autor: Charles E. Benham
Garth Wilkinson, jeden z najgłębszych badaczy literatury Emanuela Swedenborga, posuwa się aż do stwierdzenia, że Swedenborg był jedynym teologiem, który nie był mistykiem. Gdyby nie szacunek należny erudycji doktora Wilkinsona, mogłoby się to wydawać twierdzeniem przewrotnym wobec powszechnego przekonania, że Swedenborg, jeśli nie był naczelnym spośród mistyków, to przynajmniej był jednym z ich najpotężniejszych przywódców.
Rozważając jednak tę kwestię, trzeba przede wszystkim pamiętać, jak luźno i różnorodnie stosuje się termin „mistyk”. Nieścisłość ta bierze się zapewne stąd, że mistycyzm jest dla wielu, jeśli nie dla większości ludzi, księgą zamkniętą na siedem pieczęci; w konsekwencji każdy system teologiczny, który również pozostaje dla nich nieprzenikniony, odruchowo zaliczają do kategorii mistycyzmu. Poglądy mistyków są dla większości mylące i niezrozumiałe, a zatem wszystko, co mylące i niezrozumiałe, uznaje się za mistyczne. Oczywiście jest to wniosek skrajnie nielogiczny. Język chiński może być niezrozumiały, ale nie każdy niezrozumiały język jest przez to chiński.
Przypomina się tu ojciec Samuela Wellera, którego niechęć do poezji doprowadziła do przypuszczenia, że wszystko, co wydawało mu się niesmaczne w liście miłosnym syna, „trąciło poezją”. Porównanie to może wydawać się lekkie, lecz bynajmniej nie jest niestosowne, gdyż nieuchwytna i nieprzekazywalna zdolność odczuwania poezji jest bardzo trafnym symbolem pokrewnego daru duchowego rozeznania, który pozwala niektórym ludziom docenić mistycyzm, podczas gdy ci, którzy tego daru nie posiadają, daremnie szukają w nim „znaczenia” i dochodzą do wniosku, że nie ma go wcale.
Istota rzeczy polega jednak na tym, że w potocznej mowie utrwaliło się bardzo zniekształcone, a zarazem szeroko rozpowszechnione przekonanie, iż mistycyzm oznacza pewien rodzaj „mglistycyzmu”. Fałszywe, jak jest to pojęcie, tak głęboko zakorzeniło się w ludzkim myśleniu, że mistycyzm zaczął być nieuchronnie kojarzony z doktrynami mniej lub bardziej fantastycznymi, niejasnymi, niedookreślonymi, lekceważącymi rozum i niezrozumiałymi dla zdrowego rozsądku. Rzeczywiście, zważywszy na żargon niektórych osób, które ukryły się pod szyldem kultu mistycyzmu, trzeba przyznać, że taki zarzut nie jest całkiem bezpodstawny.
Niewątpliwie właśnie w tym sensie — popularnym, a zarazem obecnym nawet w niektórych definicjach słownikowych — Garth Wilkinson twierdzi, że stale jasne i precyzyjne ujmowanie doktryny chrześcijańskiej przez Swedenborga jako jedyne było wolne od wszelkiej domieszki mistycyzmu. Sam Swedenborg wypowiada się podobnie w kilku miejscach swoich pism, zwłaszcza w dziele „Prawdziwa religia chrześcijańska”, gdzie potępia dominującą w jego czasach wiarę Kościoła jako „mistyczną i zagadkową w każdym punkcie”. Jest jednak oczywiste, że używa tu słowa „mistyczny” jedynie w jego przyjętym, choć zniekształconym znaczeniu, gdyż gdzie indziej wielokrotnie i bardzo wyraźnie oświadcza, że mistyczny sens Słowa Bożego nie jest niczym innym jak sensem duchowym i niebiańskim, utraconym na całe wieki, a którego ponowne objawienie, jak twierdzi, zostało mu powierzone.
Daleki od potępiania mistyków czy mistycyzmu w prawdziwym znaczeniu tych słów, stale używa on samego słowa „mistyczny” jako określenia ukrytych prawd, niebiańskich arkanów o najgłębszym znaczeniu dla człowieka. Z przyczyn szczególnych, związanych z jego misją objawiciela, uważał za stosowne powstrzymać się od szczegółowego studiowania pism mistyków, a właściwie także wszelkich teologów, aby w swojej własnej pracy uchronić się od z góry przyjętych pojęć; i wyraźnie oświadczył, że nie zna dzieł Jakuba Boehmego, którego „Aurora” była być może migotliwym świtem poprzedzającym wschód pełniejszego dnia przebudzenia, z którym związany był Swedenborg.
Ograniczając się teraz do mistycyzmu w jego prawdziwym znaczeniu i porzucając całkowicie popularne wyobrażenie o nim jako o chaotycznej niejasności dla samej niejasności, rozważmy, czym on jest i w jakiej relacji pozostaje do niego Swedenborg. Mistycyzm, jak trafnie ujmuje to pan A. E. Waite, „nie jest religią opartą na wyznaniu wiary”. Nie ma dogmatów, chyba że uznać za dogmat twierdzenie, iż tego, co Boskie, należy szukać i znajdować raczej w nas niż poza nami, oraz że „litera zabija, duch zaś ożywia”. W każdym razie nie jest on z istoty związany z żadną szczególną nauką teologiczną. Wszystko to pozostawia Kościołom, sam zaś zajmuje się raczej postawą ucznia niż jego poglądami.
Madame Guyon, choć tak bezrozumnie prześladowana przez zazdrosnych i ciasnych umysłowo duchownych, szczególnie podkreślała, że wszelkie sprawy instrukcji dogmatycznej pozostawia prawowicie wyświęconym kapłanom swojego Kościoła, a jej „prosta metoda” w niczym nie ingerowała ani w ich nauczanie, ani w ich posługę. Istotnie, mistycyzm da się pogodzić z wieloma zróżnicowanymi przekonaniami intelektualnymi i zachowuje swoją jedność pośród całej ich rozmaitości. Zarówno protestant, jak i katolik mogą być zwróceni ku wnętrzu; każdy z nich może postrzegać zjawiska wszechświata jako symbole, każdy może uznawać nadrzędne znaczenie tego, co wewnętrzne, nad tym, co zewnętrzne, rzeczy oznaczanej nad symbolem, który ją oznacza, rzeczy wyrażanej nad samą formą jej wyrażenia — bez względu na to, czy formą tą jest najwspanialszy rytuał rzymskokatolicki, śpiewanie psalmów przez purytanów czy improwizowane wypowiedzi kwakrów.
Twierdzenie, że to, co leży u podstaw wszelkiej zewnętrzności, jest tym, co naprawdę się liczy i co stanowi podstawowy czynnik kierujący, wymagający od nas najbaczniejszej uwagi we wszystkim, nie jest teorią domagającą się dowodu. Jest aksjomatem; a jeśli nie jawi się komuś jako aksjomat, to znaczy, że człowiek, który nie potrafi uznać choćby tyle za rzecz oczywistą, nie znajduje się na obecnym etapie rozwoju w położeniu umożliwiającym mu zbliżenie się do mistycyzmu. Pozostaje on wobec niego w takiej samej relacji jak człowiek wobec muzyki czy poezji, który domaga się dowodu, że ich urok nie jest fikcyjny, i żąda dokładnego wskazania, na czym ten urok polega i gdzie się znajduje — tak jak można by wykazać prawdziwość jednego z twierdzeń Euklidesa.
Główna odmienność Swedenborga od ogółu mistyków polegała na tym, że rościł on sobie pretensję do pewnej wyjątkowej i nienormalnej zdolności, która — wedle jego własnych zapewnień — pozwalała mu niejako obiektywnie zaglądać w świat duchowy, podczas gdy dla normalnego umysłu, nawet pobożnego mistyka, wizja duchowa ma raczej charakter subiektywny. Oczywiście można kwestionować jego roszczenie do obiektywnego widzenia duchowego i utrzymywać, że ulegał halucynacji. Nie tym jednak tutaj się zajmujemy. Interesuje nas to, że zdolności, do których się przyznawał, słusznie czy nie, były zasadniczo innego rodzaju niż zdolności Guyon czy Taulera.
Twierdził on, że został szczególnie ukształtowany, aby stać się medium objawienia przez otwarcie mu już w tym życiu zmysłów duchowego widzenia i słyszenia — zmysłów, które dla innych pozostają zamknięte aż do następnego etapu istnienia; i że ta nienormalna zdolność została mu dana nie tyle dla niego samego, nie z powodu szczególnego uprzywilejowania, ile dla pożytku innych, którzy nie mogli otrzymać pouczenia inaczej niż w taki właśnie sposób. To, że był wybranym narzędziem, wynikało z tego, iż dzięki wychowaniu, pochodzeniu i ogólnemu usposobieniu umysłu był najodpowiedniejszym naczyniem do tego celu. Jeden taki objawiciel wystarczył, a światu pozostawiono sprawdzenie jego obiektywnego świadectwa przez porównanie go z powszechnym subiektywnym wglądem, dostępnym każdemu rozumnemu umysłowi.
Subiektywna introspekcja, z której korzystać mogą wszystkie należycie rozwinięte dusze, może mieć pewność, a nawet może na własne uspokojenie dostrzegać, że „Bóg jest na swym niebie”; dokładny opis tego nieba, świata duchów i piekieł wymaga jednak oczywiście bardziej obiektywnej zdolności wglądu — i właśnie to, jak uroczyście oświadczał, zostało mu powierzone dla dobra rodzaju ludzkiego. Podobnie wewnętrzny sens świętych pism Kościoła chrześcijańskiego był dobrze rozpoznany przez mistyków w ogólności. Tę wiedzę rozwija on dalej, objawiając nie tylko to, że taki sens istnieje, lecz także dokładnie, czym on jest, ujmując go w ogólnych kategoriach „dobra i prawdy” albo „woli i myśli”, które tworzą dwa zasadnicze elementy każdej ludzkiej koncepcji.
Nie twierdzi przy tym, że jest pierwszym i jedynym człowiekiem obdarzonym tym wzniosłym darem duchowego widzenia, gdyż utrzymuje, że człowiek posiadał go już w dawnych czasach, oraz że od starożytnych objawicieli pierwotnie pochodzi i w szczątkowych fragmentach nauki została zachowana wiedza o istnieniu Boga, o życiu po śmierci oraz o duchowym sensie Słowa Bożego — wiedza, która w późniejszych czasach miała zostać przywrócona i pełniej rozwinięta za pośrednictwem jego daru mediumicznego.
Łatwo zrozumieć, że tak wysokie roszczenie, jakie wszystko to zakłada, musi być dla niektórych rzeczą wątpliwą, a dla wielu przedmiotem całkowitej niewiary. To jednak inna kwestia. Zajmujemy się tutaj jedynie miejscem Swedenborga wśród mistyków w ogóle, chcąc pokazać, jak całkowicie odmienny był jego punkt widzenia, chociaż jego rzekome obiektywne postrzeżenia niewątpliwie w wielu punktach zgadzają się z bardziej intuicyjną wizją duchową, wspólną wszystkim ludziom o rozumnym usposobieniu.
Na zakończenie można wskazać jeden osobliwy wniosek wynikający z miejsca Swedenborga pośród mistyków. Z powodu obiektywnego charakteru tak znacznej części rozległego obszaru jego pism jest rzeczą całkiem możliwą, by wielu jego uczniów było gorliwymi swedenborgianami, a zarazem było beznadziejnie pozbawionymi tego wewnętrznego światła, które jest niezbędne, by mogli rościć sobie prawo do miana mistyków; podobnie jak badacz literatury może doskonale znać każdy poemat Browninga i Tennysona, a nawet entuzjastycznie wychwalać ich poezję, a mimo to pozostawać pozbawionym owego tajemniczego, nieuchwytnego instynktu poetyckiego, bez którego w istocie rzeczy jest całkowicie ślepy na wszystko to, co stanowi duszę i istotę tej poezji.
Być może to samo można by powiedzieć o uczniach każdego z mistyków, lecz chyba nie w takim stopniu jak w przypadku Swedenborga, gdzie obfitość świadectwa obiektywnego sama w sobie wystarcza, by zająć umysł, nawet tam, gdzie prawdziwa zdolność mistyczna całkowicie nie istnieje.
źródło: Swedenborg and Mysticism; LIGHT – A Journal of Psychical, Occult, and Mystical Research, July 10, 1915.