(tłumaczenie: M. A. Bush)
W lutowym numerze czasopisma „Zeitschrift für Seelenleben” z Lipska pan Theodor Dolejs zamieszcza długą i szczegółową relację dotyczącą rozwoju swoich zdolności psychicznych na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat. Jest to mężczyzna w średnim wieku, silnej, raczej krępej budowy, który nigdy nie cierpiał na żadną poważną chorobę. Zapewnia on czytelników, że od samego początku był w stanie obserwować wszystko, co się wydarzało, z chłodnym i bezosobowym dystansem.
Pierwsze ponadnormalne wrażenia pojawiały się albo w chwili zapadania w sen, albo tuż po przebudzeniu, przy czym dzieliły je długie przerwy – często liczące wiele miesięcy. Przybierały one postać osobliwego mrowienia skóry na całym ciele, „jakby mrówki chodziły po mnie”, po którym następował stopniowo stan przypominający śpiączkę. W jego trakcie nie był w stanie się poruszyć, lecz odczuwał wyraźnie zwiększoną wrażliwość na dźwięki. Słyszał ciche kroki wokół łóżka i niezmiennie towarzyszył temu gwałtowny napływ zimna; dodaje jednak:
„Ponieważ ten chłód docierał do mnie przez grubą warstwę pościeli, przypisywałem go raczej prądowi fluidycznemu niż ruchowi powietrza.”
„W miarę jak zjawiska te stawały się częstsze” – kontynuuje pan Dolejs – „odkryłem, że potrafię kontrolować kierunek tego prądu: jeśli pragnąłem, by uderzył mnie w plecy, właśnie tam go odczuwałem; poruszał się zgodnie z moimi myślami od stóp aż po czubek głowy. Gdy uderzał mnie w twarz, niemal zapierało mi dech. Następnie pojawiły się dotknięcia – i znów mogłem kierować nimi według własnej woli; lecz gdy dotknięcia następowały, strumień chłodu ustawał.
Rozwój ten był tak stopniowy, że miałem dość czasu, by przywyknąć do każdego wrażenia i oswoić z nim umysł. Zapewne dlatego nigdy nie odczuwałem najmniejszego lęku ani zdenerwowania.”
Widmowy gość
„Z czasem dotknięcia przekształciły się w objęcia. Czułem, że dwie ręce obejmują mnie dookoła. Uniosłem własne ręce, aby je dotknąć – wówczas moje dłonie zostały pochwycone w ciepły, mocny uścisk i z czułością przytrzymane. W tej samej chwili sztywność ciała fizycznego ustąpiła i uświadomiłem sobie, że moje materialne ramiona wciąż leżą nieruchomo pod pościelą i w ogóle się nie poruszyły.
Co więcej, choć moje oczy były zamknięte, a pokój pogrążony w ciemności, zacząłem dostrzegać, że zupełną ciemność rozbijają dziwne plamy światła. Dzięki nim – mimo że moje fizyczne dłonie wciąż spoczywały pod kołdrą – wyraźnie widziałem ich odpowiednik ponad głową: zmarszczki, blizny i wszystko inne. Pocierałem je o siebie (odczuwając to wrażenie), gładziłem nimi włosy i twarz, szczypałem własny nos i pociągałem za brodę. A jednak moje zwyczajne ręce ani drgnęły. Czyżby był to mój sobowtór?
Niedługo potem po raz pierwszy rzeczywiście ujrzałem mojego widmowego gościa. Byłem w stanie obrócić głowę w stronę dźwięków, które słyszałem, i wyraźnie zobaczyłem postać dość młodej kobiety, ubraną w strój sprzed około czterdziestu lat, przechodzącą przez zamknięte okno w pobliżu nóg mojego łóżka.
W styczniu 1928 roku odbyłem z nią pierwszą rozmowę. Przebywałem wówczas poza domem, u mojego zięcia Franza Schopfa (o którym będzie jeszcze mowa), i nagle zacząłem się zastanawiać, czy mój nieznany gość potrafi mnie odnaleźć w obcym otoczeniu. Niemal natychmiast pojawiła się znana mi sztywność; postać ukazała się, ujęła i potrząsnęła moją „podwójną” dłonią, po czym poprowadziła ją, abym dotknął najpierw jej włosów, a następnie twarzy.
Zapytałem – a słowa zabrzmiały wyraźnie i donośnie dla moich niematerialnych uszu:
‘Dlaczego tu przyszłaś?’
‘Cóż, wiesz, że mnie wezwałeś.’
‘Gdzie mieszkasz?’
‘Wśród zagubionych.’
Odpowiedź ta bardzo mnie zaniepokoiła i pośpieszyłem z wypowiedzeniem kilku słów pociechy i zachęty; lecz w tym momencie powróciły doznania fizyczne i wszystkie zjawiska ponadnormalne zniknęły.”
Uzgodniony znak
„Mniej więcej w tym czasie zmarła moja teściowa po długiej chorobie. Przed śmiercią z wielkim zainteresowaniem słuchała wszystkiego, co mogłem jej opowiedzieć o życiu po ‘tamtej stronie’, i kilkakrotnie zapewniała mnie, że gdy odejdzie, zrobi wszystko, by mi się ukazać. Półżartem powiedziałem do niej:
‘No dobrze, Mamo droga – żeby mieć absolutną pewność, że to naprawdę Ty – pociągnij mnie trzy razy mocno za nos, gdy przyjdziesz.’
Zapomniałem o tym zupełnie, gdy dokładnie trzy miesiące po jej śmierci leżałem pewnej nocy w łóżku, rozmyślając nad problemem naukowym. Poczułem wówczas, jak znów ogarnia mnie stan sztywności, a po kilku minutach ktoś pociągnął za kołdrę. W moim ‘języku z tamtej strony’ (brzmiał on dla mnie zupełnie wyraźnie) zapytałem, kto tam jest. Odpowiedzi nie było, lecz o tej samej godzinie następnej nocy zdarzyło się to samo. Powtórzyłem pytanie – znów bez odpowiedzi – lecz wyraźnie czułem, jakby ktoś zbliżał się ku mojej głowie.
Dopiero trzeciej nocy – jak się zdaje – dostępna była wystarczająca moc; wtedy postać przesunęła się po moim ciele i, dotarłszy do głowy, pociągnęła mnie trzy razy bardzo wyraźnie za nos.
‘Droga Mamo’ – powiedziałem – ‘żeby mieć absolutną pewność, czy mogłabyś powtórzyć ten mały znak?’
I rzeczywiście – mój nos został ponownie pociągnięty trzy razy.
Wówczas moje widzenie astralne się rozjaśniło i ujrzałem staruszkę bardzo wyraźnie, ze wszystkimi jej ziemskimi osobliwościami sylwetki i rysów twarzy. Co więcej, mówiła do mnie tą samą osobliwą mieszaniną niemieckiego i polskiego, którą zwykła się posługiwać za życia.
Od tego czasu teściowa często mnie odwiedzała i przyprowadzała ze sobą wielu innych. Nierzadko budził mnie głos małej dziewczynki – z czasem rozpoznanej jako dziecko z rodziny, które zmarło w niemowlęctwie. Gdy zaczynał się stan sztywności, słyszałem, jak mówi:
‘Ach, leniuszku, więc wreszcie udało mi się cię obudzić, prawda?’
Najwyraźniej ziemski stan czuwania był dla niej równoznaczny ze snem.
W tamtym czasie nie tylko byłem świadomy posiadania niematerialnych rąk i ramion, lecz wiedziałem także, że funkcjonuję w zupełnie innym ciele. Uczucie nacisku pościeli znikało – przestawałem ją czuć – i odkrywałem, że jestem poza ciałem, unosząc się po drugiej stronie pokoju, mogąc widzieć moje materialne ciało wciąż leżące bezwładnie na łóżku.”
źródło: Medium Describes His Development; Light on Spiritualism and Psychical Research, March 16, 1934.