Alexis Carrel i Lourdes

Alexis Carrel i Lourdes

Referat C. von Klinckowströma

„Cud nie dzieje się wbrew naturze, lecz wbrew naturze, której jeszcze nie znamy.”
– św. Augustyn

Musi to być niezwykle poruszające przeżycie – towarzyszyć jako lekarz pociągowi ciężko chorych pielgrzymów do Lourdes, którzy w gorącej nadziei na uzdrowienie udają się do Matki Bożej. Takie doświadczenie stało się udziałem doktora Alexisa Carrela w roku 1903, kiedy był jeszcze młodym lekarzem. Opisał je później w pozostawionych po sobie „notatkach”, w formie literacko stylizowanej relacji. Dla zachowania anonimowości odwrócił swoje nazwisko, podpisując się jako Lerrac.

Lerrac pragnął na własne oczy zobaczyć cuda z Lourdes, o których czytał w katolickich czasopismach oraz w dwóch książkach lekarza z Lourdes, doktora Boissarie. Te same relacje opisywał wcześniej Émile Zola, choć z temperamentem i sceptycyzmem właściwym jego stylowi. Carrel, wychowany w duchu racjonalizmu, czuł jednak w głębi duszy tęsknotę za pewnością, która nie dawała mu spokoju. Ziarno wiary, ukryte w jego sercu, z biegiem lat – po wielu duchowych zmaganiach – rozwinęło się w wyraźną i pozytywną religijność.

W tamtym czasie – w 1903 roku – Carrel przyznawał, że jednocześnie podziwiał i potępiał fanatyczną wiarę pielgrzymów i księży w Lourdes. Pociągała go ich prostota i gorliwość, a zarazem irytowała dogmatyczna ślepota. Czuł się nieszczęśliwy w tym rozdwojeniu między rozumem a wiarą.

Początek doświadczenia

Gdybym wcześniej wiedział, jak niezwykle trudno prowadzić obserwacje wśród chorych w Lourdes i że niemożliwe jest ich dokładne zbadanie przed wyjazdem, zapewne bym z tego zrezygnował” – pisał Carrel na wstępie. Jego szczególne zainteresowanie wzbudziła młoda pacjentka, którą nazwał Marie Ferrand (w rzeczywistości, jak wyjaśnia przypis wydawcy, chodziło o Marie Bailly). Dziewczyna od ośmiu miesięcy cierpiała na ciężką postać gruźliczego zapalenia otrzewnej i już w pociągu wyglądała jak umierająca.

Wątpliwości nauki i rozmowa z kolegą

Carrel zadawał sobie pytanie: Czy w Lourdes naprawdę dochodzi do cudownych uzdrowień? Jeden z jego kolegów, doktor A. B., wyjaśniał te przypadki jako autosugestię. Pielgrzymka – twierdził – ma niezwykłą moc oddziaływania, znacznie większą niż największe autorytety medyczne. Z tłumu modlących się promieniuje swoiste fluidum, które z ogromną siłą działa na układ nerwowy. Jednak w przypadku chorób organicznych efekt ten musi zawieść.

Na medycznym biurze w Lourdes Carrel był świadkiem tragicznego przypadku: młody chłopiec z nieuleczalnym rakiem kości uda, przywieziony przez ojca – również lekarza – nie doznał żadnej poprawy. Z kolei, jak donosił Henri Lasserre, pewien górnik, który przez 18 lat cierpiał na żylaki i owrzodzenia nóg, został uzdrowiony w jedną noc po przyłożeniu kompresu nasączonego wodą z Lourdes.

Takie uzdrowienia nie były, jak twierdził, rzadkością – lecz relacje Lasserre’a, Boissarie czy Zoli nie miały naukowej wartości i nie zasługiwały na wiarę. „Trzeba pozostać sceptycznym” – mówił A. B. – „chory musiałby być zbadany przez kompetentnego lekarza tuż przed uzdrowieniem, aby cokolwiek można było stwierdzić z pewnością.

Granice nauki

Doktor A. B. dodawał, że u wielu osób – zwłaszcza kobiet – układ nerwowy potrafi wzmocnić objawy choroby, nawet przy realnych schorzeniach organicznych. Dlatego drobne uszkodzenie oka może wydawać się paraliżem powiek czy konwulsją. W chwili silnego uniesienia, gdy pielgrzym ogarnia wiara, część czysto nerwowa choroby może nagle ustąpić – i wtedy mówi się o cudzie.

Przytoczył przykład mężczyzny, którego ciało było zniszczone przez chorobę przewlekłą: w uniesieniu wstał z noszy, zawołał, że jest zdrowy, i przeszedł kilka kroków – po czym upadł martwy. „Tłum krzyczał: cud!”

O cudzie i naturze

Czy cud jest absurdem? – pytał Carrel. Nauka twierdzi, że tak. A jednak gdyby udało się z całą pewnością stwierdzić nagłe uzdrowienie choroby organicznej – odrastanie amputowanej kończyny, natychmiastowe zniknięcie nowotworu – czy nie należałoby przyjąć działania siły nadprzyrodzonej? To, jak mówił A. B., kwestia delikatna, bo wciąż wiemy zbyt mało o prawach natury.

Przypadek Marie Bailly

Rozmowa w końcu zeszła na młodą chorą, którą Carrel opisał jako Marie Ferrand, a która naprawdę nazywała się Marie Bailly. Dziewczyna cierpiała – jak wspomniano – na gruźlicze zapalenie otrzewnej w ostatnim stadium…

Alexis Carrel i cud w Lourdes – część II

Referat C. von Klinckowströma

Carrel wielokrotnie badał młodą pacjentkę. Była w stanie skrajnego wycieńczenia – lekarze obawiali się, że umrze mu na rękach. Gdyby miała zostać uzdrowiona, byłby to prawdziwy cud. „W Lourdes” – mówił dr A. – „wszystkie prawa natury ulegają zawieszeniu. Jestem przekonany, że to młode dziewczę może zostać uzdrowione – podobnie jak chorzy na raka.

Stan chorej pogarszał się z każdą godziną. Dr Carrel zbadał ją dokładnie i podał zastrzyk z kofeiny. Jej brzuch był twardy i napięty, a pod pępkiem wyczuwało się miękki, płynny obszar – klasyczny obraz gruźliczego zapalenia otrzewnej. W opinii Carrela pacjentka znajdowała się w końcowym stadium kacheksji (całkowitego wyczerpania organizmu), właściwie już w agonii – co potwierdził również lekarz z Bordeaux, dr I.

Czy można było odważyć się zabrać ją do basenów? Istniało realne niebezpieczeństwo, że umrze jeszcze przed grotą. Mimo to Marie Ferrand została przewieziona na noszach na kółkach. Jej oddech był krótki i szybki, puls przyspieszony – wyglądała na osobę nieprzytomną. Nie można jej było zanurzyć w wodzie, więc ograniczono się do obmycia brzucha. Następnie zawieziono ją do groty Massabielle, gdzie Carrel nie spuszczał jej z oka.

Moment przemiany

Ku jego zdumieniu dziewczyna nie była już tak blada jak wcześniej. Jej ogólny stan zaczął się poprawiać. Carrel sprawdził puls – był spokojniejszy, oddech zwolnił. Czyżby kryzys minął? Wkrótce nastąpiło coś, co wprawiło lekarza w osłupienie: nabrzmiały brzuch stopniowo się spłaszczał, aż w ciągu kilku minut obrzmienie całkowicie zniknęło. Serce biło regularnie. Na pytanie, jak się czuje, Marie odpowiedziała słabo, ale wyraźnie: „Czuję się dobrze, jestem uzdrowiona.”

Podniosła głowę, rozejrzała się i położyła na boku bez śladu bólu. Carrel stał wobec niewytłumaczalnego zjawiska – umierająca dziewczyna niemal całkowicie ozdrowiała! Czy mógł się pomylić w diagnozie? Czy nie była to jedynie „nerwowa” postać zapalenia otrzewnej? Ale objawy były jednoznaczne, a cała jej rodzina – rodzice i bracia – zmarła na gruźlicę.

W sali szpitalnej Carrel jeszcze raz dokładnie zbadał pacjentkę. Siedziała już na łóżku, z błyszczącymi oczami i rumieńcem na policzkach. Puls i oddech były normalne. Wszelkie zgrubienia i napięcia brzucha znikły, ciało odzyskało naturalny stan, jedynie nogi pozostały lekko obrzękłe. Trzej inni lekarze potwierdzili jego obserwacje. Nic nie stało już na przeszkodzie, by mówić o cudzie.

Rozterki naukowca

Carrel starał się zrozumieć konsekwencje tego doświadczenia. Czy rzeczywiście był to cud Boży? Rozmyślał: „Nic nie dowodzi, że Boga nie ma i że Matka Boska jest jedynie wytworem naszej wyobraźni. Trudno dowieść istnienia Boga, ale równie niemożliwe jest je zaprzeczyć. Jak to się dzieje, że wielkie umysły – jak Pasteur – potrafiły pogodzić przekonania naukowe z wiarą religijną? Prawdopodobnie każda z tych dziedzin ma swoje własne prawa.”

Sceptycyzm i pytania

Na tym kończy się relacja o Marie Ferrand. Pozostaje pytanie: co stało się z nią później? Czy pozostała zdrowa? Znane są bowiem przypadki tzw. pozornych uzdrowień w Lourdes – chwilowej poprawy pod wpływem silnych emocji, po których następował nawrót choroby. Tak było z panią Bouchel z Metz, cierpiącą na toczeń twarzy, która dwa lata po swoim „uzdrowieniu” w Lourdes zmarła w szpitalu.

W czasach, gdy Carrel odwiedzał Lourdes (a nawet jeszcze w 1913 roku), metody badań medycznych stosowane w tamtejszym biurze lekarskim były bardzo ograniczone. Badania wykonywali przypadkowo obecni lekarze – bez stetoskopów, rentgena czy innych narzędzi diagnostycznych. Natomiast całe przedstawienie organizowano tak, by lud – spragniony cudów – mógł uczestniczyć w wydarzeniach i przeżywać emocje wspólnoty wiary (jak zauważa Ed. Aigner).

Refleksja Carrela

Dr Carrel podsumował swoje wnioski w krótkiej notatce: „Wobec niezwykłych faktów musimy prowadzić dokładne obserwacje, nie kierując się uprzednio ustalonymi teoriami i nie troszcząc się o to, jakie miejsce dane zjawisko zajmie w ramach obowiązującej nauki.” Dodał również: „Nauka powinna zachować sceptycyzm wobec oszustwa i łatwowierności, lecz ma obowiązek nie ignorować faktów tylko dlatego, że wydają się niezwykłe lub trudne do wyjaśnienia.”

Carrel wyraził stanowisko, które zasługuje na uznanie i które zachowuje ważność również wobec zjawisk parapsychologicznych. Nie odnosił się on do nich z odrzuceniem. W zapiskach z roku 1941 notował:

„Nie wiemy nic o naturze ducha. Nie wiemy też nic o jego związku z materią (nawet z komórkami mózgowymi), tak jak niegdyś nie znaliśmy związku między światłem a materią. Czy istnieje oddziaływanie między duchem a materią, jak między światłem a materią? Czy istnieje między rzeczami środek komunikacji szybszy niż światło? Nigdy nie zmierzono prędkości połączeń telepatycznych.”

Nachtrag (Uzupełnienie)

W dniu 20 października 1950 roku monachijska „Neue Zeitung” opublikowała artykuł prof. dr. Arthura Joresa pt. „Jakie choroby zostały wyleczone w Lourdes?”. Profesor Jores był rektorem Uniwersytetu w Hamburgu i kierownikiem pierwszej niemieckiej kliniki psychosomatycznej. Jego uwagi zasługują na przytoczenie.

Profesor Jores stwierdza między innymi:

„Wydaje mi się znamienne, że większość uzdrowień w Lourdes dotyczy chorób, które według dzisiejszej wiedzy są zasadniczo uleczalne – między innymi gruźlicy. Choroby chirurgiczne i wewnętrzne zajmują drugie miejsce. Natomiast nie notuje się przypadków wyleczenia cukrzycy, ciężkich schorzeń nerek ani chorób układu krwionośnego.”

Jores zwraca też uwagę, że wśród uzdrowionych dominują kobiety w wieku od 16 do 45 lat – na dziesięć kobiet przypada tylko jeden mężczyzna w podobnym wieku. Choć nie wiadomo, czy proporcje pielgrzymów są podobne, faktem pozostaje, że nawet przy najostrzejszej krytyce w Lourdes dochodziło do uzdrowień, których nauka nie potrafi wytłumaczyć.

„Być może przyszłe pokolenia będą wiedziały więcej – i dlatego będą widziały mniej cudów” – pisał profesor Jores. Za przykład przytacza przypadek kobiety z zanikiem nerwu wzrokowego, która nagle odzyskała normalne widzenie i zdolność czytania. Lekarze nie stwierdzili żadnych zmian anatomicznych, jednak po roku nerw wzrokowy był całkowicie zdrowy.

Równie niewytłumaczalne wydaje się szybkie zamykanie się ran i owrzodzeń, obserwowane niemal na oczach świadków. Profesor Jores kończy swoje wyważone sprawozdanie wzruszającą refleksją:

„Cóż znaczą nieliczni uzdrowieni wobec tysięcy, którzy zostali pocieszeni i umocnieni, by z nową siłą wziąć swój krzyż na ramiona i nieść swoje cierpienie.”

P. R.

źródło: Alexis Carrel i Lourdes; Neue Wissenschaft. Zeitschrift Fur Parapsychologie / Zeitschrift fur kritischen Okkultismus – v1 1950.