Wpływ różnych roślin itp. na osoby wrażliwe
W odpowiedzi na zapytanie „E.T.B.” dotyczące udokumentowanych przypadków udanego różdżkarstwa mogę podać następujący:
W listopadzie ubiegłego roku źródło wody zaopatrujące mój dom nagle wyschło i konieczne stało się ustalenie przyczyny lub znalezienie nowego źródła. Mając pełne zaufanie do różdżki, zwróciłem się do znanego „Brunnen Schmecker”, czyli poszukiwacza wody, mieszkającego we wsi Küssnacht, kilka mil stąd – nawiasem mówiąc, w klasycznej okolicy, bardzo blisko miejsca, gdzie według legendy o Tellu szwajcarski bohater miał zastrzelić tyrana Gesslera.
Miałem więcej wiary w mojego przyjaciela, poszukiwacza wody – dosłownie „degustatora wody” – niż w historyczną prawdziwość legendy o Tellu, ponieważ podobne opowieści pojawiają się w innych krajach, wskazując raczej na to, że mamy do czynienia z kolejną adaptacją lub pozostałością nieskończonej serii mitów o bohaterach słońca, słynących z nieomylnego oka w strzelaniu z łuku. Ciekawym faktem – o ile wiem dotąd nieodnotowanym w sporze o Tellu – jest, że w jednym z północnoazjatyckich języków słowo „Tell” oznacza słońce.
„Magik” – bo tak nazywa go wielu okolicznych mieszkańców, podczas gdy inni mają go za oszusta – który jest z zawodu balwierzem-chirurgiem, odwiedził mnie dwukrotnie. Znalazłem w nim człowieka bardzo inteligentnego, bez najmniejszego śladu szarlatanerii, całkowicie przekonanego o prawdziwości swojej mocy. Przeszedł teren z leszczynową różdżką w dłoni, a ja mu towarzyszyłem. Dzięki jednoznacznemu, opadającemu ruchowi różdżki wskazał nie tylko, gdzie znajduje się woda, lecz także przebieg dwóch podziemnych strumieni, mówiąc, który z nich niesie większą ilość wody oraz na jaką głębokość trzeba będzie kopać – od 11 do 14 stóp.
Kazałem wykopać oba wskazane miejsca. W jednym natrafiłem na twardą skałę i trochę wody, lecz za mało, chyba że kopano by głębiej. Spróbowałem więc drugiego miejsca – tam znalazłem obfite źródło, nieco głębiej, niż przewidział, ale niewiele. Wodę tę doprowadziłem następnie rurami do domu.
Ten człowiek zwykle używa leszczyny, choć powiedział mi, że inne drewno również działało, lecz nie tak skutecznie – stąd zapewne nazwa „witch hazel” („czarodziejska leszczyna”). Trzymał różdżkę bardzo mocno w jednej dłoni, wyciągniętej poziomo. Gdy ta zaczynała się poruszać w górę i w dół – znak obecności wody – mówił, że czuje osobliwe, silne wrażenie w dłoni i w dolnej części ramienia aż do łokcia, jakby jego ramię było gwałtownie pociągane przez zewnętrzną siłę.
Starałem się zrozumieć zasadę, na podstawie której oblicza głębokość wody, lecz nie udało mi się tego pojąć – częściowo przez trudność w zrozumieniu jego dialektu, lucerneńskiej odmiany niemieckiego, która znacznie różni się od klasycznego niemieckiego i jest spokrewniona z niskoniemieckim i starosaksońskim angielskim. Jeden z tutejszych flisaków powiedział kiedyś do mnie: „I muss go”, co w klasycznym niemieckim brzmiałoby „Ich muss gehen”.
Owa osobliwa sensacja w dłoni i ramieniu była niewątpliwie wywołana przez prąd magnetyczny – lub inną subtelną, ezoteryczną właściwość płynącą z wody i przekazywaną przez pewną naturalną zgodność lub przyciąganie do drewna leszczyny, a stamtąd do nerwów człowieka. Drewno wydaje się działać jako przewodnik, czyli medium, pomiędzy ukrytymi właściwościami wody a osobą wrażliwą – tak jak człowiek-medium przewodzi duchowe siły istot z niewidzialnego świata. Powiedział mi też, że potrafi odnajdywać metale w podobny sposób.
Leszczyna była ceniona za tę właściwość od najdawniejszych czasów – starożytni wspominali o niej w związku z różdżkarstwem i innymi formami wróżenia. Klasyczne i inne źródła na ten temat zostały zebrane w przypisie na stronie 189 pierwszego tomu „Creuzer’s Symbolik” (Lipsk, 1819).
Leszczyna wywierała też niezwykły wpływ na Senną Wizjonerkę z Prevorst, jedną z najznamienitszych sensytyw w historii. Silnie działał na nią również laur, podobnie jak na kapłanki Delf, które machały liśćmi nad głową, zanim wydały wyrocznię; także trójnóg, na którym siedziały, był obwieszony liśćmi laurowymi. Z powodu tej okultystycznej mocy laur stał się święty dla Apolla, boga natchnienia. W świątyniach Asklepiosa – starożytnych szpitalach – lauru używano, by wywołać sen i sny.
Leszczyna powodowała, że Wizjonerka nie mogła zasnąć; orzechy włoskie wywoływały uczucie życzliwości; nagietek – ból głowy; biała lilia – chłód, wizje i fantazje; fioletowe promienie słońca pogrążały ją w stan mesmeryczny, a czerwone powodowały katalepsję. Dziurawiec zwyczajny miał na nią ogromny wpływ, a Paracelsus przypisywał mu wielką moc i używał jako amuletu przeciw siłom demonicznym. Wizjonerka w stanie somnambulicznym wskazała wykonanie amuletów z dziurawca, chininy, rumianku, tataraku, tymianku, nagietka, pomarańczy i lauru.
Kerner, w swojej biografii Wizjonerki, cytując Del Rio, wspomina o plemieniu Zahuris (uważam, że jest to zniekształcenie słowa „Zingaris”, czyli Cyganie), które potrafiło „widzieć” lub odczuwać obiekty ukryte pod ziemią – wodę, metale, ciała zmarłych. Gamache, Portugalczyk żyjący na początku XVIII wieku, miał tę samą zdolność. Zschokke wspomina o młodej dziewczynie słynącej z różdżkarstwa, a Ritter przeprowadził liczne eksperymenty z chłopem o nazwisku Campetti. Czytałem też kiedyś o angielskiej arystokratce z początków XIX wieku, która miała ten dar w niezwykłym stopniu.
Eksperymenty Kernera badające wpływ licznych obiektów naturalnych na Wizjonerkę – różnych roślin, kwiatów, kamieni, minerałów – są niezwykle interesujące, ujawniają bowiem ukryte właściwości natury i ludzkiej duszy. Aby je poznać, należy sięgnąć do niemieckiego oryginału „Das Leben der Seherin von Prevorst”, gdyż w mocno skróconym tłumaczeniu pani Crowe wspomniano o nich zaledwie pobieżnie. Temat ten omawia także cenna praca profesora Perty’ego: „Die Mystischen Erscheinungen der Menschlichen Natur”.
Sprowadziłem profesora geologii, by zbadał mój teren i zobaczył, czy potrafi pomóc w znalezieniu wody. Choć zaserwował mi wiele naukowych terminów i rozważań, nie był w stanie udzielić żadnej praktycznej rady – a za jego wykład zapłaciłem sowite honorarium. Tymczasem „magik” – który natychmiast znalazł, a raczej „posmakował” wodę – prawie się nie odzywał i wziął tylko pięć franków.
Nie miałem wątpliwości, że poszukiwacz wody jest medium, więc poprosiłem go o seans przy stole, lecz wymigiwał się, najwyraźniej wiedząc coś o obracaniu stołu, lecz bojąc się powiązań z takimi „heretyckimi” praktykami – zapewne pod wpływem miejscowego kleru, bardzo bigoteryjnego i przeciwnemu temu, by jego „owce” zdobywały jakąkolwiek wiedzę poza tą, którą sami im podają – a której celem jest utrzymanie ich dusz i kieszeni w ścisłym i bezmyślnym podporządkowaniu ich władzy.
W starym dziele, które posiadam, autorstwa Pietro Matthioliego, uczonego włoskiego lekarza z XV wieku, opartym na Dioskurydesie, znajduje się opis rośliny „Hypericum” zawierający m.in. następujące zdanie:
„Niektórzy twierdzą, że roślina ta jest tak znienawidzona przez diabły, iż jeśli ją spalisz i pozwolisz jej dymić, wszelkie diabły znajdujące się w domu natychmiast uciekną; stąd nazwano ją ‘Wypędzaczem diabłów’ (caccia diavoli) oraz ‘Tą, która przepędza demony’ (fuya demoni).”
– „Discorsi di Pietro Matthioli”, Wenecja 1622, s. 612
Byłoby niezwykle interesujące, gdyby przeprowadzono eksperymenty z tą rośliną podczas seansów, w których pojawiają się duchy nieukończone, elementale, demony – czy jakąkolwiek nazwę się im nada – które czasem wywołują zakłócenia. Pan Varley podaje przepis mineralny przeciw takim istotom – dlaczego więc nie wypróbować roślinnego?
Najwyraźniej Paracelsus przejął tę właściwość dziurawca od Dioskurydesa. Nie udało mi się tu, gdzie nie ma dobrych bibliotek, ustalić, skąd nazwa „ziele św. Jana”. Może św. Jan rzeczywiście pomaga wypędzać demony.
Lucerna
– A. J. C.
Drugi korespondent pisze:
Nie mogę ujawnić nazwisk, ale znam dżentelmena z południowego zachodu Anglii, który niedawno z powodzeniem zatrudnił starszego mężczyznę – mieszkańca przytułku – do odnalezienia wody na swojej ziemi. Człowiek ten, podobnie jak opisany przez „P.W.”, wykrył również ukryte źródło w domu. Uważam, że moc tkwi w operatorze, nie w instrumencie, gdyż tylko niektórzy ludzie potrafią dokonać takiego eksperymentu.
W tym przypadku użyto sprężyny od zegarka, a nie różdżki. Gdy przechodzono nad ukrytą wodą, sprężyna zwijała się tak mocno, że mężczyzna ledwo mógł ją utrzymać. Ponieważ często używa się leszczyny, sugestia „P.W.”, że istnieje szczególne przyciąganie między wodą a wierzbą, nie wyjaśnia tego zjawiska.
Byłoby ciekawe ustalić, czy osoby posiadające ten dar są również „mediami”.
21 stycznia 1881
– J. L. B.
źródło: USE OF THE DIVINING ROD; New Age Interpreter, No. 56.—Vol. H. SATURDAY, JANUARY 28, 1882.