Wieszcz

Psychodynamika Stuków i Pukań

PSYCHODYNAMIKA „STUKÓW” I „PUKAŃ”
JAK TO SIĘ ODBYWA?
Alan Howgrave-Graham

Pytanie brzmi teraz: w jaki sposób, za pomocą jakich środków, powstają te dźwięki? Jak się to odbywa?

Używając codziennego, obrazowego wyrażenia, „założyłbym się”, że gdyby zadać to pytanie mediom, dziewiętnaście na dwadzieścia miałoby w umyśle mgliste wyobrażenie niewidzialnej, lecz półmaterialnej zjawy, stukającej kostkami palców, walącej pięścią albo w inny sposób zadającej uderzenia w powierzchnię naszej ściany czy drzwi.

Jest to kwestia dość istotna, ponieważ jeśli właśnie to mają na myśli – a jestem niemal pewien, że tak jest – to wyjaśnienie o zupełnie innym charakterze, rzekomo przekazywane przez takie medium podczas jakiejkolwiek kontroli, zyskuje znaczną początkową wiarygodność już przez sam fakt, że różni się od wyjaśnienia, jakie podałoby samo medium in propria persona, przedstawiając własne poglądy.

Jak wskazywałem wcześniej, nie chodzi tu i nie może chodzić o jakiekolwiek uderzenia. Zastanawiałem się nad tą sprawą, zanim jeszcze zacząłem szukać informacji ze źródeł pośmiertnych. Przypuszczać, że jakaś ręka, stopa, kostka palca, palec, kij, młotek lub inny obiekt, który nie jest materialny, mógłby być lub stać się dostatecznie materialny i stały, by w postaci uderzeń w twardą powierzchnię twardej materii, takiej jak ceglana ściana czy bok szafki, wytworzyć głośne dźwięki, które słyszymy, a zarazem pozostawać tak niematerialnym i eterycznym, by być absolutnie niewidzialnym zarówno w ciemności, jak i przy silnym świetle – oznaczałoby to założenie zjawiska tak wewnętrznie sprzecznego, że graniczyłoby z cudem. (Chyba że jednocześnie nie byłoby ono zdolne odbijać światła, niczym nieszczęsny Niewidzialny Człowiek H. G. Wellsa, co sprawiłoby, że wskazówka termometru „uprzedniego nieprawdopodobieństwa” wzrosłaby niebezpiecznie wysoko ponad normę).

Pociągałoby to również za sobą – wobec braku „medium fizycznego” oraz wspierającego go kręgu dostarczającego siły – zdolność materializacji, dla której nie ma precedensu, z wyjątkiem być może pewnych bardzo rzadkich i wyjątkowych przypadków mediumizmu fizycznego, co do których ja, na przykład, z wdzięcznością mogę stwierdzić, że do nich nie należę.

Jedna hipoteza wydała mi się jednak od początku warta rozważenia. Jest to przypuszczenie, że dźwięk, jakkolwiek wywołany, mógłby być najpierw wytwarzany w „eterycznym odpowiedniku” szafki, stołu czy innego materialnego przedmiotu, o który chodzi, a stamtąd – w jakiś jeszcze niewyjaśniony sposób – odtwarzać się jako efekt fizyczny w fizycznym oryginale, materialnym lub ziemskim odpowiedniku tego przedmiotu. Ciekawym wsparciem dla tej idei jest fakt, któremu, jak sądzę, dadzą świadectwo wszyscy uważni obserwatorzy tych dźwięków: dźwięk zawsze zdaje się powstawać wewnątrz samej substancji materialnej tych przedmiotów, nigdy zaś tak, jakby pojawiał się na ich powierzchni. Jest to osobliwy dźwięk wewnętrzny, całkiem charakterystyczny, nieuchwytnie odmienny od zwykłego pukania czy stukania, i niemożliwy do dokładnego naśladowania środkami, jakimi my dysponujemy.

Oczywiście, krytyczny badacz natychmiast zapyta, czy istnieją jakieś dobre dowody na istnienie tych „eterycznych odpowiedników” przedmiotów fizycznych. Odpowiedź brzmi: zależy to w pewnym stopniu od tego, co jest się gotowym uznać za „dobry dowód”. To, że nie ma dowodu, który można by uznać za naukowo niepodważalny w konwencjonalnym sensie – a zresztą również z punktu widzenia zwykłej, słusznie rygorystycznej psychicznych badań – niemal nie wymaga wyjaśnienia. Ale bezstronny badacz, który zadał sobie trud zaznajomienia się z rzeczywistym światem zjawisk psychicznych czy spirytystycznych, nie może sobie pozwolić na zignorowanie ogromnej masy pozytywnych świadectw, które można ogólnie powiedzieć, że pochodzą od wszystkich komunikatorów, przez wszystkie media, we wszystkich krajach, przez wszystkie lata tego, co nazywamy „nowoczesnym” spirytualizmem, a które mówią o istnieniu eterycznych odpowiedników materialnych przedmiotów, w tym przede wszystkim eterycznego ciała przetrwającego ciało fizyczne.

Co do tego ostatniego – nie tylko spirytyści tego nauczają. Nauczają tego również buddyści i wiele innych religii Wschodu, w których badanie okultyzmu zajmuje ważne miejsce. Naucza tego nawet chrześcijaństwo, zwłaszcza św. Paweł; Biblia pełna jest pozornych przykładów tego rodzaju. Istotnie, istnieje być może niewiele innych wierzeń wspólnych tak wielu i tak bardzo różnym ludziom – różnym pod względem koloru skóry, rasy, filozofii, języka, wszystkiego, co czyni ludzi odmiennymi. Synteza wiary i świadectw jest w istocie imponująca. Nie możemy na tej podstawie wywieść istnienia eterycznych odpowiedników przedmiotów nieożywionych, ale z kilku powodów wolno nam uznać taki wniosek za prawdopodobną konsekwencję.

WCZEŚNIEJSZE ISTNIENIE SUBIEKTYWNE

Patrząc na tę kwestię metafizycznie, warto zauważyć, że nic nie może istnieć obiektywnie, nie mając uprzednio istnienia subiektywnego – w przypadku przedmiotów wykonanych przez człowieka oznacza to wcześniejsze istnienie w Umyśle. To znaczy: stolarz nie może zrobić stołu, zanim nie pomyśli stołu; jego pierwszym stworzeniem jest stworzenie myślowe.

W sferze, regionie czy stanie istnienia, który w swej istocie musi być – i o którym wiemy, że jest, tak pewnie, jak możemy dziś w ogóle cokolwiek o nim wiedzieć – stanem Myśli, to, co w tym życiu jest subiektywne, może w tamtym życiu stać się obiektywne. Dlatego eteryczny odpowiednik jest, jak sugeruję, całkowicie en règle z metafizycznego punktu widzenia.

Jednym z najbardziej pouczających, inteligentnych i konstruktywnie inspirujących komunikatorów znanych w annałach badań psychicznych jest pan Raymond Lodge, syn owego zasłużonego i nieustraszonego przywódcy badań psychicznych w szeregach nauki brytyjskiej, sir Olivera Lodge’a. W brukowej prasie i wśród jej bezmyślnych czytelników robiono wiele płytkich i ignoranckich żartów z wypowiedzi o whisky i cygarach, przekazywanych przez panią Osborne Leonard i opublikowanych w Raymond. Właściwie rozumiane, nie było w nich nic nierozsądnego ani śmiesznego. Ci, którzy zadali sobie trud zaznajomienia się z rzeczywistą naturą systemu egzystencji po opuszczeniu ciała, przedstawianego przez media, mogą lub nie chcieć całkowicie mu zaufać jako wiarygodnie udowodnionemu, ale nie znajdują teoretycznej trudności w dopuszczeniu możliwości myślowego tworzenia lub myślowej symulacji luksusów tego czy innego rodzaju, które przetrwały jako pragnienia po wcielonym życiu skupionym głównie na takich rzeczach; takie subiektywne twory – bo za takie się je uważa – miałyby pozorną obiektywność, dając chwilowe zaspokojenie samouległości, która w swej istocie pozostaje subiektywna.

Istotnie, wydaje się całkiem prawdopodobne, że całe nasze pojęcie relacji między tym, co subiektywne, a tym, co obiektywne, po oddzieleniu od organizmu fizycznego będzie musiało ulec radykalnemu, a nawet zaskakującemu przystosowaniu, oraz że linia graniczna między nimi może się okazać ledwie w ogóle określona. To znowu może uchodzić za metafizykę niepozbawioną sensu.

Oto zatem rozmowa, jaka odbyła się między panem Lodge’em a sir Oliverem 16 września 1927 roku, długo po publikacji Raymond, przy czym medium była pani Leonard:

Pan RAYMOND: „Myślałeś, że prawdopodobnie nasz świat jest tym samym światem co wasz, tylko oglądanym z innej strony; innym jego widzeniem.”

Sir OLIVER: „Tak; czy tak jest?”

Pan RAYMOND: „Nasz świat jest pod pewnymi względami tak różny od waszego. Trudno nam patrzeć na niego z tamtego punktu widzenia; ale mogę zgodzić się z tobą co do jednej rzeczy, która zdaje się wspierać twoją teorię, a mianowicie tej – że wszystko, co jest człowiekowi potrzebne, wszystko, co człowiek w pewnym sensie uznaje za swoje, ma eteryczny odpowiednik. My widzimy ten eteryczny odpowiednik. Być może krzesło, które widzisz u siebie w domu, twoje materialne krzesło, i krzesło, które my widzimy, a które jest twoim krzesłem po naszej stronie, eteryczne krzesło, są w rzeczywistości jedną i tą samą rzeczą. A jednak eteryczne krzesło zdaje się być z nami. Słyszałeś, że komunikatorzy dziwią się, znajdując po tamtej stronie stół, krzesło albo obraz, które lubili. Ty uważałbyś to za tę samą rzecz oglądaną z innej strony.”*

Następujący fragment pochodzi z seansu, jaki odbyłem z medium transowym w Johannesburgu 6 kwietnia 1939 roku. Wytwórca moich stuków kontrolował medium. Zapytałem go o dziecko przyjaciela z Pretorii, które zmarło kilka miesięcy wcześniej i któremu przed śmiercią podarowałem ilustrowaną książkę przygodową dla chłopca. Medium nie wiedziało absolutnie nic o nim ani o tej książce.

J.: „On wraca do zdrowia.”

A.H.G.: „Co? Nadal?”

J.: „Tak, ale któregoś dnia go przyprowadzę – Stop! Czekaj!”
(podekscytowany) „Już nadchodzi! Chodzi wokół ciebie i kładzie rękę na twoim kolanie. Ma wiadomość…”
(To, co nastąpiło później, jest zbyt osobiste do publikacji.)
„Nie, tego nie może dosięgnąć. Nie może podejść wystarczająco blisko. Ale przynosi książkę, szkolną książkę z obrazkami.”

A.H.G.: „Ach tak. Skąd ją wziął?”

J.: „To replika tej, którą miał na ziemi.”

A.H.G.: „Ach tak. Skąd ją wziął?”

J. (głowa medium odwrócona na bok, jakby nasłuchiwało): „Tak… Och! To ty mu ją dałeś! Spotkałeś go, kiedy jeszcze był na ziemi, prawda?”

Przy innej okazji ten sam komunikator wspomniał, że posiada „duchowy odpowiednik” pewnych kwiatów.

Później pojawi się jeszcze kilka odniesień do „eterycznego” odpowiednika lub duplikatu, przekazanych przez inne media, w tym panią Leonard.

* Czy pan Lodge sugeruje tu być może ujęcie czterowymiarowe?A.H.G.

(W następnym tygodniu: „Wyjaśnienie komunikatora.”) [Adres majora Howgrave-Grahama: 116 Johnston St., Sunnyside, Pretoria, South Africa.]

źródło:  The Psycho-Dynamics of „Knocks” and „Raps”); Light – A JOURNAL OF SPIRITUALISM, PSYCHICAL, OCCULT AND MYSTICAL RESEARCH,  JUNE 6, 1940.