Wszyscy zauważyliśmy, że w niektóre dni, gdy pogoda jest ciężka – szczególnie po południu i po źle dobranym lub nieodpowiednio zestawionym posiłku – ogarnia nas niemal nieodparta potrzeba snu. Aby się od niej uwolnić, konieczne jest wtedy zaangażowanie się w jakąś bardzo konkretną i aktywną czynność.
Dopóki jesteśmy młodzi i pełni sił witalnych, dość łatwo jest otrząsnąć się z tej senności. Ale z wiekiem, gdy siła życiowa słabnie, odczuwamy ciężkość w kończynach i zapadamy w senność.
Aby zrozumieć, o co w tym chodzi, powinniśmy zadać sobie pytanie:
„Dlaczego człowiek jest skłonny do snu przede wszystkim nocą, a znacznie mniej w ciągu dnia?”
Jeśli potraktujemy światło słoneczne jako dodatnią (pozytywną) elektryczność w życiu Natury, zrozumiemy od razu, że obecność lub brak światła słonecznego w danym miejscu na Ziemi warunkuje elektryczną polaryzację tego miejsca.
Po zachodzie słońca zaczyna w atmosferze dominować polaryzacja ujemna (negatywna), i polaryzacja człowieka w danym regionie dostosowuje się do tej zmiany. Gdy aktywność ziemska przechodzi w tryb ujemny, człowiek w tej strefie również przejmuje ten stan.
Pozytywna elektryczność w człowieku niejako się kurczy, a aktywność zewnętrzna słabnie: powieki zaczynają opadać, kolejne części ciała podążają tym śladem, aż sen ogarnia całego człowieka.
Gdy rano pojawiają się pierwsze promienie słońca, pozytywna elektryczność ponownie narzuca się na powierzchnię Ziemi – a tym samym również na człowieka – podczas gdy elektryczność ujemna zaczyna się wycofywać.
Pozytywna elektryczność szybko się rozprzestrzenia i budzi życie organiczne do działania zewnętrznego.
Sen w ciągu dnia różni się jednak od snu nocnego tym, że nie wynika z braku pozytywnej elektryczności, lecz z jej przesycenia.
To znaczy: ciało nie wykazuje wystarczającej aktywności, by zużyć całą pozytywną energię, którą narzuca mu Natura. Ciało nie jest w stanie przekształcić (czyli „strawić”) tej pozytywnej elektryczności – i staje się nią przytłoczone.
Jednocześnie strona negatywna (bierna) istoty zostaje osłabiona, co prowadzi do wyczerpania sił witalnych i zmusza ciało do rezygnacji z jakiejkolwiek aktywności.
Ten proces przypomina walkę dwóch potężnych przeciwników – z których jeden kontroluje siebie i dlatego jest silniejszy, a drugi panuje nad sobą mniej i okazuje się słabszy.
W trakcie walki słabszy traci siły i coraz bardziej słabnie, podczas gdy drugi nie wykazuje oznak wyczerpania i staje się coraz silniejszy.
Jednak gdy słabszy zostanie pokonany, również siła silniejszego się wyczerpuje, bo jego moc istniała tylko tak długo, jak długo miał przeciwnika, na którym mógł ją wyładować.
Siła objawia się tylko wtedy, gdy istnieje obiekt, na który może działać.
Nadmierna skłonność do ujemnej (negatywnej) polaryzacji – czy to umysłowej, czy cielesnej – może również być niebezpieczna, prowadząc do choroby, biedy i innych cierpień.
Można się z tego wyzwolić, pamiętając, że w każdej chwili jedna rzecz jest ważniejsza od drugiej, a zatem należy robić tylko jedną rzecz naraz – na przykład oddychać głęboko, z umysłem skupionym na akcie oddychania – by usunąć wszelki niepokój i każdą negatywną siłę, fizyczną czy moralną.
Aby uwolnić się od senności lub innego podobnego stanu braku równowagi – niezależnie, czy chodzi o nadmiar pozytywny czy negatywny – najlepszym sposobem jest wziąć się w garść i wykonać ćwiczenie gruczołowe, takie jak „Źródło Miłości”, śpiewać, nucić, wprowadzać ciało w wibracje – aż do momentu, gdy produkcja płynów w organizmie zostanie ponownie zrównoważona.
źródło: Le sommeil; MAZDAZDAN, PARIS – OCTOBRE – NOVEMBRE – DÉCEMBRE 1955.