Półgodziny z samym sobą
CZYLI
SAMOZAUFANIE POPRZEZ NOWĄ MYŚL
Lekcja I
Ileż to obiecujących karier zostało zniweczonych z powodu braku samozaufania. Młodzi mężczyźni pełni nadziei, posiadający niezaprzeczalne zdolności, otoczeni wpływami i zdeterminowani, nie zdołali osiągnąć sukcesu, do którego dążyli; widzieli, jak nagroda wymyka im się z rąk. Nie należą oni do żadnej jednej klasy – można ich spotkać zarówno wśród biednych, jak i bogatych, wśród niewykształconych i wykształconych. Nie jest to kwestia wykształcenia ani środowiska, bo niektórzy z najbardziej udanych ludzi, jakich znał świat, wyrastali w najbardziej nędznych dzielnicach, podczas gdy z drugiej strony młodzieńcy wychowani na łonie luksusu stawali się najbardziej haniebnymi nieudacznikami.
Wielu możnych dostrzegło szkodliwy wpływ bogactwa na młodych ludzi wchodzących w życie i pozbawiało własnych synów jakichkolwiek przywilejów w tym kierunku, traktując ich tak, jakby byli zwykłymi pracownikami firmy. Niekiedy przynosiło to dobre rezultaty, lecz nie zawsze, ponieważ źródeł samozaufania nie należy szukać w tym kierunku.
A jednak jest pewne, że każda osoba – młoda czy stara – może zdobyć tę moc, która oznacza sukces w życiu i czyni człowieka bardziej przyjemnym w towarzystwie innych. W wielu przypadkach brak zaufania do siebie samego wydaje się czymś naturalnym, to znaczy – wygląda na cechę temperamentu. Nie można zaprzeczyć, że istnieją temperamenty, i dobrze dla szczęścia rodzaju ludzkiego, że tak jest, bo gdybyśmy wszyscy byli jednego typu, wszechświat byłby niezmiernie monotonny. Byłoby tak, jakby wszystkie posiłki składały się ciągle z tego samego dania – napoje i pokarmy byłyby jednakowe, bez żadnej odmiany smaku; gdyby ziemia, niebo, woda, ludzie i zwierzęta były w jednym kolorze, łatwo wyobrazić sobie, jak bardzo znudziłoby nas życie.
Jeżeli istnieją typy, czy brak samozaufania nie może być jednym z nich? Nie, wcale. Jest on jedynie wyrazem cechy negatywnej – nabytej lub dziedzicznej – pozbawieniem się naturalnej jakości. Niejeden człowiek, z natury pewny siebie i zdolny, utracił całe swoje samozaufanie wskutek jakiegoś gwałtownego wstrząsu, przez nieznajomość praw świadomości; inni mieli je w sobie stłumione lub „wybite” przez rodziców albo osoby sprawujące nad nimi władzę; jeszcze inni od najmłodszych lat po prostu zawsze go brakowali.
Często sądzi się, że jeśli ktoś wie, czym jest jakaś rzecz albo jaka jest jej natura, to łatwo ją posiąść. Większość ludzi wie, czym jest samozaufanie, ale zdobyć je – to zupełnie co innego. Istnieje osobliwy związek między lękiem, wrażliwością a brakiem samozaufania, chociaż znajdziesz mężczyzn nieustraszonych, którzy są wrażliwi i którzy, choć ogólnie pewni siebie, w pewnych dziedzinach skłonni są do lęku.
Zawiłość natury ludzkiej jest tak wielka, że ta skrytość czy nieśmiałość może istnieć równolegle z kilkoma „mocnymi punktami” charakteru, lecz przy bliższym badaniu zwykle okazuje się, że brakuje w nim pewnej podstawowej zasady.
Ćwiczenie. Niech czytelnik spróbuje ustalić, z jakiej przyczyny bierze się jego brak samozaufania. Czy odpowiadają za to rodzice lub dziadkowie? Czy wynika on z jakiegoś strachu z wczesnych lat życia? Czy w dzieciństwie miał poważny upadek lub przeżył inny rodzaj wypadku? Odnalezienie tej przyczyny może zająć nieco czasu.
Niech ponadto spróbuje przeanalizować, jakiego rodzaju samozaufania mu brak. W niektórych przypadkach pojawia się ono (a raczej jego brak) w obecności „przełożonych” – choć żyjemy w czasach demokratycznych, nie ma sensu udawać, że ludzkość nie dzieli się na trzy klasy: niżsi, równi i wyżsi. Nie chodzi tu w najmniejszym stopniu o pieniądze; najuboższa osoba może być niewspółmiernie wyżej stojąca od „dorobionego” milionera czy plutokraty. Prawdziwa wielkość jest nieodmiennie oderwana od bogactwa.
Są ludzie „drewnianej głowy”, którzy udają równość z najwyższymi, lecz nie liczą się – są poza zasięgiem nauczania. Służalczość nie musi zastępować uprzejmości, jednak jeśli odwaga opuszcza człowieka tylko dlatego, że znalazł się w obecności „osoby wysokiego rodu”, kolejne strony pomogą mu pozbyć się dręczących go obaw, czy to spodziewanych, czy faktycznie doświadczanych.
Przy odrobinie cierpliwości często udaje się odnaleźć przyczynę i warto to zrobić, bo ułatwia to „leczenie”. Niejednokrotnie okazuje się, że ani ojciec, ani matka nie przejawiają śladu tej słabości, ani też nie można jej odnaleźć wśród przodków. Osoba cierpiąca może natomiast przypomnieć sobie, że w młodych latach miała towarzyszy o typie „zbirów” – zadziornych, tyranizujących – którym ulegała, często dla „świętego spokoju”. W ten sposób jej własne samozaufanie ulegało osłabieniu właśnie w czasie, gdy charakter powinien się kształtować, a ona sama była zdominowana przez czynniki zewnętrzne, które pozostawiły w jej umyśle silne piętno.
Nierzadko spotykamy się z przypadkami, gdy bezpośrednią przyczyną jest słaba konstytucja. Gdy witalność jest niska, gdy chłopiec lub dziewczynka zmuszeni są zmagać się z wątłym ciałem lub złym stanem zdrowia, wpływa to na mentalną stronę ich natury. Wysiłek, by dorównać innym dzieciom, brać udział w ich zabawach, uświadamia im, jak bardzo są upośledzeni, a dobroć okazywana przez rówieśników – w wielu przypadkach – tylko ich boli. Z samego tego powodu samotność bywa wybierana dobrowolnie, a umysł zwraca się do wnętrza. To prowadzi do rozmyślań i gdy kontakt z innymi staje się coraz rzadszy, rodzi się wrażliwość, która przeistacza się w brak wiary w siebie.
Jeśli więc bezpośrednią przyczyną braku wiary w siebie jest zły stan zdrowia, trzeba go naprawić; jeśli jest „przewlekły”, może to wymagać czasu, lecz równolegle z usuwaniem ograniczenia można rozpocząć pracę po stronie psychicznej, która jest ważniejsza z tych dwóch. Zdrowie jest bowiem w większym stopniu kwestią umysłu niż ciała, ponieważ człowiek jest „zmaterializowaną myślą” – wyrazem świadomości w gęstszej materii po to, by mógł kontaktować się z wszechświatem.
Człowiek musi zacząć rozumieć coś z mechanizmu własnego ciała – jego funkcji, właściwości, możliwości, potrzeb i ograniczeń w obecnym stanie. Nie ma powodu, by przesadnie rozpaczać tylko dlatego, że ciało wystartowało z pewnym handicapem. Nie każdy może być fizycznym olbrzymem, dopóki nie nauczy się przekraczać wielu praw rządzących jego istotą, lecz nie ma też żadnej ziemskiej racji, by tego pragnąć, chyba że to jego jedyna ambicja – a jeśli tak, coś znacznie ważniejszego w życiu wymknie mu się z rąk.
Tak samo nie każdy musi stać się Samsonem, bo nie każdy będzie musiał wypełniać zadania Herkulesa. Dziś ciężkie prace wykonują za nas maszyny – i w przyszłości będzie ich jeszcze więcej. Mamy ludzi ćwiczących podnoszenie ciężarów, którym nie jest to w najmniejszym stopniu potrzebne; tym samym nie tylko tracą czas, ale tworzą w sobie coś, co domaga się wyrazu, a jeśli ten wyraz nie zostanie nadany, powstała siła staje się przeszkodą, prawdziwym kamieniem potknięcia w rozwoju człowieka.
Człowiek nie powinien stwarzać w sobie tego, z czego nie ma pożytku, bo jeśli to robi – szkodzi sobie. Jest to prawo psychologiczne najwyższej wagi. Ta sama energia, którą zużywa się na budowanie czegoś zbędnego, mogłaby zostać użyta do stworzenia czegoś potrzebnego – bez względu na to, czym by to było. Każdy pragnie zdrowia, ponieważ bez niego daleko nie zajdzie. Święci dawnych czasów nierzadko uważali się za błogosławionych, gdy dręczyła ich przewlekła choroba, paraliżująca część ich istoty, uniemożliwiająca im pełny wyraz tego, kim by mogli być.
Dopóki człowiek posiada ciało fizyczne, dopóty powinien utrzymywać je w doskonałej kondycji, tak aby nie przeszkadzało mu w niczym, co pragnie robić lub być. A w „robieniu” i „byciu” zawiera się cała egzystencja – od robaka aż po boga.
Zdobądź więc zdrowie, ale zauważ, że nie jest ono czymś, co łapie się z zewnątrz, jak zdaje się sądzić większość ludzi, wnioskując z ilości rzeczy, które wkładają do ciała lub na nie, aby je pozyskać. Zdrowie jest w środku; jest przede wszystkim rozwojem, rozkwitem, wyrażaniem się od wewnątrz na zewnątrz, a zewnętrzne wymagania są tylko wtórne. Zdrowie jest środkiem do celu, nie celem samym w sobie, a w wielu przypadkach, które tu rozważamy, sama jego obecność pozwoli umysłowi funkcjonować normalnie i zdrowo, a brak wiary w siebie opadnie jak liście z drzewa jesienią.
Mamy do powiedzenia nieco o pożywieniu w odpowiednim miejscu, ale kiedy człowiek dochodzi do pewnego etapu rozwoju, nie musi już poświęcać temu tematowi szczególnej uwagi, chociaż owoce i orzechy zawsze pozostaną idealnym pożywieniem. Niektórzy zmuszeni są z nich zrezygnować, ponieważ nie mają jeszcze dość panowania nad umysłem i nieświadomie polegają na rzeczach zewnętrznych zamiast na zasadach. To jednak z czasem zostanie przezwyciężone i nie ma powodu, by się tym martwić; na początkowych etapach eksperymentowania trzeba się nieraz uciekać do kompromisów. Najważniejsze, by w głębi umysłu zachować ideał i nie pozwalać, by niepowodzenia w pierwszych próbach pokonywania ograniczeń gasiły zapał.
Kilka słów o negatywności, wspomnianej wyżej. Jest to stan bierności – bycia bardziej odbiorcą niż sprawcą, wykonawcą czy inicjatorem czegoś. To stan, w którym pozwala się innym działać na siebie. Przeciwieństwem jest pozytywność – cecha, którą czytelnik będzie musiał w sobie rozwinąć w najwyższym stopniu, bo tylko dzięki obfitości tej cechy zdoła usunąć brak samozaufania. Potrzebna jest asertywność – i właśnie tę cechę, mamy nadzieję, czytelnik zdoła w sobie wyrobić, zgłębiając ten temat.
Negatywność może być poszukiwaną przyczyną i najpożyteczniejszą myślą, jaką czytelnik może przez chwilę rozważyć, jest ta: że nie może ona istnieć inaczej, jak tylko za zgodą osoby, która jej doświadcza. Wystarczy więc postanowić, że nie dopuści się, by panowała nad jego życiem.
Do tej pory powszechne było przekonanie, że ta negatywność jest czymś „naturalnym”, częścią charakteru i że najlepsze, na co można liczyć, to że kiedyś się z niej „wyrośnie”. Jest to milczące przyznanie, że stan jest nieuleczalny, a takie przekonanie z natury rzeczy musi być zabójcze dla pełnego uzdrowienia.
Skoro teraz wiemy, że wszystko zależy od naszego stosunku do niego i że trzymając stan negatywny poza naszym polem mentalnym, już znacznie osłabiamy ten nawyk, dalsze kroki potrzebne, by usunąć go całkowicie, zostaną podane we właściwym czasie.
Lekcja II
Pojęcie temperamentu zwykle niesie ze sobą przekonanie, że są to rzeczy, z którymi człowiek przychodzi na świat i których więc nie można zmienić – co najwyżej nieco je zmodyfikować. Gdyby to, co nazywamy „charakterem”, czyli wiązką cech, było czymś skończonym, pogląd ten miałby pewne uzasadnienie. W rzeczywistości jednak – co potwierdza codzienne doświadczenie – charakter często się zmienia, a tak zwane wrodzone skłonności okazują się zdolne do całkowitej przemiany. Dzieje się to dzięki naukowemu budowaniu charakteru, czyli dzięki nowej myśli.
Środowisko – jak już powiedziano – w znacznym stopniu odpowiada za charakter człowieka w pierwszym okresie jego życia. Wrażliwe dziecko wychowywane wśród ludzi zrzędliwych i skorych do krytyki będzie miało szczęście, jeśli wyrośnie na człowieka pewnego siebie.
Popularne poglądy umacniają tylko przekonanie, że ofiara jest niemal skazana na swego rodzaju chorobę psychiczną – na szczęście taką, którą można skutecznie wykorzenić.
Załóżmy, że masz przeczucie – graniczące z pewnością – iż gdybyś tylko mógł posiąść odrobinę tej tak wysoko cenionej cechy, mógłbyś sobie całkiem dobrze poradzić w życiu, bo słusznie uważasz, że posiadasz zdolności. Jeśli Twój przypadek jest „ciężki”, możesz z czasem zacząć wątpić, czy w ogóle cokolwiek z tych zdolności Ci zostało!
Nieważne. Nie ma przypadku zbyt beznadziejnego, by nie można go było naprawić, ale chcę, byś bardzo dokładnie śledził punkty, które spróbuję przed Tobą rozwinąć, w sposób jasny i nietechniczny.
Po pierwsze: choć umysł, patrząc z zewnątrz, jest ostatnim, co rozwija się w człowieku, w rzeczywistości jest pierwszy, ponieważ, będąc wyższym niż ciało i o wiele subtelniejszym, musiał poprzedzać całą ewolucję fizyczną. Umysł nie jest czymś, co mózg potrafi wyrazić w pełni, ponieważ mózg jest instrumentem niedoskonałym, rejestrującym jedynie wrażenia, które przezeń przechodzą.
Psychologia eksperymentalna pokazuje nam, że istnieją obszary świadomości, które nie wyrażają się w zwykłym stanie czuwania. W czasie snu obszary te czasem działają, a dane uzyskiwane tą drogą bywają zdumiewające – w pełni dowodzą, że istnieją niezgłębione głębie ludzkiego umysłu, które domagają się uprawy; co do tego nie może być cienia wątpliwości.
Dlaczego – można zapytać – ta „bezrobotna” część mózgu tak długo pozostawała w takim stanie, skoro nic nie jest stworzone nadaremno? Odpowiedź brzmi: ponieważ dotąd nie było potrzeby jej użycia, poza pewnymi wyjątkowymi przypadkami. Leżała jak dziewicza gleba, czekając na przybycie rolnika.
Natura jest zawsze hojna, rozdaje swoje dary obficie we wszystkich królestwach. Gdyby choć dziesiąta część nasion wytworzonych przez każdy kwiat doszła do dojrzałości, zadusiłyby się nawzajem własną bujnością. Podobnie jest z ikrą ryb.
Na mocy innego prawa natury, cokolwiek – owad, roślina, zwierzę czy człowiek – przejawia silne pragnienie, temu pragnieniu zawsze zostają dostarczone środki wyrazu. Powszechne jest przekonanie, że natura bezustannie stara się krzyżować szyki swoim stworzeniom, lecz chwila zastanowienia pokaże, że gdyby naprawdę tak było, byłoby to jawną sprzecznością z „pierwszym” prawem natury (a więc najważniejszym) – zachowania siebie.
(ciąg dalszy nastąpi)
Milczenie: jak w nie wchodzić
(3. H. Emile Cady)
Wiele słyszymy o „siedzeniu w Milczeniu”. Dla wielu nie znaczy to zbyt wiele, bo jeszcze nie nauczyli się „czekać na Boga” ani słyszeć jakiegokolwiek głosu poza zewnętrznymi. Hałas należy do świata zewnętrznego, nie do Boga. Bóg działa w ciszy, a my możemy tak „czekać na Ojca naszego istnienia”, by stać się świadomi cichego, wewnętrznego działania – świadomi spełniania naszych pragnień. „Ci, którzy szukają Pana, nie będą cierpieć niedostatku żadnego dobra”. „Ci, którzy oczekują Pana, odnawiają siły”.
W jednej z opowieści Everetta Hale’a mowa jest o małej dziewczynce, która pośród zabaw z motylami i ptakami na wsi często biegła do pobliskiej kapliczki, by się pomodlić; a po modlitwie zawsze pozostawała przez kilka minut w zupełnej ciszy, „czekając” – jak mówiła – „czy Bóg nie chce jej czegoś powiedzieć”. Tak to dzieci są zawsze najbliżej Królestwa.
Rozpoczynając praktykę siedzenia w Milczeniu, nie myśl, że musisz od razu siadać z innymi osobami. Obecność drugiej osobowości często rozprasza umysł. Najpierw naucz się obcować z Twórcą wszechświata, który jest wszelkim towarzystwem. A kiedy potrafisz odstąpić od zewnętrznego i być sam na sam z Nim, wtedy siedzenie z innymi może przynieść pożytek i im, i Tobie.
„Siedzenie w Milczeniu” nie jest po prostu leniwym dryfowaniem. Jest stanem pasywnym, ale zarazem określonym – czekaniem na Boga. Gdy chcesz to praktykować, wybierz czas, kiedy prawdopodobnie nikt Ci nie przerwie i kiedy możesz na chwilę odłożyć wszystkie troski.
Rozpocznij Milczenie od uniesienia serca w modlitwie do Ojca swojego istnienia. Nie lękaj się, że jeśli zaczniesz się modlić, staniesz się „zbyt ortodoksyjny”. Nie zamierzasz błagać Boga, który już dał Ci „wszystko, cokolwiek pragniesz”. Już wiesz, że zanim zawołasz, On posłał to, czego pragniesz; inaczej nie odczuwałbyś tego pragnienia.
Wiesz już lepiej, niż by błagać lub zaklinać Boga niewierzącą modlitwą. Ale poświęcenie pierwszych chwil Milczenia – odcięcia się od świata zewnętrznego – na mówienie bezpośrednio do Ojca skupia Twój umysł na Wiecznym.
Wielu, którzy usilnie próbują się wyciszyć i oczekiwać Boga, stwierdziło, że gdy tylko usiądą i zamkną oczy, myśli – zamiast się skupić – wypełniają się wszelkiego rodzaju pustymi wyobrażeniami. Najbłahsze sprawy, od zawiązywania sznurowadła po plotkarską rozmowę sprzed tygodnia, przelatują w szybkim pochodzie przez umysł i po godzinie takiego „Milczenia” nic tak naprawdę nie zyskali. Jest to dla nich zniechęcające.
Jest to jednak naturalny rezultat próby „nie myślenia wcale”. Natura nie znosi próżni i jeśli spróbujesz uczynić swój umysł próżnią, obrazy myślowe innych ludzi, które wypełniają otaczającą atmosferę, wtargną, by ją zapełnić, pozostawiając Cię równie daleko od świadomości Bożej Obecności jak na początku. Możesz temu zapobiec, rozpoczynając Milczenie modlitwą.
Zawsze łatwiej jest umysłowi wypowiedzieć z poczuciem rzeczywistości: „Twoja wola spełnia się we mnie teraz”, po tym jak modliłeś się: „Niech Twoja wola spełni się we mnie”. Zawsze łatwiej powiedzieć z przeświadczeniem: „Bóg przepływa przeze mnie jako życie, pokój i moc”, po tym jak modliłeś się: „Pozwól Twojemu życiu popłynąć przeze mnie na nowo, gdy czekam”.
Oczywiście nie zmienia to postawy Boga wobec nas, ale łatwiej jest umysłowi ludzkiemu przejść kilka kolejnych kroków pewnie i stanowczo, niż zrobić jeden wielki skok na wysoki szczyt i utrzymać się tam w równowadze.
Kiedy w ten sposób skupiasz swoje myśli na Bogu w określonej rozmowie z Autorem Twojego istnienia, żadne zewnętrzne obrazy nie mogą wtargnąć, by Cię dręczyć i rozpraszać. Twój umysł – zamiast być otwarty i negatywny wobec zewnętrznego – jest na nie zamknięty i otwarty jedynie na Boga, Źródło całego dobra, którego pragniesz.
Nie chodzi tu o żaden ustalony zestaw słów. Czasem jednak użycie słów – na przykład pierwszych kilku wersetów Psalmu 103 – na początku cichej komunii sprawia, że jest to rzeczywista rozmowa twarzą w twarz: „Ty przebaczasz wszystkie moje winy (lub błędy); Ty uzdrawiasz wszystkie moje choroby; Ty odkupujesz od zagłady moje życie i otaczasz mnie łaską – teraz, teraz, gdy czekam na Ciebie”.
Powtarzaj te słowa wielokrotnie, nie nerwowo ani ze spiętym wysiłkiem, nie sięgając „gdzieś w górę” do Boga na zewnątrz, lecz pozwalając na spokojne, szczere uniesienie serca ku czemuś wyższemu w nim samym – ku „Ojcu we mnie”. Niech będzie to spokój i pewność dziecka rozmawiającego z kochającym ojcem.
Zbyt wiele osób nosi na twarzy napięty, blady wyraz, będący skutkiem nienaturalnego „siedzenia w milczeniu”, jak to nazywają. Trudno im uwierzyć, że Bóg jest tuż w nich, i kiedy siadają, wpadają w nawyk sięgania po Niego „w górę i w dal”. To szczere dusze, naprawdę „szukające Boga, czy Go jakoś nie znajdą”, gdy On tymczasem jest blisko, w ich sercach.
Nie sięgaj na zewnątrz w ten sposób. To tak, jakby nasiono, posadzone w ziemi, rozpoznało ożywczą, życiodajną zasadę w promieniach słońca i zaczęło się wysilać, rozciągać w górę i na zewnątrz, by dostać więcej słońca. Widzisz od razu, że w ten sposób nie wytworzyłoby ono żadnych solidnych korzeni w ziemi, gdzie Bóg przeznaczył jego miejsce. Wszystko, co roślina musi zrobić, to trzymać „twarz” zwróconą ku słońcu i pozwolić, aby sama została ku niemu pociągnięta.
Niektórzy z nas, pragnąc wzrostu i dostrzegając konieczność oczekiwania na Boga w ciszy, popełniają błąd wspinania się w górę i odrywania od ciała. Takie nienaturalne „wyciąganie się” jest ani mądre, ani pożyteczne. Po pewnym czasie zaczynają mieć zimne stopy i przekrwioną głowę. Gdy dusza sięga na zewnątrz, ciało zostaje pozostawione samo sobie i staje się odpowiednio słabe i negatywne. To wszystko jest błędne.
Nie mamy odrywać się od ciała, nawet w kierunku „Słońca Sprawiedliwości”. Mamy raczej być spokojni i pozwolić, by Słońce świeciło na nas dokładnie tam, gdzie jesteśmy. Słońce wyciągnie nasiona tak wysoko, jak tylko będą w stanie rosnąć, i to silne. Nie musimy „rozwijać się sami”; mamy tylko pozwolić, aby Słońce nas rozwijało.
Ale mamy świadomie pozwolić, nie tylko biernie „nie przeszkadzać”. Musimy świadomie ustawić się tam, gdzie Słońce może na nas świecić, a potem „być spokojni i wiedzieć”, że gdy czekamy, Ono wykonuje dzieło.
Oczekując na Boga, powinniśmy – na ile to możliwe – rozluźnić się zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Używając bardzo prostego, ale praktycznego porównania: przyjąć taką postawę ciała, jaką przyjmują ptaki, gdy zażywają kąpieli słonecznej w piasku. A jednak w tym wszystkim musi być coś więcej niż martwa bierność.
Musi istnieć swego rodzaju świadome, aktywne przyjmowanie tego, co Bóg darmo daje duszy, która czeka.
Spróbuję to doprecyzować. Najpierw wycofujemy się – ciałem i umysłem – ze świata zewnętrznego. „Wchodzimy do swojej komory i zamykamy drzwi” (komory naszego jestestwa, najgłębszej części siebie), kierując myśli do wewnątrz. Po prostu powiedz:
„Ty mieszkasz we mnie; żyjesz tam teraz; masz wszelką moc; jesteś teraz odpowiedzią na wszystko, czego pragnę. Promieniujesz sobą z centrum mojej istoty ku jej obrzeżom, a następnie na zewnątrz – do widzialnego świata – jako pełnia moich pragnień”.
Potem bądź cicho. Zupełnie cicho. Rozluźnij każdą cząstkę swojego jestestwa i uwierz, że to się dzieje. Boska Substancja naprawdę wpływa w centrum i na zewnątrz do świata widzialnego w każdej chwili Twojego oczekiwania; ponieważ niezmienne jest prawo: „Kto prosi – otrzymuje”, a to, o co prosisz, wyjdzie na zewnątrz jako „spełnienie pragnienia”, jeśli będziesz tego oczekiwać. „Według wiary waszej niechaj się wam stanie”.
Jeśli zauważysz, że umysł błądzi, przywołaj go, mówiąc znów: „To się właśnie dzieje; Ty działasz we mnie; otrzymuję to, czego pragnę” i podobne słowa. Nie wypatruj znaków i cudów; bądź spokojny i wiedz, że to, czego pragniesz, właśnie napływa i ujawni się – albo natychmiast, albo w niedługim czasie.
Idź jeszcze dalej i wypowiadaj słowa dziękczynienia tej najgłębszej Obecności za to, że usłyszała i odpowiedziała, że teraz przejawia się w widzialności. W akcie mentalnego dziękczynienia jest coś, co przenosi ludzki umysł daleko poza sferę wątpliwości – do czystej atmosfery wiary i zaufania, gdzie „wszystko jest możliwe”.
Nawet jeśli początkowo nie odczuwasz, że cokolwiek otrzymałeś, nie martw się i nie przestawaj dziękować. Nie cofaj się z powrotem do proszenia, lecz trwaj w dziękczynieniu, że gdy czekałeś, otrzymałeś, i że jest to teraz w manifestacji; uwierz mi – wkrótce będziesz się cieszył i dziękował nie z obowiązku, lecz z powodu wyraźnego spełnienia pragnienia.
Nie pozwól, by czekanie w milczeniu stało się dla Ciebie więzieniem. Jeśli zauważysz, że wpadłeś w spięty stan umysłu lub „przemęczenie głowy”, wstań i zajmij się czymś zewnętrznym przez pewien czas. Jeśli umysł uporczywie błądzi, nie nalegaj; w chwili, gdy tylko wejdziesz w sztywną, zaciętą postawę psychiczną, odcinasz dopływ Boskiego do swojej świadomości. Musi tu być pewien rodzaj rozluźnionej bierności, a zarazem aktywne przyjmowanie przez wiarę. Nazwałabym to aktywną biernością.
(4. C. D. Larson)
Właściwe użycie tego, co nazywa się „Milczeniem”, ma ogromne znaczenie zarówno w zapobieganiu ludzkim dolegliwościom, jak i w ich leczeniu – i to z kilku powodów.
Aby zapobiegać chorobom i utrzymywać stałe zdrowie, konieczne jest, by system ludzki był napełniony energią życiową. Większość ludzi marnuje jednak ponad dwie trzecie energii wytwarzanej w ich organizmach, tak że nigdy nie dysponują ilością potrzebną do doskonałego zdrowia. Przyczyną tego marnotrawstwa jest brak równowagi – stan nerwowego pobudzenia umysłu i ciała, prawie nieustanny u większości ludzi.
Aby usunąć ten stan i utrzymać doskonały spokój oraz równowagę – niezbędne dla zachowania energii życiowej – stosowanie Milczenia staje się absolutnie konieczne.
W leczeniu chorób metodami metafizycznymi użycie Milczenia ma życiowe znaczenie z dwóch powodów.
Po pierwsze – system musi zostać doprowadzony do stanu pokoju, harmonii i spokoju, aby natura dysponowała wystarczającą energią, by przywrócić prawdziwy porządek rzeczy.
Po drugie – gdy umysł znajduje się w głębszych i bardziej spokojnych stanach Milczenia, twórcza moc właściwej myśli, afirmacji i zdrowego myślenia wnika głębiej w życie podświadome, dając lepsze i szybsze rezultaty.
Postawa Milczenia jest stanem wyraźnie odmiennym od zwyczajnej postawy umysłu, a więc większość ludzi nie osiągnęła jeszcze tego poziomu świadomości, który jest konieczny, by wytworzyć Milczenie. Mogą być czasem fizycznie spokojni, ale układ nerwowy rzadko bywa zupełnie wyciszony, a umysł zwykle reaguje na wszelkie bodźce zewnętrzne, niezależnie od usiłowań jednostki, by go opanować.
Taki jest stan większości; w istocie – w mniejszym lub większym stopniu – prawie każdego. Wyjątków jest niewiele, a i tam postawa, o której mówimy, nie została osiągnięta w sposób doskonały. Mamy wiele umysłów, które potrafią od czasu do czasu się uspokoić i dzięki temu zachować więcej swojej siły, ale nie żyją one na co dzień w cichej, dobrze zrównoważonej postawie Milczenia.
Stopień osiągniętej ciszy i równowagi umożliwia im jednak zajmowanie najwyższych i najważniejszych stanowisk w świecie.
Prawdziwa siła Milczenia tkwi po pierwsze w zachowaniu energii – jak już powiedziano – po drugie zaś w głębszej świadomości mocy. Wiemy, że wytwarzanie energii w organizmie wzrasta, gdy pogłębia się nasza świadomość mocy, a ta głębsza świadomość zawsze idzie za głęboką myślą.
Nie sposób jednak myśleć głęboko tak długo, jak długo umysł pogrążony jest w chaosie. Zamęt umysłowy czyni myślenie płytkim, zaś harmonia i pokój czynią je głębokim i wzniosłym. Dlatego właśnie to spokojny umysł osiąga największe wglądy w zasady, prawa i wielkie prawdy – nie umysł bezczynny, lecz umysł łączący wysoką aktywność z głęboką ciszą.
Z tego względu, gdy w umyśle panuje zamęt, nigdy nie powinniśmy rozwiązywać problemów wymagających subtelnego osądu ani podejmować ostatecznych decyzji, będąc wzburzonym czy zaniepokojonym.
Nie tylko głęboka myśl, zrozumienie i prawda pojawiają się w cichym umyśle. Jak wspomniano, wzrost mocy przychodzi tą samą drogą. Wszyscy psychologowie przyznają dziś, że podświadoma strona umysłu jest wielkim rezerwuarem, z którego wypływają wody życia, mocy i myśli; jest to rezerwuar tak ogromny, że jego zasób jest praktycznie niewyczerpany.
Jeżeli więc chcemy wydobyć obficiej życie i moc z wnętrza, musimy głębiej wejść w życie wewnętrzne lub – inaczej mówiąc – zewnętrzny umysł działania musi wejść w bliższy kontakt z wewnętrznym umysłem mocy i życia.
Silnik elektryczny otrzyma wszelką potrzebną moc do wykonania swej pracy, gdy jest połączony z dynamem. Tak samo, gdy połączymy umysł zewnętrzny – umysł, który działa – z wewnętrznym źródłem mocy, otrzyma on tyle energii, by zdziałać wszystko, czego możemy pragnąć.
Połączenie umysłu zewnętrznego z wewnętrznym w taki sposób, by ten drugi mógł obficie dawać, jest ową wysoką sztuką, o której mówimy, zwykle zwaną wchodzeniem w Milczenie. Ale skutki Milczenia sięgają dalej.
Dzięki kultywowaniu postawy Milczenia nie tylko ustanawiamy doskonałą jedność między umysłem, który działa, a umysłem, który dostarcza mocy; rozwijamy również doskonałą równowagę, która zapobiega marnotrawstwu mocy.
Otrzymać więcej mocy z podświadomości i właściwie użyć całej tej mocy na zewnątrz – to cel podwójny. Oba te cele osiągamy przez Milczenie.
Fakt, że przeciętny człowiek marnuje więcej niż dwie trzecie mocy produkowanej w jego systemie, musi budzić najgłębsze zainteresowanie tym zagadnieniem. Fakt, że brak równowagi jest główną przyczyną tego marnotrawstwa, z konieczności skłoni każdego, kto pragnie lepszego zdrowia i większych osiągnięć, do praktykowania Milczenia.
Nie ma pożytku w uzyskiwaniu większej mocy z wnętrza, jeśli nie potrafimy jej zachować i właściwie zastosować na zewnątrz. Kultywowanie równowagi staje się więc bezwzględną koniecznością w całej tej pracy.
Przez „równowagę” nie rozumiemy bezczynności, lecz doskonale harmonijną aktywność. Jest to stan, w którym wszystkie siły i elementy istoty współdziałają dla budowania. Żadna energia się nie marnuje. Wszystko jest pożytecznie użyte do budowy ciała, umysłu, charakteru lub talentu.
W stanie równowagi uświadamiasz sobie, że masz pełne posiadanie wszystkich sił swojego jestestwa i że masz nad nimi pełną kontrolę – nie dlatego, że usilnie próbujesz je kontrolować, lecz dlatego, że jesteś w stanie równowagi.
Być w postawie równowagi znaczy kontrolować siebie bez prób kontrolowania. W nerwowym, niespokojnym, wzburzonym stanie Twoje siły Cię opuszczają i zawsze jesteś słabszy; natomiast w stanie równowagi Twoje siły gromadzą się w systemie i nieraz do tego stopnia, że czujesz się jak żywy magnes.
Że taka kumulacja energii – w połączeniu z wiedzą o jej właściwym kierowaniu – potrafi uczynić człowieka wielkim i sprawić, że jego ciało będzie pełne zdrowia, tężyzny i witalności, jest oczywiste.
Wielu ludzi sądzi, że jest dobrze zrównoważonych, podczas gdy w rzeczywistości są tylko fizycznie spokojni. Zwykle odkryją w sobie różne stany wewnętrznego niepokoju, równie szkodliwe jak jawny chaos na powierzchni. Człowiek żyjący w stanie nieustannego nerwowego napięcia nie jest wcale w gorszym położeniu niż spokojna z pozoru osoba, która „drży” wewnątrz. Oboje mają brak równowagi i oboje rzucają cenną energię na wiatr.
Aby osiągnąć równowagę, nie wystarczy wejść na chwilę dziennie w cichy stan umysłu; trzeba kultywować spokojny sposób życia, myślenia, działania i mówienia.
Trzeba świadomie starać się czynić wszystko w harmonii i porządku. Stopniowo postawa równowagi będzie się utrwalać coraz głębiej, aż wkrótce naprawdę poczujesz równowagę i doświadczysz radości, której nic nie dorówna.
Poświęcanie codziennie krótkiej chwili na cichą refleksję i głębszą realizację jest rzeczą najwyższej wagi, lecz jeszcze ważniejsze jest uczynić nawyk z tego, by przed każdym ważniejszym działaniem wejść na moment w spokojny stan umysłu.
Prawdziwym celem Milczenia jest rozwinięcie sztuki konstruktywnego myślenia i działania.
Jest faktem dobrze znanym, że poprzez kultywowanie wzniosłego i spokojnego stanu umysłu można doświadczyć wielu nowych przeżyć i wyższych stanów świadomości. Ale pozostaje pytanie, czy warto zdobywać nowe światy, skoro te, w których już żyjemy, pozostają nieuprawione.
Gdy nauczymy się myśleć i działać konstruktywnie, wyciągniemy z obecnego życia tak wiele, że przez długi czas nie będziemy musieli myśleć o innych sferach.
Trzeba też pamiętać, że nie możemy zająć nowych „światów umysłowych”, dopóki nasze obecne światy nie dadzą nam całego życia, mocy i wartości, jakie zawierają.
Rozwinąć postawę umysłu, w której każda aktywność staje się konstruktywna – oto powinien być cel Milczenia. Aby go osiągnąć, Milczenie nie może być praktykowane po to, by stać się biernym, lecz by stać się zrównoważonym w trakcie działania.
Wielu korzysta z chwil Milczenia po to, by wygasić wszelką aktywność; czasami może to być potrzebne, lecz przekonamy się, że nie będzie już potrzeby absolutnej bezczynności umysłowej, gdy wszystkie działania umysłu znajdą się w równowadze.
Umysł dobrze zrównoważony nigdy nie czuje się wyczerpany – i nie jest to naturalne, by tak było. Silnik elektryczny pozostaje pełen mocy, dopóki pozostaje właściwie połączony z dynamem.
Podobnie umysł w równowadze, będąc w doskonałym kontakcie z niewyczerpanym źródłem mocy wewnątrz i równocześnie stale rozwijając moc, którą już ma w działaniu, nie może odczuwać niczego poza pełnią energii o każdej porze.
Jedyny powód, dla którego czujemy zmęczenie, jest taki, że tracimy równowagę, gdy pracujemy. Aby tego uniknąć, musimy nie tylko praktykować Milczenie w samotnym pokoju, ale także żyć, myśleć i działać w postawie spokojnej i pogodne.
Być w Milczeniu nie znaczy być w stanie uśpienia, lecz czuć, że jest się w doskonałym kontakcie z pełnią życia i jego prawdziwym wyrazem, który jest zawsze spokojny, silny i opanowany.
Milczenie jest stanem świadomości, który łączy zewnętrzne z wewnętrznym i utrzymuje życie zewnętrzne w takim nastawieniu, że wszystko jest harmonią i prawdziwym wyrazem.
Najwyższa aktywność jest możliwa tylko w świadomości Milczenia i najlepsza praca jest zawsze wykonywana w takim stanie. Możesz być bardzo aktywny ciałem, a mimo to trwać w Milczeniu; możesz znajdować się pośród zamieszania, a jednak mieć tak doskonały spokój umysłu, że nic Cię nie narusza.
Nie tylko możliwe jest trwanie w Milczeniu zawsze, ale jest to jedyny prawdziwy stan, w którym należy żyć, myśleć i działać. Osiągnięcie tego stanu jest jednym z najważniejszych warunków doskonałego zdrowia.
Użycie silnych, pozytywnych i konstruktywnych afirmacji jest najskuteczniejsze, gdy umysł jest w Milczeniu, czyli w spokojnym stanie głębokiego odczuwania.
Aby uzyskać najlepsze rezultaty z afirmacji, wprowadź umysł w postawę ciszy i spokojnie rozważaj najgłębsze stany odczuwania, jakie możesz sobie wyobrazić. Usiądź wygodnie w cichym pokoju, sam, jeśli to możliwe (choć nie jest to bezwzględnie konieczne).
W taką cichą i głęboką postawę możesz wejść wszędzie i w każdej chwili, gdy jesteś sam lub w towarzystwie bratnich dusz. Gdy poczujesz, że stajesz się wewnętrznie spokojny, zacznij powtarzać swoje afirmacje.
Weź kilka dobrych afirmacji, które ogłaszają obecne zdrowie i siłę całej Twojej istoty, i powtarzaj każdą po kilka razy z głębokim i spokojnym uczuciem. Pomyśl o prawdzie każdej afirmacji, jakby schodziła bezpośrednio w najgłębsze warstwy Twojego systemu, przenikając i ożywiając zdrowiem każdą cząstkę Twojego ciała.
Następnie wbij głęboko w umysł fakt, że to, co afirmujesz, jest prawdą – a coraz bardziej będziesz odczuwać życie i obecność tej prawdy, która „czyni człowieka wolnym”.
Dla tych, którzy podjęli rozwój wyższej natury człowieka – zawierającej w sobie koniecznie zdrowie fizyczne, integralność psychiczną i osobistą moc – Milczenie okaże się nieodzowne.
Dokładne znaczenie i cel Milczenia są jednak często mylnie pojmowane. Dla wielu Milczenie znaczy po prostu „cisza”. To prawda: spośród wszelkich działań stan Milczenia jest najbardziej aktywny. Dla innych Milczenie oznacza kontakt z „siłami psychicznego wnętrza” człowieka – lecz trzeba tu pamiętać, że stan Milczenia, o którym mówimy, nie ma nic wspólnego z tymi siłami.
Większość prawdopodobnie wierzy, że wejście w Milczenie polega na „nie myśleniu o niczym”, na utrzymaniu umysłu w doskonałej pustce i zupełnej bezczynności. Tymczasem w stanie Milczenia zachodzi więcej realnego myślenia niż w jakimkolwiek innym stanie umysłu.
Wejść w Milczenie znaczy wejść w świadomość Absolutu; uzyskać najdoskonalszą możliwą realizację prawdziwej mocy, prawdziwej mądrości, pełni, cnoty, harmonii, czystości, zdrowia, szczęścia, zdolności, talentu, geniuszu i wielkości, jakie drzemią w człowieku.
Wejść w Milczenie znaczy nie tylko wejść w podświadomość, lecz połączyć umysł z absolutnym życiem, które stanowi samą duszę podświadomości – wejść do wielkiego „wnętrza”, a nawet do „wnętrza wnętrza”.
Innymi słowy – wejść w Milczenie znaczy połączyć umysł w sposób doskonały ze Źródłem wszelkich rzeczy.
Celem Milczenia jest zatem przeniknąć to, co większe, szersze i doskonalsze w człowieku, aby umysł stał się świadomy nieograniczonego, które istnieje we wnętrzu.
Że w człowieku istnieje niezmierzona moc – to łatwe do wykazania. Że człowiek ma w sobie zdolność nieskończonego poszerzania mądrości – oczywiste jest dla każdego, kto był w kontakcie z „stanem kosmicznym”.
Wejść w Milczenie znaczy wejść w ten ogromny obszar mądrości i mocy – kosmicznej, uniwersalnej, bezgranicznej „substancji życia”, która przenika wszystko.
Milczenie nazywa się Milczeniem, ponieważ umysł zewnętrzny musi zostać uciszony, zanim świadomość wejdzie w wewnętrzny stan Milczenia. Ale sama świadomość staje się wówczas bardziej aktywna niż kiedykolwiek – tylko że jest to aktywność tak doskonale harmonijna i rytmiczna, iż może być uchwycona jedynie przez najsubtelniejsze postrzeżenia wewnętrznego zmysłu.
Wejść w Milczenie znaczy wejść do najskrytszej komnaty umysłu i zamknąć drzwi. Zewnętrzność zostaje na pewien czas w dużej mierze usunięta z myśli i uwagi – jednak błędem, którego trzeba unikać, jest próba całkowitego jej odcięcia.
Wielu usiłuje to uczynić i ponosi porażkę. Gdy bowiem próbujesz „odciąć” zewnętrzne, kierujesz uwagę właśnie na nie. Stawiasz mu opór, a przez to kierunek działania umysłu zwraca się ku powierzchni, ku zewnętrznym myślom i uczuciom.
Aby wejść do najgłębszej komnaty umysłu, działania umysłu muszą się odwrócić od zewnętrznego ku wewnętrznemu.
Próbując wejść w Milczenie, nie należy zwracać uwagi na myśli, które próbują wtargnąć z zewnątrz, ani na skłonność umysłu do „błądzenia po całym wszechświecie”.
Wchodząc w Milczenie, nie zajmujemy się myślami umysłu zewnętrznego i nie wolno nam próbować ich uciszać. Takie próby tylko wyciągną uwagę na powierzchnię i rozproszą ją wszędzie, gdzie umysł zechce się wymknąć.
Nie można uciszyć umysłu zewnętrznego, próbując go uciszyć. Skłonność do błądzenia może zostać usunięta tylko przez częste wprowadzanie świadomości w stały kontakt z cichym i spokojnym wnętrzem.
Gdy cała uwaga skoncentrowana jest na spokojnym wnętrzu, wszystkie aktywności umysłu same stają się powściągliwe, bez żadnego wysiłku, by je takimi uczynić – i jest to jedyna doskonała metoda usuwania skłonności umysłu do błądzenia.
Aby wejść w Milczenie, wyobraź sobie absolutne życie przenikające wszystko na wewnętrznym, subtelnym planie i wyobraź sobie to życie jako najwyższy rodzaj aktywności – a jednocześnie absolutną ciszę. Następnie skoncentruj uwagę na tej wysokiej, cichej aktywności, która przenika całe Twoje jestestwo.
Rozważanie tego absolutnego życia w Tobie – we wszystkich włóknach Twojej istoty, widzialnych i niewidzialnych – jako zarazem aktywnego i cichego w stopniu najdoskonalszym spowoduje, że umysł głęboko się tym zainteresuje. A głębokie zainteresowanie rodzi doskonałą koncentrację.
Skupiając doskonale uwagę na tej wysokiej, cichej aktywności w sobie, po chwili umysł wejdzie w ten stan – wysokiej, cichej aktywności – i wówczas jesteś w Milczeniu.
Świadomość stanu Milczenia ma niezliczone stopnie – od ledwie uchwytnego poczucia aż po pełną realizację stanu absolutnego.
Wejście w Milczenie jest więc procesem wzrostu i rozwoju, który praktycznie nie ma końca.
Staje się to jasne, gdy zdajemy sobie sprawę, że Milczenie nie jest po prostu „byciem spokojnym ciałem i umysłem”, lecz nieustannym wznoszeniem się świadomości ku Absolutowi.
Gdy świadomość rośnie w realizacji cichego życia, umysł i ciało same stają się stopniowo spokojniejsze. Siły umysłu i ciała poruszają się bardziej harmonijnie i stają się jednocześnie subtelniejsze i znacznie silniejsze.
W praktyce wszystkie marnotrawstwa energii zostają zlikwidowane, a ludzki system dysponuje nieograniczoną mocą.
Na pierwszy rzut oka Milczenie może wydawać się procesem ezoterycznym, bez wartości w życiu praktycznym; lecz jasne zrozumienie jego celu pokazuje jednoznacznie, że jest ono absolutnie konieczne dla najlepszych rezultatów w każdej dziedzinie życia, myśli i działania.
U przeciętnego człowieka powierzchnia życia przypomina wzburzone morze – burzliwe, niespokojne, pełne sztormów. W głębi jednak panuje absolutny spokój.
Pytanie brzmi: czy człowiek zechce czerpać moc, myśl i życie z powierzchniowego zamętu, czy też sięgnie do głębin, gdzie moc jest ogromna, myśl jasna, a zrozumienie niemal nieograniczone.
Cokolwiek człowiek zamierza w życiu, potrzebuje jasnej myśli, spokojnego osądu, opanowanej i harmonijnej osobowości, koncentracji i całej mocy mentalnej, jaką tylko może zdobyć.
Tymczasem tylko przez Milczenie można uzyskać te niezbędne rzeczy.
Gdy uświadomimy sobie, że celem Milczenia jest coraz szersze otwarcie umysłu na nieograniczone możliwości życia wewnętrznego, zrozumiemy, dlaczego Milczenie potrafi dać ciału lepsze zdrowie, osobowości – głębszą harmonię, umysłowi – większą moc, myśleniu – większą jasność, intelektowi – większy blask, talentowi – większą pojemność.
(ciąg dalszy nastąpi)
źródło: Half-Hours with Yourself; New Thought Journal and Occult Review, New Series, 76. JANUARY 1918.