Mędrcy i Gwiazda

Mędrcy i Gwiazda
Robert E. Dean

 W czasach, gdy bogowie i ludzie stanowili najbardziej znane pojęcia – a charakter jednych był zwierciadłem dla drugich, a oddawanie czci i chwały było wzajemnym aktem szacunku – narodziny boga lub mesjasza były uznawane za wydarzenie najwyższej wagi, które przyciągało uwagę władców ziemi, a nawet mieszkańców niebios.

Nie dziwi więc, że w historii Jezusa Chrystusa, jak i w żywotach wielu mędrców i zbawicieli starożytności, znajdziemy opowieści o tym, że w chwili ich narodzin odwiedzali ich „mędrcy ze Wschodu”. Przy narodzinach Konfucjusza (598 r. p.n.e.) „pięciu mędrców z daleka przyszło do domu, słychać było niebiańską muzykę, a aniołowie asystowali przy tej scenie” („Pięć Tomów”).

Kryszna (1200 r. p.n.e.), ósma inkarnacja w Indiach, był odwiedzany przez mędrców, pasterzy i proroków, którym ofiarowywano złoto, kadzidło i mirrę. O Pitagorasie (około 600 r. p.n.e.) mówi się, że jego sława dotarła do Miletu i okolicznych miast, przez co uczeni mężowie przybyli go odwiedzić. W „Anakalypsis” czytamy, że „Mędrcy przybyli ze Wschodu, by złożyć dary przy narodzinach Sokratesa, w tym złoto, kadzidło i mirrę”. Nie tylko oni: również Mitra, Zaratustra z Persji i Ozyrys z Egiptu mieli być odwiedzani przez Mędrców w czasie swych narodzin.

Wśród starożytnych panowało również przekonanie, że narodzinom bogów i wielkich postaci zawsze towarzyszyła niezwykła gwiazda lub gwiazdy. Narodziny Buddy zostały ogłoszone przez niezwykłą gwiazdę, która pojawiła się na horyzoncie – nazwano ją „Gwiazdą Mesjańską”. Planeta Jowisz towarzyszy narodzinom Ramy, inkarnacji Wisznu, a gdy rodził się Kryszna, jego gwiazdę wskazał prorok Nared, wielki astrolog tamtych czasów.

Wyjątkowa gwiazda pojawiła się podczas narodzin Yu, założyciela pierwszej chińskiej dynastii, a jej obecność wymienia się też przy narodzinach Lao Tse, chińskiego mędrca. Jasna gwiazda świeciła przy narodzinach Mojżesza; dostrzegli ją egipscy magowie, którzy natychmiast powiadomili faraona. Zgodnie z tradycją rabiniczną, kiedy Abraham się narodził, jego gwiazda lśniła na niebie, a przy narodzinach cezarów widziano gwiazdę, która przyćmiła inne. Narodziny Alego, wielkiego ucznia Mahometa i przywódcy jednej z głównych sekt islamu, zostały przepowiedziane przez znaki na niebie. W Nowym Świecie symbolem Quetzalcoatla, również urodzonego z dziewicy Zbawiciela, była „Gwiazda Poranna”.

Warto przyjrzeć się tym sprawom w świetle dzisiejszej wiedzy naukowej, zwłaszcza biblijnej relacji o podróży Mędrców ze Wschodu, prowadzonych przez gwiazdę, do Jerozolimy, a następnie do Betlejem w poszukiwaniu Dziecięcia.

Według Ewangelii św. Mateusza (2:1-12), w czasie narodzin Jezusa Mędrcy (Magi) ze Wschodu przybyli do Jerozolimy, by odnaleźć nowo narodzonego Króla Żydów, złożyć mu dary i oddać pokłon. Gwiazda, którą zobaczyli na Wschodzie, prowadziła ich do miejsca, gdzie znajdował się nowonarodzony Mesjasz, a oni, wszedłszy do jego obecności, ofiarowali mu złoto, kadzidło i mirrę.

Wielu twierdziło, że użycie przez ewangelistę zwrotu „jego gwiazda” jest pełnym uzasadnieniem astrologii; że pierwsze wieści o narodzinach Chrystusa otrzymali magowie, czciciele Ormuzda i uznani astrologowie, zanim jeszcze wieść ta dotarła do rodaków Jezusa w Jerozolimie – a zatem, że autor Ewangelii po prostu uznawał, iż wielkie wydarzenia w świecie ludzi mają swoje odzwierciedlenie w zjawiskach niebieskich i są godne wiary.

Jednak przeciw temu argumentowi często wysuwano pytanie: jeśli Mędrcy wiedzieli, że gwiazda, którą ujrzeli, jest gwiazdą Chrystusa, to dlaczego najpierw zostali poprowadzeni do Jerozolimy, a nie bezpośrednio do Betlejem? Czemu gwiazda „opuściła” ich po pierwszym pojawieniu się i znów ukazała się dopiero po ich wyjściu z Jerozolimy? I dlaczego Herod oraz kapłani nie zrozumieli tej wskazówki?

Jak by nie było, pierwotna interpretacja biblijnego opowiadania o „Mędrcach i Gwieździe” nie zawsze pokrywa się z tym, jak rozumieliby je dziś dobrze poinformowani czytelnicy.

W pewnym kraju na zachód od Jerozolimy pojawiła się niezwykła gwiazda, którą zauważyli znawcy nieba, i która natchnęła ich silnym pragnieniem podróży do Jerozolimy, gdzie mieli nadzieję odnaleźć nowonarodzonego króla. Ci, którym ukazało się owo światło, byli kapłanami religii zoroastryjskiej i oczekiwali Powszechnego Zbawiciela w osobie mającego się wkrótce narodzić dziecka.

Warto też wspomnieć, że na Wschodzie od dawna istniało silne przekonanie, że u początku tej ery ma się narodzić wielki i zwycięski Książę, Mesjasz (co potwierdzają m.in. Lukian, Wergiliusz, Seneka, Józef Flawiusz, Swetoniusz). Przybywszy do Jerozolimy i po zasięgnięciu rady kapłanów, Mędrcy zostali skierowani do Betlejem. Sądzili, że gwiazda ich prowadzi, co jasno wynika ze słów: „widzieliśmy jego gwiazdę na Wschodzie i przyszliśmy oddać mu pokłon”.

Całe to wydarzenie było nadnaturalne i wskazywało na boski zamysł: nawet w pokornych warunkach narodzin Jezus został uhonorowany przez Ojca jako umiłowany Syn. Wraz z pasterzami, którzy czuwali na polach Betlejem, świadkami i uczestnikami tej chwały byli wielcy filozofowie Wschodu i aniołowie.

Bez ironii i bez odbierania wiary żadnej szczerej osobie, można jednak pokazać, że domysły, śmiałość niewiary i chłodne badania nauki współczesnej rzuciły cień na pewne szczegóły tej znanej historii o Mędrcach i Gwieździe.

Gwiazda Mędrców została z czasem przesunięta z kategorii zjawisk nadprzyrodzonych do rzadkiego zjawiska astronomicznego – koniunkcji Jowisza i Saturna. Wyjaśnienie to pochodzi od Johannesa Keplera (1571-1630), który miał nadzieję, że identyfikując tę koniunkcję z Gwiazdą Betlejemską uda się dokładnie określić datę narodzin Chrystusa.

Sugerował on, że koniunkcja tych planet rzeczywiście miała miejsce w czasie bliskim przyjętemu obecnie okresowi narodzin Jezusa. Można więc sprawdzić, jak bardzo faktycznie zjawiska niebieskie pokrywały się z opowieścią Ewangelii Mateusza.

W maju 7 roku p.n.e. doszło do koniunkcji Jowisza i Saturna w pierwszym punkcie znaku Barana, planety „wschodziły” w Chaldei (na Wschodzie) trzy i pół godziny przed Słońcem; w drugiej połowie roku 747 ab urbe condita (wg roku rzymskiego) miały miejsce kolejne koniunkcje w konstelacji Ryb (astrologiczny znak Judei), a w roku 748 dołączył Mars.

Jowisz i Saturn zbliżyły się do siebie w Rybach (20°) 27 maja; Jowisz przeszedł potem na północ od Saturna. We wrześniu znalazły się w opozycji do Słońca – Saturn na 13°, Jowisz na 15° Ryb – dzieliło je zaledwie 1,5°. Potem zbliżyły się jeszcze bardziej: 27 października miała miejsce druga koniunkcja (16° Ryb), a 12 listopada trzecia.

Podczas dwóch ostatnich koniunkcji planety dzielił dystans nie większy niż jeden stopień, a dla nieuzbrojonego oka ich światło zlewało się w jedno i wyglądało jak jedna wielka gwiazda. Co ważne, ta potrójna koniunkcja trwała przez kilka miesięcy, przez większą część nocy.

Nie mogło to nie wzbudzić zainteresowania u uczonych wschodnich astrologów, jakimi byli Mędrcy. Wiedziano o proroctwie Balaama i szeroko rozpowszechnionym przekonaniu, że wkrótce w Judei narodzi się Wielki Władca. Najpewniej pod koniec maja (czas pierwszej koniunkcji) Mędrcy wyruszyli w podróż, która według dzisiejszej wiedzy musiała zająć przynajmniej siedem miesięcy. W połowie lipca planety zaczęły się oddalać, by ponownie zbliżyć się pod koniec września.

Wtedy Jowisz prezentował się w niezwykle czystej atmosferze jako olśniewający spektakl – był w najbliższym położeniu względem Słońca i Ziemi. To widowisko trwało kilka dni, aż planety znów zaczęły się rozchodzić, lecz wkrótce ponownie się zbliżyły, dokładnie w czasie, gdy Mędrcy mogli docierać do Jerozolimy. Około godziny i pół po zachodzie Słońca obie planety widoczne były z Jerozolimy jako jedna wielka gwiazda nad południowo-zachodnim horyzontem – nad Betlejem.

Opisana powyżej koniunkcja jest faktem, podobnie jak efemerydy planet. Można więc sądzić, że owe zjawiska spełniają warunki biblijnej Gwiazdy Mędrców.

Nie mamy jednak szczegółowych informacji o dokładnej astrologii perskich magów, więc pojawia się pytanie, czy podjęliby oni tak długą, siedmiomiesięczną podróż tylko z powodu zjawisk astrologicznych. Wiemy, że w lutym 6 roku p.n.e. miała miejsce koniunkcja Jowisza i Saturna w Rybach, jeszcze bliższa niż ta z grudnia 7 roku p.n.e., ale nie mamy dowodów, by wzbudziła podobną wyprawę.

Nawet gdyby Mędrcy faktycznie wyruszyli z Persji do Jerozolimy i Betlejem w rozważanym okresie, warunki astronomiczne i geograficzne czyniłyby prawdziwość relacji Mateusza trudną bez interwencji cudu. Oto dlaczego:

W noc grudniową gwiazda (koniunkcja Jowisza i Saturna) zachodziła w Jerozolimie o 18:30. Jeśli Mędrcy ruszyli wtedy w kierunku Betlejem, widzieli ją na południowo-wschodnim niebie, a po dotarciu do Rachel’s Tomb gwiazda znajdowała się już na południu. Gdy droga skręcała na wschód, gwiazda znajdowała się po ich prawej i nieco za nimi – przestawała być przewodnikiem „idącym przed nimi”.

Po wejściu do Betlejem było już astronomicznie niemożliwe, by gwiazda „zatrzymała się nad miejscem”, gdzie było dziecko – była bowiem wysoko na zachodnim niebie, kilometry nad horyzontem. Gwiazda, jeśli nawet była pionowo nad jakimś domem, to tylko dla jednego obserwatora; przy wysokości 57° nie mogła wyglądać, jakby „stała nad” konkretnym domem dla kogokolwiek na miejscu.

Nie trzeba dodawać, że gdyby Mędrcy opuścili Jerozolimę przed zachodem słońca, nie widzieliby tej „gwiazdy” w ogóle. A gdyby wyruszyli później, jej położenie byłoby jeszcze bardziej bezużyteczne jako przewodnik.

Niektóre chińskie tablice astronomiczne wskazują, że w roku 750 ab urbe condita, przyjętym przez niektórych za rok narodzin Jezusa, na niebie pojawiła się kometa widoczna przez 70 dni. Część uczonych sądzi, że to właśnie pierwsza koniunkcja Jowisza i Saturna przyciągnęła uwagę Mędrców, a ich przewodniczką była ta kometa.

Inni twierdzą, że Mędrcy mogli widzieć nową gwiazdę (stella nova), która nagle pojaśniała, a potem szybko zgasła. Jednak żadne z tych wyjaśnień nie tłumaczy słów: „gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było dziecko.” Prawdziwa gwiazda porusza się na niebie o jeden stopień dziennie; żadna nie mogła przemieszczać się tak, by prowadzić Mędrców do Betlejem, ani znikać i pojawiać się na nowo. Można więc przyjąć dwie interpretacje:

Gwiazda Betlejemska była prawdziwym cudem – być może jak słup ognia towarzyszący Izraelitom podczas Wyjścia, albo jak „blask Boży” wokół pasterzy (Łk 2:9) czy „światłość z nieba”, która objawiła się Szawłowi (Dz 9:3). Bo „u Boga wszystko jest możliwe” (Mt 19:26).

Albo też, zgodnie z dawną tradycją, każdemu narodzonemu cudownie władcy towarzyszyły tego typu zjawiska, więc legenda musiała zostać uzupełniona o takie cuda także w przypadku Jezusa.

W rzeczywistości, na rzecz tej drugiej hipotezy jest tyle samo, jeśli nie więcej, dowodów co na rzecz pierwszej.

źródło:   The Modern Mystic December 1937.