Szanowny Panie, – Winien jestem panu J. F. Gemsowi oraz Pańskiemu korespondentowi z Falmouth przeprosiny za to, że nie odpowiedziałem na ich pytania w sprawie powyższego tematu („Light” z 10 lipca, s. 332), lecz moje codzienne obowiązki w ostatnim czasie bardzo się spiętrzyły z powodu tymczasowej nocnej pracy rządowej.
W odpowiedzi panu Gemsowi mogę powiedzieć, że „unoszenie się” poza ciałem jest jednym ze zwykłych doświadczeń, które w moim przypadku zawsze były przyjemne, a czasem niezwykle użyteczne – jeśli na przykład chce się wydostać z tłumu albo z nieprzyjemnego otoczenia, którego nie można zmienić. Mówiąc ogólnie, jeśli człowiek uzyskuje świadomość astralną poprzez ćwiczenie, będzie chodził, lecz jeśli przychodzi ona naturalnie albo drogą ewolucji, wówczas się unosi, co jest właściwą metodą dla następnego planu.
W przypadku pana Gemsa wnioskuję, że gdy „wyszedł”, podążał za dobrze ukształtowaną myślą mentalną, co tłumaczyłoby światło, ponieważ wszystkie mentalne formy myślowe są złote lub świetliste. W przeciwnym razie światło dawało jego ciało astralne, gdyż następny pojazd zawsze będzie to czynił, jeśli dana osoba prowadziła normalne życie. Oczywiście, ponieważ Pański korespondent nie był przyzwyczajony do „unoszenia się”, mógł łatwo przestraszyć się pośród ciemnych drzew; ale trzeba przywyknąć do takich rzeczy, jeśli chce się działać poza ciałem. Jednym ze środków zaradczych, szczególnie jeśli ktoś doszedł do tego drogą religijną, jest spokojne wezwanie jednego z „Mistrzów”, lecz ponieważ może to doprowadzić do tego, że zostanie się przywołanym (lub zabranym) tam, gdzie świadomość jest tak rozwinięta, iż nie można już nic zrobić, przekonałem się, że całkiem skuteczne bywają swojskie napomnienia kierowane do samego siebie, a przy tym pozwalają nadal funkcjonować w tej samej sferze.
Na przykład zawsze zwracam się do siebie i myślę o sobie po nazwisku, więc jeśli znajdę się w miejscu, gdzie rzeczy są nieco zbyt pociągające lub wręcz przeciwnie, przywołuję siebie samego w całkiem zwyczajnych słowach, żeby zachować spokój i wziąć się w garść. Rezultat zawsze był skuteczny.
Jednym z najdziwniejszych epizodów, w których bardzo mi się to przydało, było wydarzenie sprzed około dwóch miesięcy, kiedy próbowałem pomagać na tonącym storpedowanym statku. Przy Marsie i Raku w moim horoskopie urodzeniowym nie potrafiłbym znieść utonięcia ze spokojem, a jednak jedynym sposobem, w jaki mogłem pomóc pewnemu człowiekowi ciężko rannemu i leżącemu w podnoszącej się wodzie na podłodze maszynowni, było utrzymywanie go z dala i kontrolowanie jego ciała, aż wszystko się skończy. Poszkodowany był przerażony samą myślą o utonięciu, a widząc go w pobliżu i wiedząc, że odzyska świadomość fizyczną, gdy tylko ciało oderwie się od podłogi, musiałem go odciągnąć i sam przejść przy użyciu jego ciała przez doświadczenie powolnego tonięcia.
Uspokajając samego siebie i powtarzając sobie, że po prostu muszę utonąć, oraz postanawiając, że w końcu przyjmę wodę do ust, utrzymałem równomierne unoszenie się w raczej ohydnej mieszaninie pyłu węglowego, oleju i brudnej wody, która powoli wypełniała jedną część przedziału przed drugą, a nawet powstrzymałem sam siebie przed ostatecznym końcem, opierając przez kilka sekund palce o sufit, aż woda z „chlupnięciem” wypełniła całe pomieszczenie od podłogi po strop. Właściciel ciała, pamiętając po wybuchu jedynie uderzenie, które wywołało „jakieś tępe odczucie”, przeszedł na drugą stronę całkiem dobrze i w najmniejszym stopniu nie żałuję swojego udziału w tym wydarzeniu. To oczywiście jeden z najbardziej skrajnych przykładów, jakie miałem po „tamtej stronie”, kiedy zachodzi konieczność, by „wziąć się w garść”.
Doświadczenie damy z Falmouth jest oczywiście astralną przygodą wojenną. Jeśli interesuje się żołnierzami albo żołnierzami jakiegoś określonego narodu, całkiem naturalnie mogła próbować obudzić wartownika, który drzemał albo pogrążony był w zadumie na posterunku – wykroczenie, które, jak sądzę, grozi karą śmierci po skazaniu. Oczywiście można astralnie widzieć okopy, wartowników, działa itd., a także cały układ różnych armii, ponieważ wszystkie rzeczy fizyczne mają swoje astralne odpowiedniki.
Jeśli któryś z Pańskich czytelników ma przyjaciół na froncie, którzy znajdują się w niebezpiecznych sytuacjach i którzy osobiście oraz świadomie muszą zabijać nieprzyjaciela, przydatną radą byłoby, aby starali się robić to po prostu jako obowiązek i nie odczuwali ani przyjemności, ani urazy przy jego wykonywaniu. Działanie bez przywiązania pozostawia człowieka w znacznie lepszym stanie, jeśli „wyjdzie z ciała”, i z każdego punktu widzenia – a przynajmniej moim zdaniem z punktu widzenia rozsądnej przyzwoitości – jest lepsze również tutaj.
Z poważaniem,
Arthur Mallord Turner, M.A.
6, Trewince-road, Wimbledon, S.W.
2 sierpnia 1916 r.
źródło: Travels in Sleep; LIGHT – A Journal of Psychical, Occult, and Mystical Research, August 21, 1915.