DUCHY NAD JEZIOREM CHIEMSEE
autorka: Carola Schrey
(fragment)
Pewnego wieczoru mój mąż pracował w kuchni z częścią dzienną nad książką rachunkową – zeszytem, w którym zapisywał rachunki związane ze swoją działalnością. Dzieci spały już od dawna w sypialni, a ja również leżałam w łóżku. Mój mąż schował książkę oraz pieniądze do swojej teczki i postawił ją na biurku w kącie pokoju.
Kiedy przed pójściem spać chciał jeszcze coś sprawdzić i otworzył zeszyt – nie opuściwszy przy tym ani na chwilę kuchni – okazało się, że wszystkie zapisane strony (około połowy książki) zostały wycięte nożem, a wraz z nimi zniknęły zapisy dotyczące całego miesiąca. Na okładce zeszytu, gdzie ręką mojego męża widniał napis „Księga kasowa”, napis został starannie wymazany, a w to miejsce ręką Irmy wpisano jej imię oraz oznaczenie jej klasy szkolnej.
Oprócz tego z książki zniknęło 38 marek, które były włożone pomiędzy strony rachunków.
Nowym, styczniowym zjawiskiem było to, że urządzenia elektryczne – chodziło o kuchenkę i płytę grzejną – zaczęły „gotować i żarzyć się”, mimo że nie były w ogóle podłączone do prądu. Już wcześniej zauważyłam, że żelazko elektryczne robiło się gorące, mimo że nie miało kabla zasilającego, dlatego wszystkie przewody trzymałam zamknięte pod kluczem.
Mimo to, wielokrotnie działo się tak, że w kuchence pojawiała się jakaś zupa – przygotowana z gotowych produktów: z ziemniaków, mleka lub innych składników, które akurat pozostawały na widoku. Ziemniaki były drobno pokrojone, lecz nigdy nie dało się zaobserwować żadnego ruchu. Nagle po prostu pojawiał się wesoło gotujący się garnek, który jeszcze chwilę wcześniej stał zamknięty w szafce.
Wiele razy, gdy gotowałam przy kuchni, nagle między moimi garnkami pojawiał się nieznany rondelek z mlekiem. Gdy go odkrywałam, znajdowałam w nim tajemniczą zupę, przygotowaną z tych samych składników, z których właśnie korzystałam.
Moja dotąd bardzo sceptyczna szwagierka mogła się podczas swojego pobytu u nas sama przekonać o rzeczywistym istnieniu tych zjawisk. Po obiedzie posprzątałyśmy kuchnię, Irma poszła po mleko, a moja szwagierka, ja i mała Ditti udałyśmy się do sypialni, której drzwi były cały czas otwarte. Właśnie podnosiłam małą Ditti na łóżko, gdy z kuchni dobiegł nas głośny hałas.
Zaledwie trzy kroki dzieliły nas od drzwi, więc natychmiast pobiegłyśmy tam – i zobaczyłyśmy przygotowania do gotowania. Kuchenka została wyjęta z szafki, a przewodu zasilającego nie było. W kubku znajdowała się mieszanina mąki rozrobionej trzepaczką, która wciąż w nim stała. W powietrzu unosił się silny zapach maślanki. Kuchenka była rozżarzona do czerwoności, całkowicie czarna i przypalona, a na niej widoczna była gęsta, gotowana maślankowa zupa, jakby wylana z garnka.
Surowa maślanka znajdowała się jednak w naszym sypialnym pokoju i musiałaby zostać przez kogoś przeniesiona. Cały ten proces musiał się zatem wydarzyć w czasie, jaki zajęło nam przejście z kuchni do łóżka stojącego zaledwie półtora metra dalej.
Wiem, że uwierzy w to tylko ten, kto sam to widział – albo ci, którzy zajmują się tego rodzaju zjawiskami. Sama jednak, gdy przekroczyłam już połowę pięćdziesiątki, musiałam całkowicie przewartościować teorię mojego dotychczasowego życia.
źródło: Spuk am Chiemsee von Carola Schrey; Zeitschrift fur kritischen Okkultismus – Aprilheft 1951 Nr. 7 Jahrgang 1950/51.