Wieszcz

Magik i duchy. List otwarty do Harry’ego Houdiniego

Mój drogi Houdini,

Od dość długiego czasu leży przy mnie Pańska słynna na całym świecie książka „A Magician Amongst the Spirits”. Pisałem o niej bardzo niewiele; uznałem, że jest to przedsięwzięcie zbyt trudne.

Od czasu do czasu brałem ją do ręki z zamiarem napisania jakiejś recenzji. Lecz jakoś brakowało mi słów; mój zasób słownictwa okazywał się niewystarczający.

Kiedy osioł londyńskiego przekupnia z dzielnicy Cockney kopnął wózek swego pana, roztrzaskał go na kawałki i rozrzucił owoce po całej okolicy, przekupień zachował nienaturalny spokój. Powiedział jedynie ochrypłym głosem:

– Na to nie ma słów!

Pańska książka wywołała we mnie początkowo dokładnie taki sam stan ducha.

Później, gdy poznałem ją lepiej, uderzyło mnie, że jest ona wprost idealną książką do czytania przy łóżku. Gdyby człowiek był niespokojny i chciał zasnąć albo przygnębiony i pragnął się rozweselić – cóż, książka była pod ręką.

Książka jako zjawisko psychologiczne

Potem przyszło odkrycie, że książka ta jest prawdziwym fenomenem – nie fenomenem psychicznym, lecz psychologicznym.

Z tego punktu widzenia stała się kopalnią informacji. Dała mi nader gruntowne wykształcenie w zasadach psychoanalizy.

Z czasem błędy pisowni, fałszywe twierdzenia i nieporozumienia ujawnione w tej zdumiewającej książce zaczęły mieć dla mnie cały urok krzyżówek.

Już przy pierwszym otwarciu książki rozkoszne było odkrycie, że panna Tomczyk została opisana jako Madame Tomchik albo jako „Tomchick”. Było to tak osobliwe, że pewnym rozczarowaniem okazał się fakt, iż zdołał Pan poprawnie zapisać nazwisko pana Everarda Feildinga – z „e” przed „i”; tylu ludzi potyka się właśnie na tym.

Książka wielostronna – i pełna czułych razów

Jest to książka wielostronna.

Z jednego punktu widzenia stanowi zbiór wszystkich skandali, jakie najwyraźniej zdołał Pan wygrzebać przeciwko spirytyzmowi. Lecz podał je Pan z taką aurą szczerości, z tyloma uroczymi wyrazami przyjaźni wobec niektórych osób, które Pan atakuje, z takim pozorem dziecięcej niewinności, że zanim człowiek zajdzie daleko w lekturze, poruszone zostają struny głębokiego wzruszenia.

Przypadek Morsa i Cieśli, płaczących nad losem ostryg, które właśnie zjadali, stanowi zaledwie słabą analogię.

Nie ukrywa Pan swojej miłości, gdy rozdaje Pan kopniaki i kuksańce przedmiotom swego uczucia i szacunku.

Zauważam, że jest Pan śmiertelnym wrogiem łatwowierności – zachowując przy tym głęboką wiarę w samego siebie.

W jednym miejscu podaje Pan serię przykładów zjawisk spirytystycznych opisanych przez Florence Marryat – nazwisko zapisane poprawnie, co jest kolejnym rozczarowaniem. Uważa je Pan za tak niewiarygodne, że nie wymagają komentarza, poza tym, iż mają być przykładami rzeczy, w które „spirytyści mają wierzyć i rzeczywiście wierzą”.

A jednak, mój znakomity Houdini, potrafi Pan stawiać całkiem znaczne wymagania wierze swoich czytelników.

Największy wyczyn tajemnicy

Opowiada nam Pan krótką historię dotyczącą swojego „największego wyczynu tajemnicy”.

Dnia 4 lipca 1922 roku przebywał Pan w domu w Seacliffe na Long Island. Padał ulewny deszcz, a dzieci gospodarzy były gorzko rozczarowane, ponieważ czekały, aby odpalić pokaz fajerwerków z okazji tej słynnej rocznicy.

Nakazał Pan deszczowi ustać – i deszcz ustał.

Niegodziwie niedowierzający mały chłopiec powiedział potem, że deszcz i tak by przestał padać. Aby więc przekonać niewdzięcznego małego łotra, nakazał Pan deszczowi spaść ponownie.

I spadł.

Z zadziwiającą skromnością sugeruje Pan, że prawdopodobnie był to zbieg okoliczności.

Otóż jest to jeden z najbardziej niezwykłych fragmentów książki. Nie potrafię rozstrzygnąć, czy większym cudem jest wyczyn zatrzymania i sprowadzenia deszczu, czy też sama skromność.

Opowieść o kluczach do sejfów

Wie Pan bardzo wiele o sztuczkach oszukańczych mediów.

Opowiada nam Pan na przykład, że podczas pobytu w Berlinie poznał Pan majstra fabryki sejfów, który powiedział Panu, iż dorabiał duplikat klucza do każdego sejfu przechodzącego przez jego ręce i sprzedawał te klucze mediom. Dzięki temu mogły one otwierać sejfy i czytać prywatne dokumenty, aby zdobywać informacje o swoich klientach.

Media – które wedle własnych metod były kłamcami i oszustami – uzyskiwały tę przysługę pod warunkiem, że niczego nie ukradną!

Czy naprawdę Pan w to uwierzył?

Czy oczekuje Pan, że ja w to uwierzę?

Bo ja w to nie wierzę. Nawet gdybym miał zaszczyt i przywilej spotkać majstra niemieckiej fabryki sejfów i usłyszeć tę historię z jego własnych ust, nie uwierzyłbym.

Widzi Pan, korzystam z Pańskich rad przeciwko łatwowierności.

Mówi Pan, że sir Arthur Conan Doyle i sir Oliver Lodge nie są „bezpiecznymi przewodnikami”. A potem sam opowiada Pan tę „sejfową” historię wraz z innymi opowieściami, które najwyraźniej uważa Pan za prawdziwe, ponieważ wspierają Pańskie poglądy.

Czy Pan jest bezpiecznym przewodnikiem?

Brak poczucia humoru

Dużo o Panu myślałem, drogi Houdini, i sądzę, że tym, czego Panu brakuje, jest poczucie humoru.

A to tak bardzo zmienia spojrzenie człowieka na życie.

Wracając na chwilę do kwestii łatwowierności, mam do złożenia jedno osobliwe wyznanie.

Pisze Pan wiele o swojej miłości do zmarłej matki. Ludzie, którzy Panu nie wierzą – a jest ich kilku – mówią teraz, że jest to jeden z Pańskich „chwytów”.

Ja nie wierzę, że to chwyt. Wierzę, że jest Pan szczery.

Wierzę, że kocha Pan i czci pamięć swojej matki oraz że nie użyłby Pan świadomie tego uczucia do celów reklamowych.

Widzi Pan zatem, że Pańska książka nie uleczyła mnie całkowicie z mojej naiwnej wiary w ludzi i rzeczy.

Oświadczenie Houdiniego

Mógłbym napisać znacznie więcej o Pańskim magnum opus, lecz kończy mi się miejsce. Sztuka jest długa, a czas ulotny.

Chcę odwołać się do uderzającego fragmentu na stronie 165. Brzmi on następująco:

We wszystkich seansach, w których brałem udział, nigdy nie odczuwałem antagonizmu. Nie pragnę zdyskredytować spirytyzmu. Nie prowadzę wojny z sir Arthurem. Nie walczę ze spirytystami itd.

Pierwszy raz, gdy przeczytałem ten ustęp, zaparło mi dech.

Powiedziałem wtedy – odzyskawszy mowę:

– Ze wszystkich zdumiewających, kolosalnych, tytanicznych przejawów bezczelnej zuchwałości…

Lecz później zdołałem się uśmiechnąć i powiedzieć po prostu:

– Ostatecznie to tylko Houdini w przypływie matczynej czułości, który chce pocałować bolące miejsce i sprawić, by wyzdrowiało.

Eksperymenty z ektoplazmą i pytanie o życie przyszłe

Pozwoli Pan, że zakończę krótką uwagą dotyczącą fragmentu, w którym odnosi się Pan do mojej przedmowy do pracy Crawforda „Psychic Structures”.

Cytuje Pan tę część, w której, mówiąc o zjawiskach fizycznych – nie „psychicznych”, jak Pan to podaje – wspominam o wartości eksperymentów ektoplazmatycznych z miękką gliną i błękitem metylenowym.

Pyta Pan, jaki związek mają którekolwiek z tych eksperymentów z przyszłym stanem istnienia.

Otóż gdyby ta Pańska przenikliwa inteligencja nie była wówczas częściowo uśpiona, dostrzegłby Pan, że nigdy nie twierdziłem, iż mają one jakikolwiek związek z życiem przyszłym.

Pisałem o zjawiskach fizycznych – nie o zjawiskach psychicznych w ogóle – i trzymałem się logicznie tematu.

„Logika jest logiką; oto wszystko, co mówię” – tym wersem jednego z poetów Pańskiego wielkiego kraju mogę stosownie zakończyć.

Życząc Panu wszystkiego, na co Pan zasługuje,

pozostaję, mój drogi Houdini,

z poważaniem,
David Gow


Nota redakcyjna

Trzeba uczciwie powiedzieć na korzyść Houdiniego, że przypisuje on liczne błędy drukarskie w tekście swojej książki temu, iż przebywając w trasie, nie był w stanie poprawić odbitek korektorskich i książka trafiła do druku bez dokonanej przez niego rewizji.

źródło:  The Magician and the Spirits. An Open Letter to Mr. Harry Houdini; Light – A JOURNAL OF SPIRITUALISM, PSYCHICAL, OCCULT AND MYSTICAL RESEARCH, June 27, 1925.