Ci, którzy czytali Our Mutual Friend, do którego nawiązano w rubryce „Notes by the Way” w zeszłym tygodniu, pamiętają zapewne Fanny Cleaver, bohaterską małą garbuskę, opisywaną rozmaicie jako „Jenny Wren”, „krawcowa szyjąca sukienki dla lalek” oraz „głowa domu”. Wybieramy poniższy fragment z tej książki jako mający osobliwie psychiczne znaczenie. Pochodzi on z rozdziału II, księgi II, opisującego wizytę złożoną „Jenny Wren” przez Eugene’a Wrayburna i Lizzie Hexam. „Jenny Wren” mówi:
„Dziwię się, jak to się dzieje, że kiedy siedzę tutaj sama latem i pracuję, pracuję, pracuję, czuję zapach kwiatów.”„Jako człowiek przyziemny powiedziałbym” — podsunął leniwie Eugene, bo zaczynał już być znużony osobą będącą głową domu — „że czujesz zapach kwiatów dlatego, że po prostu czujesz zapach kwiatów.”„Nie, wcale nie” — odrzekło małe stworzenie, opierając jedno ramię o poręcz krzesła, wspierając brodę na dłoni i patrząc niewidzącym wzrokiem przed siebie. — „To nie jest okolica pełna kwiatów. Wprost przeciwnie. A jednak, kiedy siedzę przy pracy, czuję zapach kwiatów rozciągających się na mile. Czuję róże tak wyraźnie, że aż wydaje mi się, iż widzę płatki róż leżące na podłodze całymi stosami, koszami. Czuję zapach opadłych liści tak mocno, że opuszczam rękę — tak — i spodziewam się usłyszeć ich szelest. Czuję białogłóg i różowy majowy kwiat w żywopłotach, i wszelkiego rodzaju kwiaty, pośród których nigdy nie byłam. Bo w swoim życiu widziałam ich naprawdę bardzo mało.”„To muszą być przyjemne wyobrażenia, droga Jenny!” — powiedziała jej przyjaciółka, rzucając spojrzenie ku Eugene’owi, jakby chciała go zapytać, czy nie zostały dane temu dziecku jako rekompensata za poniesione straty.„Tak myślę, Lizzie, kiedy do mnie przychodzą. A te ptaki, które słyszę! Och!” — zawołało małe stworzenie, wyciągając rękę i patrząc w górę — „jak one śpiewają!”Było w jej twarzy i geście przez tę chwilę coś naprawdę natchnionego i pięknego. Potem broda znów spoczęła zadumanie na dłoni.„Myślę, że moje ptaki śpiewają piękniej niż inne ptaki, a moje kwiaty pachną piękniej niż inne kwiaty. Bo kiedy byłam małym dzieckiem” — powiedziała tonem, jakby to było całe wieki temu — „dzieci, które widywałam wczesnym rankiem, bardzo różniły się od wszystkich innych dzieci, jakie kiedykolwiek widziałam. Nie były takie jak ja; nie były zziębnięte, zalęknione, obdarte ani bite; nigdy nic ich nie bolało. Nie były podobne do dzieci sąsiadów; nigdy nie sprawiały, że drżałam cała od ich przenikliwych krzyków, i nigdy się ze mnie nie wyśmiewały. A jak wiele ich było! Wszystkie w białych szatach, z czymś lśniącym przy brzegach i na głowach — czymś, czego nigdy nie umiałam odtworzyć w swojej pracy, choć tak dobrze to pamiętam.Schodziły ku mnie długimi, jasnymi, ukośnymi rzędami i wszystkie razem mówiły: ‘Kto tu cierpi? Kto tu cierpi?’ Gdy mówiłam im, kto to jest, odpowiadały: ‘Chodź bawić się z nami.’ Kiedy mówiłam: ‘Nigdy się nie bawię! Nie umiem się bawić!’, krążyły wokół mnie, podnosiły mnie i sprawiały, że stawałam się lekka. Wtedy wszystko było rozkoszną łatwością i odpoczynkiem, aż kładły mnie z powrotem i mówiły wszystkie razem: ‘Miej cierpliwość, a znów przyjdziemy.’Ilekroć wracały, zawsze wiedziałam, że nadchodzą, zanim jeszcze ujrzałam długie jasne szeregi, bo z daleka słyszałam, jak pytają wszystkie razem: ‘Kto tu cierpi? Kto tu cierpi?’ A ja wołałam: ‘O, moje błogosławione dzieci, to biedna ja. Zlitujcie się nade mną. Weźcie mnie i uczyńcie lekką!’”
źródło: Dream Children; LIGHT – A Journal of Psychical, Occult, and Mystical Research, July 10, 1915.