Nostradamus – Paul Zillmann

NOSTRADAMUS
Paul Zillmann

„Uchodź! Wstań! W daleki kraj się wznieś!
Czy księga ta, tajemnic pełna,
Nie będzie ci przewodnikiem dziś –
Ta księga Nostradamusa własnoręczna?“
Goethe, Faust

„Estant assis, de nuict secret estude,
Seul, reposé sur la selle d’airain;
Flambe exigue, sortant de solitude,
Fait proférer qui n’est à croire en vain.“

„Laskę w dłoni, wśród gałęzi kładąc,
Zanurza w wodzie, w niej czyści stopy,
Drżenie i głos przez rękawy przechodzą,
Boska jasność – wieszcz spoczywa w ekstazie.“ *)

W nocnej porze, pogrążony w tajemnych studiach, siedzę samotny na spiżowym tronie Pytii i prowadzę rozmowę z moim dobrym duchem opiekuńczym. Ze świętej ciszy dobiega do mnie głos Ducha Świętego i prorokuje:

„Prawda!“

Jak różdżkę trzymam pióro w dłoni, a moja istota zanurza się w wodach poznania, tak iż blask boskiej mądrości może się przeze mnie objawić, bo to Bóg przemawia przeze mnie – nie ja sam, Nostradamus.“ *)

Z takim wstępem ukazała się 1 marca 1555 roku książeczka, która odtąd nie znalazła sobie równej, a jedynie w Apokalipsie może znaleźć rywala lub – w głębszym znaczeniu – jej dopełnienie. Zawiera ona, ułożone w setkach czterowierszy, mroczne wyrocznie, pisane ciężkim, przesiąkniętym obcymi wtrętami staro-francuskim językiem, *) obejmujące czas od roku 1555 aż do 3797 naszej ery.

Z pewnością zniknęłaby bez śladu pośród mnóstwa innych proroctw, które w każdej epoce ludzie duchowo wrażliwi uważali za swój obowiązek ogłaszać – przepowiedni wyrażonych w ogólnikach i mogących odnosić się do zdarzeń powtarzających się w podobny sposób w każdej epoce – gdyby nie to, że tu właśnie pojawia się wyraźne wymienianie nazwisk, osób, miejsc i czasów, które odnoszą proroctwa do konkretnych faktów historycznych.

W różnych okresach wybitne osobistości poświęcały całe życie badaniu tych Centurii i próbowały uporządkować czterowiersze, celowo pomieszane przez samego Nostradamusa, w taki sposób, aby tworzyły historycznie spójną całość.

Spośród dawnych opracowań warto wspomnieć konkordancję Guynauda, pracę Anatole’a le Pelletiera oraz Abbego Torné, pomijając innych, by wskazać dzieło nowsze – „Historia Francji opowiedziana z wyprzedzeniem przez Nostradamusa,
zebrana przez Elisée du Vignois”
. Z niebywałą pilnością, rozległą wiedzą i – czasem może nadmiernym – zapałem w dopasowywaniu przepowiedni do wydarzeń, dzieło to porządkuje cały zbiór Centurii według wydarzeń historii Francji, prezentując je w tekście oryginalnym, tłumaczeniu i komentarzu. **)

Dziedzina, której dotykamy, jest zbyt trudna, by wolno nam było potępiać pracę, która usiłuje rozwiązać tak zawiłe zagadnienia. Nie chciałbym, aby moje słowa, wzywające jedynie do krytycznej rozwagi, zostały uznane za potępienie czy umniejszenie tej podziwu godnej pracy.

Sam od lat poświęcam wiele godzin studiowaniu Nostradamusa i wiem, jak niezliczone trudności napotyka próba interpretacji jego proroctw. Możemy bowiem identyfikować je
z wydarzeniami dopiero wówczas, gdy te zyskają historyczne znaczenie w ocenie dziejów.


*) Z wydania amsterdamskiego z 1668: Les Vrayes Centuries et Propheties de Maistre Michel Nostradamus.
*) W swobodnym przekładzie. Michel Nostradamus, czyli z Notre-Dame, urodził się w 1503 roku w Saint-Rémy w Prowansji, jako syn notariusza. Jego dziadkowie byli znanymi lekarzami. Studiował w Awinionie i Montpellier, praktykował początkowo w Agen nad Garonną, gdzie związała go przyjaźń ze Scaligerem.

Ożenił się, lecz wkrótce stracił żonę i dwoje dzieci. Od 1544 roku mieszkał w Salon koło Marsylii. Był mistrzem astrologii i szczególnie „magii“. „Doszedł do przekonania, że wszystko we wszechświecie ma swoje miejsce i liczbę, a przebieg rzeczy opiera się na pewnego rodzaju rachunku, w którym ludzka dusza uczestniczy zazwyczaj nieświadomie, czasem świadomie.“ W 1555 roku ukazało się siedem pierwszych Centurii, w 1558 – trzy kolejne. „Nie jeden, gdy przeczyta moją księgę, zmarszczy czoło,
nie pojmując nic z jej treści“ – pisał we wstępie do swego trzyletniego wówczas syna Cezara. Nostradamus zmarł 2 lipca 1566 roku w Salon.


*) Między innymi polecam korzystanie z doskonałego dzieła
Jeana le Roux, La clef de Nostradamus, isagogue ou introduction au véritable sens des Prophéties de ce fameux Auteur…
Paryż 1710.
Dzieło to pomaga przezwyciężyć wiele językowych trudności czterowierszy.

**) Vignois, Elisée du, Notre Histoire racontée à l’avance par Nostradamus…
Paryż (A. Leclerc) 1910.

Trudność interpretacji proroctw Nostradamusa jest szczególnie wielka – choć on sam ją w pewnym stopniu łagodził, gdyż, w sposób dla nas dziś wciąż niezrozumiały, w wielu czterowierszach wypowiadał imiona własne tak jasno, że możliwa jest ich identyfikacja z określonymi czasami i wydarzeniami.

W tym zakresie szczególną wartość ma właśnie praca Vignois. Znajdujemy w niej pod koniec obszerne zestawienie wszystkich początków Centurii, tak daleko, jak dotąd je zinterpretowano, w porządku ich publikacji. Między nimi autor podał w całości teksty jeszcze nieobjaśnionych miejsc, aby czytelnik mógł samodzielnie próbować ich interpretacji i łączyć nieznane wydarzenia z ich mrocznymi słowami.

Porównania z wcześniejszymi interpretacjami wykazują, rzecz jasna, istotne różnice w rozumieniu wielu czterowierszy – różnice te należy przyjmować z cierpliwością. Czas i bieg historii pouczą nas w tej mierze więcej niż wszelkie dociekania czy próby wtłaczania wydarzeń w sens słów.

Przytoczę tylko kilka przykładów: czterowiersz III, 76 *) który Vignois (831, s. 437) odnosi do wolnomularstwa, Międzynarodówki i dreyfusy-zmu, może być także rozumiany inaczej; podobnie III, 35

*) – powszechnie uznawany za proroctwo narodzin Napoleona – nie musi się do niego bezpośrednio odnosić.  Możliwe, że wraz z X, 75 *) dotyczy przyszłego bohatera, być może okultysty lub mistrza, którego pojawienie się dopiero nastąpi. Vignois interpretuje ten ostatni czterowiersz jako odnoszący się do działalności pana Constansa w Tonkinie (1887–1888).

Jak wspomniałem, można się o to spierać, ale niczego pewnego z tego nie wyniknie.
Na Nostradamusa wskazalibyśmy jako na zjawisko wyjątkowe w świecie okultystycznym nie dlatego, że chcemy snuć fantazje, lecz dlatego, że dysponujemy poważniejszymi argumentami, zapewniającymi nam niemal bezwysiłkowe, a zarazem pełne zwycięstwo nad wszystkimi, którzy dotąd odrzucali możliwość istnienia prawdziwych proroctw lub – z braku wiedzy historycznej – nie czuli się zdolni do wyrobienia sobie opinii na ten temat.

Impulsem do niniejszego artykułu o Nostradamusie stała się praca monachijskiego badacza kultury i historyka dr. Maxa Kemmericha „Proroctwa”. *) Książka ta rości sobie prawo do „pierwszego niepodważalnego dowodu“, że istnieje wzrok czasowy (czyli możliwość widzenia przyszłości), że wiara w proroctwa nie jest przesądem średniowiecznym, lecz nowym faktem prawdy.

Nie zamierzam spierać się z autorem, czy to „pierwszy raz“ rzeczywiście w ścisłym sensie słowa jest uzasadnione – literatura okultystyczna zawiera bowiem wiele dobrych, rzetelnych i naukowo poprawnych prac o tej tematyce. Są one jednak pisane przez „stronników“, natomiast w tej książce przemawia nie okultysta, nie wyznawca, lecz uczony, który – badając historię z naukową sumiennością – został zmuszony zauważyć rzeczy, które inni wcześniej uznawali za nieistotne lub celowo pomijali z uprzedzenia.

Jak doszło do tego, że Kemmerich w ogóle zajął się proroctwami, opisuje on w przedmowie. Badał długość życia i przyczyny śmierci w niemieckich rodzinach cesarskich i królewskich, i w oparciu o analizę historyczno-statystyczną po raz pierwszy udowodnił, „że długość życia pozostaje wprost proporcjonalna do poziomu materialnej kultury i że ludzie od wczesnego średniowiecza żyją coraz dłużej”.

Chciałbym przytoczyć te fragmenty, które skłoniły go do zajęcia się naszym zagadnieniem. **)

Znalazł on w pewnym opracowaniu o cesarzu Maksymilianie I następujący zapis: „Siły cesarza wyczerpywały się, gdy we wrześniu 1518 roku z Augsburga, przez przełęcz Ehrenberg, udał się do swego ukochanego Tyrolu… Lekarze nie mogli mu już pomóc, zwłaszcza jeden z nich, Collinitius (Tannstetter), był całkowicie pozbawiony nadziei z powodu horoskopu, który przed laty w obecności świadków postawił, określając czas śmierci cesarza.” Cesarz Maksymilian I zmarł 12 stycznia 1519 roku.

Albo przykład cesarza Rudolfa II, który przez wiele lat był chory psychicznie i fizycznie,
a od roku 1612 stale przykuty do łóżka. Kemmerich odnalazł zapis: „Pod koniec roku 1619 jego stan się pogorszył. Popadł w głęboką melancholię, ponieważ uważał swoją śmierć za nieuniknioną. Tycho Brahe, jego wielki astronom, stwierdził bowiem w horoskopie, że on sam i jego ulubiony lew znajdują się pod tym samym wpływem gwiazd. *) A właśnie w tych dniach lew ten zdechł.” Cesarz zmarł 20 stycznia 1620 roku.

Jeszcze trzeci przykład dotyczy cesarza Karola VI, ostatniego z Habsburgów. Cesarz, choć zupełnie zdrowy, 1 października 1740 roku nagle wyraził przeczucie zbliżającej się śmierci. Aby go rozerwać, zorganizowano wielkie polowanie, z którego powrócił śmiertelnie chory. 13 października dostał nagle silnego kataru i bólu brzucha, tak że w drodze powrotnej kilkakrotnie tracił przytomność. 20 października wyzionął ducha.

Takie i podobne odkrycia dokonane podczas jego badań historycznych skłoniły Kemmericha do zajęcia się istotą i tradycją proroctw w dziejach. Rezultatem jest wspomniana książka, a w niej – jako najwybitniejszy pomnik dla Nostradamusa i dla potwierdzenia istnienia widzenia w czasie – jedenasty rozdział. W dalszym ciągu oprę się najpierw na wywodach Kemmericha, aby przekazać naszym czytelnikom te fakty, które – zarówno dla niego, jak i dla badań naukowych – stanowią „dowody” istnienia zjawisk proroczych. Już jeden z tych przykładów wystarczyłby, by ukazać zdumiewające zdolności Nostradamusa i udowodnić, że dar proroctwa jest naturalną właściwością duchowego organizmu człowieka.

Jak to spotykało wszystkich proroków, tak i Nostradamus po opublikowaniu swoich przepowiedni był przez współczesnych mu silnie atakowany *), chociaż wcześniej zdobył sobie znaczną sławę jako lekarz, szczególnie podczas dwóch epidemii dżumy (w Aix i Lyonie).

Ataki ustały dopiero, gdy Henryk II i Katarzyna Medycejska w 1556 roku wezwali go z Salon do Paryża, mianowali swoim nadwornym astrologiem i obsypali bogatymi darami.

Powszechne uznanie zdobył jednak dopiero wtedy, gdy 35. czterowiersz z pierwszej Centurii okazał się przepowiednią osobliwego zgonu króla Henryka II.

Czterowiersz brzmi:

„Le Lyon jeune le vieux surmontera,
En champ bellique par singulier duelle,
Dans cage d’or les yeux luy crevera,
Deux playes une, pour mourir mort cruelle.”

Po polsku:
Młody lew przezwycięży starego,
Na wojennym polu w pojedynku;
W złotej klatce oczy mu przebije,
Dwie rany w jedną – umrze śmiercią okrutną.

I rzeczywiście – Henryk II w lipcu 1559 roku, podczas uroczystości ślubnych swoich córek, mimo wielokrotnych ostrzeżeń, wyzwał „młodego lwa”, hrabiego Montgomery, do pojedynku z kopią, jak to było wówczas zwyczajem turniejowym. Montgomery zrzucił króla z konia; jego kopia przebiła się przez złoty wizjer hełmu (cage d’or) i wbiła się w prawe oko monarchy. Henryk II zmarł 10 lipca w wyniku tej rany.

Kto chciałby szczegółowo poznać okoliczności tej przepowiedni, znajdzie je w Konkordancji Guynauda, s. 86 i nast. (Paryż 1693, nowe wydanie 1712). Konkordancję tę gorąco polecam każdemu, kto zajmuje się studiami nad Nostradamusem, ponieważ w swoich interpretacjach uwzględnia ona żywe w tamtych czasach życie okultystyczne, na które współcześni komentatorzy często nie zwracają uwagi.

Przepowiednia o śmierci Henryka II natychmiast zapewniła wieszczowi szerokie uznanie, zwłaszcza że wkrótce potem spełniło się jeszcze kilka innych równie znamienitych proroctw.

Pomijamy tu szczegółowe wywody Kemmericha i przechodzimy – po tym, jak od niego nauczyliśmy się, że przytaczane przezeń przepowiednie nie mogą być fałszywe, ponieważ znajdują się już w najstarszym wydaniu Centurii – do najciekawszych z nich:
do tych, które podają wprost nazwiska osób, które urodziły się dopiero setki lat później.

Tak brzmi 18. czterowiersz IX Centurii:

Le lys Dauffois portera dans Nanci,
Jusques en Flandres electeur de l’Empire;
Neusve obturée au grand Montmorency,
Hors lieux prouvés delivré à clere peyne.


Przypisy:

*) Kemmerich, Dr. Max, Prophezeiungen: alter Aberglaube oder neue Wahrheit?
Monachium (A. Langen) 1911. (5.–)
**) Dokładne odniesienia bibliograficzne por. w książce Kemmericha, s. 14 i nast.

*) Według przekazu z łacińskiego pisma z 28 stycznia 1622 (wg Fr. Ä., Politik, 1901, nr 262): „Tycho Brahe zapewnił kiedyś cesarza Rudolfa, że wpływ promieni słonecznych, zgodnie z konstelacjami gwiazd, oddziałuje na cesarza w taki sam sposób jak na jego ulubionego lwa; dlatego powinien zwracać uwagę na los swego zwierzęcia. Tycho był przekonany, że cesarza spotka ten sam los co lwa. Lew zdechł dwa tygodnie przed śmiercią cesarza Rudolfa. Co wydaje się niemal nie do wiary: przed śmiercią Rudolf śnił, że lew umarł. Nie wiedząc o tym, zapytał po przebudzeniu, czy lew żyje. Służba zaprzeczyła, lecz cesarz nie dał wiary i powiedział: „Wiem, że lew już nie żyje – i ja sam nie pożyję długo.”
**) Również czasy nowsze dostarczają żałosnego przykładu błędnego sądu o Nostradamusie.
Mam tu na myśli niezrozumiałe odrzucenie przepowiedni Nostradamusa przez Kiesewettera, oparte na negatywnych i błędnych ocenach Schleidena i Adelunga
w drugim tomie jego Historii okultyzmu. Tym boleśniejsze jest to potknięcie, że to właśnie Kiesewetter w dwóch bardzo cennych artykułach w czasopiśmie Sphinx (tom III, 1887) wniósł najważniejszy wkład do nowożytnej niemieckiej literatury o Nostradamusie.

Le Pelletier tłumaczy: Lilia (tj. herb Burbonów) dotychczasowego delfina (Dauffois to synkopa u Nostradamusa od DauphinoisDauphin) przybędzie do Nancy i aż we Flandrii będzie wspierać elektora Rzeszy (portera = supportera). Nowe więzienie (obturée z łac. obturare – „zamykać, uwięzić”) dla wielkiego Montmorency.
Poza miejscem do tego przeznaczonym (prouvés w znaczeniu approuvés) zostanie on wydany Clerepeyne’owi (albo: poddany słynnej karze).

Pozwólmy teraz, by wywody historyczne Kemmericha znalazły tu swoje miejsce:

„Wszystkie podane nazwy i daty pasują do Ludwika XIII, którego także z innego względu musimy utożsamić z lys Dauffois.

24 września 1633 jego wojska wkroczyły do Nancy, a sam król przybył nazajutrz. To, że Nancy, stolica księstwa Lotaryngii, nie należała wówczas do Francji, a chodziło o wyprawę wojenną (ponieważ Lotaryngia wspierała francuskich buntowników), jest w każdym razie warte wzmianki. W 1635 roku posunął się aż do Flandrii, by poprzeć sprawę elektora Trewiru, który w 1635 roku dostał się do hiszpańskiej niewoli i został wywieziony do Brukseli. To właśnie owo pojmanie stało się powodem wypowiedzenia wojny, a Ludwik oblegał Louvain we Flandrii. Mniej więcej w tym samym czasie – w 1632 rokuHenri II de Montmorency, za bunt przeciw swemu panu, Ludwikowi XIII, został uwięziony (neusve obturée = w nowo wzniesionym więzieniu) w ratuszu w Tuluzie. Następnie wydano go żołnierzowi o nazwisku Clerepeyne, który wykonał na nim egzekucję nie w miejscu do tego wyznaczonym (hors lieux prouvés; byłby to plac miejski Place du Salin w Tuluzie), lecz – jako akt łaski – na zamkniętym dziedzińcu ratusza dnia 30 października 1632, i to pod posągiem jego ojca chrzestnego, Henryka IV, któremu ojciec Montmorency’ego po części zawdzięczał koronę Francji. Również i to pierwsze (miejsce egzekucji) było łaską, jaką rodzina Montmorency wyjednała u króla – mianowicie, by skazany nie został poddany hańbiącej ręce kata, lecz by wyrok wykonał żołnierz.

Co do nazwiska żołnierza, fakt ten poświadcza współczesny Etienne Joubert, podobnie jak Chevalier de Jant, jak stwierdza Le Pelletier. Motret poświęcił temu nader osobliwemu stanowi rzeczy – osobliwemu o tyle, że każde słowo Nostradamusa zostało w zdumiewający sposób potwierdzone przez późniejsze wydarzenia – wnikliwe studium.

Zresztą mamy tu znowu przykład ogromnej trudności, a nawet niemożliwości tłumaczenia czterowierszy przed ich spełnieniem. Wyrażenie clere peyne – nawet gdyby nie było nazwiskiem żołnierza wyznaczonego do egzekucji – dawałoby sens całkowicie trafny. Bo niewątpliwie jest to słynna / głośna kara, gdy książę zostaje ścięty.

Zatem sprawdziły się w tym czterowierszu następujące elementy:

  1. Nazwa „Dauphin” – ponieważ Ludwik XIII był (od stu lat, tj. od 1566 roku, kiedy ukazała się IX Centuria) pierwszym królem Francji, który przed wstąpieniem na tron nosił ten tytuł.

  2. Nazwy miejsc: Nancy, które król zdobył, i Flandria, do której wkroczył – a więc implicite także dwie wojny zostały poprawnie przepowiedziane.

  3. Osoba elektora, który spowodował wojnę.

  4. Nazwisko Montmorency, którego śmiercią wygasła główna linia starożytnego rodu, i który słusznie zwany jest „Wielkim”. Bo już w wieku 17 lat był admirałem, wsławił się przy zdobyciu La Rochelle, a w 1630 pojmał hrabiego Dorii.

  5. Nazwisko żołnierza wykonującego egzekucję – Clerepeyne.

Wreszcie okoliczności poboczne: nowo wybudowany ratusz, egzekucja poza miejscem straceń, i to nie ręką kata, lecz ręką żołnierza.

Dowód, że Nostradamus potrafił wskazać nazwiska, i to całą ich serię, całkowicie trafnie, jest dzięki temu czterowierszowi ponad wszelką wątpliwość.

92. czterowiersz II Centurii daje się bez trudu odnieść do bitwy pod Sedanem i pojmana Napoleona III:

Feu couleur d’or du ciel en terre veu,
Frappé du haut nay, faict cas merveilleux,
Grand meurtre humain: prins du grand le nepveu,
Morts d’espactacles éschappé l’orgueilleux.

Po polsku:
Złocisty blask ognia widać od nieba po ziemię (en terre veu – według Kniepfa aluzja do „Entrevue” Bismarcka z Napoleonem*),
Uderzony przez wysoko urodzonego (Wilhelma I), zdarzenie niezwykłe (pojmany tak wielkiej armii),
Wielka rzeź ludzka: pojmany zostaje siostrzeniec Wielkiego (Napoleon III – siostrzeniec Napoleona I),
Pyszny uchodzi śmierci na oczach tłumów (teatralnej) (Napoleon pisał do Wilhelma I: „N’ayant pas pu mourir au milieu de mes troupes…”).”

Do współczesnej sytuacji pasuje tu także Centuria X, 100, w odniesieniu do stosunków floty angielskiej:

Le grand empire sera par Angleterre
Le pempotam des ans plus de trois cens;
Grandes copies passer par mer et terre.

Les Lusitains n’en seront pas contents.
(tzn. Portugalczycy nie będą z tego zadowoleni.)

To znaczy:
Angielskie imperium będzie przez ponad trzysta lat sprawować nieograniczoną władzę – mianowicie na morzu; następnie wielkie siły zbrojne, na morzu i na lądzie, tę władzę obalą. Portugalczycy ucierpią przy tym – prawdopodobnie dlatego, że jako sojusznicy Anglików doznają w swoim kraju klęsk lub przewrotów!

Najbardziej jednak zdumiewającym czterowierszem jest 34. czterowiersz IX Centurii, który według wydania Rigauda brzmi następująco:

Le part soluz mary sera mitré,
Retour: conflict passera sur le thuille,
Par cinq cens: un trahyr sera tiltré,
Narbon et Saulce par coutaux avous d’huile.

I tutaj pozostawiamy tekst Kemmericha w całości, bez skrótów:

Le Pelletier, który opracował swoje wydanie z najwyższą starannością według starego druku Pierre’a Rigauda (Lyon 1558–1566), z uwzględnieniem wariantów z późniejszych wydań, objaśnia archaiczne i starofrancuskie wyrazy następująco:

Part = époux (małżonek, mąż);
soluz = solus (łac. „samotny”, seul);
mary = affligé (strapiony);
par w ostatnim wersie oznacza parmi („wśród”);
coutaux = z łac. custos (strażnik, opiekun);
avous = z łac. avus (przodek, dziad);
tiltré = „tytułowany” (nobilitowany).

Według tego czterowiersz oznacza:

Małżonek (czyli mężczyzna) samotny i zmartwiony po powrocie zostanie ozdobiony mitrą.
Atak nastąpi na Tuilerię przez pięciuset (żołnierzy).
Jeden zdrajca, tytułowany Narbon,
a Saulce – wśród swoich przodków – strażnik oliwy (handlarz olejem).

„Język jest niewątpliwie niezwykle zagadkowy. Jak trafnie zauważa Bormann*), który temu czterowierszowi poświęcił szczegółowe badania (do których zaraz się przyłączymy), słowo w tej zwięzłej, orakularnej mowie często ma rozległe znaczenie, odnoszące się do długiego ciągu wydarzeń.

Jeśli jednak potraktujemy konkretne wydarzenia historyczne jako rozwiązanie tej zagadki, to jesteśmy zmuszeni zaliczyć tę przepowiednię do najbardziej zdumiewających, jakie w ogóle istnieją.

20 czerwca 1791 roku miała miejsce słynna ucieczka króla Ludwika XVI z Francji wraz z jego żoną, Marią Antoniną. Dokładnie rok później, 20 czerwca 1792, odbyła się masowa demonstracja jakobinów przeciw królowi i wtargnięcie tłumu do Tuilerii. Wówczas król i jego małżonka zostali nie tylko znieważeni, lecz także zmuszeni do założenia czerwonej czapki jakobińskiej (według innych relacji król włożył ją sam).

„Pierwszy wers nabiera więc teraz zdumiewającego sensu, co mało kto będzie w stanie zaprzeczyć: „Zmartwiony małżonek zostanie samotny i po powrocie przyozdobiony mitrą.” Tym małżonkiem był Ludwik XVI – samotny, ponieważ był wówczas oddzielony od królowej, przebywającej w sali obrad ministrów, gdzie doznawała podobnych zniewag jak on w sali Oeil de Boeuf.
Każde słowo zgadza się doskonale!

„Jeśli – za Bormannem – tłumaczymy mitré jako infuliert (czyli „ozdobiony infułą”, symbolem biskupim), co jest w pełni dopuszczalne, ironia staje się jeszcze bardziej gorzka – ponieważ zamiast kapłana „infulowany” zostaje sam małżonek. Zresztą warto dodać, że biskupia mitra, podobnie jak czapka jakobińska, jest czerwona.

„Rzeczywisty atak na Tuilerie (le thuille) nastąpił w nocy z 9 na 10 sierpnia 1792,
kiedy tak zwani „pięciuset” féderés z Marsylii, czyli najgorszy motłoch z tego wielkiego portowego miasta, wtargnęli do stolicy. Skutkiem było, jak wiadomo, wymordowanie dzielnej gwardii szwajcarskiej, pojmanie króla i koniec monarchii.
A więc nawet liczba – „pięćset” – która dała tym zbrodniarzom ich nazwę, została w czterowierszu dokładnie podana!

„Także określenie miejsca jest zdumiewająco trafne. Katarzyna Medycejska dopiero krótko przed śmiercią Nostradamusa (1564) położyła kamień węgielny pod pałac Tuilerii, na miejscu dawnych cegielni (stąd nazwa). Zamek został później rozbudowany przez kolejnych królów. Jak wiadomo, zwykłą rezydencją królewską nie był ten pałac, lecz Wersal, który Ludwik XIV wzniósł z ogromnym przepychem i rozrzutnością. Ludwik XVI przeniósł się do Pałacu Tuilerii dopiero pod przymusem, 5 października 1789 roku. Jeśli weźmiemy jeszcze pod uwagę, że najstarszym zamkiem królewskim był Luwr, to to wskazanie miejsca staje się jeszcze bardziej zdumiewające: gdy Nostradamus pisał swoje przepowiednie – a nawet, gdy w roku 1566 zostały one już wydrukowane – Tuilerie w ogóle jeszcze nie istniały!

„Aby dopełnić tajemniczości tej przepowiedni, przyjrzyjmy się jeszcze imionom.

Narbon, tytułowany, zostanie nazwany zdrajcą.’ Ten Narbon to oczywiście Louis, hrabia de Narbonne-Lara (1755–1813), który od grudnia 1791 do 10 marca 1792 był ministrem wojny Ludwika XVI. Jego matka, pochodzenia hiszpańskiego, była nieślubną córką Ludwika XV, a on sam był wychowywany na królewskim dworze we Francji i wszelkimi sposobami faworyzowany – co zresztą potwierdza sam fakt, że już w wieku 35 lat piastował urząd ministra.

„Ponieważ chciał stać ponad partiami i starał się być sprawiedliwy wobec zarówno monarchii, jak i nowej konstytucji, chciał też w wojnie z zagranicą (Austrią i Prusami) wzmocnić monarchię, a jednocześnie przed Zgromadzeniem Narodowym wygłaszał pełne zapału przemowy o środkach wojskowych Francji – został podejrzany przez obie strony. Król, pod wpływem dworu, natychmiast go odwołał, w lakonicznym, nieżyczliwym liście.

„Tymczasem hrabia, który 10 sierpnia został przez jakobinów o mało nie zabity, następnie uciekł do Anglii, później wszedł na służbę Napoleona i został jego posłem w Wiedniu, z pewnością nie był zdrajcą.

Ponieważ jednak, jak stwierdza Kiesewetter w swoich badaniach nad przepowiedniami Nostradamusa, są one pisane z monarchistycznego punktu widzenia, można zrozumieć, że w tym ujęciu wnuk Ludwika XV, który nie trwał ślepo przy swoim królu, lecz chciał stać ponad stronnictwami, został uznany za zdrajcę.

„Drugi „zdrajca” to Saulce, ‘wśród swych przodków strażnik oliwy’. Również to imię ma historyczne potwierdzenie.

Sauce (bez l) – tak nazywał się bowiem sklepikarz i karczmarz w Varennes, który rozpoznał króla Ludwika XVI podczas ucieczki i kazał go zatrzymać. Jak ustalił Le Pelletier, już przodkowie Sauce’a od dawna prowadzili ten sam sklep. Jak opowiada Madame Campan*), Maria Antonina siedziała w tym sklepie między dwiema paczkami świec łojowych, rozmawiając z żoną właściciela. Jeśli chodzi o określenie „strażnik oliwy”, to jest ono, jak łatwo zauważyć, pogardliwym określeniem drobnego kupca, odpowiadającym mniej więcej naszemu „handlarzowi śledziami”, użytym w kontraście do arystokraty Narbonne’a.

„Zresztą zdrada Sauce’a, polegająca na udaremnieniu ucieczki króla 18 czerwca 1791 roku, została uroczyście uznana przez Zgromadzenie Narodowe, a sam Sauce został nagrodzony dotacją w wysokości 20 000 liwrów.


Przypisy:

*) Bormann, dr W., Die Nornen. Forschungen über Fernsehen in Raum und Zeit. Lipsk (M. Altmann), 1909, s. 245 i nast. Warto zapoznać się z jego szczegółowym opracowaniem; o książce Bormanna oraz o innych rozdziałach pracy Kemmericha zob. wcześniejsze zeszyty tego pisma.

*) Madame Campan, dama dworu Marii Antoniny, autorka pamiętników Mémoires sur la vie privée de Marie-Antoinette.

Hiperkrytykom, którzy sądzą, że z różnicy nazw bądź odmiennych zapisów Saulce i Sauce można wywodzić jakieś zastrzeżenia, należy wyjaśnić, że oba wyrazy znaczą to samo, mianowicie „polewę / sos”, i że zanik spółgłoski w nowożytnej francuszczyźnie w porównaniu ze średniowieczną jest zjawiskiem niezwykle częstym.”

Campan, Mémoires sur la vie privée de Marie Antoinette; Paris 1826, s. 158.


Dodajmy, że Kemmerich–Bormann bezspornie wykazują, iż ów czterowiersz znajduje się już w starym wydaniu Nostradamusa z 1558 roku; tym samym wątpliwość co do tekstu jest całkowicie wykluczona. Mamy zatem przed sobą fakty: że w przypadku Montmorency’ego Nostradamus przewidział imię Clerepeyne’a, żołnierza wykonującego funkcję kata, 80 lat przed wydarzeniem, jak również to, że między datą publikacji przepowiedni a zajściem z roku 1791 leży 2 1/4 stulecia (około 7 pokoleń). Że nie może tu chodzić o zgadywanie, wynika z rachunku prawdopodobieństwa, który Kemmerich przeprowadza na s. 384–387, dochodząc do wniosku, iż prawdopodobieństwo przypadkowego trafienia nazwisk Montmorency i Clerepeyne wynosi 1 do 5000 miliardów (liczba czternastocyfrowa!), zaś w przypadku Tuilerii odpowiada stosunkowi wielkości: 1 do 10 000 · 6 000 000 000 000.
Na podstawie swoich obliczeń Kemmerich uważa, że ściśle matematycznie dowiódł, iż przypadek jest tu praktycznie niemożliwy, a stąd wynika, że Nostradamus był prawdziwym prorokiem, wyposażonym w dar widzenia czasowego.

Przyjmuję ten rachunek prawdopodobieństwa jako uprawniony, jednak sądzę, że zasadniczo stosowanie tego rodzaju obliczeń do zjawisk takich jak wzrok (jasnowidzenie) w przestrzeni i czasie jest błędne. Nikt nie wpadnie na pomysł, by badania mikroskopowe, których dokonuję, wsuwając obiekt pod tubus i kierując wzrok na pole widzenia przy właściwym oświetleniu – powtarzam: nikt nie wpadnie na pomysł, by moją zdolność widzenia, moje poznanie podporządkować rachunkowi prawdopodobieństwa. Moje badanie nie jest grą losową, lecz czynnością przebiegającą ściśle zgodnie z prawami określonych funkcji zmysłowych.
Dlaczego więc w przypadku przepowiedni, które również nie mają nic wspólnego z grą przypadku, wciąż powraca się do myśli, że należałoby zastosować rachunek prawdopodobieństwa, aby – na podstawie przewagi rzekomych trafień – liczbowo wykazać, iż istnieje jasnowidzenie?

Mamy u Nostradamusa klasyczny przykład, że rachunek prawdopodobieństwa w tym przypadku prowadzi do niewyobrażalnej liczby, ponieważ możliwość wyboru określonego nazwiska spośród milionów i znów milionów ludzi nie może być aktem zgadywania, lecz dokonuje się wyłącznie pod wpływem szczególnego, swoistego wrażenia zmysłowego wieszcza. A zatem u Nostradamusa akt proroctwa mógł być tylko zapisaniem bądź uchwyceniem całkiem konkretnych wrażeń zmysłowych. Każde inne wyjaśnienie powstania tych przepowiedni – wobec tak ściśle określonych wymienionych imionnależy bezwzględnie odrzucić.

Krytyka okultyzmu bardzo zgrzeszyła, stosując rachunek prawdopodobieństwa właśnie na naszym polu. Próbowano nawet wróżenie z kart i podobne sztuki okultystyczne oznaczać mianem gry losowej, a następnie – rzecz jasna – wyliczano, że prawdopodobieństwo trafnego przewidzenia wydarzeń jest niezwykle rzadkim przypadkiem, i stąd wnioskowano, iż wróżenie z kart samo w sobie nie nadaje się do ustalania pewnych faktów przyszłych, a nawet że w ogóle niedorzeczne jest wierzyć w takie możliwości. Całkowicie przeoczono przy tym, że we wszystkich tych praktykach to, co dostarcza materiału rachunkowi prawdopodobieństwa, jest tylko środkiem – jak pokazuje nasz przykład z „tubusem” – aby rozpoznać nazwiska; samo zaś widzenie jest całkowicie obiektywnym procesem, którego nie da się podciągnąć pod pojęcie rachunku prawdopodobieństwa, podobnie jak opisu jakiegokolwiek obiektywnego eksperymentu.

Zupełnie inaczej rzecz się ma, gdy zajmujemy się konstrukcjami hipotetycznymi. Wtedy faktycznie chodzi o prawdopodobieństwa, i są one – jak wyraża się Laplace – „w gruncie rzeczy niczym innym, jak tylko zdrowym rozsądkiem ujętym rachunkowo”. Nie mogę się nad tym tematem szerzej rozwodzić, gdyż zaprowadziłby nas zbyt daleko i dla ogółu nie ma takiego znaczenia, które uzasadniałoby tutaj ściśle filozoficzne traktowanie; cieszy mnie jednak, że w nowej pracy Othmara Sterzingera, Zur Logik und Naturphilosophie der Wahrscheinlichkeitslehre*) znajduję myśli zgodne z kierunkiem moich poglądów.*) 
Sterzinger w pełni odczuwa, że rachunek prawdopodobieństwa w dotychczasowej formie nie jest w stanie nas posunąć naprzód, i w swojej pracy w piękny sposób, zrozumiały również dla laika, przedstawił problemy do dyskusji tak, iż możemy nie tylko rozpoznać braki dotychczasowych ujęć, lecz także wraz z autorem uczynić krok ku głębszym rozumieniom.
Czytelnicy niech zwrócą szczególną uwagę na ostatni rozdział książki – „Zur Naturphilosophie der Zufallsspiele” – który pod wieloma względami oferuje metafizyczne punkty zaczepienia.
W tej książce bardzo wyraźnie stwierdza się również, że rachunku prawdopodobieństwa nie da się stosować równomiernie do wszystkiego, a jednym z tych obszarów, w których – pomimo tak trafnie wyliczonych przez Kemmericha wynikównie powinien mieć zastosowania, jest stosowanie zdolności okultystycznych do rozpoznawania przyszłych zdarzeń.
W każdym razie należałoby tylko w bardzo ograniczonym zakresie posługiwać się rachunkiem prawdopodobieństwa, by potwierdzać lub zaprzeczać możliwościom jakiegoś zjawiska nauk przyrodniczych.


Przypisy:

*) Othmar Sterzinger, Zur Logik und Naturphilosophie der Wahrscheinlichkeitslehre; ein umfassender Versuch. Z 1 tablicą. Lipsk (Xenienverlag) 1911.
*) Ucieszyło mnie również spotkać podobne myśli u Bormanna w cytowanym miejscu.

Wracając do Kemmericha, wspomnę jeszcze, że – zgodnie z Le Pelletierem – odnosi on 60. czterowiersz pierwszej Centurii*) do narodzin Napoleona, podczas gdy Vignois, jak już wcześniej wspomnieliśmy, przywoływał w tym celu inny czterowiersz. Po przedstawieniu dalszych przepowiedni, które rzeczywiście się spełniły, nasz historyk podejmuje pytanie, czy Nostradamus był w stanie określać czas wypełnienia się swoich przepowiedni – i również na to pytanie nasz autor odpowiada twierdząco.

W liście do króla Henryka II, który Nostradamus dołączył jako dedykację do drugiego zbioru swoich Centurii z dnia 27 czerwca 1558 roku, znajduje się bowiem 89. ustęp, w którym czytamy:

„A potem nadejdzie początek – początek tego, co trwać będzie;
i w tym roku rozpocznie się większe prześladowanie Kościoła chrześcijańskiego,
podobne do tego, jakie miało miejsce w Afryce, i potrwa równie długo;
w tym samym roku 1792 ludzie będą mniemali, że należy wprowadzić nową rachubę czasu.”

Mamy tu więc do czynienia z wydarzeniem o znaczeniu ogólnoświatowym, którego data jest dokładna, ponieważ „nowy kalendarz Republiki, wprowadzony dekretem Konwentu Narodowego z dnia 5 października 1793 roku, rozpoczął rachubę czasu od równonocy jesiennej, to jest 22 września 1792 o północy.” Także pozostałe zapowiedzi odnoszące się do Kościoła chrześcijańskiego w tym ustępie spełniły się.

Kemmerich kontynuuje:

„Znajdujemy się więc w epoce, której początek Nostradamus określił przez rok 1792.
Jeśli dodamy do tego 25 lat, które sam Nostradamus w innym miejscu listu dedykacyjnego przytacza,
dochodzimy do roku 1817 – rzeczywiście jednego z największych okresów wojen w dziejach.”

„W tej ostatniej epoce wszystkie królestwa chrześcijaństwa będą drżeć,
podobnie jak i niewierni, przez okres 25 lat;
będą miały miejsce najbardziej krwawe wojny i bitwy…”

*) Un Empereur naistra près d’Italie,
Qui à l’Empire sera vendu bien cher:
Diront avec quels gens il se ralie,
Qu’on trouvera moins prince que boucher.

(Cesarz narodzi się w pobliżu Włoch – na Korsyce! –
który drogo będzie kosztować swoje imperium.
O ludziach, z którymi się sprzymierzy, powie się,
że można tam znaleźć więcej rzeźników niż książąt.)

(Centuria VII, czterowiersz 13)

Czas panowania tego człowieka „o krótkich włosach”, jak Nostradamus nazywa Napoleona, został przez wieszcza dokładnie określony:

Par quatorze ans tiendra la tyrannie.
(Przez czternaście lat będzie trwać jego tyrania.)

Miasta, osady, zamki i różne inne budowle pójdą z dymem i zostaną zniszczone – i tak dalej.


„Nostradamus potrafił więc nie tylko przewidzieć przyszłe wydarzenia i nazwiska osób działających w następnych stuleciach, lecz również określić rok, w którym jego przepowiednie miały się spełnić.”

Jakże wielka to szkoda, że Nostradamus nie miał woli ułożyć czterowierszy w porządku chronologicznym!  Wszak sam mówi w 73. ustępie listu dedykacyjnego do Henryka II:

„Gdybym tylko zechciał, mógłbym każdy czterowiersz oznaczyć datą jego spełnienia.”

Możemy sobie łatwo wyobrazić, że pewną część większych, ogólnoświatowych i państwowych przemian da się ustalić na podstawie obliczeń astrologicznych, lecz brakuje nam możliwości dojścia tą drogą do znajomości konkretnych nazwisk lub miejscowości.

Daremnie starałem się dowiedzieć czegoś bliższego o tym, jakiego rodzaju obliczenia mógł stosować Nostradamus – istniejąca literatura milczy na ten temat zupełnie. To niewiele, co Nostradamus sam w swoim liście do Henryka II*), wspomina, przytaczam w przypisie; jednak i to nie wychodzi poza luźne wzmianki.

Ponieważ Nostradamus opierał swe obliczenia na podstawie okresów planetarnych, można przypuszczać, że posiadał on taką samą znajomość cyklicznych obiegów czasu, jaką miał autor Apokalipsy.


*)  Treść aluzji Nostradamusa w liście do Henryka II dotyczyła jego metody przewidywania opartej na układach i powrotach planetarnych, których cykle – według tradycji astrologicznej – miały odzwierciedlać rytmy historii i przeznaczenia ludów. Autor listu (Zillmann) nie podaje jednak dokładnych formuł, a jedynie wskazuje, że Nostradamus sam twierdził, iż „z pomocą boskiej inspiracji i nauki o ruchach niebieskich” wyliczał daty przyszłych zdarzeń.

W następnym zeszycie omówię to szerzej, chociaż nie będę w stanie dać nic więcej niż zarysowe szkice tych zagadnień. Możliwe jest również, że Nostradamus jako Żyd – jak sam twierdzi, pochodził on przynajmniej od żydowskich przodków, należących do plemienia Issachara**), które, jak wiadomo, miało w szczególny sposób posiadać dar proroctwa – był w posiadaniu tajemnych kabałystycznych tradycji i metod, które nie tylko odsłaniały mu biblijne tajemnice cykli (kręgów czasu), lecz także umożliwiały mu, na podstawie pewnych kabałystycznych obliczeń liczbowych i słownych, dochodzić do swoich rezultatów.

Swoje księgi spalił przed śmiercią!!

Wolno przeze mnie przetłumaczone czterowiersze z pierwszej Centurii przedstawiają jego prorockie praktyki jako złożone z obliczeń oraz z wizjonerskiego widzenia, w dialogu z wyższym ludzkim „Ja” lub innymi istotami duchowymi, czyli – w pewnym sensie – jako rodzaj zapisu medialnego, w co jednak, muszę przyznać, nie potrafię całkowicie uwierzyć.

Nie posiadamy żadnego innego dzieła, które zawierałoby tyle trafnych przepowiedni, co Centurie Nostradamusa, i nigdy nie zaobserwowałem, by pisanie automatyczne, pod względem prawdziwości swoich przekazów, choćby w najmniejszym stopniu dorównywało temu dziełu.

W pełni przyłączam się jednak do wniosku Kemmericha, że:

Nostradamus potrafił objawić przyszłość tak, jak nikt przed nim, o kim wiemy.
Jest jednym z największych geniuszy w historii świata!


„Nie tylko w ciało, lecz i w duszę musimy się zagłębić,
jeśli chcemy zamknąć krąg krążenia i ponad kołem dopełnić gwiezdnych narodzin.
Wtedy przyjdzie na nas transcendentna chwała
wstąpimy ku niej, ku temu niesłychanie nowemu, nieporównywalnemu,
co jedynie może przełamać urok grozy południa.
Nie chcemy już oczekiwać niczego od tego, co jest „światem”,
lecz tylko od wyższego stopnia bytu,
tak jak niegdyś ociężała, potężna siła przedświatowych potworów
przeminęła, gdy rozbłysło coś tak całkiem innego – duch.
Dziś chce się wszystkiego „nauczyć”: życia, piękna, moralności i macierzyństwa,
wynalazczości i kontemplacji, tęsknoty i miłości –
a przecież tego wszystkiego nigdy nauczyć się nie da.
Lecz już iskierka tego, co wyższe, kropla metafizycznego oleju,
przyniosłaby potoki genialności nawet nad największym głupstwem.
Albowiem genialność jest niczym innym, jak boskością,
uczestnictwem w boskim nadmiarze.
I dlatego najzwyklejszy prostaczek, który ma w sobie choć odrobinę prawdziwej i głębokiej religijności,
jest o wiele bardziej radosny i wartościowy
niż najinteligentniejszy, lecz pozbawiony metafizyki człowiek.”

Volker, Siderische Geburt (Berlin, 1910)


Przypisy:

*) „Mais, à un très-prudent, à un très-sage Prince, j’ay consacré mes nocturnes et prophétiques supputations, composées plutôt d’un naturel instinct, accompagné d’une fureur poétique que par règle de poésie, – et la plupart composées et accordées à la calculation astronomique, correspondant aux ans, mois et semaines des régions, contrées et de la plupart des villes et cités de toute l’Europe, comprenant de l’Afrique et une partie de l’Asie, par le changement des régions qui s’approchent la plupart de tous ces climats, et composé d’une naturelle faction: répondra quelqu’un qui aurait bien besoin de se moucher, la rithme être autant facile, comme l’intelligence du sens est difficile… Il est bien vrai, Sire, que, par mon naturel instinct, qui m’a été donné par mes aïeux, ne cuidant présager et ajoutant et accordant icelui naturel instinct avec ma longue supputation, unissant et vidant l’âme, l’esprit et le courage de toute cure, sollicitude et fâcherie, par repos et tranquillité de l’esprit – le tout accordé et présagé l’une partie tripode aeneo.”

(tzn.:
„Ale, najroztropniejszemu, najszlachetniejszemu Księciu poświęciłem moje nocne i prorocze obliczenia, powstałe raczej z naturalnego instynktu, wspomaganego poetyckim uniesieniem, niż z zasad poetyki – a większość z nich złożona i dostrojona jest do rachuby astronomicznej, odpowiadającej latom, miesiącom i tygodniom regionów, krain i większości miast Europy, obejmującej również Afrykę i część Azji, zależnie od zmian klimatycznych stref.

Ktoś mógłby rzec, że rytm jest łatwy, lecz zrozumienie sensu – trudne. I prawdą jest, Panie, że dzięki mojemu naturalnemu instynktowi, danemu mi przez przodków, przewiduję, łącząc ten instynkt z długotrwałymi obliczeniami, opróżniając duszę i ducha z wszelkiej troski i niepokoju – w spokoju umysłu. A wszystko to zgodne jest i przepowiedziane częściowo z brązowego trójnogu.”)

**) „De filiis quoque Isachar, veri eruditi, qui noverat singula tempera.” (Paralipomena, Księga I, rozdz. 12, w. 32)
Z potomków Issachara byli ludzie prawdziwie uczeni, którzy znali czasy i ich porządek. (La vie et le Testament de Michel Nostradamus, Paris 1789).

źródło: NOSTRADAMUS. Von Paul Zillmann;  Neue Metaphysische Rundschau – Band XIX 1912.