Inkuby – Sukuby

Zgodnie z obietnicą z numerów 20–21, publikujemy poniżej kilka obserwacji dotyczących inkubów i sukubów. Przesłał nam je nasz stary przyjaciel – lekarz i teolog. To notatki napisane w jego młodości – wiele lat temu – i mają naprawdę przyjemny posmak starego wina.

Wszystkie te opowieści i im podobne zostały wymyślone po to, aby ukryć rozwiązłość kobiet i zatuszować grzech nieczystej miłości. W ten sposób zaczęto wierzyć, że możliwe jest poczęcie bez cielesnego zbliżenia; że dziewica mogłaby począć naturalnie, nie tracąc dziewictwa. Z tego wywiedziono istnienie demonów – inkubów i sukubów – które miałyby pałać żądzą wobec kobiet. I tak teolodzy oraz prawnicy zaczęli zadawać absurdalne pytania, jak na przykład:

  1. Czy dziecko zrodzone ze związku kobiety z inkubem różni się od innych dzieci? Czy jego dusza i ciało, kierowane przez demona, sprawiają, że wyróżnia się czymś szczególnym?

  2. Czy dziecko spłodzone przy udziale demona należy nazywać dzieckiem inkuba, czy raczej tego, komu demon skradł nasienie?

  3. Czy inkubowie i sukubowie mogą odczuwać między sobą przyjemność z miłości cielesnej?

Pismo Święte wydaje się wspierać pierwszą z tych tez, mówiąc, że aniołowie, ujrzawszy piękno córek ludzkich, złączyli się z nimi, a z tych związków narodzili się olbrzymi. Można więc wnioskować, że jeśli aniołowie (tak nazywani również w innych częściach Biblii) mogą łączyć się z kobietami i mieć potomstwo, to również demony – różniące się od nich jedynie upadkiem – mogą, jak twierdzi Łaktancjusz, pociągać kobiety do nieczystych uciech i zaspokajać z nimi swoje pożądanie.

Twierdzi się, że dzieci narodzone z takich ohydnych związków są cięższe i chudsze od innych, i że nawet gdyby były karmione przez trzy lub cztery mamki naraz, nigdy nie utyłyby. Potwierdza to Sprenger, dominikanin i jeden z inkwizytorów wysłanych przez papieża Innocentego VIII do Niemiec, by prowadzić procesy czarownic.

Jeśli ciało tych dzieci różni się od innych, ich dusze również muszą posiadać cechy niespotykane u pozostałych ludzi. Z tego powodu kardynał Bellarmin uważał, że Antychryst narodzi się z kobiety, która miała stosunek z inkubem, a jego ogromna złośliwość będzie oznaką jego pochodzenia.

Wątpliwości co do możliwości współżycia demonów z kobietami (lub mężczyznami) i ewentualnego poczęcia nie pojawiły się dopiero niedawno. Już wcześniej rozważano te kwestie na dworze cesarza Zygmunta. Z obu stron przywoływano wszelkie możliwe argumenty, a ostatecznie doświadczenia i najbardziej przekonujące racjonalne wnioski doprowadziły do uznania tej niezwykłej kopulacji za możliwą.

Rzeczywiście, św. Augustyn, który przez długi czas był niezdecydowany, przyznał w końcu, że jeśli było wielu ludzi, którzy twierdzili, że mieli nieszczęsne kontakty z demonami i że byli przez nie pieszczoni – i są to osoby, których dobrej wierze nie można zaprzeczyć – to należy uznać, że sylwanowie, pany i fauny, zwani potocznie inkubami, nie tylko pragnęli pieścić kobiety, ale rzeczywiście to robili. A demony, które Francuzi nazywają donses, nie tylko pragnęły poznać kobiety, lecz osiągały ten cel, i byłoby lekkomyślnością zaprzeczać temu, co potwierdzono tyloma okolicznościami.

Dodać można do tego wyznania niezliczonej liczby czarownic, które twierdziły, że były pieszczone przez demona i że zaszły z tego powodu w ciążę. Książki autorstwa Delrio, Sprengera, Délancre’a i Bodina są pełne podobnych relacji. Po tylu autentycznych świadectwach i tylu szczerych wyznaniach czarownic i czarowników, którzy w dobrej wierze je składali i których zeznania są zgodne, naleganie na opinię przeciwną byłoby zwykłym uporem.

Przytaczane historie wydają się tak dobrze udokumentowane, że trudno wątpić w prawdziwość tych diabelskich związków. Przykładem może być Benoît Berne, lat 75, który został spalony żywcem po tym, jak wyznał, że od czterdziestu lat miał stosunki z inkubem imieniem Hermolin. Gwarantem tej historii jest Francesco Pio, książę Mirandoli, który znał osobiście Benoîta.

Wszystkie te argumenty mogłyby się wydawać mocne, gdyby nie przeczyły im rozum i doświadczenie. Aby więc wyrazić moją opinię w tej sprawie, pozwolę sobie rozważyć ją w pewien sposób.

Wszyscy ludzie mają w sobie naturalną ciekawość. Potępiana jest natomiast ta, która jest chorobą duszy i ogarnia zwłaszcza słabe umysły. Świat pełen jest ludzi, którzy pragną poznać to, co ukryte, i odkryć sekrety zaświatów. Jeśli mówi się im o czymś niezwykłym, od razu promienieją z radości, bo to trafia w ich największą słabość.

Cieszy ich również możliwość zaimponowania innym. A jeśli wśród słabych umysłów znajdzie się człowiek bystry, nie omieszka podsycać ich ciekawości, ciesząc się jednocześnie z własnej popularności i podziwu, jakim go otaczają. Opowie im historie, które sam sprytnie wymyślił, i nawet jeśli są one przerażające, ich nowość sprawi, że słuchacze będą się nimi zachwycać.

Opowiadać będzie o demonach, inkubach, duchach i czarownicach z taką ekspresją, jaka odpowiada jego temperamentowi. Przekona ich o prawdziwości tych opowieści argumentami tak sformułowanymi, że wszyscy uznają je za wiarygodne.

Im większy autorytet lub zasługi przypisuje się tej historii, tym łatwiej uwierzyć w jej treść. Potem szuka się dalszych argumentów, które mają ją wesprzeć – i niewątpliwie znajdą się dowody uzasadniające nawet najbardziej zdumiewające twierdzenia. Tak działo się od zarania dziejów – i tak dzieje się nadal. Jednakże nie przeszkadza to wykazać, że pogląd o współżyciu i płodzeniu przez demony jest nie do utrzymania.

Przyznaję, że wniosek wyciągany z Pisma Świętego byłby uzasadniony, gdyby aniołowie mogli współżyć z kobietami i sprawiać, że te zachodzą w ciążę. Jest to jednak dla mnie równie trudne do uwierzenia jak sama idea takiego zbliżenia. Poza tym, wspomniany fragment Pisma Świętego daje się doskonale wytłumaczyć bez zakładania takich nienaturalnych związków. Mówi on, że „synowie Boży” (czyli święci) łączyli się z „córkami ludzi”, z których związków narodzili się „potężni mężowie”, czyli królowie, monarchowie – ludzie obdarzeni władzą i autorytetem, którzy budzili respekt i strach u innych.

Ci „potężni” z pewnością byli wówczas tak nazywani z racji ich władzy, podczas gdy dziś słowo „olbrzym” odnosi się do rozmiaru ciała. To nieporozumienie semantyczne dało początek jednemu z największych błędów. Podobnie było ze słowem „tyran”, które kiedyś miało znaczenie pozytywne, a dziś powszechnie budzi wstręt.

Poza tym dzieci, które mają ciężkie i masywne kości, mogą być tępe. A ci, którzy mają rozbudowane wnętrzności i gorącą wątrobę, mogą potrzebować mleka od dwóch lub trzech mam jednocześnie, by się nawilżyć i ochłodzić. Jeśli z takiego temperamentu bierze się złośliwość charakteru, to nie oznacza to jeszcze, że są oni dziećmi demonów.

Jeśli chodzi o zgromadzenie, które obradowało przed cesarzem Zygmuntem, nie dziwi mnie, że orzekło ono możliwość współżycia demonów z kobietami i ich zdolność do zapładniania. W końcu zasiadali tam głównie teologowie, przyzwyczajeni wierzyć bez dowodu w to, czego nie widzieli ani nie znali, i którzy wyrazili opinię za takimi „pokrewieństwami”, mimo że są one całkowicie sprzeczne z prawami natury.

Gdyby to szacowne zgromadzenie składało się z filozofów lub lekarzy, albo też zastosowało się do opinii św. Jana Chryzostoma, jestem przekonany, że nie podjęto by takich decyzji.

Na koniec – jeśli dokładnie przeanalizuje się cytowane fragmenty św. Augustyna, które dosłownie przetłumaczyliśmy – łatwo zauważyć, że „pewność” tych kontaktów i potomstwa opiera się jedynie na relacjach ludzi prostych i łatwowiernych, albo kobiet przesądnych i melancholijnych.

Gdybyśmy mieli wierzyć we wszystko, co mówią nam chorzy z zaburzoną wyobraźnią, choć wydają się być przy zdrowych zmysłach, popełnialibyśmy często podobne błędy. Bo czarne opary palącej żółci potrafią czasem tak zaburzyć duszę, że biorą sny za rzeczywistość.

Z podobnych przyczyn czarownice wierzą, że były na sabacie i że były pieszczone przez diabła, który miał genitalia pokryte łuskami, sztywne i zimne jak lód – mimo że nie ruszyły się z miejsca, w którym zasnęły.

Jednak nie chcąc występować przeciwko opinii, która, jak się zdaje, została przyjęta przez niemal wszystkich teologów i ojców Kościoła, bez podania silnych argumentów przeciwnych, przeanalizujemy sprawę z należytą starannością, ale również bez uprzedzeń.

Teologia naucza nas, że demony, jako czyste duchy, są substancjami różnymi od nas; nie mają ani ciała, ani krwi, ani organów płciowych, a zatem nie mają też nasienia niezbędnego do rozmnażania. Jeśli kiedykolwiek przybierają cielesną postać, te ciała nie są żywe i nie mogą pełnić życiowych funkcji. Jako istoty nieśmiertelne nie mogą mieć potomków, nie pragną więc utrwalenia swego istnienia przez przyjemności cielesne.

Choćby były najpotężniejsze, nie mogą przekroczyć granic wyznaczonych przez naturę. Zwierzęta nie łączą się z roślinami, ani rośliny ze zwierzętami w celach rozrodczych, bo ich substancje są zbyt różne. Krótko mówiąc – natura nie dopuszcza takich związków.

Według św. Jana Chryzostoma byłoby szaleństwem wierzyć, że demony mogłyby łączyć się z kobietami i że istota bezcielesna mogłaby współżyć fizycznie z ciałem kobiety, by spłodzić dzieci.

Prawdę mówiąc, nie mógłbym uwierzyć – idąc za przykładem Kasjana, ucznia tego wielkiego biskupa – że duchy czysto niematerialne mogą mieć w naturalny sposób cielesne stosunki z kobietami. Powodem, jaki on oraz Filisteriusz, biskup Bress, podają, jest to, że gdyby coś takiego miało miejsce w przeszłości, dziać by się musiało również dzisiaj. A skoro dziś się nie dzieje, to musimy dojść do wniosku, że takie związki i ich ohydne owoce nigdy nie istniały.

Z tego powodu św. Augustyn – choć czasem zbyt łatwowierny – na niektóre sprawy patrzy trafnie i zaleca kapłanom, by głosili ludowi kazania, które uwolnią ich od fałszywych przekonań, jakoby relacje o stosunkach czarownic z diabłami były rzeczywiście prawdziwe.

Najpewniejszym dowodem fałszywości tych wynurzeń jest decyzja soboru w Ancyrze, który potępia i odrzuca wiarę, że czarownice w nocy są przenoszone na sabat na kraniec świata, gdzie mają obcować z diabłami i oddawać się im w plugawych uciechach. „Bo wszystko to – jak orzeka sobór – to tylko sny lub iluzje, bardzo dalekie od rzeczywistości.”

(Ciąg dalszy nastąpi)

źródło: Íncubos? Súcubos?;   Lo Maravilloso  –  Madrid, 15 de Marzo de 1910.