Wieszcz

Milionerka Spirytystka

Dawniej mawiało się, że spirytualizm „się nie opłaca” – rzecz jasna w materialistycznym sensie – jednak doświadczenia pani Mary Hayes-Chynoweth z San Jose (Kalifornia) powinny w pewnym stopniu osłabić przygnębiający wydźwięk takiego twierdzenia. Ta dama jest niezachwianie przekonana, że ogromna fortuna – co najmniej trzy miliony funtów szterlingów – którą ona i jej dwaj synowie zarządzają, została w całości zgromadzona dzięki bezpośredniemu przewodnictwu duchów. Za „Revue de la France Moderne” przytaczamy następujące szczegóły wywiadu z panią Chynoweth, które redaktor tego eleganckiego pisma zaczerpnął z łamów „Daily Eastern Argus”:-

Dama ma pięćdziesiąt osiem lat, jest wysoka i szczupła, ubiera się dobrze, lecz nie nosi wiele biżuterii. Ma nieco bladą cerę, małe, przenikliwe brązowe oczy oraz brązowe włosy lekko przyprószone srebrem. Choć sprawia wrażenie kobiety trzeźwo myślącej i bystrej, wyraz jej twarzy sugeruje jednak uderzającą mieszaninę łagodności i współczucia – co potwierdza jej hojność w dysponowaniu olbrzymim majątkiem oraz poświęcenie czasu, jaki oddaje bezpłatnemu uzdrawianiu chorych – ponieważ jest także bogata w posiadanie magnetycznych mocy leczniczych.

Jest dziś kobietą chrześcijańską, lecz nie zawsze nią była.

– Wpływ, który kieruje moim życiem – mówi – objawia się przy mnie od niemal czterdziestu lat. Dawniej byłam sceptyczką; nie wierzyłam ani w religię chrześcijańską, ani w nieśmiertelność duszy, ani w Pisma święte. Gdy po raz pierwszy uległam temu wpływowi, nie byłam świadoma tego, co robię; głosiłam kazania, nie wiedząc, co mówię, i cytowałam fragmenty Biblii, których nigdy nie czytałam. Kiedy byłam młodą dziewczyną, mieszkaliśmy w naszym dawnym domu w Wisconsin: nikt poza rodziną nie wiedział, że ten wpływ istnieje wokół mnie. Pewnego dnia przyszli do nas ludzie w kłopocie i ulokowaliśmy ich w pokoju, który zwykle zajmowałam. Spędzili tam noc, a rano jedna z pań powiedziała: „W tym pokoju jest coś niezwykłego. Jak tylko do niego weszłam, poczułam się o wiele lepiej, a dziś rano obudziłam się zupełnie szczęśliwa – ból, który miałam, zniknął.” To jeden z przykładów – spośród wielu – skutków, jakie pojawiają się u osób, które przez jakiś czas przebywały w moim pokoju lub w moim towarzystwie. Przypisuję te rezultaty „atmosferze mentalnej”, która stale mnie otacza.

Tyle o wczesnym okresie jej życia. Z czasem wyszła za mąż, a następnie została wdową z dwoma synami. Nie należy jednak sądzić, że rodzina była uboga, ponieważ w chwili wielkiego odkrycia obaj synowie byli wybitnymi prawnikami w Ashland (Wisconsin) i ulokowali swoje oszczędności w gruntach zalesionych.

Pewnego dnia, pod wpływem wspomnianej już siły, pani Chynoweth poczuła przymus, by udać się do biur swoich synów i oznajmić im, że powinni zainwestować pieniądze w kopalnie rudy żelaza zamiast w ziemie leśne. Cała trójka opuściła miasto; matka – jak twierdzi – była prowadzona, a „przewodnicy” kierowali jej krokami, aż dotarli do miejsca w pobliżu Hurley, około czterdziestu mil od Ashland. Różne kompanie próbowały w tym miejscu znaleźć rudę i wydano tam mnóstwo pieniędzy, lecz bez żadnego skutku.

Pani Chynoweth i jej syn weszli na pola, gdy nagle – bez udziału jej woli – zatrzymała się, posłuszna tajemniczej mocy, która nią kierowała. Powiedziała napotkanemu tam człowiekowi, że chce wydzierżawić ziemię, lecz on – doświadczony w sprawach górniczych – roześmiał się i odparł, że w tym miejscu nie da się znaleźć kopalni. Ona jednak nalegała i zleciła potrzebne prace, nie wykonując nawet wstępnych odwiertów. Odkryto ogromne ilości rudy żelaza leżącej jak „dach domu”, a grzbiet tej warstwy znajdował się dokładnie w miejscu, w którym kroki pani Chynoweth zostały zatrzymane.

Miejsce to nosi dziś nazwę „Ashland Mine” i należy w całości do tej pani oraz jej dwóch synów. Posiadają oni również dzierżawę kopalni „Germania”, położonej niedaleko, będącej kolejnym – jak się twierdzi – odkryciem tej kobiety.

Gdy jej sukces stał się w okolicy znany, mnóstwo osób – co łatwo sobie wyobrazić – prosiło ją o pomoc; i mówi się, że ani razu nie zawiodła, wskazując dokładne miejsce po tym, jak inni szukali na próżno. Czasem zdarzało się, że szła przez śnieg sięgający kilku stóp, a mimo to odnosiła sukces.

Jednego z synów mianowano kierownikiem kopalni, choć nie miał żadnego doświadczenia. Matka miała kierować wszystkimi jego działaniami dzięki „oświeceniu” otrzymywanemu od przyjaciół-duchów; a gdy wyjechał na wschód, by sprzedawać urobek, wskazała mu firmy, z którymi powinien zawierać transakcje, a nawet – jak się podaje – cenę, jakiej ma żądać.

Około sześć lat temu wszyscy osiedlili się w Kalifornii – również z „nakazu” – a pani Chynoweth kupiła około siedmiuset akrów ziemi i na miejscu wzniosła prawdziwy pałac, którego opis brzmi jak sen o raju. Rezydencja ma ponad sto pomieszczeń, choć – licząc dzieci – rodzina liczy tylko dziesięć osób. Lecz wszystko, od schodów wejściowych po piorunochron, zostało zaprojektowane zgodnie z radami przewodników pani Chynoweth; nawet zakup najmniejszego mebla dokonywany był przez nią samą pod tym samym kierownictwem. Efektem jest zdumiewający pokaz elegancji i dobrego smaku, przy koszcie rzędu 150 000 funtów – co bynajmniej nie jest łatwym zadaniem, gdy ma się do wydania tak wiele pieniędzy.

Przez dwa dni w tygodniu pani Chynoweth przyjmuje wszystkich chorych i ich uzdrawia – tak przynajmniej mówi ona, i tak mówią także ci, którzy zostali uzdrowieni – nierzadko nawet stu w ciągu jednego dnia. Głosi kazania dwa razy w tygodniu w kaplicy, którą zbudowała i która zawsze jest wypełniona po brzegi ludźmi z okolicy, z których wielu patrzy na nią z głęboką czcią. Nigdy nie wie, o czym będzie mówić, a gdy skończy, nie pamięta nic z tego, co powiedziała.

Wszystko, co czyni dla innych, czyni z całego serca. Nie ma zbiórek, wszystkie miejsca są wolne. Nie pobiera opłat za swoje usługi medyczne – wszystko jest gratis. W sprawach biznesowych jest bardzo zdolna i zawsze odnosi sukces. O swoich dokonaniach mówi skromnie i często powtarza: „Sama z siebie nic nie mogę uczynić. To nie ja, lecz moc, która do mnie przychodzi, czyni te rzeczy.” Wszystkie dary i bogactwa służą jednemu celowi – dobru ludzkości. Prawdziwie niezwykła kobieta! Liczba listów z prośbami o pomoc, jakie otrzymuje, musi być ogromna, a metoda, jaką wobec nich stosuje, zapewne odpowiednio prosta.

źródło: A MILLIONAIRE SPIRITUALIST; Journal of Psychical, Occult, and Mystical Research; Saturday, May 26, 1894.