Mity i zabobony chilijskie
MACHILUHUN
(Inicjacja Machis)
Fragment broszury autorstwa Dona Eulogio Roblesa, opublikowany przez Chilijskie Towarzystwo Folklorystyczne oraz w Rocznikach Uniwersytetu Chilijskiego. Zobacz także artykuły „Neiguvelmen” i „Guillatunes” opublikowane w numerach Initiation z listopada i grudnia 1911 roku, dla wyjaśnienia rdzennych nazw, których nie znajdziemy tutaj.
Jeanne Ancarilu, z rodziny Vilu (wąż), była córką machi (szamanki), która po poważnej chorobie oznajmiła – za zgodą rodziców – że powinna stać się częścią tego zgromadzenia.
Wiosną poprzedzającą jej inicjację odbyła się ceremonia wstępna, która polegała na wzniesieniu tymczasowej konstrukcji zwanej rébué, składającej się z czterech grubych gałęzi – dwóch z drzewa canelo i dwóch z wawrzynu – solidnie związanych paskami i lianami, a na szczycie przykrytych owczą skórą. Aby uczcić to wydarzenie, machis tańczyły przez całą noc w świetle księżyca.
Kiedy nadszedł dzień właściwej inicjacji nowej machi, Mapuczowie wykopali dziurę kilka metrów od tymczasowego rébué i umieścili w niej prabué – główny element konstrukcji ostatecznej – wykuty z potężnego dębowego pnia. Przed wejściem do ruca (chaty), gdzie mieszkała przyszła machi, ci sami Mapuczowie wbili w ziemię dwie grube gałęzie wawrzynu i dwie z canelo, tworząc prostokąt wystarczająco duży, by mogły się w nim położyć cztery osoby. W tym prostokącie jedna machi przygotowała łóżko z runa owczego i pontro (rodzaj wełnianej peleryny tkanej przez Araukanki). Niski stołeczek, pokryty kolejnym pontro, służył za poduszkę.
Kandydatka położyła się na tym łóżku, została przykryta pontro i zdjęła ubranie, pozostając tylko w koszuli. Po obu stronach stanęły dwie machis, każda z dwoma młodymi dziewczętami zwanymi Yeguiles, które pełniły funkcję akolitek. Kobiety rozpoczęły ceremonię, pocierając ciało i klatkę piersiową przyszłej koleżanki liśćmi canelo. Jednocześnie zaintonowały żałobny śpiew i jedną ręką pocierały kandydatkę, a drugą potrząsały waza (małą, pustą kalebasą z drobnymi kamykami lub suchymi nasionami), która rezonowała tym mocniej, im bliżej głowy dziewczyny się znajdowała.
Na chwilę przerwały rytuał, a po jego wznowieniu dołączyła do nich trzecia machi, zastępując jedną z akolitek.
Dwie z machis umieściły drobne gałązki canelo w rękach kandydatki, a następnie, trzymając jej nadgarstki, poruszały nimi rytmicznie w lewo i w prawo. Od czasu do czasu porzucały waza, by ująć głowę dziewczyny obiema rękami i obracać ją raz w jedną, raz w drugą stronę.
Następnie stanęły po przeciwnych stronach łóżka i trzymając gałęzie canelo i wawrzynu, skrzyżowały je nad kandydatką w formie krzyża i zaczęły wykonywać nad jej ciałem gesty przypominające odpędzanie złych duchów, cofając się przy tym.
Młody mężczyzna umieścił obok łóżka glinianą miskę pełną świeżych liści. Dwie z kobiet odkryły Jeanne aż do brzucha i zaczęły ssać jej ciało z taką siłą, że krew trysnęła im na twarze. Dziewczyna dawała oznaki bólu i przerażenia, co najwyraźniej było pożądanym efektem – „wampiry” zdawały się polować na jej duszę. W akcie osobliwego szału, ofiarę trzymano unieruchomioną, ssąc jej ciało, szyję, głowę, twarz, usta, aż do pojawienia się krwi. Wtedy machis wycierały miejsce liśćmi canelo, po czym dalej je masowały i kontynuowały ssanie.
Machis obmyły głowę Jeanne mokrymi liśćmi, wymasowały jej brzuch i powtórzyły ssanie ramion, a potem całego ciała, jak wcześniej.
Po zakończeniu tej operacji, nowicjuszka ubrała się, ozdobiła srebrną biżuterią i wielkim naszyjnikiem z copihues (kwiatów narodowych Chile). Usiadła na krześle, które postawiono w miejscu łóżka, a na jej kolanach umieszczono dużą ilość liści canelo. Wszystkie obecne machis otoczyły ją i zaczęły znów śpiewać, w rytm waza, którą poruszała yeguil. Następnie każda z machis śpiewała osobno, podczas gdy nowicjuszka zakrywała sobie twarz gałęziami.
Potem rozbrzmiała muzyka pifilcas (fletów rytualnych), a machis potrząsały grzechotkami.
Postulantka zaczęła poruszać się zgodnie z rytmem, wymachując gałęziami canelo i wirując wokół. Krążyła aż do większych gałęzi…
Nowicjuszka powtórzyła te same ruchy, po czym uciekła, jakby groziło jej wielkie niebezpieczeństwo, i – podobnie jak druga machi – została zatrzymana przez jednego z asystentów, który podtrzymał ją w pozycji stojącej. Jednak wpadła w gwałtowne konwulsje i upadła, pociągając za sobą człowieka, który próbował ją podtrzymać. Została podniesiona przez kilku Indian, którzy zmusili ją do zachowania pionowej pozycji. Jedna z machis podeszła i zaczęła grać na bębnie, tak jak wcześniej, a tancerz natychmiast pospieszył jej z pomocą, wykonując skoki i podskoki.
Ceremonia została przerwana na pewien czas; następnie czterech uczestników usunęło cztery grube gałęzie drzewa canelo i wawrzynu, o których już wcześniej była mowa, i każdy z nich zaczął biegać wokół prahué, trzymając swoją gałąź. Inny Mapucz wziął na ramiona owcę, która była przywiązana nieopodal, i również obchodził ten sam punkt.
Podczas śpiewania psalmu, najstarsza z machis, w towarzystwie swoich współsióstr, ustawiła się naprzeciwko małych schodków wyrzeźbionych w prahué. Mężczyźni i kobiety obecni przy ceremonii utworzyli wokół nich kilka koncentrycznych kręgów, trzymając się za ręce, i zaczęli tańczyć wkoło prahué.
W tym samym czasie czterech Mapuczów dokończyło konstruowanie réhué, umieszczając po obu stronach małych schodów grube gałęzie canelo i wawrzynu, które przymocowali do prahué solidnymi pasami, a na ich szczycie rozciągnęli
Skórę owcy, którą wcześniej zdjęto z prowizorycznego réhué, wykorzystano ponownie.
Pierwsza machi powoli wspięła się po schodach, potrząsając srebrnymi dzwoneczkami trzymanymi w dłoniach. Gdy dotarła na szczyt konstrukcji, uchwyciła dwie wielkie gałęzie wystające po bokach i zaczęła się delikatnie kołysać, przechylając głowę na ramiona. Po chwili zeszła ze schodów z pozorną obojętnością, ale gdy znalazła się w połowie drogi, nagle gwałtownie potrząsnęła dzwonkami i rzuciła się do przodu. Została jednak złapana przez młodzieńca, który nie spuszczał z niej wzroku przez całą ceremonię. Wyglądała na nieprzytomną w jego ramionach, co sprowokowało młodego tancerza do zaprezentowania swojego rytualnego tańca tuż przed nią.
Wszystkie machis powtórzyły ten sam rytuał wspinania się na prahué, a scena z omdleniem powtarzała się każdorazowo.
Tymczasem uczestnicy tworzyli wokół nich coraz liczniejsze koncentryczne kręgi, poruszając się w zawrotnym tempie przy dźwiękach pifilcas (fletów) i rytmicznym bębnieniu cultruns.
Gdy zmęczyli się tańcem, tłum się rozproszył; noc była bliska, więc ceremonię przełożono na dzień następny.
Nazajutrz rano złożono ofiarę z owcy, która brała udział w rytuale – wyjęto jej serce, które młody mężczyzna, wciąż bijące, obnosił wokół réhué. Następnie przekazał je najstarszej machi, która dokładnie je obejrzała w towarzystwie innych machis i kandydatki, prowadząc przy tym ożywioną rozmowę, zapewne na temat znaczenia znaku.
Ceremonia zakończyła się, gdy nowicjuszka została położona na pontros (tkanych pledach). Dwie machis przytrzymały jej głowę, a trzecia wyjęła jej język za pomocą chusteczki (aby się nie wyślizgnął), po czym dokładnie go zdrapała ostrym nożem. Następnie małym sztylecikiem wykonała głębokie nacięcie, do którego włożyła fragment liścia canelo.
Po tym zabiegu biedna kobieta przez trzy dni mogła spożywać tylko płyny. Czwartego dnia podano jej jęczmień gotowany bez soli i tłuszczu. Przez cały ten czas przebywała w najciemniejszym kącie swojej ruca (chaty).
Dziś rygory inicjacji są łagodniejsze niż dawniej. Kiedyś nowa machi była całkowicie odseparowana od społeczeństwa. Budowano jej osobną chatkę przy domu, przed którą dzień i noc czuwała straż, nie dopuszczając nikogo do kontaktu. Jeżeli była mężatką, nie wolno jej było widywać męża przez cztery miesiące.
Fragment pieśni śpiewanej przez machis:
„Dziś patrzysz na nas z niebios, Vileo.
Dziś zasadziłam moje dwa wawrzyny i dwa drzewa canelo.
Pomóżcie nam, wy dwaj wielcy Vileos z niebios.
Czyż nie poświęciliśmy wam tych roślin, Vileo?Z dwoma bukietami zasiadam przy tobie, Vileo!
Wy, wielcy Pillanes, przyjdziecie z pomocą, gdy świt się pojawi,
a wasza łaskawość będzie dla nas wsparciem,
Wodzu Pillanes! Czyż nie jesteście naszymi patronami?
Jutro powiecie nam, co przyniesie przyszłość
i zainspirujecie każde nasze słowo, Vileo.Moje schody są gotowe – przystrojone kwiatami copihue i mchem.
Pomóżcie nam, wielcy Vileos.
Złożę na nich moje lekarstwa z kwiatów,
moje réhué z canelo, moje réhué z wawrzynu –
wy, Vileos, wspomożecie nas.Oto przyprowadziłam mojego baranka z rozkazu Króla Niebios.
Moja włócznia jest gotowa, mam moich żołnierzy.
Ich siła sprawi, że ziemia zadrży.
Oni nadchodzą – z niebios schodzą moi żołnierze,
niosąc miecze i szable.
Radują się widokiem lekarstw i bukietów leczniczych.”
Komentarz końcowy:
Vileo, którego czczą Mapucze, to duch związany z medycyną. Samo imię Vileo oznacza język i bywa utożsamiane z machi i uzdrawianiem. Pillanes są raczej duchami niższego rzędu, którzy pomagają machis w ich praktykach – tak przynajmniej wierzą Mapucze. Pillanes mają swoje siedziby w wulkanach, natomiast Vileos są bytami wyższymi, rezydującymi w niebie.
Concepción, listopad 1912
Susabo
źródło: Mythes et Superstitions Chiliens – MACHILUHUN (Initiation de Machis) źródlo w materiale: Don Eulogio Robles – publié par la Société de Fol-Klore chilien, Annales de l’Université chilienne; opublikowano w Mystic Light Library Bulletin – New York, November 1910.
Wnioski z dzisiejszegopunktu widzenia:
To, co opisano w tekście jako rytuał inicjacyjny machi – szamanki ludu Mapuczy – to fascynujący, głęboko zakorzeniony w tradycji obrzęd, który z dzisiejszego punktu widzenia można analizować na wielu płaszczyznach: antropologicznej, psychologicznej, kulturowej i medycznej. Oto jak można na to spojrzeć:
? Z perspektywy nauk przyrodniczych i medycznych:
Zioła i rośliny lecznicze:
Canelo (Drimys winteri) i laur to rośliny, które faktycznie mają właściwości antyseptyczne, przeciwzapalne i były (i są) wykorzystywane w tradycyjnej medycynie. Użycie ich w rytuałach mogło mieć praktyczne skutki łagodzące stany zapalne, poprawiające odporność itp.
Praktyki fizyczne (ssanie, nacinanie języka):
Z perspektywy medycznej te działania mogą być potencjalnie niebezpieczne – ryzyko infekcji, urazów, szoku. Ale mogą też pełnić funkcję inicjacyjną – wywołując ekstremalne doznanie, które symbolicznie „otwiera” na nową rolę.
? Z perspektywy psychologii:
Trans, konwulsje, „omdlenia”:
Dziś można by je interpretować jako wynik silnej autosugestii, hipnozy, przeżycia emocjonalnego lub zbiorowego transu. Kontekst społeczny i oczekiwania kulturowe mogły indukować takie reakcje – podobne zjawiska obserwuje się np. w religijnych ekstazach, egzorcyzmach czy praktykach szamańskich na całym świecie.
Symboliczne „śmierć i odrodzenie”:
Rytuał często zawierał element izolacji, cierpienia, oddzielenia od społeczeństwa – to klasyczna struktura rytuału przejścia (van Gennep, Turner). Z psychologicznego punktu widzenia, takie doświadczenia mogą wzmacniać poczucie tożsamości, przynależności, ale też stanowić formę głębokiej psychicznej przemiany.
? Z perspektywy antropologii i kulturoznawstwa:
Szamanizm i role społeczne:
Machi to nie tylko uzdrowicielka, ale też pośredniczka między światem duchów a społecznością. Rytuał pełni funkcję legitymizacji jej roli i przypisanych jej kompetencji duchowych – bez inicjacji nie byłaby uznana.
Pamięć zbiorowa i transmisja wiedzy:
Pieśni, gesty, rośliny, konstrukcje – wszystko to jest elementem oralnego dziedzictwa kulturowego. Dziś wiele takich tradycji zanika – dokumentowanie ich (jak ten tekst) ma ogromną wartość poznawczą i kulturotwórczą.
⚖️ Z perspektywy etycznej i dzisiejszej nauki:
Choć niektóre elementy rytuału (np. cięcie języka, ssanie ciała) byłyby dziś uznane za kontrowersyjne lub nieetyczne, nie należy ich oceniać wyłącznie przez pryzmat współczesnych standardów. Zamiast tego lepiej patrzeć na nie jako na element integralny struktury społeczno-duchowej, która miała własne reguły, znaczenia i logikę.
? Podsumowanie:
Z dzisiejszego punktu widzenia, opisany rytuał jest psychofizycznym doświadczeniem granicznym, silnie zakorzenionym w tradycji i kosmologii ludu Mapuczy. Choć nie opiera się na medycynie evidence-based, zawiera elementy (ziołolecznictwo, psychologia grupy, trans) które znajdują dziś swoje odbicie w takich dziedzinach jak:
- medycyna tradycyjna i ziołolecznictwo,
- psychoterapia oparta na przeżyciach granicznych,
- antropologia rytuałów,
- badania nad kulturą rdzenną i tożsamością.
To cenne świadectwo duchowego świata, którego nie sposób zrozumieć bez uwzględnienia kontekstu kulturowego, duchowego i społecznego.