Poltergeist w Londynie

Autor: Mrs. Hewat McKenzie

Od czasu do czasu do Kolegium zgłaszane są przypadki poltergeista lub niekontrolowanych zakłóceń przez osoby, które nie mają żadnej wiedzy o zjawiskach psychicznych, i które proszą o pomoc w ich usunięciu. W marcu dotarła do mnie taka prośba za pośrednictwem członka Kolegium, któremu zgłoszono sprawę z południowego Londynu. Odwiedziłam to miejsce wraz z nim i odkryliśmy, że w porządnym, robotniczym domu od kilku tygodni pojawiały się „stukanie”, których nie dało się normalnie wyjaśnić. Powodowało to duże zakłopotanie, ponieważ w innej części domu mieszkali lokatorzy, od których zależało utrzymanie rodziny, a obawiano się, że hałasy mogą wywołać przerażenie i doprowadzić do wyprowadzki.

Stukania słyszano głównie w salonie. Ustały one jednak przed moją wizytą, lecz zastąpiły je zakłócenia koncentrujące się w sąsiednim pomieszczeniu – sypialni zawierającej dwa łóżka: jedno zajmowane przez starsze małżeństwo, drugie przez ich dwunastoletnią wnuczkę, bystrą, inteligentną dziewczynkę.

Jak w wielu innych opisanych przypadkach, zakłócenia wydawały się podążać za tą młodą osobą; zauważono, że w weekend, kiedy dziewczynka odwiedzała inne miejsce, w domu zapanował spokój – lecz spokój nie towarzyszył jej w trakcie wizyty. Zazwyczaj szła spać około 20:00, zostawiano jej w pokoju zapaloną świecę, a gdy jeszcze nie spała, poduszki były jej zabierane spod głowy, koce ściągane, prześcieradło zwijane jakby od dołu łóżka, a nawet lekka mata (palliasse) wypychana do góry. Dzbanek z wodą został pewnego razu przewrócony w pewnej odległości, a obraz na ścianie miał się przekrzywić.

Opowieść dziecka mogła budzić wątpliwości, gdyż była wystarczająco duża, aby móc to zrobić sama, lecz babcia – która postanowiła dzielić z nią łóżko – doświadczała podobnych rzeczy. To na jej relacjach, które wyraźnie wpływały na jej nerwy, musieliśmy się głównie opierać.

Gdy weszliśmy do pokoju, zastaliśmy ślady zakłóceń, jednak – jak często bywa – nic nie wydarzyło się, gdy prowadzono obserwację. Łóżko uporządkowano, wróciliśmy do drugiego pokoju, lecz po kilku minutach dziewczynka zawołała nas i ponownie zastaliśmy rozrzuconą pościel.

Dziewczynka nie bała się, ale brak snu zaczynał wpływać na jej zdrowie oraz zdrowie jej babci, ponieważ zakłócenia często trwały do późnych godzin nocnych. Babcia była rozsądną starszą kobietą, miała dużo obowiązków i bardzo potrzebowała odpoczynku.

Z wywiadu dowiedzieliśmy się, że matka dziewczynki popełniła samobójstwo – w jaki sposób, nie podano – sześć lat wcześniej, w swoim własnym domu. Ojciec ponownie się ożenił, lecz macocha nie chciała obecności dziewczynki, więc dziadkowie wzięli ją do siebie.

Kilka dni później, kiedy zakłócenia nadal trwały, zabrałam ze sobą do domu medium Kolegium, pannę Jacqueline. Obydwie wyczułyśmy obecność matki, a panna Jacqueline poczuła symptomy zatrucia gazowego. Dziadkowie potwierdzili, że to był sposób samobójstwa.

Panna Jacqueline również wyczuła wielki niepokój matki o przyszłość dziecka i zobaczyła dokument, który odgrywał rolę w sprawie. Wtedy okazało się – i nie wcześniej, dopóki medium tego nie ujawniła – że trwał konflikt dotyczący przyszłego losu dziewczynki. Jej druga babcia, mieszkająca w innym miejscu, była gotowa przyjąć dziecko, ale tylko pod warunkiem, że ojciec zrezygnuje z wszelkich praw do niej, podpisując odpowiedni dokument. Ojciec odmawiał, a dziadkowie, którzy ją wychowywali, także nie chcieli się jej pozbyć. Jednocześnie było jasne, że z uwagi na ich wiek oraz brak możliwości zapewnienia jej oddzielnego pokoju, przyszłość była niepewna.

Panna Jacqueline przekazała wiele innych informacji rodzinnych, które zostały potwierdzone jako prawdziwe. Okazało się też, że matka dziadka dziewczynki była znaną uzdrowicielką, a jego brat wykazywał zdolności fizycznego mediumizmu – choć obecne pokolenie nie zajmowało się tematyką psychiczną. Ponadto w tym samym pokoju, w którym działy się zakłócenia, ojciec dziewczynki, będąc kiedyś w odwiedzinach u rodziców, usłyszał głos swojej żony wzywający go. Przerażony uciekł, a gdy dotarł do domu, odkrył, że popełniła samobójstwo.

Panna Jacqueline zapewniła matkę, że zostaną podjęte kroki, aby pomóc dziecku, i zakłócenia na krótko zmalały – lecz wkrótce znów się nasiliły.

Ponieważ ojciec nadal odmawiał podpisania dokumentu, a druga babcia nie chciała przyjąć dziecka na innych warunkach, sytuacja trwała.

W końcu, po drugiej wizycie, w której pannna Jacqueline i ja zapewniłyśmy rodzinę, że pomoc nie nadejdzie, dopóki wola ducha – aby dziecko zostało przeniesione – nie zostanie spełniona, ojciec zgodził się zabrać córkę do siebie. Od tego czasu nie pojawiły się już żadne hałasy ani ingerencje w pościel czy przedmioty.

Byłam pod wrażeniem uczciwości i dobrej wiary dziadków oraz ich pragnienia zakończenia zjawisk, a także ich bezsprzecznej miłości do dziecka i troski, jaką je otaczali. Doszłam do wniosku, że to rzeczywiście matka dziecka stała za tymi wydarzeniami i – przewidując przyszłość – uznała, że dziewczynce będzie lepiej w nowym otoczeniu, i wybrała ten dziwny sposób, by wyrazić swoją wolę.

Wielu innych przypadkach poltergeistów wykazano, że ich źródłem jest troska kogoś „z tamtej strony” o dobro osoby żyjącej. Zwykle za takimi niekontrolowanymi manifestacjami kryje się bardzo dobry powód, a jeśli zaangażuje się odpowiednie medium, często można odkryć ich pochodzenie. Panna Jacqueline prowadziła sprawę kompetentnie, a rodzina – poprzez dorosłego syna, który nie mieszkał w domu, ale pomógł zgłosić sprawę – przesłała do Kolegium list z podziękowaniami za udzieloną pomoc.

Przedrukowano za zgodą z „Psychic Science” (Kwartalnych Sprawozdań British College of Psychic Science, Ltd.), lipiec 1935.

źródło: A London Poltergeist; Light on Spiritualism and Psychical Research,  THURSDAY, SEPTEMBER 12, 1935.