Chrystus ezoteryczny

I

Obecna sytuacja religijna

Spośród wielu cech wyróżniających naszą epokę najbardziej znamienną – zarówno ze względu na jej wewnętrzną naturę, jak i możliwe następstwa – jest niewątpliwie upadek ortodoksyjnego sposobu przedstawiania religii, której chrześcijaństwo zawdzięcza swą nazwę.

Sam fakt tego upadku nie budzi wątpliwości, lecz jego znaczenie ocenia się bardzo różnie, a teorie wysuwane w celu jego wyjaśnienia całkowicie się od siebie różnią.

Teorie te są, ogólnie rzecz biorąc, trzy i – niczym wierzchołki trójkąta równobocznego – pozostają od siebie tak odległe, jak to tylko możliwe. Reprezentowane przez nie trzy stanowiska można określić jako: ortodoksyjne, materialistyczne i mistyczne.

Stanowisko ortodoksyjne

Według pierwszej z tych teorii, głoszonej przez stronnictwo ortodoksji, upadek ich systemu nie wynika ani z wad samego systemu, ani ze sposobu jego przedstawiania czy praktycznego stosowania, ani też z możliwego osiągnięcia przez ludzki umysł takiego stadium rozwoju, w którym stare metody muszą zostać zastąpione nowymi.

Ma on być skutkiem naturalnej przewrotności człowieka, której – z jakiegoś niezrozumiałego powodu – pozwolono właśnie w ten sposób się ujawnić.

Nie mając innego wyjaśnienia, ortodoksja nie jest przygotowana do przeciwdziałania złu inaczej niż przez wzmożenie potępień oraz nasilanie efektów widowiskowych i oddziałujących na zmysły w obrzędach, aby za ich pomocą przyciągnąć ludzi, których nie potrafi pozyskać przez umysł i serce.

Co więcej, w głoszeniu doktryn najmniej akceptowanych przez ogół przyjęła ton mniej zdecydowany.

Stanowisko materialistyczne

Według drugiej teorii – materialistycznej – omawiany upadek nie dotyczy jedynie istniejącej religii, jakiejś szczególnej religii czy formy religii, lecz samej religii jako takiej.

Jego przyczyną ma być zanik instynktu religijnego wskutek rozprzestrzeniania się własnego systemu myślowego materialistów – albo raczej systemu braku myślenia – którego kryterium stanowią nie umysł i rozum, lecz zmysły.

System ten zdobył ostatnio tak silny wpływ na świat, że jego zwolennicy z ufnością oczekują, iż w niedalekiej przyszłości zostanie powszechnie przyjęty.

Stanowisko mistyczne

Zwolennicy trzeciej i ostatniej teorii – mistycy, czyli wyznawcy ezoteryzmu religijnego – dostrzegają poważny i szeroko rozpowszechniony zanik instynktu religijnego albo, jak wolą go określać, świadomości duchowej.

Nie uważają jednak, że zanik ten ma charakter trwały czy powszechny, ani że stanowi przyczynę upadku ortodoksji. Postrzegają go raczej jako tymczasowe zaćmienie właściwości, której nie można usunąć z natury ludzkiej i która nie może ponieść żadnej szkody poza tą, jakiej doznaje sama natura ludzka – niezależnie od stopnia i długości owego zaćmienia.

Ponieważ uznają wzajemną zależność świata fizycznego i duchowego, wierzą, że głębokość obecnego zaćmienia świadomości duchowej jest znakiem zbliżania się nowego świtu i narodzin duchowego światła. Skutkiem tego będzie jej odrodzenie na skalę i w stopniu przewyższającym wszystko, co dotychczas poznano.

Poglądu tego nie opierają wyłącznie na analogii, lecz również na doświadczeniu – doświadczeniu obu światów: widzialnego i niewidzialnego, zjawiskowego i noumenalnego. Jest to termin obejmujący zarówno doświadczenie historyczne, jak i intuicyjne.

Dzięki doświadczeniu pierwszego rodzaju mistyk jest zdolny rozpoznać właśnie takie naprzemienne okresy duchowego zaćmienia i oświecenia, jakie obecnie przewiduje, ponieważ występowały one już w przeszłości. Dzięki doświadczeniu drugiego rodzaju potrafi natomiast rozpoznać ich przyczynę jako tkwiącą w samej naturze istnienia, a zatem jako zmuszoną do znajdowania w niej swojego wyrazu.

Świadomość duchowa

Zdolnością, która odróżnia mistyka od materialisty, umożliwiając mu przeniknięcie poza zjawiska i wyjaśnianie ich istoty, jest to, co zostało już określone jako świadomość duchowa – świadomość tego, co istotowe i substancjalne zarówno w człowieku, jak i w jego otoczeniu.

Zakłada ona zdolność rozpoznawania niekoniecznie wszystkich duchów, lecz Ducha oraz zasad.

Podczas gdy posiadanie tej zdolności oznacza dojrzałość duchową, jej brak mistyk przypisuje duchowej niedojrzałości materialisty. Z tego właśnie powodu materialista nie potrafi podzielać oczekiwań dotyczących nadchodzącego duchowego odrodzenia ani rozpoznać go, gdy się pojawi.

W odniesieniu do tego najważniejszego aspektu swej natury jest on bowiem tak młody, że nie był jeszcze świadkiem pełnej rewolucji roku duchowego. Nie uchwycił jeszcze znaczenia tego zjawiska.

Dlatego, gdy widzi słońce duchowej świadomości rodzaju ludzkiego skłaniające się ku zachodowi albo zbliżające się do duchowego przesilenia zimowego, natychmiast dochodzi do wniosku, że będzie ono opadać aż do całkowitego zaniku, pozostawiając świadomość materialną w niezakłóconym panowaniu.

Materializm wewnątrz ortodoksji

Ale to jeszcze nie wszystko.

Mistyk nie przypisuje upadku ortodoksji jedynie przewadze materializmu w świecie. Odwraca ten porządek i przypisuje go przewadze materializmu w samej ortodoksji. To właśnie ortodoksję uznaje za odpowiedzialną za rozpowszechnienie się materializmu w świecie, a zatem również za własny upadek i osłabienie świadomości duchowej.

Przypis

Rozróżnienie dokonane w tym miejscu ma najwyższą wagę.

Zdolność postrzegania „duchów” – podobnie jak widm zmarłych – jest zdolnością naturalną, wspólną zarówno człowiekowi pierwotnemu, jak i cywilizowanemu, i nie zostaje zniszczona przez sztuczne sposoby życia, nie oznacza jednak duchowego rozwoju.

Nie bardziej zresztą niż zdolność postrzegania „spirytualizmu” musi oznaczać duchowość – tak samo jak znajomość mężczyzn i kobiet nie musi oznaczać znajomości Człowieczeństwa.

Rozróżnienie to zachodzi między osobami a zasadami.

Dla materialisty materializm jest jedynie systematycznym uznaniem i sformułowaniem materialności; to znaczy – jeśli termin ten zastosować do religii – skłonnością ku rzeczom zmysłowym i przedkładaniem ich nad rzeczy ducha. Prowadzi to do zastępowania zasad, procesów i stanów czysto duchowych osobami, wydarzeniami oraz rzeczami należącymi do płaszczyzny materialnej, choć pierwotnie miały one owe duchowe treści oznaczać.

Właśnie taka materialność stanowi, zdaniem mistyka, szczególną i zgubną wadę ortodoksyjnego przedstawiania chrześcijaństwa. To jej przypisuje on jego upadek – nie czynnikom zewnętrznym, działającym na nie z zewnątrz, lecz przyczynie tkwiącej w nim samym i oddziałującej z jego wnętrza na świat.

Innymi słowy, nawet jeśli przyjąć, że świat zstąpił z osiągniętego wcześniej poziomu duchowości, to Kościół upadł pierwszy, a swoim upadkiem pociągnął za sobą świat.

Należy przy tym rozumieć, że terminy „Kościół” i „Świat” są tu użyte w sensie kościelnym, dla oznaczenia wewnętrznych i zewnętrznych – czyli oficjalnych i świeckich – elementów jednego i tego samego organizmu. Nie są one pojmowane w sensie biblijnym i mistycznym jako dwa byty gwałtownie sobie przeciwstawione i zasadniczo antagonistyczne.

Bunt przeciw ortodoksji

Rozpatrywany z tego punktu widzenia współczesny bunt przeciw ortodoksji okazuje się – przynajmniej na początku – nie buntem przeciw wewnętrznej materialności świata, lecz przeciw duchowości, która jest jego istotą. Stanowi odrzucenie systemu religii, który z powodu swej materialności okazał się niewystarczający wobec duchowych potrzeb świata.

Gdy odcięty od takich środków łaski, jakie oferowała istniejąca religia, świat nie posiadał zarazem wystarczającej duchowości, by utrzymać się samodzielnie, powinien był utracić również tę jej niewielką część, którą posiadał, i pogrążyć się w pustce całkowitego zaprzeczenia. Było to naturalne i nieuniknione.

Jednak sam fakt, że bunt przeciw ortodoksji był buntem nie przeciw religii, lecz przeciw materialności w religii, stanowi protest świata na rzecz zarówno religii, jak i duchowości. Potwierdza zarazem przekonanie, że świat – bynajmniej nie będąc z natury materialistyczny – przyjmie prawdziwie duchową religię, gdy tylko pojawi się religia, którą będzie potrafił jako taką rozpoznać.

Chrześcijaństwo oczyszczone z materializmu

Właśnie taką religię proponuje mistyk pod nazwą Chrystusa ezoterycznego.

Jest to chrześcijaństwo pozbawione elementu materialnego, który stał się jego zgubą, i przywrócone do właściwego stanu. Jego pierwotna koncepcja może bowiem zostać wykazana zarówno na podstawie tekstu Pisma, jak i faktów świadomości duchowej.

Nie jest ono w żadnym razie nową Ewangelią, która miałaby zastąpić dotychczasową, lecz po prostu nową interpretacją jednej, wiecznej Ewangelii – zgodną z zamiarem jej pierwotnych natchnionych autorów i twórców. Polega ona na przywróceniu terminom używanym w Ewangelii tego sensu, który pierwotnie miały wyrażać.

Właśnie w tym mistyk dostrzega główny grzech oficjalnych strażników i głosicieli chrześcijaństwa. Nie podjęli oni próby ustalenia ani systemu myślowego leżącego u podstaw Pisma i kierującego jego wyrażeniem, ani szczególnego znaczenia użytych w nim terminów.

Nie starali się też spojrzeć na nie z punktu widzenia, z którego zostało napisane – mianowicie z perspektywy świadomości duchowej, a więc Rozumu zastosowanego do spraw duszy.

Pismo napisane przez mistyków

Powiedzieć to znaczy stwierdzić – co bez wątpienia jest prawdziwe – że Pismo zostało napisane przez mistyków dla mistyków i z mistycznego punktu widzenia, lecz było interpretowane przez materialistów dla materialistów i z perspektywy materialistycznej.

Ponieważ zaś z takiego stanowiska, a więc i przy takiej interpretacji, pozostaje całkowicie niezrozumiałe, odwoływano się w jego obronie nie do rozumu, lecz do tradycji i autorytetu – samych w sobie arbitralnych i niemożliwych do zweryfikowania.

W rezultacie ustanowiono rozdział między wiarą a rozumem, doktryną a doświadczeniem. Rozdzielono zatem to, co Bóg nierozerwalnie połączył, wywołując zamęt i niszcząc zarówno wiarę, jak i rozum.

Tak było od samego początku.

Chrześcijaństwo pozostawiło swe początki najpierw w rękach ludzi niezdolnych do właściwego jego zrozumienia, następnie zaś w rękach tych, którzy pragnęli wykorzystać je raczej jako narzędzie kapłańskiego wywyższenia niż prawdziwej ewangelizacji.

Najpierw zajęli się nim Ojcowie Kościoła, a później kapłani.

Utrata sensu ezoterycznego

Wprawdzie wielu autorów wczesnochrześcijańskich – zwłaszcza z II wieku – przyznawało, że pod znaczeniem pozornym istnieje znaczenie ezoteryczne, lecz żaden z nich nie posiadał ani miłości, ani odwagi, by je rozpoznać i głosić.

W ten sposób nauczanie Pawła, którego misją było uzupełnienie i rozwinięcie ezoterycznego Jezusa przez Chrystusa ezoterycznego – „Chrystusa wewnętrznego”, którego nośnikiem objawienia była urzeczywistniona zasada – pozostało bezowocne.

Natomiast kapłańska symbolika, w której nauka ta przesłoniła swój wyraz, została gorliwie przejęta na służbę tego właśnie systemu, który miała zastąpić: systemu zastępczego i ofiarniczego.

Tak dalece erudycja kościelna nie zdołała wypełnić luki powstałej wskutek utraty wiedzy, że usunęła z programu nauczania jedyną literaturę, w której przetrwała tłumiona doktryna – literaturę hermetyczną i kabalistyczną.

Porzuciwszy samą ideę wewnętrznego wglądu, ograniczyła wiedzę do poznawania tego, co mówili inni ludzie, którzy sami nie wiedzieli, lecz jedynie powtarzali świadectwa między sobą.

Przywrócenie rozumu i wiary

Dodanie do tych rozważań doktryny Chrystusa ezoterycznego – obecnie, gdy stało się możliwe i dopuszczalne jej sformułowanie – oznacza przywrócenie Rozumu jako podstawy i kryterium wiary.

Stanowi ona system myślenia i regułę życia ugruntowane w samej naturze istnienia, całkowicie zadowalające głowę i serce, umysł i świadomość moralną.

Jest przy tym taka, że dzięki jej przestrzeganiu człowiek może w dłuższej perspektywie wykorzystać swe istnienie w najwyższym możliwym stopniu, czyniąc z siebie to, co najlepszego może się w nim rozwinąć.

Wszystko, co zostało tu powiedziane, jest bezwzględnie konieczne jako wprowadzenie do proponowanego wykładu tej nauki.

II

RYWALIZUJĄCY CHRYSTUS

Dalsze uwagi mogą pomóc w lepszym zrozumieniu przedmiotu. Osoby pozostające w kontakcie ze współczesną myślą religijno-filozoficzną wiedzą bowiem, że refleksja ta nie doprowadziła wyłącznie do całkowitego odrzucenia idei Chrystusa.

Chrystus ezoteryczny nie jest jedynym Chrystusem proponowanym obecnie do przyjęcia przez świat w miejsce Chrystusa ortodoksyjnego. Na polu występują dziś co najmniej trzy postacie Chrystusa, a każda z nich rości sobie prawo do reprezentowania tej idei i zabiega o uznanie ludzkiej duszy przeciwko temu, który dotychczas pozostawał w posiadaniu pola – Chrystusowi Kościołów.

Nazywając go Chrystusem ortodoksyjnym, odróżnimy dwa pozostałe jako:

  • negatywnego, czyli agnostycznego Chrystusa;
  • pozytywnego, czyli ezoterycznego Chrystusa.

Drugi z nich należy do szkoły, która zatrzymała się w połowie drogi między ortodoksją a materializmem. Nie skłaniając się w żaden sposób ku mistycyzmowi, nie potrafi ona ani zaakceptować Chrystusa ortodoksyjnego, ani całkowicie obyć się bez samej idei Chrystusa.

Trzecim jest Chrystus mistyczny, czyli ezoteryczny, wskazany już jako Chrystus Pawłowy.

Krótkie zdefiniowanie dwóch pierwszych posłuży podwójnemu celowi: ukaże ich stanowiska wobec siebie nawzajem oraz wobec trzeciego, a zarazem przygotuje drogę do przedstawienia tego ostatniego.

Chrystus ortodoksyjny

Najpierw Chrystus ortodoksyjny.

Reprezentuje on formę wiary, która – nie będąc zarazem systemem myślenia – nie pozostaje w żadnym związku z umysłem, a zatem jest dla niego niepojęta. Co więcej, nie posiada odpowiednika w indywidualnym doświadczeniu człowieka.

Z tego powodu Chrystus ortodoksji nie przemawia do ludzi ani nie znajduje uznania u tych, którzy – podobnie jak cały dzisiejszy świat – słusznie odrzucają wszelki przesąd, którego natura uniemożliwia pojednanie z rozumem.

Jest to Chrystus narzucony przez kapłanów, których odwołanie się w jego obronie kieruje ku autorytetowi, a poprzez niego ku tradycji – przedstawianym jako przewyższające rozum albo mu przeciwstawne.

Dla autentycznych i konsekwentnych myślicieli Chrystus ortodoksyjny od początku był więc postacią niemożliwą do przyjęcia, a zarazem Chrystusem skazanym na zagładę – w najlepszym razie Chrystusem tymczasowym.

Mistycy utrzymują, że jest on wyłącznie wytworem kapłańskiego wypaczenia terminów użytych – częściowo w Ewangeliach, lecz przede wszystkim przez Pawła – dla określenia genezy, natury i funkcji Chrystusa ezoterycznego i prawdziwego.

Ta sama szkoła utrzymuje ponadto, że zastąpienie przedstawienia mistycznego przez kapłańskie pociągnęło za sobą następstwa tak katastrofalne dla duchowego dobra i doczesnego szczęścia ludzkości, jak tylko można sobie wyobrazić.

Przyczyny tego mają być następujące.

1. Chrystus jako wyjątek od rodzaju ludzkiego

Usuwając typowego przedstawiciela idei Chrystusa z kategorii tego, co ludzkie, zamiast ukazać go jako kulminację człowieczeństwa, ortodoksja pozbawiła człowieka wiedzy o jego własnych boskich możliwościach i powstrzymała go przed dążeniem do ich urzeczywistnienia.

2. Zastąpienie odrodzenia człowieka ofiarą innej osoby

Przedstawiając ofiarę kogoś innego jako środek zbawienia, zamiast odrodzenia samego człowieka, ortodoksja ukazała zbawienie jako zwolnienie z następstw grzechu, a nie jako przewagę nad samą skłonnością do grzeszenia.

3. Bóg zaspokojony cierpieniem niewinnego

Przedstawiając Bóstwo jako zaspokojone cierpieniem niewinnego za winnego, zniszczyła pojęcie Boga jako Bytu doskonale sprawiedliwego.

Co więcej, zamiast zapewnić człowiekowi Zbawiciela, w rzeczywistości go go pozbawiła. Odebranie bowiem cierpienia za grzech oznacza odebranie środka prowadzącego do odkupienia z grzechu.

4. Wieczna męka jako los niezbawionych

Przedstawiając wieczność męki jako nieunikniony los wszystkich, którzy nie zostali zbawieni przez Chrystusa, oraz uzależniając zbawienie od woli Istoty całkowicie arbitralnej, kapryśnej i pozbawionej uczuć miłosierdzia i sprawiedliwości w ich ludzkim rozumieniu, ortodoksja usunęła Boga na rzecz złowrogiej istoty sprawującej władzę nad wszechświatem.

Uczyniła nie miłość, lecz strach, motywem postępowania. Sprowadziła też miliony ludzi do niewypowiedzianej rozpaczy, niszcząc wszelką radość życia doczesnego i wszelką nadzieję na życie przyszłe.

Poszukiwanie innej drogi zbawienia

Tak wielkie i tak przerażające jest zainteresowanie świata odkryciem drogi zbawienia odmiennej od tej, którą proponuje ortodoksja.

To, że powszechne szaleństwo i samobójstwa nie stały się następstwem takiej doktryny, można wyjaśnić jedynie założeniem, że w sercu człowieka istnieje coś, co zadaje jej kłam, zmuszając go do wiary w dobroć Boga pomimo wszystkiego, co Kościoły uczyniły, aby przekonać go o czymś przeciwnym.

O ileż lepszy okazuje się człowiek od wyznań wiary, które nakazywały mu zaufać im zamiast prawdzie!

Chrystus agnostyczny, czyli negatywny

Chrystus agnostyczny lub negatywny został tak nazwany, ponieważ – choć proponowany do przyjęcia przez wskazaną szkołę – stanowi zaprzeczenie wszystkich charakterystycznych i pozytywnych właściwości zawartych w samym pojęciu Chrystusa.

W rzeczywistości nie jest więc Chrystusem, podobnie jak sami jego twórcy i głosiciele. Jest jedynie agnostykiem – człowiekiem o ponadprzeciętnych zaletach charakteru, postępowania i zasad, oddanym wprawdzie poprawie zewnętrznych warunków życia ludzi, lecz bezsilnym, gdy chodzi o przemianę człowieka wewnętrznie i w nim samym.

Jest to Chrystus, który reprezentuje życzliwe intencje i dobroczynną działalność, lecz nie posiada nawet nikłego poznania królestwa wewnętrznego ani jego tajemnic, ani też tego, co wynika z inicjacji w nie.

Nie jest on niczym więcej niż człowiekiem fizjologicznym i zjawiskowym – doskonałym przedstawicielem tego typu, lecz jedynie człowiekiem cielesnym. Jego horyzont umysłowy ogranicza się do ciała, a jego wpływ zanika wraz z ciałem.

Nie jest odkupicielem od ograniczeń cielesnych, od grzechu ani od śmierci; nie jest też tym, który jedna człowieka z Bogiem.

W żaden sposób nie jest duchowym i substancjalnym człowiekiem, „odwiecznym w niebiosach” ani Chrystusem „królestwa wewnątrz” człowieka.

Uczniowie tego poglądu sami wskazują zresztą jego ograniczenia, nadając mu nazwę „Chrystusa Obywatelskiego”.

Edward Maitland

Przypis

Nie uwzględnia się tutaj żadnych osobistych pretendentów do tego urzędu, którzy opierają swe roszczenia na posiadaniu określonych zdolności okultystycznych.

Nawet oni nie są dziś poszukiwani. Służą jednak – wypełniając proroctwo – potwierdzeniu tej idei. Zob. Mt 24,5; 24,24 itd.

III

1. Jego natura i zrodzenie

Mówić o człowieku duchowym i substancjalnym znaczy mówić o Chrystusie ezoterycznym, a zatem o tej tajemnicy, która od dawna była „tajemnicą wieków”, „tajemnicą pobożności” oraz – by posłużyć się innym określeniem św. Pawła – teozofią, czyli „mądrością Bożą” (sophia theou, 1 Kor 2,7).

Jest to więc najwyższa tajemnica, która od początku historii była najpilniej strzeżonym skarbem niezliczonych kolegiów świętych misteriów. Inicjowani jednocześnie ukrywali ją i objawiali, przechowywali i przekazywali dalej za pomocą symbolu, alegorii, legendy oraz mitu. Została ucieleśniona w świętych pismach i systemach religijnych, przedstawiona w formach obelisku, piramidy, sfinksa i świątyni, a także ukazana zarówno na obliczu ziemi, jak i nieba.

Gdy bowiem wyznaczano całe krainy zgodnie z tą tajemnicą, zapisywano ją również w gwiazdach. Tak jak piramida jest Biblią zbudowaną z kamienia, tak sfera zodiakalna stanowi Biblię ułożoną z gwiazdozbiorów. Ich wspólnym tematem jest geneza, narodzenie, historia i uwielbienie tego, co zawsze było dla mistyków Chrystusem ezoterycznym i prawdziwym: ludzkiego Ego odkupionego, udoskonalonego i uczynionego boskim przez proces nazywany we wszystkich epokach Odrodzeniem, czyli Nowymi Narodzinami – od materii ku duchowi.

Ponieważ proces ten uznawano za konieczny dla zbawienia, uważano również, że człowiek może go ułatwiać i zapewniać przez współdziałanie z duchem znajdującym się wewnątrz niego.

System myślowy określany terminem „Odrodzenie” był jednakowo odległy od dwóch innych systemów, które jako jedyne zajmowały dotąd trwałe miejsce w świecie. Są to systemy kapłańskie i materialistyczne, z których każdy stanowi zaciekłego przeciwnika drugiego.

Od kapłaństwa różni się tym, że podczas gdy ono ustanawia zewnętrzną i obcą osobowość jako sprawcę zbawienia, a kapłana jako niezbędnego pośrednika, ezoteryzm, czyli mistycyzm, domaga się przemiany wewnętrznego stanu człowieka przez siły tkwiące w nim samym.

Była to podstawowa doktryna tego systemu myślenia, który pod nazwą Gnozy stanowił podstawę i kierował ekspresją wszystkich świętych misteriów, pism oraz religii starożytności. Był to system, który po „zejściu do Egiptu” ze Wschodu, aby ustanowić dla siebie nowy początek w rozwijającym się świecie Zachodu – i osiągnąwszy najpełniejszą formułę w Pismach hermetycznych – ocalał dzięki ponownemu przesadzeniu, które znamy jako ucieczkę Mojżesza z Egiptu.

Jest to zatem system, którego nieprzestrzeganie sprowadziło na Izrael prorockie potępienie i narodową klęskę. System, którego niewiedza wyznana przez Nikodema wywołała u Jezusa okrzyk:

„Ty jesteś nauczycielem Izraela, a tego nie wiesz?”

Jest to system, którego zatajanie i tłumienie przez jego oficjalnych strażników i głosicieli ściągnęło na nich gorzki zarzut Jezusa:

„Zabraliście klucz poznania” –

Gnozę, tēs gnōseōs:

„Sami nie weszliście, a tym, którzy chcieli wejść, przeszkodziliście”.

I wreszcie jest to system, przez którego przestrzeganie Chrystus staje się Chrystusem.

Zgodnie z hermetycznym ujęciem tej Gnozy człowiek posiada w sobie ziarno własnego odrodzenia oraz moc urzeczywistnienia go. Tak jak jest ono ziarnem, z którego Chrystus ezoteryczny stanowi dojrzały i doskonały owoc, konieczne jest teraz rozważenie jego natury, a tym samym podjęcie wyzwania Izajasza:

„Któż oznajmi jego zrodzenie?”

Zagadnienie to dotyczy nie mniej doniosłej kwestii niż natura składników bytu – boskiego czy ludzkiego. Właśnie w odniesieniu do tej kwestii najwyraźniej ujawnia się różnica między systemami, które są obecnie przedstawiane: systemem ezoterycznym oraz tym, który znany jest jako materializm. W niej też znajduje się całkowite obalenie i porażka tego drugiego, a wraz z nim dominującej filozofii współczesności.

Hipoteza materialistyczna jest bowiem tą, która – słusznie odrzucając cud w zwykłym rozumieniu i utrzymując, że uporządkowana ewolucja jest powszechną metodą natury – przyjmuje jednak nieożywioną, nieświadomą i nieinteligentną materię jako jedyny, pierwotny, wieczny, samowystarczalny byt. Następnie, dokonując zdumiewającego cudu, całkowicie sprzecznego z ideą ewolucji, uporządkowanej czy jakiejkolwiek innej, wyprowadza z niej wszechświat przepełniony życiem, świadomością i inteligencją.

Tymczasem zwolennicy tej hipotezy całkowicie nie dostrzegają, że obdarzając materię mocą przekraczania samej siebie, wcale nie pozbywają się idei Boga. Przeciwnie, wzmacniają ją i wyolbrzymiają, ponieważ ich Bóstwo nigdy nie zostało nawet uznane za zdolne do takiej samotranscendencji.

Dla mistyka jest to bezspornie prawdziwe również w odniesieniu do współczesnej nauki. Gdy nauka ogłosiła słowo „ewolucja” kluczem do metody natury, wkroczyła na drogę Chrystusa ezoterycznego. Lecz później, odwracając się od tej drogi, beznadziejnie odcięła się od właściwego celu – interpretacji Człowieka.

Podążając za upadłymi, ponieważ materialistycznymi, systemami kapłańskimi, ustanowiła bowiem nową „ohydę spustoszenia w miejscu świętym” Boga i Duszy, czyniąc z materii oraz pozoru wszystko, z wyłączeniem substancji i rzeczywistości. Czyniąc to, nauka pominęła ukoronowanie ewolucji, mianowicie inwolucję, i przekreśliła zawarte w niej wyższe możliwości.

Przypis

„Drogocenny klejnot” – według Szekspira – noszony przez ropuchę na czole; sama ropucha jest alchemicznym symbolem Materii.

Skoro bowiem ewolucja jest ujawnieniem tego, co tkwi wewnątrz, a nie jedynie tego, co zewnętrzne, tylko dzięki inwolucji ewolucja może zostać dopełniona, a możliwości Substancji urzeczywistnione.

Lecz nawet ten zarzut nie wyczerpuje listy filozoficznych przewinień współczesnej nauki. Według jej własnej hipotezy sama ewolucja jest bowiem niemożliwa. Jak już wskazano, aby wytworzyć skutki przypisywane ewolucji, materia musi wznieść się ponad samą siebie i przekroczyć własne ograniczenia. Nauka nie uwzględniła jednak żadnej mocy, dzięki której materia mogłaby tego dokonać.

Tak dalece jest ona logicznie niespójna – „nauka na modłę współczesną” – tak bardzo zatroskana o to, by jej zwolennicy nie okazali się lekkomyślni wobec zgodności rozumowania, iż wierząc w ewolucję i przyznając się do całkowitej niewiedzy o naturze zarówno siły, jak i substancji, przez które i w których ewolucja zachodzi, ośmiela się jednak wyznaczać jej granice!

Otóż właśnie naturą tej siły i tej substancji, dzięki którym i w których dokonuje się ewolucja, zajmuje się niniejszy wykład. Ponieważ bowiem możliwości człowieka muszą zależeć od charakteru jego zasad konstytutywnych, również Chrystus ezoteryczny, będący najwyższym urzeczywistnieniem tych możliwości, musi od nich zależeć.

Chrystus ezoteryczny nie jest, podobnie jak Chrystus ortodoksyjny, istotą anormalną i niepojętą, powołaną do istnienia arbitralnym dekretem dla rozwiązania jakiegoś szczególnego i nieprzewidzianego kryzysu, której natura i funkcja pozostawałyby niepodobne do jakiegokolwiek procesu ludzkiego myślenia i pozbawione odpowiednika w ludzkim doświadczeniu.

Przeciwnie, jest on wytworem procesu i reprezentuje zasadę – każdą powszechną i niezniszczalną – tkwiącą w samej naturze bytu, a zatem przeznaczoną, w odpowiednich warunkach, do urzeczywistnienia i objawienia.

Dlatego to, co wiąże się z nim, nie jest wyłącznie religią, lecz także nauką, filozofią i moralnością.

Jest nauką, ponieważ przedstawia ścisłą wiedzę opartą na doświadczeniu – doświadczeniu duszy.

Jest filozofią, ponieważ systematycznie zajmuje się przyczynami, racjami, mocami i prawami, które należą do samego Bytu.

Jest moralnością, ponieważ ustanawia jako zasady postępowania wieczne prawa, zamiast osobistych upodobań i doraźnych względów, i zawsze odwołuje się do najwyższych pobudek.

Jest wreszcie religią, ponieważ odnosi naukę, filozofię i moralność – a także samego człowieka – do Boga jako ich wspólnego źródła, przedmiotu i celu.

Obecne ograniczenie terminu „nauka” do rzeczy fizycznych i dostępnych zmysłom jest całkowicie arbitralne i nieuzasadnione. Istnieje nauka o rzeczywistościach moralnych i duchowych, tak samo jak nauka o rzeczach materialnych; nauka o samym człowieku, jak również o jego warunkach zewnętrznych. Człowiek posiada też zdolności konieczne do jej rozwinięcia i sformułowania.

Nauka fizyczna polepsza warunki życia człowieka, pozostawiając samego człowieka nieulepszonym. A prawdziwość jej założenia, że człowiek jest wytworem swoich warunków, jest daleka od oczywistości. Przeciwnie, to jego warunki są rezultatem jego samego; jego życie zewnętrzne jest skutkiem jego stanu wewnętrznego.

Twierdzenie materialisty, że człowiek nie może posiadać pozytywnej i ścisłej, naukowej wiedzy o Bogu, duszy i nieśmiertelności, jest prawdziwe w odniesieniu do człowieka jako materialisty, lecz nie jest prawdziwe w odniesieniu do człowieka jako człowieka.

Taka wiedza bowiem odnosi się do płaszczyzny natury ludzkiej, której materialista nie zdołał jeszcze rozwinąć do poziomu świadomości. Wszystko, co może o niej powiedzieć, sprowadza się do stwierdzenia, że on sam jej nie zna – on i jemu podobni.

Zaprzeczać możliwości takiej wiedzy na gruncie własnej niewiedzy i niezdolności oznacza czynić z siebie miarę ludzkości, a z własnego braku doświadczenia miarę doświadczenia.

Materialista nie jest uprawniony do takiego wniosku. Nie ma też prawa wskazywać żadnej wady w rozumowaniu mistyka – gdyby taką znalazł – ponieważ logika jest jednakowa na wszystkich płaszczyznach; nie ma natomiast prawa podważać faktów mistyka.

Jeśli chodzi o relację umysłu i zmysłów, oba stanowiska są zgodne. Zarówno mistyk, jak i materialista korygują świadectwo zmysłów za pomocą umysłu, gdy zmysły zgodnie twierdzą, że Ziemia jest nieruchomym centrum codziennie obracającego się wszechświata, pomimo jednoczesnego świadectwa wzroku i czucia, któremu nie przeczy żaden inny zmysł.

Widzimy bowiem, jak niebiosa obracają się co dwadzieścia cztery godziny, i czujemy ziemię nieruchomą pod naszymi stopami.

Lecz w tym miejscu ich drogi się rozchodzą.

Materialista, rozwinąwszy świadomość jedynie zjawiskowego, bierze to, co się jawi, za to, co jest, i zgodnie z tym opiera się na przekonaniu, że materia jest wszystkim, nie znajdując ani we wszechświecie, ani w sobie samym żadnego bytu substancjalnego.

Mistyk przeciwnie – ten, kto rozwinął świadomość zarówno substancjalnego, jak i zjawiskowego, rzeczywistego i pozornego – uzupełnia i koryguje wnioski umysłu za pomocą postrzeżeń duszy, tak jak materialista koryguje zmysły za pomocą umysłu.

Wie zatem, że to, co się jawi, nie jest tym, czym naprawdę jest, lecz tylko narzędziem jego przejawienia. Dzięki zdolności rozpoznawania substancjalnej treści ukrytej wewnątrz i poza zjawiskowym nośnikiem poznaje prawdziwy i rzeczywisty byt, czyli Ego – zarówno własne, jak i wszechświata.

Za pomocą tego Ego zdobywa doświadczenia, które stanowią podstawę jego wniosków.

Właśnie Ego – jego natura, geneza i rozwój – jest głównym przedmiotem niniejszego wykładu, rozpatrywanym wyłącznie wtórnie w związku z człowiekiem, w którym i przez którego znajduje ono swoje objawienie.

IV

2. Jego substancja

Otóż pomiędzy ortodoksyjnymi a ezoterycznymi definicjami Chrystusa istnieją dwa wspólne punkty.

Pierwszy: Chrystus jest objawieniem Boga w człowieku.

Przypis

Termin Substancja jest tu używany konsekwentnie na oznaczenie tego, co trwa samoistnie i objawia się w świecie zjawiskowym.

Drugi: człowiek, którego to dotyczy, jest szczególnym rodzajem człowieka. Kiedy jednak ortodoksja ogranicza takie objawienie do jednej konkretnej jednostki i nadaje mu zastosowanie fizyczne oraz fizjologiczne, druga część rozchodzi się z ortodoksją.

Jeśli chodzi o pierwszy punkt, każdy szczególny przypadek jest jedynie urzeczywistnieniem zasady, która – jako immanentna – ma zastosowanie powszechne. Jeśli zaś chodzi o punkt drugi, Chrystus jest ze swej natury bytem duchowym i substancjalnym, nie zaś fizycznym i zjawiskowym. Pozostaje nim niezależnie od tego, czy jest wcielony, czy bezcielesny.

Dzieje się tak dlatego, że ciało fizyczne – choć niezbędne jako narzędzie jego objawienia w ciele – nie należy do natury Chrystusa i w konsekwencji nie stanowi jego części. Dlatego może on „odłożyć je i ponownie przyjąć”, nie przestając w międzyczasie być Chrystusem. Jako Chrystus nie jest bowiem utworzony z materii, lecz z substancji – potencjalnej istoty materii – i dlatego ma naturę duchową. To zaś, co istotne, jest duchowe, a będąc duchowe, jest Duchem.

Otóż Duch, czy rozpatrywany jako Energia, czy jako Substancja – gdyż istnieje w obu tych sposobach – jest nie tylko świadomy, lecz jest świadomością w istotnym, a nie jedynie pochodnym sensie tego słowa.

Skoro więc przyjmujemy Ducha jako substancję bytu, musimy również uznać świadomość za warunek bytu i utożsamić nieświadomość z niebytem.

Doktryna ezoteryczna czyni właśnie to, a przez to bezpośrednio odwraca hipotezę materialistyczną. W rezultacie rozwiązuje problem istnienia w obu jego dziedzinach: Stworzenia i Odkupienia. Ukazuje je bowiem jako jednakowo wynikające z natury i działania Ducha, a zarazem jako wzajemnie się dopełniające.

Czyni to w taki sposób, że zrozumienie jednego zakłada zrozumienie drugiego. Dopiero kiedy pojmujemy stworzenie, możemy pojąć odkupienie, a dopiero rozumiejąc odkupienie, zaczynamy rozumieć stworzenie. Pojmując je oba, rozumiemy Boga i człowieka.

Powiedzieć bowiem, że Duch jest Substancją bytu – albo samym Bytem – znaczy powiedzieć, że Bóstwo jest tą Substancją i tym Bytem. „Bóg jest Duchem”. Nie duchem jednostkowym, ponieważ użycie rodzajnika nieokreślonego indywidualizowałoby Boga i czyniło Go jednym z wielu duchów, podczas gdy Bóg jest powszechny.

Jest Duchem, nie zaś jednym duchem. Jest Bytem, nie zaś jednym bytem. Jest Bogiem, nie zaś jednym z bogów. Bez Niego nie istnieje żaden byt, a jego jedynym możliwym przeciwieństwem jest niebyt.

Ateizm a niepełne rozumienie Boga

Łatwość, z jaką ludzie współcześnie określają samych siebie mianem „ateistów”, wynika nie tyle z pośpiechu w wyrażaniu poglądów, ile z powierzchowności myślenia.

To, co naprawdę mają na myśli – gdy przeanalizować ich wypowiedzi – sprowadza się do niewiary w ortodoksyjne albo jakieś inne wyobrażenie Boga. Nie oznacza to jednak, że nie wierzą w Boga.

Wierzyć bowiem w cokolwiek znaczy w pewnej mierze wierzyć w Boga, jeśli Boga definiuje się jako istotny byt wszystkiego, co istnieje, i tego, z czego wszystkie rzeczy są przejawieniami, każda zgodnie ze swym rodzajem.

Czynić ograniczenia jakiegokolwiek przejawu pretekstem do przypisywania ograniczeń rzeczywistości, która w nim trwa, oznacza postępować tak, jak gdyby człowiek nie wierzył w matematykę tylko dlatego, że nie zdołał rozwiązać pewnego zadania matematycznego.

Matematyka jest koniecznie nieomylna i doskonała. Podobnie jest z Bogiem.

Nieumiejętność dostrzeżenia doskonałości Boga jest niepowodzeniem percepcji po stronie samego człowieka. Skoro zaś matematyka jest elementem i aspektem Boga – ponieważ tkwi w Bycie – to w takim zakresie jest Bogiem, a Bóg jest matematyką: wiarą w doskonałość matematyki jako rzeczywistości.

I podobnie w odniesieniu do wszystkich pozostałych aspektów. To bowiem, co jest absolutne w jednym ze swych aspektów, musi być absolutne we wszystkich i jako całość.

Jakkolwiek wadliwy może wydawać się dany przejaw w naturze, musimy najpierw wziąć pod uwagę, że skoro przejawienie zachodzi w czasie i przestrzeni, żaden przejaw nie może adekwatnie przedstawiać nieskończonej i wiecznej rzeczywistości.

Następnie zaś – ponieważ z naszego punktu widzenia ułomna wydaje się forma, a nie prawdziwa treść – to, co z jednej perspektywy jawi się jako niedoskonałe, z innej może okazać się doskonałe.

Mistyk rozciąga na Boga jako Całość Bytu to samo bezwzględne zaufanie, jakie matematyk pokłada w tej dziedzinie lub aspekcie Boga czy Bytu, który nazywa matematyką.

Nie pomyślałby więc o kwestionowaniu doskonałości porządku boskiego, gdyby napotkał niezrozumiałe zrządzenie Opatrzności, tak jak matematyk nie podważałby doskonałości nauki matematycznej tylko dlatego, że natrafił na nierozwiązywalny problem.

Takie zaufanie jest dla mistyka „wiarą”.

Wszystko jest w Bogu, lecz nie wszystko jest Bogiem

Chociaż wszystkie rzeczy są Bogiem ze względu na to, że zbudowane są z tej Siły i Substancji, które są Bogiem – albo w inny sposób reprezentują zasady w Bogu – nie wszystkie rzeczy znajdują się w stanie Boga.

Na tym polega cecha, która doprowadziła do uznania panteizmu, skądinąd prawdziwej doktryny, za fałszywy.

Właściwe sformułowanie brzmi następująco:

Wszystkie rzeczy są Bogiem pod względem swoich składników, ale nie wszystkie rzeczy są Bogiem pod względem swojego stanu.

Przyczyną tego jest Stworzenie.

Stworzenie oznacza bowiem i stanowi rezultat projekcji przez Boską Wolę boskiej Substancji w warunki i ograniczenia. Ograniczenia te – będąc ograniczeniami Boga – są ograniczeniami dobra.

Ponieważ zaś są ograniczeniami Ducha, są ograniczeniami świadomości, a tym samym ograniczeniami Bytu. W miarę jak narastają i przeważają, stopniowo przechodzą w to, co nie jest Bogiem, w nieświadomość i niebyt.

Ciąg dalszy nastąpi.

Edward Maitland

źródło:
– I. The Present Religious Situation, II. RIVAL Christ; LUCIFER – VOL. VIII. LONDON, MAY 15TH, 1891. No. 45.

– The Esoteric Christ. III. His Nature and Generation, IV. His Substance; LUCIFER –  VOL. VIII. LONDON , JULY 15TH, 1891. No. 47.