Wieszcz

Podróże we śnie – doświadczenia poza ciałem.

Piszący na tematy mistyczne Prentice Mulford, którego dzieła stały się niemal klasyczne wśród badaczy zjawisk nadnormalnych, mówi nam, że „podróżujemy we śnie”. Istnieje ogromna ilość świadectw o podobnej wymowie, pochodzących od osób, które miały takie przeżycia, i choć rzadko dają się one naukowo udowodnić, ich liczba oraz zgodność mają niemałe znaczenie, a wiele z nich jest niewątpliwie bardzo interesujących. Otrzymaliśmy ostatnio dwa listy na ten temat, które przedstawiamy poniżej.

Pan J. F. Clems pisze:

W związku z bardzo interesującym artykułem pana Arthura Mallorda Turnera, M.A., zamieszczonym w numerze z 10 kwietnia pod nagłówkiem „Doświadczenia poza ciałem”, chciałbym przedłożyć pod jego ocenę przeżycie, którego doznałem w nocy 17 ubiegłego miesiąca. Było ono tak realistyczne i tak żywe, że nie potrafię uwierzyć, iż mógł to być jedynie sen, choć opowiadając o nim, mogę zostać posądzony o uruchomienie wyobraźni. Opisuję to doświadczenie dokładnie tak, jak mi się przydarzyło.Położyłem się do łóżka w okolicznościach jak najbardziej zwyczajnych i czułem się zupełnie dobrze, lecz ledwie położyłem głowę na poduszce – z pewnością nie utraciłem przytomności – gdy ogarnęło mnie osobliwe wrażenie unoszenia się. Zdawało mi się, że gwałtownie wzniosłem się i wydostałem w powietrze, pozostając całkowicie świadomy tego, co się dzieje. Po kilku chwilach pędziłem szybko wzdłuż lasu znajdującego się niedaleko mojego domu, a moje odczucie w tym czasie było mieszaniną ogromnego zdumienia nad sposobem, w jaki się poruszałem.Odkryłem, że podążam ścieżką, ale drzewa znajdowały się tak blisko, że wywoływało to we mnie niemały lęk. Nie byłem pewien, czy moc, która umożliwiała mi unoszenie się, uchroni mnie przed niebezpiecznym zderzeniem z drzewami.Początkowo las wydawał się ciemny, lecz gdy spojrzałem w górę, zobaczyłem, że noc jest pogodna, a gwiazdy świecą. Nagle zauważyłem światło – zdawało się spoczywać na mojej piersi – podobne do blasku robaczka świętojańskiego, tylko znacznie jaśniejsze, tak że oświetlało otaczające drzewa, co dodało mi nieco otuchy. Drzewa i przedmioty wokół były mi doskonale znane.Mimo to uczucie lęku narastało. Doświadczenie było tak dziwne. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego tam jestem, co sprawia, że posuwam się naprzód, ani dokąd zmierzam. Wydawało mi się, że nie mam większego ciężaru niż bańka mydlana, unosząc się równie lekko i sprężyście, jak unosiłaby się bańka.Lęk wzrósł aż do uczucia paniki, co skłoniło mnie do gwałtownego wysiłku, by wrócić do mojego normalnego stanu. Z ogromną ulgą stwierdziłem, że jestem w stanie to uczynić, wracając do sypialni równie szybko, jak ją opuściłem. Gdy znów znalazłem się w zwykłym stanie, wyjrzałem przez okno; niebo było pogodne, a gwiazdy świeciły jasno, tak jak widziałem je podczas mojego szybkiego przelotu ku lasowi.Moim pierwszym odruchem było natychmiastowe zapisanie szczegółów tego niezwykłego doświadczenia, lecz wywarło ono na mnie tak żywe wrażenie, że uznałem, iż rano będę w stanie odtworzyć je równie dokładnie.Czy pan Turner zechciałby powiedzieć, czy można to uznać za przypadek „podróżowania we śnie”?

Pewna korespondentka z Falmouth, autorka kilku refleksyjnych prac omawianych na tych łamach, przesyła nam następujące niezwykłe doświadczenie, zwierzone jej przez młodą przyjaciółkę, o której rozsądku i sumienności ma bardzo wysokie mniemanie:

30 kwietnia. Piątkowy wieczór, godzina 8.00 czasu Falmouth. Siedząc całkiem spokojnie w swoim pokoju, poczułam, że jestem przenoszona ponad wodą, a potem przez rozległy obszar kraju. Następnie zostałam poprowadzona w dół wąską ścieżką – mogły nią iść obok siebie dwie lub trzy osoby; po mojej prawej stronie płynęła rzeka, a po lewej rozciągał się zalesiony teren. Nagle znalazłam się przed budką wartowniczą i wydało mi się, że nie mogę pójść dalej. „Dlaczego” – zapytałam – „zostałam tu przyprowadzona?” I niemal zanim skończyłam to zdanie, ujrzałam stojącego bezpośrednio przed budką wartowniczą młodego chłopca, najwyraźniej około osiemnastoletniego. Stał z karabinem opartym o ziemię. Dłonie spoczywały na lufie tuż poniżej bagnetu. Zauważyłam również, że miał na sobie kapelusz o owalnym kształcie, bez daszka. Kapelusz zdawał się być z ciemnego materiału, obszytego czerwienią.Gdy mu się przyglądałam, zobaczyłam, że ma zamknięte oczy, więc uznałam, że albo drzemał, albo pogrążony był w zadumie. Potem, kiedy spojrzałam w górę ścieżki, którą przyszłam, ujrzałam postacie skradające się ku nam. Dotknęłam młodzieńca w ramię i weszłam do budki wartowniczej, po raz pierwszy zauważając wtedy, że sama wydawałam się być ubrana na biało. Wartownik odwrócił się, spojrzał prosto na mnie, przetarł oczy i spojrzał ponownie. Lewą ręką wskazałam poruszające się postacie, teraz szybko się zbliżające.Sześć lub osiem z nich czołgało się na rękach i kolanach po trawie po prawej stronie ścieżki, blisko brzegu rzeki, inni zaś posuwali się za nimi pieszo. Najbliższy mężczyzna znajdował się zaledwie kilka jardów od miejsca, gdzie staliśmy z wartownikiem, i widziałam, że na głowach mieli rodzaj płaskich hełmów zakończonych kolcem – mam na myśli płaskich w porównaniu z hełmami naszych policjantów.W chwili, gdy pomyślałam, że moje ostrzeżenie przyszło za późno, usłyszałam wystrzał z karabinu i szamotaninę tuż obok siebie, a następnie dalej wzdłuż ścieżki kolejny huk, potem następny, rozlegający się nieco dalej, a potem czwarty, który zabrzmiał jeszcze bardziej w oddali. Strzały te albo odgłosy wydały mi się wcześniej umówionymi sygnałami, że nieprzyjaciel jest blisko.Odwróciłam się, by spojrzeć na wartownika, i zobaczyłam go leżącego obok budki, najwyraźniej rannego; obok niego leżały trzy nieruchome ciała mężczyzn, którzy zdawali się być ubrani w ciemne mundury i hełmy z kolcami, a jeden mężczyzna tuż za nimi znajdował się w pozycji klęczącej.Następnie usłyszałam za sobą gwałtowny ruch i odwróciłam się, widząc poruszających się ludzi; zauważyłam, że mieli oni czapki lub nakrycia głowy podobne kształtem do naszych regulaminowych khaki z daszkiem i, na ile mogłam dostrzec w ciemności, wyglądali na żołnierzy w mundurach khaki. Zdawali się rzucić naprzód, w górę ścieżki, ku ciemniejszym postaciom, i usłyszałam szczęk stali.Potem zobaczyłam, że ranny wartownik się poruszył, i wyciągnął rękę, jakby chciał mnie dotknąć, mówiąc: „Matko”. Położyłam rękę na jego głowie i próbowałam go uspokoić, a on wydawał się zupełnie ukojony. Po chwili mój przewodnik stanął obok mnie i dał mi do zrozumienia, że nadszedł czas odejścia. Kiedy wstałam, zobaczyłam niektórych ludzi w khaki wracających pewnym krokiem, rozmawiających i śmiejących się między sobą.Kiedy zbliżyli się do budki wartowniczej, usłyszałam, jak jeden z nich mówi: „Halo! Spójrzcie tutaj!” – i zobaczyłam, jak pochyla się nad postacią wartownika, przyklęka na jedno kolano i podnosi mu głowę.Wtedy poczułam, że jestem gwałtownie unoszona przez powietrze, i znów znalazłam się w swoim pokoju. Zauważyłam, że była wtedy za dwadzieścia dziewiąta – czasu Falmouth.Często bywałam zdolna podróżować w ten sposób i widywałam rzeczy dziejące się w oddali, a także dawałam odczuć swoją obecność. Niekiedy bywałam widziana, ale nigdy wcześniej nie przeżyłam niczego podobnego. Zastanawiam się, czy inni mieli podobne doświadczenia, a jeśli tak, to czy nigdy nie udało im się ich potwierdzić?

 

źródło: Travels in Sleep. Out-of-the-Body Experiences; LIGHT – A Journal of Psychical, Occult, and Mystical Research, July 10, 1915.