Kilka obserwacji na temat ostatniej dyskusji L.S.A.
Autor: F. W. Warrick
9 czerwca 1933
Choć możemy różnić się od konkluzji wyciągniętych przez pana Barlowa na temat zmarłego Williama Hope’a (a jeśli kiedyś uświadomi sobie swój błąd, z pewnością będzie żałował swojej oceny), musimy mu być wdzięczni za jego wkład w wiedzę o fotografii psychicznej oraz za uprzejmy sposób, w jaki przedstawił swoje fakty i argumenty.
Przyjmijmy więc jego fakty. Wiele z nich prezentował już wcześniej członkom Society for the Study of Supernormal Pictures – badacze tej tematyki znają je dobrze: „wycięcia” (pan Traill Taylor, mimo doskonałej kontroli, uzyskiwał „wycięcia” jako „dodatki” na fotografiach z medium Duguidem), ślady ekranów, podwójne ekspozycje (posiadam duplikację zaczepów slajdu na zdjęciu psychicznym, rozpoznaną po charakterystycznej skazie). Rzeczywiście, trzeba brać pod uwagę działanie farby luminescencyjnej, opisanej przez pana Barlowa jako prostą metodę fałszerstwa.
Dla osoby nieznającej zjawisk psychicznych wydaje się oczywiste – jak dzień po nocy – że Hope musiał stosować tę metodę. Ale nie wynika z tego, że Hope ją stosował.
Wiarę w autentyczność zdjęć psychicznych zdobywa się trudno. Tylko ci, którzy mają doświadczenie eksperymentalne, mogą wierzyć – a nawet wiedzą, tak jak naukowiec wie o faktach – że niektóre fotografie są autentyczne.
Dowody na ponadnormalny charakter „dodatków” (extras) wynikają z warunków, w jakich się pojawiły. Dotyczy to m.in. zdjęć pastora C. H. Spurgeona i sir Arthura Conan Doyle’a uzyskanych przez dr. Glena Hamiltona. Istotne są także rozpoznania postaci na zdjęciach – jak fotografia Cushmana czy moja fotografia Burnside’a, rozpoznana przez czterech obcych mieszkańców Wymondham, którzy nie wiedzieli, skąd pochodzi zdjęcie ani jaki jest mój związek z nim (zob. Psychic Science, styczeń 1928).
W każdej innej dziedzinie nauki takie dowody zostałyby uznane natychmiast. Jednak czynnik ludzki oraz możliwość fałszerstwa – czy choćby pozoru fałszerstwa – sprawiają, że osoby bez doświadczenia w zjawiskach psychicznych są ślepe na dowody, które w innym kontekście uznałyby za bezsporne.
Naukowcy, którzy łowią wyłącznie w rzekach świata materialnego, nie powinni oceniać ryb wyciąganych przez tych, którzy wypływają na ocean okultyzmu. Uczciwa krytyka powinna przyznać, że wielu badaczy złowiło ryby (czytaj: fakty) o tak podobnym charakterze, że stanowią one przekonujący dowód na istnienie tych zjawisk.
Jednym z najbardziej pewnych fenomenów jest „pisanie bezpośrednie” (direct writing).
Związek fotografii psychicznej z pisaniem bezpośrednim
Pokazałem to na przykładzie pani Deane podczas wykładu dla członków L.S.A. kilka lat temu, opisując ponad tysiąc eksperymentów (zob. Psychic Science, kwiecień i lipiec 1925; kwiecień 1928).
Pod wpływem pani Deane nieznana inteligencja pisała słowa materiałem, do którego nie miała dostępu. Raz zapisała słowo „Nell”, innym razem „Iris”, a kolejnym „Peggy” – słowa zapisane wcześniej przeze mnie w notatniku i jedynie pomyślane, nie wypowiedziane podczas sesji. Co ciekawe, zarówno pani Deane, jak i ja piszemy „Peggy”, tymczasem nieznana siła zapisała dwukrotnie „Peggie”. Przy „Peggie” pojawiło się imię „Frank”, mój wujek Peggy, niedawno zmarły.
Moje obserwacje z Crewe
Z pomocą pana Stephensona wykonałem 440 oznaczonych płyt fotograficznych, które poddano działaniu kręgu w Crewe (kamerą lub w eksperymentach skotograficznych). Większość odbierałem w Londynie i wywoływałem pod nadzorem zawodowego fotografa.
Nowy, ważny fakt:
Kilka płyt – które z całą pewnością nie były dotykane w Crewe – wykazywało masę brązowych odcisków palców oraz śladów wyglądających jak wykonane twardym pędzlem. Jedna z płyt nawet nie opuściła mojego slajdu ani nie była w ciemni w Crewe.
Podczas jednego eksperymentu, gdy pani Buxton trzymała owiniętą płytę przy czole (krąg nie wiedział o istnieniu tych śladów), powiedziała:
„Czuję jakby coś pracowało… jak pędzle”.
Ślady na jednej z płyt są z pewnością nie od palców – tworzą skomplikowany, humorystyczny rysunek. Artysta komercyjny bez trudu oddał sens tego „żartu”.
Dowody na inteligentną, niewidzialną obecność
Takie fakty – i tysiące innych opisanych w literaturze – wskazują na działanie niewidzialnej inteligencji podczas zjawisk psychicznych.
Sir Oliver Lodge pisał w swojej autobiografii Last Years:
„Nasze świadectwo dotyczące rzeczywistości świata duchowego opiera się na bezpośrednim doświadczeniu faktów, a nie na teorii. Jakiekolwiek kryteria zastosujesz, fakty te można wytłumaczyć tylko jako interakcję inteligencji innych niż nasza.”
Zgadzam się również z trafnym komentarzem dr. Lindsay Johnsona (medalisty Royal Photographic Society), wypowiedzianym podczas procesu w Johannesburg:
„Te duchy to bardzo zabawni towarzysze… nie ma końca figlom, jakie potrafią płatać.”
Czy „fałsz” może wyjaśnić zjawisko?
Nie – oszustwo nie może pokryć nawet setnej części tego, co obserwuje się w fotografii psychicznej.
Wiele tzw. „dodatków” (extras) to formacje myślowe, a fenomen ten można powiązać z prawami biologii. Ludzkie wynalazki często dopiero powtarzają to, co wcześniej stworzyła natura:
-
kabel atlantycki przypomina nerw,
-
camera obscura działa tak jak ciemnia optyczna oka.
Skoro człowiek potrafi tworzyć obrazy i je przechowywać – tym bardziej „potrafi” to ciało, a niewidzialne inteligencje potrafią z tych obrazów korzystać. Dlatego ostatnie zdjęcia zmarłych tak często pojawiają się jako „dodatki”.
Rzadkość prawdziwej fotografii psychicznej wynika z tego, że – jak piszę – spośród milionów tylko jedna istota niewidzialna wybiera, by połączyć się z jednym człowiekiem.
A „dziwaczne ślady”?
Nie są tak łatwe do wykonania, jak uważa major Rose. Zgadzam się, że powstają chemicznie – ale nie zawsze przez przypadek, nie zawsze w wyniku oszustwa.
Często tworzy je istota poltergeistyczna, gdy nie może lub nie chce wytworzyć obrazu. Wiele takich śladów w mojej kolekcji wykazuje wyraźny zamiar, strukturę, a nawet humor.
źródło: THE REALITY OF PSYCHIC PHOTOGRAPHY – SOME OBSERVATIONS ON THE RECENT L.S.A. DISCUSSION By F. W. Warrick; LIGHT, June 9, 1933.