Ludzie Porannej Modlitwy

autor: Miss Estelle Stead

(Z przemówienia wygłoszonego na inauguracyjnym spotkaniu współpracy pomiędzy duchowieństwem a spirytystami w Grotrian Hall, w poniedziałkowy wieczór, 21 czerwca, dotyczącego czwartego z ustalonych punktów: „Wierzymy, że powinniśmy przygotowywać się do komunikacji (z tymi w innych stanach istnienia) poprzez modlitwę i medytację, tak jak powinniśmy robić to każdego dnia, zanim spotkamy naszych bliźnich.”)

Powinniśmy każdego dnia przygotowywać się poprzez modlitwę i medytację, zanim spotkamy naszych bliźnich.
Oznacza to poranną modlitwę – bardzo wczesną – w samotności z Bogiem, zanim spotkamy ludzi.

Sam na sam z Bogiem!
W jakim celu?
Dla modlitwy i medytacji.
A co to oznacza?
Modlitwa o co?
Medytacja nad czym?
I jaki jest z tego pożytek?

Można dać wiele odpowiedzi, odpowiednich dla różnych ludzi, lecz w każdej z nich istotą byłby jeden fakt.
Św. Jan Teolog napisał: „Bóg jest światłością.”
I pewne jest, że ci, którzy najbardziej zbliżyli się do Boga, mówili o wielkiej światłości, wobec której wszystkie nieistotne części ich istoty odpadają – i w której przestają istnieć.

Modlitwa i medytacja, w jakiejkolwiek przybierają formie, są więc – w swojej istocie – wchodzeniem w Światło.

Czym zatem jest nasza poranna modlitwa?
Tak jak słońce wstaje, by rozświetlić ciemniejącą ziemię, tak światło Boga świeci na nas w modlitwie i medytacji.
W obu przypadkach słońce zawsze świeci – to ziemia, obracając się ku niemu, tworzy świt.
I tak samo człowiek, zwracając swoje świadome jestestwo ku światłu Boga, tworzy każdego dnia nowy świt w swoim sercu – nowe oczyszczenie swojej duszy.

Każdego ranka, zanim spotkamy naszych bliźnich, zanim podejmiemy obowiązki dnia, powinniśmy zdjąć z naszych dusz wszelkie szaty własnej sprawiedliwości i stanąć nadzy w blasku Obecności – jak podczas porannej kąpieli słonecznej w chwale Boga.

W tym oślepiającym świetle ostatnie pozostałości naszej „szorstkości” odpadają; nasze dusze zostają oczyszczone, otrzymujemy nową duchową siłę i wyruszamy w świat, aby wykonywać „codzienny obrządek, zwykłe zadanie” – nasze małe, Bogu dane dzieło, to jedno zadanie, które mamy wykonać, i żadne inne.
Wykonując je, budujemy Nowe Jeruzalem Boga – nawet tutaj, w zielonej i pięknej Anglii.

Poranna modlitwa – umiłowana przez wszystkich Świętych w wielkich religiach!
Co mówi muzułmanin?
Pozwolę sobie zacytować piękny poemat Sir Edwina Arnolda zatytułowany „Poranna Modlitwa”:

„Módl się w południe; módl się przy zachodzącym słońcu;
módl się w nocy; lecz najbardziej wtedy, gdy noc już mija;
bo modlitwa o świcie jest z pewnością niesiona wysoko
przez aniołów zmieniających straż na Niebie.”

Jeśli chcemy wznieść się do pełni istnienia, powinniśmy naprawdę praktykować poranną modlitwę.
Nie ma innego planu, nie ma nic lepszego, co mogłoby łączyć śmiertelność z nieśmiertelnością.

Co więcej, czysta rozkosz, która przychodzi wraz z takiego rodzaju „kąpielą słoneczną”, jest tak wielka, że – raz prawdziwie poznana – staje się silnym, trwałym, tajemnym pragnieniem Boga;
pragnieniem, które obejmie całe jestestwo, utrzymując je nie tylko „w harmonii z Nieskończonością”, lecz prowadząc je pewną, choć często nieuświadomioną i niekontrolowaną drogą ku wzniosłemu przeznaczeniu ludzkości:
pełnemu wymiarowi człowieka w Chrystusie Jezusie.

Podobnie jak do naszej porannej modlitwy, tak i do spotkania oraz komunikacji z tymi, którzy żyją w innych stanach lub sferach istnienia, powinniśmy przygotowywać się wcześniej.

Mamy bowiem komunię z tak zwanymi zmarłymi – komunię, która jest miłością płynącą w obie strony.
Możemy wciąż pomagać tym, którzy odeszli; i prawdą jest, że i my możemy otrzymać pocieszenie.

Modlimy się za naszych zmarłych – i słusznie; oni wciąż żyją i potrzebują nas.

Gdy uświadomimy sobie, że poranna modlitwa na ziemi jest poranną modlitwą w niebie; że w żadnym świecie spośród niezliczonych światów w Bożym królestwie nie może istnieć doświadczenie większe niż stanie w świetle Obecności – oczyszczonym, świadomym Boga; gdy zrozumiemy, że posiadamy sekret Wyższej Służby Dusz – wtedy wszędzie, gdzie możemy dotknąć istot obdarzonych uczuciem, znajdziemy pole dla owocnego działania.

Kościoły wysyłają misjonarzy in partibus infidelium – do ziem niewiernych.
Te krainy nie ograniczają się do tego świata; a człowiek, który znał Prawdziwą Obecność w bezpośrednim doświadczeniu, jest potencjalnym misjonarzem również w sferach poza tym życiem.

Nie przychodzi się jednak jeszcze do spirytyzmu w tym duchu.
Niektórzy przychodzą, aby uzyskać pewność, że bliscy żyją dalej po śmierci.
Niektórzy przychodzą, by złagodzić swoje naturalne lęki przed śmiercią.
Niektórzy przychodzą jedynie z pospolitej ciekawości, zafascynowani opowieściami o rzeczach widzianych i słyszanych na pograniczu dwóch światów.

Niech przychodzą!
To jest przedszkole spirytyzmu – i nikt nie powinien być odsyłany.


WIĘKSZE DZIEŁO DO WYKONANIA

Ale teraz mówię do tych, którzy są nauczycielami i kaznodziejami tajemnic Boga.
Może być – i jest – pociechą widzieć naszych bliskich, nie umarłych, ale żyjących; może być – i jest – wielką radością dowiedzieć się, jak się im wiedzie.
Może być – i jest – dla nas satysfakcją wiedzieć, że życie trwa po śmierci, i dzięki temu utracić osobisty lęk przed ostatecznym odejściem.

Lecz istnieje większa rzecz do dokonania.
Naszym zadaniem jest służyć, a nie być obsługiwanymi.
Wykonujemy już pracę przedszkolną duchowego świata.
Potrzebujemy mężczyzn i kobiet, obdarzonych Duchem, którzy poprowadzą to dzieło nie tylko na granicy życia i życia po śmierci, ale daleko dalej – ku światom, które widzimy, lecz do których nie możemy dosięgnąć.

Oto miejsce, gdzie Kościoły mogłyby przyjść nam z pomocą.
W Kościołach są wielcy Święci – czy żaden z nich nie ma zdolności psychicznych?
Są też uczeni – ich wiedza nie miałaby wartości w świecie psychicznym; lecz ich wytrenowane umysły, jeśli dusze tych ludzi byłyby świadome Boga, mogłyby przynieść korzyść przewyższającą ludzkie wyobrażenie.

Jest praca do wykonania.
Gdy nasi bliscy odchodzą, są przez pewien czas w stanie niepokoju.
Możemy pomóc im znaleźć ciszę, pokój i słodkie ukojenie.
Ci, którzy zostali uwolnieni od lęku przed śmiercią, ponieważ widzieli i poznali, powinni teraz dowieść, że są godni życia, idąc ku życiu w obfitości, życiu, które Jezus pragnął dać w swoim czasie, a którego nie zdołał ustanowić.

W końcu spirytyzm jest czystą religią, tego rodzaju, jaki praktykował Jezus z Nazaretu.
Posługuje się psychizmem tak jak On – lecz psychizm nie jest spirytyzmem.
Jest zdolnością człowieka, dzięki której przechodzi on z jednego stanu istnienia do drugiego.
Spirytyzm jest stanem lub kondycją duszy, w której człowiek odkrywa, że jego istota jest w swej żywotnej naturze identyczna z naturą Boga – dziecko Boga.
To odkrycie przychodzi wraz z nagłym rozbłyskiem światła w jego wnętrzu – światła, „które oświeca każdego człowieka, gdy przychodzi na świat”.

Spirytyzm dzisiejszy jest wciąż sprawą górnych pokoi i prostolinijnych ludzi poza obrębem Kościołów; lecz zawiera w sobie zasadę powszechności.
Szybko rozprzestrzenia się po całej ziemi.
Zstępuje do piekieł, wstępuje do nieba – prowadzi człowieka śmiertelnego ku Obecności Boga.

W miarę jak postępuje przez sfery, spirytysta oświetla te sfery; a gdy w końcu staje przed Bogiem, w samym świetle Boga, oczyszczony i odnowiony, staje się – poprzez zgromadzone doświadczenie – godnym żołnierzem w armiach Boga, które „na Jego rozkaz spieszą i przemierzają ląd i ocean bez wytchnienia – duchy posłane, aby służyć tym, którzy mają odziedziczyć zbawienie”.

Spirytyzm nie potrzebuje instytucjonalizmu żadnego rodzaju; może zawsze stworzyć instytucje, których potrzebuje.
Spirytyzm potrzebuje mężczyzn i kobiet o wysokiej intelektualnej uczciwości, lecz z umysłami otwartymi i chętnymi do nauki.
Ludzi obdarzonych rozwiniętą – i wciąż rozwijającą się – zdolnością psychiczną, lecz przede wszystkim Mieszkańców Światła, Mężczyzn i Kobiet Porannej Modlitwy.

źródło: MEN OF THE MORNING PRAYER; Light on Spiritualism and Psychical Research, Thursday, July 4, 1935.