Wieszcz

Spirytyzm w Rodzinie Carpenterów

Pomimo powszechnie znanego sprzeciwu dr. Williama Carpentera wobec nowoczesnego spirytyzmu, istnieje wiele dowodów na to, że poglądów tych nie podzielali niektórzy inni członkowie rodziny – a zwłaszcza jego brat Phillip. Czytając Letters and Memories zarówno „Phillip Pearsall Carpenter”, pod redakcją jego brata „Bussell Lant Cairpsnter” [sic], jak i „Mary Carpenter”, pod redakcją jej siostrzeńca „P. Estlin Carpenter”, z wielkim zainteresowaniem zauważyłem w obu życiorysach, jak silnie wszystkie ich działania i myśli były kształtowane przez to, co ja, jako spirytualista, muszę nazwać nieświadomym mediumizmem.

W życiu Mary Carpenter nie ma bezpośredniego odniesienia do spirytyzmu jako takiego, ale przez całą opowieść przewija się wyraźnie wyznawana świadomość duchowej obecności i komunii z tymi ukochanymi osobami, które przeszły „za zasłonę”. Jest to zresztą doświadczenie zwyczajne u wszystkich ludzi posiadających jakiekolwiek życie wewnętrzne i stanowi bardzo ważny czynnik w życiu wszystkich chrześcijan, z których większość byłaby jednak głęboko zszokowana, gdyby im powiedziano, że stan ten odpowiada jednej z wyższych faz tak zwanego „spirytyzmu”!

Spirytyzm ma różne fazy, które są niczym kolejne szczeble drabiny Jakubowej, prowadzące ku różnym wysokościom świata niewidzialnego. Najniższe, czyli czysto fenomenalne fazy, będące – według hojnego werdyktu dr. Williama Carpentera – symptomami „rozcieńczonego obłędu”, jak również faza najwyższa, która wprowadza duszę człowieka w bardzo bliski kontakt z wyższymi sferami życia duchowego – wszystkie one są przez spirytualistów uznawane za fakty ilustrujące ów związek i komunię między duchami a ludźmi, których badanie i wyjaśnianie stanowi misję spirytyzmu.

W życiu Phillipa Carpentera wiele uwag rozsianych po całym tomie pokazuje, że był on „badaczem dzieł zarówno Swedenborga, jak i Harrisa”. Dowiadujemy się, że podczas swojej ostatniej podróży powrotnej do Ameryki wykorzystywał czas na sporządzanie „Analitycznego indeksu do Arcana Harrisa” (s. 323), którego – jak zauważa redaktor na s. 325 – „stawiał znacznie wyżej od Swedenborga, przy wielkim dla niego szacunku”. Szacunek, jaki okazywał Harrisowi, dowodzi, że nie żywił nerwowych obaw wobec spirytyzmu. Można całkiem dobrze studiować pisma Swedenborga jako gałąź dociekań filozoficznych lub teologicznych i ignorować obfitujący w nich spirytyzm; ale nikt nie może zbliżyć się do Harrisa, nie zajmując stanowiska – afirmatywnego albo negatywnego – wobec całej grupy zjawisk wchodzących w zakres nowoczesnego spirytyzmu. U Harrisa bowiem spirytyzm przybiera swą formę najbardziej zaawansowaną – nie jest „rozcieńczony”, lecz skoncentrowany; a jeśli wiara w „Home’a” ma być objawem zmodyfikowanego obłędu, to wiara w Harrisa musiałaby dowodzić najbardziej zatwardziałego i nieuleczalnego szaleństwa.

Na s. 302 brat Phillipa pisze: – „Miał on tęsknoty, których ziemia nigdy nie może zaspokoić”. Odnosi się to do uwagi Phillipa: „Jeśli moje uparte serce kiedykolwiek może zostać oczyszczone, zawsze spoglądam z nadzieją ku jakiemuś skromnemu kącikowi do nauczania chłopców w przyszłym świecie.” Z kolei na s. 72 Phillip pisze: –

„Miej nadzieję, miej nadzieję zawsze. Żyję nadzieją bardziej niż dawniej i silniej odczuwam błogosławieństwo nadziei Nieba. Baxter uczynił mi wiele dobrego.* Jeśli tam się spotkamy, będziemy mieć mnóstwo czasu, by wszystko omówić, i ‘znużenie już nas nie uciśnie’.”
(s. 72.)

Zimą 1852–53 Phillip wygłosił cykl wykładów o chrześcijaństwie angielskim, w tym jeden o „Swedenborgu”. Stwierdził w nim, że „Kościoły Nowej Jerozolimy są bardzo nieliczne, lecz podobnie jak unitarianie wyznają zasady, które zaczynają być uznawane przez osoby innych wyznań”, np.: – „Że Niebo i Piekło nie są miejscami, które staną się przyszłym mieszkaniem świętych lub bezbożnych, lecz stanami wewnętrznymi i duchowymi, zgodnie z jednym bądź drugim z których każdy człowiek żyje.” * * * „Że ci, którzy wybrali Niebo jeszcze na ziemi, stają się po śmierci aniołami”, oraz że „ci, którzy żyją w niewoli miłości własnej albo miłości świata, przez to właśnie wiążą się z diabłami i wybierają Piekło jako swój los”.

Redaktor dodaje: – „Odwołujemy się do tego wykładu, ponieważ opisywane w nim szczególne poglądy zdobywały coraz większy wpływ na umysł Phillipa.” (Zob. s. 120.) Po śmierci jego małej siostrzenicy (Margaret Anne Gaskell) w roku 1859 Phillip pisał tak do pogrążonych w żałobie rodziców: –

„Ufamy, że zawsze pozwolicie nam mówić o Margaret * * * jako o żywej – bardziej naprawdę żywej, niż gdyby wyjechała do dalekiego kraju, bo tam mielibyście to samo rozstanie połączone z niepokojem. Dla mnie, w tym obcym kraju (tj. Ameryce), Margaret jest bliżej niż wtedy, gdy była w ciele. Może tak być nawet dla was, choć o tym nie wiecie. * * * Przestałem wierzyć w dawną protestancką doktrynę absolutnego rozdziału między tym stanem a następnym. Wierzę, że tam idziemy dalej tak jak tu, tylko za pomocą odmiennych środków działania i w bliższej wspólnocie ze sobą nawzajem oraz z aniołami; że mali są nauczani, a starsi wykonują rozmaite pożyteczne prace dla siebie nawzajem i dla nas żyjących w ciele. Zawsze oczekuję, że znajdę tam zajęcie jako nauczyciel dzieci! Dlaczego inaczej dano mi tak intensywną miłość do dzieci i dar nauczania?”
(Zob. s. 227.)

Ponownie, w liście kondolencyjnym do swego drogiego przyjaciela, pana S. Mouldinga, po odejściu jego (tj. pana Mouldinga) małego syna, Phillip Carpenter pisze: –

„Co do mnie, przestałem wierzyć w tak zwaną Śmierć. Świat duchowy wydaje mi się bliski i blisko obecny. Sądząc ze wszystkich relacji, upływa tylko kilka godzin, najwyżej dni, zanim duch znów się przebudzi. Wierzę, że moje pozbawienie domowych więzi uczuciowych sprawiło, iż żyję bardziej w świecie duchowym, od którego czuję się oddzielony jedynie zasłoną ciała! Czuję, jakby nigdy mnie nie zdziwiło, gdybym odkrył, że umarłem i już tam jestem; często wydaje się to bardziej naturalne niż stan obecny. W dawnych czasach, gdy wierzyłem w zewnętrzne Niebo i sądziłem, że przestajemy być ludźmi i stajemy się jakimś dziwnym, nieokreślonym rodzajem aniołów, nie było tak.”

„W moich kontaktach ze ‘Spirytualistami’ jest dla mnie oczywiste, że nie opłakują śmierci jak chrześcijanie ortodoksyjni, których Niebo jest bardziej idealne niż realne. Oni naprawdę wierzą, że ich przyjaciele żyją szczęśliwie i utrzymują z nimi kontakt.” * * * „O tę pracę ‘mediów’ dbam bardzo mało; jej główne zastosowanie polega na uczeniu rzeczywistości rzeczy niewidzialnych; i musi ona być rzeczą bardzo niedoskonałą w najlepszym razie, ponieważ tylko najniższe pierwiastki ich natury mogą komunikować się z najwyższymi pierwiastkami naszej. Ale dla nas wszystkich dobroczynne jest patrzenie na stan następny jako na absolutną kontynuację tego obecnego, tylko w sferze o wiele czystszej i pod każdym względem lepszej – szczególnie dla tych, którzy mają ‘skarby w Niebie’.”

Redaktor dodaje następujący przypis do tego odniesienia do „spirytualistów” i „nowoczesnego spirytyzmu”: –

„Latem (Phillip Carpenter) uczestniczył w ‘kręgu’ ‘mediów’ w Plymouth, Mass., a następnie został przedstawiony przez pana Garrisona pani Underhill – dawniej z Rochester, a wówczas z Nowego Jorku – z którą spędził wieczór, z którego zdał pełną relację. Uważał, że otrzymał wówczas wiadomości od zmarłych.”
(Zob. s. 228.)

W innym liście współczucia Phillip Carpenter pisze: –

„Bardzo odpowiada mi powiedzenie Swedenborga, że Niebo jest Królestwem Użyteczności. Zawsze myślę, że tutaj jedynie próbujemy nasze narzędzia i uczymy się zawodu; a prawdziwe życie zaczyna się później, gdy pozory i bezduszne formy świata przeminą.”
(s. 304.)

Na s. 317, po opisie wspaniałej scenerii wokół „Saguenay”, kończy następująco: –

„Jakie życie duchowe unosi się nad tymi siedzibami! Czy aniołowie znajdują przyjemność w takich widokach? A jak mało troszczą się o to odwiedzający! Chwilowe zdumienie; zwykła rozmowa; i niedbałe: ‘Byłeś nad Saguenay?’ ‘Tak.’ I to wszystko!”

Siostrzeniec Phillipa Carpentera, „Estlin Carpenter”, pisząc o swoim wuju wkrótce po tym, jak przeszedł on do świata duchowego, mówi: –

„Nie ma nic bardziej zdumiewającego niż sposób, w jaki świat niewidzialny staje się dla nas realny, gdy ktoś głęboko przez nas kochany przechodzi do niego. Ta szlachetna gorliwość i oddanie nie gasną; znajdują swoje właściwe miejsce, swoją pracę, swoje cele życia. A tam, być może, przygotowują miejsce dla nas!”
(s. 358.)

F. J. T.

źródło: SPIRITUALISM IN THE CARPENTER FAMILY;  LIGHT – A Journal devoted to the Highest Interests of Humanity, both Here and Hereafter, SATURDAY, JANUARY 29, 1881.