Dziecięce Jasnowidzenie

autor: pani M. L. Cadell

W jednym z ostatnich numerów Light ukazały się interesujące relacje dotyczące jasnowidzenia u dzieci. Ponieważ każdy dobrze udokumentowany przypadek wzmacnia łańcuch dowodów, przedstawiam poniżej zdarzenie, które miało miejsce na moich własnych oczach. Spisałam je wówczas na bieżąco.

Powinnam może wyjaśnić, że mój syn, poległy na wojnie, wykazywał bardzo szczególne zainteresowanie swoim pierwszym bratankiem. Podczas seansu z panią Osborne Leonard, sześć miesięcy przed narodzinami dziecka, wyraził wielką radość i powiedział, że będzie mógł wywierać wpływ na swojego siostrzeńca. Ponieważ znaczna część tego, co przekazuje, pojawia się jego własnym głosem, rodzi to silne przekonanie, że słucham jego prawdziwych myśli.

W styczniu 1932 roku siedziałam późnym popołudniem sama w domu jego rodziców, z moim wnukiem – dwuletnim chłopcem – na kolanach. Zasłony były zasunięte; w kominku płonął jasny ogień, lecz światło jedynej lampy było słabe. Zrezygnowałam z prób pokazywania dziecku obrazków i zamiast tego bawiliśmy się w „zabawę w świnkę” palcami jego dłoni; jego rolą było w odpowiednim momencie zawołać „Wii, wii!”. Wspominam ten drobny szczegół ze względu na to, co nastąpiło później.

John bawił się znakomicie. Nagle zauważyłam, że szybko spojrzał za siebie. Minutę później spojrzał ku górnej części drzwi – albo tuż obok nich – i zawołał radośnie: „PAN!”. W chwili, gdy to powiedział, ogarnęło mnie bardzo wyraźne uczucie – niezwykle rzadkie w moim przypadku – obecności mojego syna. John nie powiedział już nic więcej. Zaczęłam się intensywnie zastanawiać, czy naprawdę zobaczył swojego wuja; dlatego, krótko przed kolejnym seansem z panią Osborne Leonard, zapisałam pytanie w tej sprawie. Mam zwyczaj robić to wcześniej, zamiast zadawać pytania w trakcie seansu.


WYJAŚNIENIE SPRAWY

Z tego, co zostało powiedziane podczas seansu, wnioskuję, że mój syn bardzo pragnął jasno dać do zrozumienia, iż próbował się ukazać. Podniósł ten temat dwukrotnie w trakcie spotkania.

„Pomagał swojej siostrze… chciał, by jej to przekazano. Oddziaływał na W. Myślałem, że za chwilę możesz mnie zobaczyć. Ktoś inny mnie widział. Byłem tam. To byłem ja sam. Próbowałem się pokazać… To nie ty ani jego siostra go zobaczyli. Cieszył się, że zobaczył W.W. Był widziany obok czegoś.”

„On naprawdę mnie widział. Ten mały chłopiec, o którym się zastanawiałaś. Lubi go. Nie znał go na ziemi. Bardzo się z niego cieszy. Zamierza się nim opiekować… Chcę, żebyś go kochała, dopóki jesteś tutaj; potem będziemy mogli pomagać mu razem.”

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nazywając Johna „W.W.”, nawiązywał do zabawy w świnkę, w którą się bawiliśmy – co stanowi dowód, że był z nami w pokoju.

Kilka miesięcy po tym zdarzeniu John przyjechał do mnie na pobyt. Pierwszego ranka wniesiono go do mojej sypialni i posadzono na łóżku. Wzięłam fotografię mojego syna Richarda i podałam ją Johnowi. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu wybuchnął on salwami śmiechu. Przez napady niekontrolowanego rozbawienia powtarzał:
„Richard! jego ząb! jego ząb!”

Na fotografii nie widać żadnego zęba; jest to pogodny portret z uśmiechniętymi oczami i – moim zdaniem – zdecydowanie najlepsze podobieństwo mojego syna, jakie posiadamy.

W domu dziecka nie ma żadnej fotografii mojego syna, a szkic kredkowy, który posiadamy na dole, jest znacznie poważniejszy i zupełnie inny.

Wydawało się więc, jakby istniał jakiś żart między niemowlęciem a jego wujem i że mógł go widzieć, gdy był sam.

Niedawno ponownie pokazałam Johnowi tę fotografię. Ma teraz cztery lata. Spojrzał na nią obojętnie. Powiedziałam:
„To jest wujek Richard.”
„Kto to jest Richard?” – zapytał.

Najwyraźniej jego wczesne jasnowidzenie całkowicie go opuściło!

źródło: CHILD CLAIRVOYANCE;  Light on Spiritualism and Psychical Research, August 17, 1934.