Samuel, widzący, przemówił do króla Saula przez kobietę z Endor
Przemówienie wygłoszone w kościele w Risby, Suffolk,
przez rektora, wielebnego A. F. Weblinga
Co mamy myśleć o tej dziwnej historii z dwudziestego ósmego rozdziału Pierwszej Księgi Samuela?
Spróbujmy przejść przez tę opowieść i ustalić jej znaczenie.
Historia zaczyna się od słów, że „Samuel umarł, a cały Izrael opłakiwał go”. I mieli ku temu powody, ponieważ przez całe swoje życie – od chwili, gdy matka jako chłopca oddała go na służbę staremu kapłanowi Helemu, aż po lata dojrzałe – był prawdziwym przyjacielem swoich rodaków. Stał się ich prorokiem, kapłanem i pierwszym ministrem w jednej osobie.
Wkrótce po jego śmierci Izraelici mieli dobry powód, by żałować, że ów mądry starzec nie żyje już na ziemi, by dodać im odwagi i rady. Oto bowiem ich odwieczni wrogowie, Filistyni, ponownie wtargnęli do kraju i rozbili obóz w Szunem. Oznacza to, że ich armia wkroczyła aż w samo serce Palestyny.
Saul, król Izraela, zebrał swoje wojska i rozłożyli się oni obozem na zboczach wzgórz naprzeciw Szunem, gdzie stali Filistyni, oddzieleni jednak głęboką doliną Jizreel. Z wyżyn przy swoim obozie Saul mógł wyraźnie widzieć nieprzyjaciela – i nie sprawiało mu to najmniejszej przyjemności. Przeciwnie, gdy zobaczył wielką armię, która przeciw niemu nadciągnęła, opowieść mówi, że „uląkł się, a serce jego bardzo się zatrwożyło”.
W swoim utrapieniu zwrócił się do Boga po pomoc i wskazówkę, lecz niczego nie otrzymał. „Pan mu nie odpowiedział ani przez sny, ani przez proroków.”
Słowa te pokazują, że nie było wówczas niczym niezwykłym otrzymywanie wskazówek przez żywe sny lub przez rady „widzących”, czyli proroków, którzy w pewnej mierze potrafili zajrzeć w przyszłość. Ale Samuel, wielki prorok, na którym zwykli polegać, odszedł już z tego świata. Cóż mógł zrobić nieszczęsny, zagubiony król?
Uczynił coś bardzo niezgodnego z własnymi zasadami, jak wielu innych ludzi znajdujących się w rozpaczliwym położeniu.
Historia mówi: „Wtedy rzekł Saul do swoich sług: Poszukajcie mi kobiety mającej ducha znajomego, abym poszedł do niej i zasięgnął u niej rady”.
Był to czyn niekonsekwentny, ponieważ gdy został królem, gorliwie wykonywał to prawo Mojżeszowe, które znajdujemy zarówno w Księdze Wyjścia, jak i w Księdze Kapłańskiej, a które mówi: „Czarownicy nie zostawisz przy życiu”. A teraz sam zamierzał skorzystać z pomocy jednej z takich „czarownic”, o ile uda się ją znaleźć.
Czarownice i czarnoksiężnicy
Zatrzymajmy się jednak na chwilę i zastanówmy, dlaczego prawa Mojżesza nakazywały skazywać „czarownice” i „czarnoksiężników” na śmierć.
Niestety, nie wiemy dostatecznie dużo o tamtych czasach, aby mieć pewność co do przyczyny tego, co wydaje się bardzo okrutnym prawem. Najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie jest jednak takie: zanim Żydzi podbili Palestynę, zamieszkiwały ją narody, których religie miały charakter bardzo zdeprawowany. Z niektórymi z tych religii wiązało się przekonanie, że pewne osoby są w stanie kontaktować się z niewidzialnymi mocami ciemności i że te złe duchy pomagają im rzucać klątwy na ludzi, które potem się „spełniają”, oraz czynić inne podobnie straszne rzeczy.
Pamiętacie, że kiedy dzieci Izraela weszły do Ziemi Obiecanej, surowo zakazano im mieć cokolwiek wspólnego z religiami ludów, które żyły tam wcześniej, ponieważ były to religie upadłe. Szczególnie zaś nie wolno im było mieć nic wspólnego z mężczyznami i kobietami, zwanymi odpowiednio czarnoksiężnikami i czarownicami, którzy mieli działać – i być może rzeczywiście działali – we współpracy ze złymi duchami.
Dlatego właśnie Prawo Mojżeszowe wydało ten surowy – a dla nas okrutny – nakaz, że wszyscy tacy ludzie mają zostać skazani na śmierć.
Lecz ten nakaz, który być może był konieczny albo przynajmniej użyteczny w warunkach panujących w dawnej Palestynie, został już wtedy, a potem wielokrotnie później, użyty do zadawania wielkiego cierpienia ludziom, którzy zdają się posiadać niezwykłe zdolności, lecz nie wykorzystywali ich w złych celach. Przeciwnie, służyły one dobru ich bliźnich.
A jednak dobrych i złych wrzucono do jednego worka. Wskutek błędnego rozumienia tego, czemu naprawdę miało służyć to Prawo Mojżeszowe, tysiące i tysiące zupełnie niewinnych osób cierpiały i traciły życie jeszcze do czasów sprzed zaledwie kilkuset lat tylko dlatego, że posiadały dary, których zwykli ludzie nie rozumieli. Uznawano więc te nieszczęsne osoby za „czarownice” i „czarnoksiężników”, których – jak sądzono – Biblia nakazuje zgładzić.
Kobieta z Endor jako medium
Kiedy więc Saul, w swoim wielkim pragnieniu pomocy, powiedział do sług: „Poszukajcie mi kobiety mającej ducha znajomego, abym poszedł do niej i zasięgnął u niej rady”, słudzy odpowiedzieli: „Oto jest kobieta mająca ducha znajomego w Endor”.
Z tego, co wydarzyło się później, gdy Saul do niej poszedł, widzimy, że była ona jedną z tych osób, które w naszych czasach nazwano by medium – to znaczy kimś, za czyim pośrednictwem można nawiązać kontakt z osobami, które przeszły do Następnego Świata.
Choć odeszli z tego świata, zmarli często nadal żywo interesują się tymi, których tu pozostawili, i nieraz pragną dać im znać o swoim dalszym istnieniu i miłości. Osoby pogrążone w żałobie czasami odczuwają bliskość tych, których utraciły na pewien czas przez to, co zwykle nazywa się śmiercią. Niektórzy są całkowicie pewni tej bliskości – słyszałem o tym od trzech czy czterech osób z naszej własnej wioski – inni natomiast nazwaliby to wyobraźnią.
Wydaje się jednak, że istnieje kilka osób, które rzeczywiście zarówno widzą, jak i słyszą rzeczy ukryte przed większością z nas. To, że nie jest to wyobraźnia, pokazuje fakt, iż kiedy opisują kogoś, kogo widzą, i przekazują wiadomość od niego, człowiek żyjący na ziemi mówi: „Dlaczego, to musi być mój ojciec” albo „mój mąż”, „bo właśnie tak wyglądał i właśnie tak by mówił”. A przecież osoba, która podała opis i wiadomość, nigdy tego człowieka nie widziała, a nawet o nim nie słyszała, gdy żył na ziemi, i nic o nim nie wiedziała.
Wygląda więc na to, że tacy ludzie naprawdę widzą i słyszą więcej niż reszta z nas.
Ta kobieta, do której udał się Saul, wydaje się być całkowicie autentycznym przykładem osoby posiadającej ten niezwykły dar, który w Szkocji nazywa się „second sight”, czyli „drugim widzeniem”.
Saul wzywa Samuela
Przypuszczam, że Saul wstydził się trochę prosić o pomoc jedną z tych biednych osób, które sam wcześniej prześladował, lecz która zdołała jakoś uniknąć zagłady. W każdym razie czytamy, że „przebrał się i włożył inne szaty, i poszedł, a z nim dwóch mężów, i przyszli do kobiety nocą. I rzekł: Proszę cię, wróż mi przez ducha znajomego i wywołaj mi tego, którego ci wskażę”.
Słowa te znaczą, że Saul trafnie rozumiał, iż kobieta ta miała przyjaciela w Tamtym Świecie, który współdziałał z nią, próbując umożliwiać ludziom kontakt z tymi po Drugiej Stronie, od których chcieli otrzymać wiadomość. To właśnie znaczy określenie „duch znajomy”.
Kiedy Saul mówi: „Wywołaj mi tego, którego ci wskażę”, wyraża przekonanie – które, obawiam się, nawet niektórzy chrześcijanie wciąż jeszcze podzielają – że zmarli znajdują się pod ziemią wraz ze swymi ciałami.
Biedna kobieta, obawiając się o życie, że oto została podstępnie sprowokowana i wydana na śmierć jako czarownica, odpowiedziała: „Ty przecież wiesz, co Saul uczynił, jak wytępił tych, którzy mają ducha znajomego. Czemu więc zastawiasz sidła na moje życie, aby mnie przyprawić o śmierć?”
Na to Saul odpowiedział: „Jako żyje Pan, nie spotka cię za to żadna kara”.
To ją uspokoiło i powiedziała: „Kogo mam ci wywołać?”
A on rzekł: „Wywołaj mi Samuela”.
Wydaje się, że sędziwy zmarły prorok rzeczywiście ukazał się jej, chociaż pozostali go nie widzieli, bo „krzyknęła donośnym głosem” i powiedziała królowi: „Dlaczego mnie oszukałeś? Ty jesteś Saul!” Być może Samuel sam jej to objawił.
Król polecił jej, by się nie bała, lecz powiedziała mu, co widzi, bo najwyraźniej sam niczego nie widział. Odpowiedziała, że widzi starca odzianego w płaszcz lub długą szatę. Wtedy czytamy: „Saul poznał, że to Samuel, i pochylił się twarzą ku ziemi, i oddał pokłon”.
Samuel przemówił wtedy i zapytał, dlaczego Saul chciał z nim rozmawiać. Saul odpowiedział: „Jestem w wielkim ucisku, bo Filistyni walczą przeciwko mnie, a Bóg odstąpił ode mnie i już mi nie odpowiada. Dlatego wezwałem cię, abyś mi oznajmił, co mam czynić”.
Na to Samuel odrzekł: „Czemu więc pytasz mnie, skoro Pan odstąpił od ciebie?” A potem przeszedł do przepowiedzenia tego, co miało nastąpić: „Pan wyda Izraela, wraz z tobą, w ręce Filistynów, a wkrótce ty i twoi synowie będziecie ze mną”.
Kobieta dobrego serca
Wieść o nadchodzącej klęsce i śmierci całkowicie przytłoczyła nieszczęsnego króla i czytamy: „Wtedy Saul zaraz padł całym swym ciałem na ziemię i bardzo się uląkł z powodu słów Samuela; nie było też w nim siły, bo nie jadł chleba przez cały dzień ani przez całą noc”.
Wtedy właśnie ta biedna, oczerniana, dobrego serca kobieta – bez śladu niechęci do człowieka, który jeszcze niedawno chętnie skazałby ją na śmierć – podeszła do leżącego króla i powiedziała: „Posłuchaj głosu swojej służebnicy i pozwól, że położę przed tobą kawałek chleba; jedz, abyś nabrał sił, gdy wyruszysz w drogę”.
Początkowo odmówił, lecz czytamy, że „jego słudzy wraz z kobietą przymusili go”. Niebawem miała gotowy posiłek, a gdy zjedli, Saul i jego słudzy odeszli jeszcze tej samej nocy.
To właśnie ta dziwna historia dotarła do nas poprzez pamiętniki zestawione przed tysiącami lat i nazwana przez nas Pierwszą Księgą Samuela. Można z niej wyciągnąć wiele nauk, nad którymi warto się zastanowić.
Z pewnością bardzo wyraziście przypomina nam o bliskości Niewidzialnego Świata i o zainteresowaniu, jakie wciąż żywią ci, którzy się w nim znajdują, wobec przyjaciół pozostawionych tutaj. Samuel musiał powiedzieć Saulowi kilka twardych słów, ale dość mu na nim zależało, by zadać sobie trud przekazania wiadomości człowiekowi, który o nią prosił.
Uczymy się również, aby nie osądzać i nie potępiać nikogo, którego działań naprawdę nie rozumiemy, tylko dlatego, że świat go potępia. Kobieta z Endor posiadała dary, które mogłyby pomóc Saulowi o wiele bardziej, gdyby nie gardził takimi ludźmi aż do chwili, gdy było już za późno, by mogli zdziałać wiele.
A szczególnie w przebaczającym i serdecznym postępowaniu tej kobiety wobec człowieka, który był dla niej tak okrutny, a któremu mimo to tak chętnie pomogła w potrzebie, widzimy, że można wiele wycierpieć, a jednak nie stać się zgorzkniałym.
„Miłość długo cierpi, lecz wciąż pozostaje łaskawa.”
(Uwaga. – To, że przemówienie to zostało wygłoszone w kościele parafialnym przez rektora, można uznać za dowód, że przesłanie spirytyzmu może być przekazane „ortodoksyjnemu” zgromadzeniu bez obrażania go i z pełną szansą na oświecenie słuchaczy. – REDAKTOR.)
źródło: A Bible Seance; Light – A JOURNAL OF SPIRITUALISM, PSYCHICAL, OCCULT AND MYSTICAL RESEARCH, THURSDAY, November 28, 1940.