedłużyć snu zgodnie z doznaniami przyjemnymi czy nieprzyjemnymi, jakie odbieramy. Wszystko dzieje się i rozwija poza naszą kontrolą i wolą; i chociaż jest to zjawisko wewnętrzne, wydaje się nam, jakby było czymś zewnętrznym. Najczęściej mamy do czynienia z fantasmagorią, czyli zbiorem dziwnych wyobrażeń, które nie mają odpowiednika ani w rzeczywistości, ani w prawdzie, z fantazmoskopią – wizją tych wyobrażeń czy fantomów – i słusznie można powiedzieć, że przypomina to pewien rodzaj obłąkania, niemal gorączkowy majak. Fantazja – słusznie nazwana twórczynią – która swoją czarodziejską różdżką tworzy świat snu i realizuje najbardziej ekstrawaganckie i absurdalne rzeczy, a nasza świadomość przygląda się temu bez zdziwienia, bez protestu, jakby była oczarowana i oszołomiona. Ta nasza ikonogenna zdolność – fantazja – w snach staje się absolutną władczynią samej siebie w swoich niejednorodnych wytworach, nie podlegając żadnym prawom ani fizyki, ani logiki. Nasza świadomość, choć nadal przytomna, może być porównana do la folle du logis (wariata domowego) lub do nocnej lampki, która oświetla scenę i aktorów bladym światłem – luminis vestis in tenebris (szaty światła w ciemności).
Substancje wywołujące sen są dla wyobraźni sennych jakby dodatkowym „pożywieniem”, pobudzając ją do jeszcze bardziej nieokiełznanych podróży po świecie rzeczy niemożliwych, bez najmniejszego zdziwienia ze strony świadomości, która zdaje się być zupełnie otępiała.
Podobnie sugestia hipnotyczna tworzy, a właściwie sprawia, że wyobraźnia tworzy, najdziwniejsze rzeczy i najbardziej zadziwiające przygody. Podczas hipnozy, gdy człowiek jest całkowicie podatny na sugestię, nic go nie dziwi i wszystko przyjmuje jako coś zupełnie normalnego, jakby to była zwyczajna część naszego świata.
* * *
Gdzie w czasie snu znajdują się wyższe zdolności naszej psychiki – rozum, osąd, krytycyzm, zdrowy rozsądek, poczucie rzeczywistości – i co z naszą osobistą świadomością, która myśli i jak w ogóle „myśli” w śnie o tych wszystkich niedorzecznych i dziwnych obrazach? Można by powiedzieć, że sama świadomość gubi poczucie własnej tożsamości i nie rozpoznaje się w tym stanie głębokiego zamętu. Po powrocie do stanu czuwania często orientujemy się, że się myliliśmy, wierząc, że widzieliśmy konkretne miejsce lub konkretną osobę, podczas gdy w rzeczywistości zupełnie nie przypominały one prawdziwego miejsca czy osoby.
Mamy tu do czynienia z pewną dysocjacją istoty psychicznej, z której w mózgu podczas snu pozostaje jedynie ślad inteligencji i świadomości, niezdolnych do kontrolowania wykolejeń sennych fantazji, podczas gdy centrum (lub centra) wyższych funkcji znajduje się poza mózgiem. Stąd sny zwykle bardzo szybko zostają pochłonięte przez otchłań zapomnienia po naszym przebudzeniu, gdyż nie zostały zapisane w „kartotece” mózgowej.
Z powodu szybkich przemian na naszych oczach, obrazów rozpuszczających się i chaotycznych, sny nie są podobne do rozwijającego się filmu; nie są reprodukcjami, lecz aktualnymi wytworami płodnej fantazji, która błyskawicznie prezentuje swój dramatyczny repertuar, łącząc w chaosie przeszłość i teraźniejszość.
Sny pochodzenia somatycznego, wywołane przez nagłe potrzeby fizjologiczne lub przez jeszcze ukryte stany chorobowe, pokazują, że dramaturgia fantazji jest czymś w rodzaju wewnętrznej fotografii natychmiastowej, a nie filmem pamięciowym.
Nasza świadomość – widz w czasie snu – bierze subiektywną nierealność za rzeczywistość obiektywną, nie dostrzega ani przemian, ani deformacji, żyje życiem całkowicie fantastycznym i bardzo rzadko zdaje sobie sprawę, że śni. Nawet najmniejsze podrażnienie ciała lub działanie na ciało może stworzyć obraz senny albo wprowadzić dramatyczny element do snu – ułamek sekundy może zawierać całą powieść, a ukąszenie pchły może stać się w śnie ugryzieniem tygrysa itd. Proporcje rzeczywistości zmysłowej przestają istnieć: to, co mikroskopijne, staje się makroskopowe. Generalnie, rzeczywistość czasu i przestrzeni w snach ulega zmianie lub odwróceniu. Krótko mówiąc, to inne życie – być może próbka innego, pozazmysłowego lub nadzmysłowego bytu.
Jednak, podczas gdy sen bez wątpienia jest niezbędnym odpoczynkiem i odnawia siły fizyczne, służąc zachowaniu życia i jego rozmaitym przejawom, to sam sen – wrażenie śnienia – wydaje się zupełnie do niczego nie służyć, a wręcz szkodzi odpoczynkowi mózgu, zmuszając go do pracy „na pusto”, zużywając i wyczerpując rezerwy sił życiowych bez żadnego pożytecznego celu – ani fizycznego, ani psychicznego. To jałowa, bezproduktywna aktywność naszego organizmu. I stąd pytanie: jaki cel miała Natura, dając nam tę zdolność do śnienia, która – moim zdaniem – jest niemal równie szkodliwa jak choroba bezsenności? Nie można też sądzić, że śnienie jest wyrazem wyższego poziomu rozwoju psychicznego czy ma jakąś ukrytą funkcję poza ciałem, ponieważ wiemy, że także wyżej rozwinięte zwierzęta śnią, a więc taka filozoficzna interpretacja pozbawiona jest podstaw logicznych. Pewne jest natomiast, że sen bez snów jest znacznie zdrowszy niż sen pełen snów, które często wręcz osłabiają mózg i burzą ducha.
A jednak Natura nigdy nie robi niczego bez powodu – a nasza niewiedza co do celu nie daje nam prawa, by negować, że taki cel istnieje, jest konieczny i zatem, także w tym przypadku, użyteczny w Jej dziełach.
2 grudnia 1920 r.
V. Cavalli
źródło: La coscienza nel sogno by V. Cavalli; Mondo Occulto, 31 Maggio 1921.